Change font size Change site colors contrast
Kultura

Rok magicznego myślenia – misterium przeżywania żałoby

1 listopada 2018 / Marta Osadkowska

Joan Didion nie jest w Polsce dobrze znana, a szkoda.

Dziennikarka, reporterka, pisarka, publikowała w New York Time, Life, Vogue. Jest autorką kultowych już tekstów obrazujących Amerykę w latach 60-tych, a także wywiadu z jedną z „dziewczyn Mansona”, biorącą udział w morderstwie Sharon Tate. Żyła wśród artystycznej bohemy, spotykała na imprezach i gościła w swoim domu Janis Joplin, Stones’ów czy Jima Morrisona. Sama...

Joan Didion nie jest w Polsce dobrze znana, a szkoda. Dziennikarka, reporterka, pisarka, publikowała w New York Time, Life, Vogue. Jest autorką kultowych już tekstów obrazujących Amerykę w latach 60-tych, a także wywiadu z jedną z „dziewczyn Mansona”, biorącą udział w morderstwie Sharon Tate. Żyła wśród artystycznej bohemy, spotykała na imprezach i gościła w swoim domu Janis Joplin, Stones’ów czy Jima Morrisona. Sama trzymała dystans do świata, który ją otaczał. Obserwowała i pisała.

W 2003 roku adoptowana córka Didion trafiła do szpitala z oznakami grypy. Okazało się, że to wstrząs septyczny, który bardzo szybko zbierał żniwo. Quintana zapadła w śpiączkę, oddychać mogła jedynie dzięki urządzeniom wspomagającym. Gdy młoda kobieta walczyła o życie w szpitalu, mąż pisarki, John, zmarł nagle na zawał serca. Swoje przeżycia Didion spisała w książce „Rok magicznego myślenia”, która była nominowana do najważniejszych nagród literackich w Ameryce.

„Rok magicznego myślenia” jest jak utkana z najdelikatniejszych nitek woalka.

Joan Didion i John Gregory Dunn, pisarz i scenarzysta, byli małżeństwem przez czterdzieści lat. Razem pracowali, razem odpoczywali. Byli jak jeden dobrze działający mechanizm, który nie może funkcjonować pozbawiony jednej z sił napędowych. Didion nie radzi sobie ze stratą najbliższego człowieka i wcale nie chce tego ukrywać.

Śmierć kończy świat, jaki znaliśmy.

Wchodzimy do nowej rzeczywistości, musimy nauczyć się od nowa żyć. Jesteśmy śmiertelnymi stworzeniami – podkreśla pisarka. Świadomość tego faktu nic nie zmienia. Są delfiny, które po stracie swojej pary odmawiają posiłków i umierają z głodu. Są gęsi, które w tej sytuacji szukają zmarłego, aż tracą orientację i giną. Tak reagują inne śmiertelne istoty, dlaczego ludzie odbierają sobie prawo do cierpienia? Jest jakiś społecznie akceptowalny wzorzec na żałobę, okres, po którym powinno być lepiej. Po pogrzebie, po tygodniu, po powrocie do pracy. Nie ma czasu, warunków i często przyzwolenia na smutek. Wcale nie tak dawno temu, żałoba po najbliższych trwała rok i była to sytuacja w społeczeństwie w pełni respektowana. Żałobnik był otoczony opieką najbliższych, którzy szanowali wszelkie metody radzenia sobie ze stratą. Dziś, kiedy wszystko dzieje się szybko, także naturalne procesy próbujemy przyspieszać. A tego zrobić się nie da.

Zapominamy o konieczności przejścia rytuału żałoby.

Didion najpierw analizuje każdą sekundę tragicznego wieczoru, każdy ruch swój, męża, lekarzy. W nieskończoność szuka, co mogła zrobić inaczej, jak zapobiec śmierci Johna. Jakie sygnały mogła dostrzec? Może, jak znajdzie ten moment, w którym była jeszcze szansa, wydarzenia zmienią swój bieg?

Ból nie mija, czas nie leczy tej rany. Brak tej jednej osoby sprawia, że cały świat wydaje się pusty. Nie ma zapomnienia, nie ma odpoczynku od braku. Strata bliskiego człowieka jest tak nierealna, że wydaje się doświadczeniem alternatywnej rzeczywistości. Bo jak to możliwe, że stoimy, oddychamy i świat trwa dalej, skoro ktoś dla nas niezbędny do życia właśnie z tego świata odszedł? Codzienność wydaje się majakami wariata, przecież nie może być rzeczywista. To wszystko nie jest normalne! Normalnie by było, gdyby John wrócił do domu, zdjął buty, wypił kawę. Joan nie umie oddać ubrań męża, nie potrafi sprzątnąć jego gabinetu. Bo co będzie, jak on wróci? Na tym polega tytułowe magiczne myślenie – na wierze w powrót męża. Wierze w powrót do normalności.

Racjonalny umysł Didion wie, co się stało.

Znał przyczynę zgonu, znał raport z autopsji, znał wyjaśnienia lekarzy i wszystkie przeczytane na temat chorób serca artykuły. Tyle, że żałobnik nie działa z poziomu racjonalnego umysłu. Śmierci nie da się zrozumieć, nie da się jej przemyśleć i na nią przygotować. Bo nawet mieć świadomość, że ona nadchodzi, to nie to samo, co być na nią gotowym. Ktoś jest z nami, a za chwilę już go na zawsze nie ma. Życie zmienia się szybko. Życie zmienia się w tej chwili. Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Następują miesiące desperackiego, nadludzkiego pragnienia cofnięcia czasu. Rozkładanie ostatnich chwil na ułamki, niekończąca się analiza „co by było, gdyby…”. Wyrzuty sumienia, choć nie ma dla nich przyczyny. Didion znajduje notatki męża, czyta je wielokrotnie: co oznaczają? Czy był szczęśliwy? Co chciał jeszcze zrobić? Może czegoś nie zdążył zrobić? Może powinna to dokończyć za niego? Może to coś zmieni, może wtedy…

Powtarza się ten okrutny moment, gdy mózg uświadamia sobie śmierć.

Gdy Joan wchodzi do domu i chce się podzielić usłyszaną historią, zaczyna mówić już od progu i…bam! Jak strzał w plecy – nikt nie słuchał, nikt nie odpowie. I tak ciągle, bo trudno pozbyć się pielęgnowanych przez czterdzieści lat nawyków. A każdy ten strzał jest jak rozpoczynanie procesu godzenia się ze stratą od początku. Każda zmiana w mieszkaniu jest jak mała zdrada. Gdy usycha kwiatek, który stał w domu, gdy John jeszcze żył, to jest jak kolejny element tworzący świat bez niego. A Joan nie chce tego świata. Nie chce, żeby czas mijał, bo to ją oddala od żyjącego męża.

Joan żegna nie tylko swojego męża, ale też siebie.

Siebie, którą znała przez większość swojego życia: żonę, która wszystko konsultuje z ukochanym, która się z nim kłóci i wychodzi na kolacje do ulubionych knajp. Tamtej Joan już nie ma.

Gdy Didion kończyła pisać „Rok magicznego myślenia”, zmarła Quintana. Autorka poświęciła jej kolejną książkę „Blue Nights”. W dokumencie The Center Will Not Hold, który można zobaczyć na Netflixie, pisarka mówi, że wielu starszych i chorych ludzi boi się nie tyle śmierci, ile pozostawienia swoich najbliższych i tego, jak sobie poradzą. Didion nikogo nie zostawia, to ona została sama. I ta samotność, smutek i żałoba są wypisane na jej twarzy. Bo żalu i bólu po stracie nie da się przegonić ręką, jak męczącego owada. Cierpienie jest częścią naszego życia, wpisuje się w nas. I nie ma co udawać, że jest inaczej.

 

Kultura

Serialowe – Love

13 lutego 2023 / Emilia Musiatowicz

„Dramat dramat dramat” – ciśnie mi się prześmiewczo na usta, gdy krzątając się po kuchni słyszę w tle „lecący” telewizor z serialem „Szpital”, a w nim pokrzykującą groźnie modelkę o zniszczonym życiu i karierze.

Zupełnie nie potrafię zrozumieć po co ktoś produkuje serial typu „jednorazówka”? Jednocześnie uświadamiam sobie, ile mieliśmy i mamy „na rynku” seriali medycznych. Aż się nie chce wierzyć, że nadal...

„Dramat dramat dramat” – ciśnie mi się prześmiewczo na usta, gdy krzątając się po kuchni słyszę w tle „lecący” telewizor z serialem „Szpital”, a w nim pokrzykującą groźnie modelkę o zniszczonym życiu i karierze. Zupełnie nie potrafię zrozumieć po co ktoś produkuje serial typu „jednorazówka”?

Jednocześnie uświadamiam sobie, ile mieliśmy i mamy „na rynku” seriali medycznych. Aż się nie chce wierzyć, że nadal pojawiają się nowe tytuły: Diagnoza, W rytmie serca oraz Lekarze na start. I ja się pytam – dlaczego akurat te szpitale i choroby i lekarze? Coś jednak musi w tym być, skoro sama jedną z kultowych pozycji, czyli Grey’s Anatomy oglądałam namiętnie przez wiele lat, a i parę odcinków „Leśnej Góry” się przycięło w niedzielę za starych dobrych czasów, w domu rodzinnym, przy kominku. Ale do rzeczy, a rzecz tym razem sprowadza się do mojego bardzo subiektywnego przeglądu seriali. Jak tylko popadam w stan, który określić można jako „głód serialu”, najczęściej przemierzam Internet w poszukiwaniu polecanych seriali. Tym razem ja sporządziłam short-listę seriali must-see w moich własnych kategoriach – może komuś się przyda? Bardzo proszę:

Serial prawniczy

Jak byłam mała, oglądałam Ally McBeal . Wówczas na fali inspiracji główną bohaterką pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym być prawnikiem (co pamiętam było mi sumiennie odradzane). Potem długo nie było nic, co by mnie porwało, aż do czasów aplikacji, kiedy to ktoś wymyślił Prawo Agaty. Pokochałam ten serial miłością wielką. Za co? Na pewno nie za treści prawniczo-merytoryczne (powinnam dyplomatycznie przemilczeć chodzenie na sali rozpraw, sprzeciwy w czasie przesłuchań i wyznaczanie rozpraw dzień po dniu, a nawet w nocy). Natomiast na pewno za ogólny klimat i za inspiracje stylizacyjne czerpane od głównej bohaterki (wielki szary szal z Zary, który sobie kupiłam wiedziona myślą że będę lepszym prawnikiem… z wyglądu, do dziś jest moim ulubionym zimowym akcesorium). Od ostatniego sezonu minęło już sporo czasu, a ja niekiedy wracam do niektórych odcinków – Bogu dzięki za player.pl.

SUITSów też ubóstwiam – to dzięki Rachel zrozumiałam, że czarny lakier na paznokciach w pracy może być ok.

A latem tego roku poznałam Netflixowe Drop Dead Diva. Serial jest w zasadzie komediowy – o tym jak modelka, która ginie w wypadku samochodowym, wraca do żywych w troszkę większym ciele pani prawnik. Mistrzostwo!

Serial kryminalny

Jakkolwiek wspieram polską kulturę i w czasie studiów obejrzałam z legalnego źródła każdy odcinek Kryminalnych , to jednak w tej kategorii wygrywa How to get away with murder, mimo, że jest to serial z gatunku tych, gdzie każdy ostatecznie będzie w coś zamieszany. Nie można jednak odmówić twórcom niesamowitych zwrotów akcji i stałego elementu zaskoczenia. Miałam bardzo długą przerwę między sezonami, myślałam, że już nie wrócę do wątków morderczych, ale jak już wróciłam, to nie mogłam się oderwać. Na pierwsze miejsce Ex aequo zasługuje też The Killing – zarówno w amerykańskiej (który oglądałam ja) oraz duńskiej wersji – mroczna i mocno deszczowa historia śmierci Rosie Larsen. Genialni główni bohaterowie, bardzo bardzo polecam.

Serial obyczajowy

Na pierwszy ogień daję Bloodline – to powolna, ale bardzo nieoczywista historia rodzinna opowiadana w scenerii bajkowej Florydy – dla jednych nudna, dla mnie idealna, z jedną z najlepszych serialowych czołówek.

W tej kategorii muszę też wspomnieć o Anne with an e. To propozycja Netflixa, na podstawie powieści Lucy Maud Montgomery Ania z Zielonego Wzgórza. A jako, że Anię uwielbiam i tę książkową i tę filmową z 1985 r., którą to na kasecie VHS oglądałam prawie w każdą sobotę rano (obejrzałam wszystkie części tego filmu tyle razy, że znam prawie każdy dialog). Zatem nie mogłam sobie odmówić, by przypomnieć sobie tę historię. Czekam na sezon 2, choć trochę boję się co wymyślą twórcy – czy ja dobrze myślę, że oni tam chcą jakiś dziwny wątek dramatyczno-kryminalny umieścić? Bo mnie interesuje tylko wątek miłosny Ani i Gilberta, nie oszukujmy się.

Serial komediowy

Sex and the city. Ta pozycja nie wymaga komentarza.

Serial na terapię „odmóżdżającą”

Plotkara. Odpalając każdy kolejny odcinek wszystkich 6 (słownie: sześciu !!!) sezonów zastanawiałam się – dlaczego ja to oglądam??? Odpowiedź jest i będzie tylko jedna – dla całkowitego relaksu. Dzięki serialowi przenosiłam się do świata takich głupot, że dzień od razu stawał się lepszy.

Serial dziwny

Nie lubię horrorów, nie lubię science-fiction. Nie lubię też zaczynać i nie kończyć oraz nie mieć zdania na jakiś temat. A swego czasu absolutnie wszyscy jak jeden mąż (wyłączając z tego mojego męża, który zdecydowanie odmówił udziału w tym procederze) zasiedli do oglądania drugiej serii Netfixowego Stranger Things. I jak zasiedli, tak nie wstali, dopóki nie skończyli. Zaciekawiło mnie jak wielu moich znajomych, przyjaciół, a nawet członków rodziny połączył ten serial. Pomimo wewnętrznej niechęci postanowiłam sprawdzić czy i na mnie podziała ten fenomen. Podziałał w ten sposób, że ostatnie resztki każdej wolnej chwili czasu jesiennego wygospodarowałam na „dooglądanie” obu serii. Bardzo się cieszę, że ukradłam sama sobie ten czas, bo pewna postać stała się dla mnie bohaterem absolutnie genialnym. Mama Willa (która ją zagrała Winony Ryder).To dla niej obejrzałam ten serial do końca.

To oczywiście zaledwie kilka pozycji z tej całej masy seriali, która powoli nas zalewa z Netflixa.

Ja się cieszę, choć zasadniczo na oglądanie nigdy nie mam czasu. Ostatecznie czas się znajduje, czasem marnuje, czasem dodaje sił i energii, czasem śmieszy, czasem wzrusza. Dlaczego tak lubimy seriale? Chyba właśnie dlatego, że dostarczają nam wrażeń, których na daną chwilę potrzebujemy, a których nam dzień nie dostarczył. Ważne, by jednak nie utknąć z nosem w alternatywnym świecie i czasem poszukać tych niezwykłych historii w naszych troszkę bardziej zwykłych życiach. Co nie znaczy, że nie możemy czerpać inspiracji z ulubionych bohaterów. Bo czyż w tym momencie nie jestem taką Carrie Bradshaw? Siedzę i piszę. I dobrze mi z tym. A jeszcze kilka lat temu, gdy na nią patrzyłam, jak ona tak siedzi i pisze, to jej tego zazdrościłam. Teraz to pewnie ona zazdrościłaby mi – wieku i ładnych dłoni;) Ha, wygrałam!

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo