ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Seriale o jedzeniu na Netflixie

10 lutego 2020 / Paulina Kondratowicz

Seriale o jedzeniu na Netflixie jako życiowa inspiracja!

Wspominałam Wam ostatnio, że jestem na diecie. No jestem. I nie, nie będę opowiadać Wam o tym, jak to super świetnie czy wręcz przeciwnie jest na niej być. Ale całe to dietowanie niejako wymusza na mnie przyrządzanie sobie jedzenia w domu. I pomagają mi w tym seriale o jedzeniu na Netflixie. 

 

Skończyły się błogie czasy szybkiego „cziza” z McDonald’s, czy też zapychanie się ulubionym białym chlebem z pasztetem z Biedronki. Stałam się, można powiedzieć, świadomym konsumentem, jeszcze bardziej świadomą fit larwą, a nade wszystko niemalże obozowym capo wśród znajomych, którzy proponują czipsika do piweczka. 

 

Ogarnęłam, że jeśli dalej pójdzie tak jak szło, to za rok łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż obejść. No i sobie od grudnia działam z dietą, zaprzyjaźniłam się z warzywniakiem, odkopałam kilka książek kucharskich, zapisałam do grupy wsparcia na Facebooku. 

 

Na całe szczęście nie jestem zwierzęciem, które nie lubi wody, czy stroni od warzyw. Tutaj jestem z siebie absolutnie dumna, ponieważ wszystko jakoś przychodzi mi łatwiej, fajniej i czuję się zdecydowanie lepiej, niż wówczas, gdy waga pokazała mi jakieś łgarstwa. 🙂

 

Będąc na diecie szukam inspiracji jedzeniowych i trudno ominąć szerszym łukiem wszystkie te wspaniałe programy kulinarne, którymi raczy mnie telewizja, ale i Netflix. W szale zmian, postanowiłam zajrzeć, co serwis proponuje w temacie gastronomiczno-kucharsko-dokumentalnym. Oto najlepsze seriale o jedzeniu na Netflixie. 

 

Cztery Składniki na Netflixie

 

A dzieje się sporo. Zaczynając od dokumentu „Cztery Składniki”, zabrałam się jako pasażer na gapę w podróż po smakach. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam, poza oczywiście gotowaniem, wiedzieć więcej na temat poszczególnych kuchni świata. Taka moja historyczna zajawka. 

W dokumencie traktującym o podróżach i gotowaniu, poznałam Samin Nosrat, która jest znaną szefową kuchni i autorką książek o gotowaniu. I wszystko to brzmi dość banalnie, ale materiał filmowy z jej udziałem to prawdziwa uczta dla zmysłów. 

Samin odwiedza przepiękne miejsca, w których kuchnia jest niemalże nierozerwalnym elementem kultury, sztuki, a nawet miejscem nawiązywania relacji międzyludzkich. W ciekawy sposób opowiada o czterech głównych składnikach potraw i w brawurowy sposób udziela porad kulinarnych. Dla mnie sama rozkosz, chociaż nie mam pojęcia jak smakują dania, które przyrządza, dopóki sama nie spróbuję ich odkryć na własną rękę. 

Uwielbiam w niej wszystko – naturalność, prostotę, szczerość, a nade wszystko kolory, którymi otacza się podczas odprawiania swoich czarów na patelni. 

Cztery składniki to nie tylko podstawa każdego odcinka, ale też filozofia. Samin zabiera nas w nostalgiczne podróże po historii miejsc, które odwiedza, wskazuje na ważne elementy kultury, które kształtowały smak i wybory gastronomiczne mieszkańców danych regionów. Dzięki jej wiedzy i humorowi, możecie odnieść wrażenie, że w zasadzie znacie te miejsca, znacie te smaki, poznajcie te wszystkie niuanse, które kryją sięga przygotowaniem każdej z potraw. 

Dla mnie „Cztery smaki” to coś więcej niż Małkowicz, dużo więcej kolorów niż Gessler, a już na pewno bardziej przyswajalna forma niż Nigella. Co ciekawe, dokument Netflixa oparty jest na szerokiej wiedzy kulinarnej nie tylko samej prowadzącej, ale też bazuje na doświadczeniu gości programów. Za to lubię seriale o jedzeniu na Netflixie. 

Uwielbiam jej mamę, która w zupełnie niegwiazdroski sposób, po mistrzowsku radzi sobie z… ryżem. Zresztą, każdy kto lubi gotować wie, że nie ma nic bardziej przyjemnego od ciekawego omówienia potraw. W serialu Netflixa po prostu wszystko pachnie. Jest miejsce na piękne ujęcia jedzenia podczas jego przyrządzania, ciekawy komentarz, rzut oka na otoczenie. Jest też pasja. Bez niej nawet najlepiej zapowiadający się przepis nie ma prawa nas uwieść. U Samin znajdziecie wszystko – siostrzane porady, profesjonalizm godny kucharzy z najlepszych knajp, na rozbrajającym poczuciu humor skończywszy. 

 

Chef’s Table na Netflixie

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wręcz obserwować wirtuozów gotowania w akcji. Tak przepyszna i niezwykła propozycja jaką jest „Chef’s Table” nie może więc umknąć Waszej uwadze. 

Wyobraźcie sobie, że macie niepowtarzalną okazję przyjrzeć się pracy i kreacji najlepszych, najbardziej utalentowanych i najbardziej znanych szefów kuchni z całego świata. Nagrodzony nagrodami Emmy, serial o jedzeniu na Netflixie „Chef’s Table” to po prostu niebo w gębie dla koneserów znakomitej kuchni. Każdy odcinek to inna historia. 

Niemalże godzinne spotkania obfitują w pełen smaków, kolorów, doznań spływ po inspirujących daniach spod rąk najlepszych kucharzy. Zaglądamy do kuchni eksperymentalnej, by za chwilę przenieść się do zupełnie, można by powiedzieć, zwyczajnych dań kuchni śródziemnomorskiej podlanej niebanalnym, czerwonym winem. I może nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że realizacja dokumentu jest po prostu należycie przyprawiona. Dla mnie największym zaskoczeniem była jednak prostota – dania prezentowane w odcinkach netflixowego dokumentu nie wydają się szczytem nie do osiągnięcia. I zainspirowały mnie do jeszcze większej fantazji i swobody w kuchni. Gdy jeszcze dorzucimy do tego komentarz, że owe pomysły i inspiracje wyznaczają nowe trendy… czujemy się jak na pokazie Gucci w pierwszym rzędzie. 

 

Cooked na Netflixie

Zdaję sobie też sprawę, że nie każdy musi poczuć pociąg do garnków i przypraw. Nie każdy też powinien. Jednak na przykładzie Michael’a Pollan’a i jego poczynań w kuchni w dokumencie „Cooked” możemy wysnuć kilka ważnych wniosków. 

Otóż kuchnia to nie tylko mieszanie w garnkach, to także psychologiczna rozgrywka pomiędzy smakami a kształtowaniem naszych sympatii, antypatii, a nawet społecznych norm. Sama zdziwiłam się ile w pieczeniu, warzeniu i duszeniu znajduje się filozofii, która ma ogromny wpływ na to kim w zasadzie jesteśmy. 

Zupełnie inaczej do gotowania podchodzą społeczeństwa bogate, a inaczej biedne. Inaczej ugotuje nam zupę Rosjanin, a jeszcze inaczej do kwestii zwykłego steka podejdzie Amerykanin. Michael Pollan pokazuje niezwykłą drogę, którą przebywa jedzenie od żołądka do mózgu. I co najciekawsze – wszystkie kwestie psychologii jedzenia wspaniale odzwierciedlają się w kwestii przygotowywania potraw. 

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ewolucja smaków i kuchni świata mogła mieć tak ogromny wpływ na skok cywilizacyjny wielu kultur. Oglądając Michael’a w akcji, mogę śmiało stwierdzić, że to „swój chłop”, który nie udaje, nie dmucha na zimne, jest szczery do bólu, a przy tym obłędnie inteligentnie łączy fakt gotowania z wpływem tego gotowania na nas wszystkich. 

Zastanawialiście się kiedyś, czy kuchnia, gotowanie i smaki mogą Wam pomóc w codziennym życiu? Wystarczy spojrzeć na kuchnie świata – dalekowschodnie, które słyną ze zdrowych i dietetycznych składników, europejskie kuchnie regionalne, które aż kipią historycznym sznytem, afrykańskie, które prześcigają się w prostocie i wyrazistości, czy południowoamerykańskie, które potrafią zaczarować mnogością smaków i egzotyką. Każdą z kuchni świata łączą cztery żywioły. 

Mamy więc niezwykłą możliwość poznać historię, antropologię i chemię, która łączy wszystkie te żywioły w jedno, kształtując gusta kulinarne ludzi na całym świecie. Seriale o jedzeniu na Netflixie pomagają zrozumieć, dlaczego gotowanie w garnku zmieniło sposób przyrządzania tak naprawdę każdej, znanej na świecie potrawy, jak ogień kształtował rozwój kuchni, dlaczego chleb jest podstawa tak wielu dań i wreszcie czy jedzenie sfermentowanego pożywienia może pomóc w wielu schorzeniach. Mnie aż zaburczało w brzuchu.

Czy gotowaniem można się po prostu zarazić jak ospą? Jestem zdania, że tak. Ciekawość smaków, odwaga w kuchni, tworzenie tak naprawdę prostych potraw mogą sprawić, że każdy z nas może stać się prawdziwym wirtuozem patelni. A nic tak nie zaostrza apetytu jak przepięknie przedstawione potrawy, ciekawe historie i bezpretensjonalny gawędziarz, który pokaże co i jak. 

Ja zgłodniałam, a Wy?

 

PS A jakie seriale o gotowaniu na Netflixie Ty polecasz?

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo