Change font size Change site colors contrast
Kultura

Edukacja seksualna a Projekt „Stop pedofilii” Fundacji Pro – Prawo do Życia

24 października 2019 / Magdalena Droń

Edukacja seksualna stała się jednym z pierwszych punktów zapalnych tuż po wyborach.

Do dalszych prac decyzją Sejmu przeszedł obywatelski projekt nowelizacji Kodeksu Karnego penalizujący edukację seksualną. Według autorów, Fundacji Pro – Prawo do Życia, ma on chronić dzieci i młodzież przed deprawacją seksualną i demoralizacją. Teoretycznie.

W istocie jest to projekt skrajnie niebezpieczny i oparty na absurdalnych przekonaniach. Próba zakazania edukacji seksualnej pod pozorem walki z pedofilią, to działanie na szkodę nie tylko dzieci, ale wszystkich – rodziców, lekarzy, edukatorek, wychowawców, położnych – zajmujących się edukacją seksualną w Polsce, co zresztą fundacja wprost przyznaje w uzasadnieniu ustawy.

Według projektu nowelizacji przepis art. 200b Kodeksu Karnego ma zostać poszerzony o trzy paragrafy. Obok pojęcia „zachowania o charakterze pedofilskim” dodane zostaną zapisy obejmujące „pochwalanie lub propagowanie podejmowania przez małoletniego obcowania płciowego”. Warto zwrócić uwagę również na proponowany przepis art. 200b §4., który brzmiał będzie: Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Proponowana zmiana, a zwłaszcza lobbowanie z nią związane, jednoznacznie pokazują intencje projektodawców. Stłumienie prawa do rzetelnej edukacji, jak i zastraszenie osób zajmujących się edukacją seksualną i zapewnieniem opieki zdrowotnej osobom poniżej 18. roku życia – oto ich cel. Grupa PONTON, mająca stały kontakt z młodymi ludźmi, podkreśla, że proponowana nowelizacja Kodeksu Karnego zadziała na szkodę najmłodszych Polek i Polaków, pozbawiając ich dostępu do rzetelnej edukacji (edukacja seksualna), opieki zdrowotnej (konsultacje ginekologiczne, dostęp do antykoncepcji czy tabletki „po”) oraz zwykłego, ludzkiego wsparcia w kwestiach seksualności, dojrzewania, rozwoju, budowania zdrowych związków.

Chcemy podkreślić, że dostęp do rzetelnej edukacji to jedno z podstawowych praw człowieka, które jednak może niedługo zostać w Polsce poważnie naruszone. Co więcej, nawet w polskim ustawodawstwie znajdują się przepisy zapewniające młodym osobom dostęp do wiedzy o ich seksualności! Art. 4 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży stanowi, że do programów nauczania szkolnego wprowadza się wiedzę o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji. Realizowanie tego zapisu będzie w praktyce niemożliwe bez narażenia się na zarzuty o „propagowanie” i „pochwalanie” przejawów seksualności młodzieży – mówią przedstawiciele Grupy PONTON.

Nowelizacja jest kuriozalna również dlatego, że tzw. wiek zgody, od którego można zgodnie z prawem podejmować aktywność seksualną, wynosi w Polsce 15 lat. Projekt, chroniący osoby “małoletnie”, uwzględnia zatem fakt, że można podjąć aktywność seksualną z osobami od 15. roku życia, ale jednocześnie nie wolno ich informować o ich seksualności. Autorzy skazują zatem młodzież na niechciane ciąże, infekcje czy przemoc seksualną, wynikające z braku dostatecznej wiedzy w tym zakresie.

Za projektem „Stop pedofilii” stoi Fundacja Pro-prawo do życia Mariusza Dzierżawskiego. Przepisy wspiera też Instytut Ordo Iuris. Są to jednostki skoncentrowane na całkowitej tabuizacji seksualności w społeczeństwie, nie tylko wśród młodzieży. Ich zdaniem najlepiej by było, gdyby wszyscy przyjęli, że seks powinien być zarezerwowany wyłącznie dla par heteroseksualnych po sakramencie małżeństwa.

Statystyki dowodzą, że prawie 90% nastolatków spędza większą część doby w Internecie. O seksie powinni wiedzieć już wszystko. Z badań przeprowadzonych przez Grupę PONTON wynika jednak, że ich wiedza jest taka sama, jak dzieciaków sprzed dziesięciu lat. Bardzo powierzchowna.
W 2009 roku Grupa PONTON zapytała nastolatków o ich doświadczenia związane z edukacją seksualną. W raporcie “Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w Polsce?” zebrano 637 odpowiedzi. Aż 250 osób przyznało, że nigdy, na żadnym etapie edukacji szkolnej, nie miało styczności z takim przedmiotem, jak WDŻ (wychowanie do życia w rodzinie).

Niektóre z nadesłanych opisów lekcji były szokujące. Jedna z uczennic, lesbijka, uczęszczała na zajęcia tylko w pierwszej klasie. Przestała na nie chodzić, kiedy zorientowała się, że pani od WDŻ nienawidzi osób o orientacji homoseksualnej. Inni pisali o totalnej nudzie, braku kompetencji prowadzących – podkreśla przedstawicielka Grupy PONTON.

Po dziesięciu latach od pierwszego raportu, odpowiedzi młodzieży nie były optymistyczne i w zasadzie nie różniły się od tych z 2009 roku. Pomimo wprowadzenia do szkół WDŻ poziom wiedzy na temat seksualności i wszystkiego, co z nią związane, utrzymuje się na tym samym poziomie.
Przeciętny młody człowiek nie wie, w jaki konkretnie sposób dochodzi do zapłodnienia. Mowa tu o procesie biologicznym, elementarnej wiedzy na poziomie 5-6 klasy szkoły podstawowej. Język nauczycieli nie jest dostosowany do oczekiwań uczniów. Lukę w tym zakresie uzupełnia Internet, starsi koledzy i koleżanki. Dzieci i młodzież mają nieograniczony dostęp do forów, które nie są przez nikogo moderowane. Tam znajdują odpowiedzi na pytania: „Czy plemniki przejdą przez ubranie?”, „Jak stosunek był przerywany, to już nie potrzeba innej antykoncepcji?”. A są one zatrważające: „Musisz po seksie dobrze się umyć, tam w środku. Na pewno nie zajdziesz w ciążę”. Wyszukując zagadnień związanych z fizjonomią, fizjologią człowieka, czasem celowo, aby zaspokoić potrzebę ciekawości i zdobyć wiedzę na temat im niedostępny, sięgają po filmy pornograficzne. Tak wygląda edukacja seksualna polskich nastolatków w 2019 roku.

Edukacja seksualna a prawo

Prawna ścieżka zajęć z edukacji seksualnej w Polsce zaczyna się w roku 1993 wraz z uchwaleniem Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. To właśnie na podstawie tej ustawy Ministerstwo Edukacji Narodowej ma obowiązek prowadzenia zajęć z edukacji seksualnej w szkołach, a rząd co roku wydać sprawozdanie z wykonania wspomnianej ustawy. Kształt zajęć, ich organizacja oraz treść określane są rozporządzeniami MEN.

Edukacji seksualnej właściwie się nie prowadzi. Przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” skupia się na rodzinie. Nawiasem mówiąc, być może taki przedmiot też jest potrzebny, jednak dzieci w wieku lat 14-16 nie myślą jeszcze o zakładaniu rodziny. One dopiero wchodzą w pierwsze relacje, zaczynaj budować związki i potrzebują informacji, jak to zrobić bezpiecznie, jak nie naginać zasad, na co się nie zgadzać, czy jak wyrażać oczekiwania. Nie jest to bynajmniej etap przygotowania do małżeństwa. „Wychowanie do życia w rodzinie” nie odpowiada na podstawowe potrzeby, takie jak wiedza o tym, czym jest miesiączka, jak wygląda cykl menstruacyjny, co to są polucje nocne albo poranne wzwody. Na tych lekcjach nie uzyskają takich informacji.

Zgodnie z reformą szkolnictwa zajęcia z WDŻ są realizowane w szkole podstawowej w klasach IV–VIII, w branżowej szkole I stopnia, w klasach I–III liceum ogólnokształcącego i w klasach I–III technikum. Na zajęcia w ciągu roku przeznacza się 14 godzin, w tym po 5 godzin z podziałem na grupy dziewcząt i chłopców – to są zapisy z rozporządzeń MEN. Zajęcia te są z zasady obowiązkowe, ale można wypisać z nich dziecko (lub siebie, jeżeli uczeń czy uczennica ma ukończone 18 lat).

Uważamy, że zajęcia prowadzone są w niewystarczającym wymiarze czasowym. Często są traktowane “po macoszemu” – WDŻ pojawia się bardzo późno lub bardzo wcześnie w planie, w związku z czym wiele osób rezygnuje z uczestnictwa w tych lekcjach. Poza tym podział na grupy ze względu na płeć uważamy za zbędny – wiedza, którą otrzymują dziewczynki, chociażby o miesiączce, jest równie ważna dla chłopców. Oraz na odwrót – nie ma takiej wiedzy, która powinna być zastrzeżona tylko dla chłopców – dodaje Grupa PONTON.

Podstawa programowa, która określa ramy nauczania tego przedmiotu, została zmieniona w 2017 i jest dostępna na stronie . Grupa PANTON ma do niej zastrzeżenia. Jak podkreślają na swojej stronie, autorzy i autorki podstawy programowej skupili się głównie na pojęciu rodziny.

W całym dokumencie słowo to pada 173 razy, natomiast seks tylko dwa (w kontekście cyberseksu i uzależnienia od seksu). Częściej jest mowa o seksualności, ale głównie w przypisach cytowanych podręczników. Antykoncepcja pojawia się bardzo rzadko, za każdym razem przeciwstawiona naturalnym metodom planowania rodziny, przyrównywana właściwie aborcji. Pomimo obecności takich punktów jak seksualność człowieka czy dojrzewanie, całość koncentruje się wokół z góry narzuconych wartości. Nie ma też ani słowa o orientacjach seksualnych! Przekazywanie dzieciom tak nacechowanej ideologicznie wiedzy, często niezgodnej z najnowszą wiedzą medyczną i zupełnie nieodpowiadającą potrzebom młodych osób jest krzywdzące i niebezpieczne.

Edukacja seksualna a stereotypy

MEN dopuścił jedną serię podręczników do WDŻ. Są to książki “Wędrując ku dorosłości” autorstwa Teresy Król, wyd. Rubikon. Treści zawarte w tych podręcznikach są przestarzałe, zaprzeczają faktom i szerzą mity oraz stereotypy. Jakie?

Kobieta przedstawiana jest przede wszystkim jako matka, ale u mężczyzn nie akcentuje się roli ojcowskiej. Ponadto brakuje im obiektywizmu i są oparte w znacznej mierze na wierze katolickiej. Mało miejsca poświęca się cyberprzemocy i zjawisku sekstingu. Pełno zaś jest kuriozalnych stwierdzeń, np.: Dla wielu młodych ludzi masturbacja jest problemem; przyznają, że czują się z tym źle i chcieliby umieć się od niej powstrzymać. Nie dramatyzując problemu, dobrze byłoby potraktować go w kategoriach zadania: ‘Wiem, że to jest zachowanie niedojrzałe, chcę osiągnąć dojrzałość, więc podejmuję trud uporania się z nim’. Niektóre fragmenty są wręcz niebezpieczne, np.: Ginekolog to nie dentysta – regularne kontrole w Waszym wieku nie są konieczne. Jeśli dziewczyna czuje się zdrowo i ma kogoś zaufanego, kto odpowie na pytania czy rozwieje jej wątpliwości (najlepiej, by była to mama), wizyta jest niepotrzebna.

Na forach internetowych dla nauczycieli od wielu lat pojawia się sporo pytań na temat tego, kto może prowadzić zajęcia z WDŻ. § 6 Rozporządzenia MEN z dnia 12 sierpnia 1999 r. w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym stanowi, że zajęcia mogą być prowadzone przez osobę posiadającą kwalifikacje do nauczania w danym typie szkoły, która ukończyła studia wyższe w zakresie nauk o rodzinie albo studia podyplomowe lub kursy kwalifikacyjne zgodne z treściami programowymi zajęć w kontekście rozporządzenia o kwalifikacjach nauczycieli. To ogromne pole do interpretacji, ponieważ kursów i studiów z zakresu edukacji seksualnej jest na rynku całkiem sporo, nauczyciele zaś mają wątpliwości, które z nich ostatecznie dadzą im wymagane uprawnienia. Za zatrudnienie osoby i ocenę tych kwalifikacji odpowiada ostatecznie dyrekcja szkoły. Z raportów Grupy PONTON wynika, że najwięcej – 31% – osób prowadzących WDŻ to nauczyciele i nauczycielki biologii, przyrody lub ekologii. Kolejne 20% – historii, WOS-u, WOK-u lub zajęć artystycznych; 16% – nauczyciele WDŻ; 12% – religii.

U syna w szkole jest katechetka. U córki bibliotekarz. Często zdarzają się nauczyciele informatyki czy geografii, którzy chcą dorobić albo nie stracić godzin potrzebnych do pełnego etatu. Nie mają odpowiedniego przygotowania. Brakuje im pasji, otwartości i naturalnego podejścia do tematu. Chyba wstydzą się mówić o seksie i zamiast merytorycznej wiedzy, sprzedają dzieciakom określony światopogląd. Uzależniony od kościoła. Oczywiście, zdarzają się wyjątki i nauczyciele, którzy przekazują wiedzę rzetelną, neutralną, zgodną ze standardami WHO, wiedzą medyczną i psychologiczną dopasowaną do wieku dzieci i młodzieży. Ale takich pedagogów jest niewielu – podkreśla Agata, mama Tosi i Kacpra.

Uczeń na lekcjach WDŻ dowiaduje się, że życie seksualne powinien rozpocząć po ślubie. Słuchają tego 18-latki w liceum, a przecież wielu z nich ma już za sobą “pierwszy raz”. Jeden z dyrektorów liceum, w którym przeprowadzane były badania do raportu Grupy PONTON powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby jego córka chodziła na zajęcia, podczas których zakłada się prezerwatywę na fantom. Zatem w jaki sposób młodzi ludzie mają się nauczyć zabezpieczeń. Co złego w tym, że nastolatki przejdą takie szkolenie? Zdarzały się też inne przypadki, jeszcze bardziej szokujące:

Nauczycielka opowiedziała dzieciom o swojej koleżance z założoną spiralą antykoncepcyjną, która mimo to zaszła w ciążę i urodziła dziecko z tą spiralą wkomponowaną w głowę. To nie jest kabaret, tylko edukacja seksualna po polsku w XXI wieku – opowiada Magdalena Zimecka, psycholożka, seksuolożka, edukatorka seksualna i socjoterapeutka związana z Grupą PONTON.

To przykłady ze szkół, odnotowane i opisane w raportach.

Jak zatem powinna wyglądać edukacja seksualna według zaleceń WHO? Taką edukację prowadzi już od ponad 17 lat Grupa Edukatorów Seksualnych PONTON. Na zajęciach wyposaża młodzież w wiedzę neutralną światopoglądowo, rzetelną, zgodną z najnowszymi badaniami i wytycznymi, m.in. właśnie Światowej Organizacji Zdrowia. Sporo czasu poświęcane jest tematom antykoncepcji. Każdy ma prawo wiedzieć, że takie środki istnieją, a nikogo nie obliguje to do ich stosowania. Poruszane są również tematy związane z dojrzewaniem, zmianami zachodzącymi w organizmie młodego człowieka, akceptacją własnego ciała, asertywnością, stawianiem granic. Mówią także o infekcjach przenoszonych drogą płciową i o tym, do jakiego lekarza można się z nimi zgłosić. Grupa PONTON prowadzi zajęcia od siódmej klasy (dawniej druga gimnazjum). Jednak szum medialny nakręcany jest w związku ze standardami WHO dla kategorii 0–4 lata. Prezes Jarosław Kaczyński ostrzegał podczas konwencji regionalnej, że dokumenty WHO zalecają seksualizowanie najmłodszych dzieci. Ale nikt nie zamierza przecież programowo prowadzić edukacji seksualnej w przedszkolu lub w żłobku. Na tym etapie taka edukacja pozostaje w gestii rodziców.

Jeśli chodzi o grupę dzieci od urodzenia do 4. roku życia, to standardy polegają na tym, żeby wesprzeć rodziców, opiekunów i osoby pracujące z małymi dziećmi w tym zakresie. W temacie masturbacji dziecięcej nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje. Standardy opisują również, co jest normą, a co odchyleniem od niej. Absolutnie nie ma lekcji z masturbacji. Zresztą małych dzieci nie trzeba uczyć masturbowania się. Niektóre się dotykają, to jest masturbacja wczesnodziecięca. Takie zjawisko występuje, a potem mija. Żadnych instruktaży na ten temat nie prowadzimy – dodają przedstawiciele grupy.

W tak wczesnym wieku edukacja seksualna ma polegać na mówieniu o różnicach płciowych, o tym, że dzieci rodzą się z brzucha mamy. To odpowiadanie na to, co dziecko zauważa w otaczającym je świecie. O tym właśnie mówią standardy WHO. Dzieci otrzymują wiedzę dostosowaną do wieku, z poszanowaniem ich granic. Edukatorzy reagują na potrzeby: odpowiadają na to, co dzieci chcą wiedzieć. Wciąż za mało w edukacji prowadzonej w szkołach poświęca się tematom związanym ze społecznością LGBT+, czasem w ogóle. Zajęcia prowadzone przez PONTON trwają trzy godziny lekcyjne. Niewielki fragment scenariusza poświęcony jest tematyce LGBT.

Nie jesteśmy w stanie całego zakresu wiedzy z edukacji seksualnej przekazać w tak krótkim czasie. Czasami dzieci mają zaległości od czwartej klasy, nie wiedzą, jak dochodzi do zapłodnienia na przykład. Wtedy musimy na bieżąco reagować na to, z kim pracujemy podczas warsztatu. Musimy się zorientować, czy klasa ma na tyle wiedzy, żeby omawiać dodatkowe tematy, czy bazować na podstawach.

Zbigniew Lew-Starowicz, polski psychiatra i psychoterapeuta, ekspert z zakresu seksuologii i konsultant krajowy w tej dziedzinie, profesor nauk medycznych, od lat powtarza, że wbrew pozorom w latach 70. i 80. dzieci wiedziały więcej i mądrzej na temat seksu niż dzisiaj.
Dzisiejsza młodzież jest bardzo niedoinformowana. Ciągle słyszymy, że dzieci nie trzeba uczyć, bo jest internet. Internet mógłby być źródłem wiedzy, gdyby młodzież wiedziała, jak z niego korzystać. Tego też ktoś powinien ich nauczyć. Internet nie jest rozwiązaniem problemów dzisiejszej młodzieży – reasumuje Kasia, mama Zosi.
_______________
Projekt prowadzenia zajęć z edukacji seksualnej pojawił się w tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego w Warszawie. Inicjatywa pod nazwą „Edukacja Seksualna – dobrowolne warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych” zakładała „przeprowadzenie warsztatów, działań teatralnych, artystycznych i animacyjnych, które posłużą jako narzędzie edukacji seksualnej różnych grup wiekowych”. W projekcie można było przeczytać, że „warsztaty obejmować będą m.in. zagadnienia: mowy nienawiści, in vitro, życia uczuciowego, chorób przenoszonych drogą płciową (np. współczesna medycyna w walce z AIDS), tożsamości płciowej, pornografii, adopcji, przeciwdziałania przemocy, praw pacjenta, emocji, profilaktykę nowotworową, temat seksu w internecie, stawiania granic i bliskości”.
Wart 4,6 mln zł projekt przewidywał ponadto, że w każdej warszawskiej dzielnicy przez minimum 200 godzin w ciągu roku dostępny byłby terapeuta, do którego mogłaby zgłaszać się zarówno młodzież, jak i rodzice. Projekt został jednak ze względów formalnych negatywnie zaopiniowany przez ratusz.
_______________
Kiedy jest dobry czas na pierwszy raz i jak się do niego przygotować? Co to jest grooming, seksting i consent? W jaki sposób rozpoznać infekcje przenoszone drogą płciową i gdzie je leczyć? Jak dobrać najlepszą metodę antykoncepcji? Czy kobieta, która spędziła noc z inną kobietą, jest już lesbijką? W czym może nam pomóc masturbacja? „#SEXEDPL” obejmuje wszystko, co powinniśmy wiedzieć, ale często wstydzimy się zapytać. Porządna dawka wiedzy podana jest w taki sposób, że trudno się od niej oderwać.

Dokładnie rok temu, odważna i przełomowa kampania #SEXEDPL w kilka miesięcy podbiła polski internet. Jej pokłosiem była książka skierowana do młodych ludzi “#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie”. To nie pierwszy przykład tego, że Anja, jedna z najbardziej uznanych modelek na świecie, to oddana aktywistka społeczna. Twarzami jej kampanii stali się między innymi Monika Brodka, Maffashion, Robert Biedroń i Maciej Stuhr. Na potrzeby książki Rubik przeprowadziła rozmowy z kilkunastoma ekspertkami i ekspertami, których otwarcie pyta o wszystko, co w polskim społeczeństwie często kategoryzowane jest jako tabu. Książkę wyróżnia wyjątkowa oprawa wizualna. Komiksy znanej w sieci jako Kiciputek Katarzyny Babis i fotografie Zuzy Krajewskiej dodają całości dynamiki, lekkości i elegancji.
Książka „#SEXEDPL” została pomyślana tak, by była osiągalna i dostępna dla jak największego grona odbiorców – aktulnie kosztuje ok. 10zł. Tak niska cena wynika z non profitowego charakteru publikacji – zarówno Anja Rubik, jak i Wydawnictwo W.A.B. zrezygnowali z zysków ze sprzedaży, które zostaną przekazane na rzecz Fundacji #SEXEDPL.

Kultura

Catcalling. Gwizdanie to nie komplement.

15 października 2020 / Magdalena Droń

Nigdy nie byłam klasyczną pięknością, a już na pewno nie w wieku 14 lat, kiedy dopiero odkrywałam swoją kobiecość.

A to właśnie wtedy po raz pierwszy doświadczyłam słownego molestowania w przestrzeni publicznej. Jak zareagowałam? Tak jak zapewne większość nastolatek, które obrzucane są pseudokoplementami na ulicy – zawstydzeniem i wycofaniem. Czułam strach i zaniepokojenie, szczególnie przed tym, co będzie dalej, jak rozwinie się sytuacja. Przecież mógł za mną iść, śledzić mnie czy nawet gorzej…

Nie wynikało to chyba z mojego poziomu samoakceptacji w tamtym czasie, ale tego, że nikt nie przygotował mnie psychicznie na takie zaczepki. Ba! Wychowałam się w tradycyjnej społeczności, która takie teksty i pogwizdywanie nakazywała interpretować jako przejaw adoracji płci przeciwnej. Podziw ich urody. Nic złego, ot rzucone „ładne cycki” z rusztowania na budowie w kierunku dziewczyny przechadzającej się w letniej sukience na przejściu dla pieszych. Ciekawe tylko czy gdybym ja, nawet dziś, jako 30-letnia kobieta, zaczęła na ulicy mlaskać, gwizdać i zaczepiać z grupką przyjaciółek przypadkowych kolesi, zostałabym odebrana jako „adorująca faceta” czy raczej zdrowo stuknięta…  Wiadomo, że bym tego nie zrobiła. A przecież to byłoby dokładnie to samo – sprowadzenie człowieka do poziomu obiektu seksualnego. 

Czym jest catcalling? 

Mówimy o zjawisku, które znane jest od wieków, a jednak dopiero dwa lata temu zostało odnotowane również jako termin w języku polskim. Catcalling to „wulgarne zaczepki lub komentarze o charakterze seksualnym kierowane przez mężczyzn do kobiet w przestrzeni publicznej”. Chociaż osobiście nie spotkałam się z sytuacją odwrotną, od każdej reguły znajdą się wyjątki. Do definicji dodałabym więc – w znacznej mierze do kobiet. 

Jakie są socjologiczne korzenie takiego zachowania? Można się ich dopatrywać w polskim patriarchalnym społeczeństwie, w którym dziewczynki wychowywane są na istoty uległe, wrażliwe, piękne i miłe dla wszystkich. A chłopcom po prostu wolno więcej, bo przecież „to tylko chłopiec (ang. boys will be boys). Brzmi znajomo prawda? Chociaż wychowałam się w latach 90. i nie mam swoim rodzicom absolutnie nic do zarzucenia, bo takie wzorce były im przekazywane z pokolenia na pokolenie, doskonale wiem, o czym mowa. Dziewczynki powinny być ciche, niewyróżniające się z tłumu, dobre i pracowite. Dziewczynka, szczególnie katoliczka, wychowana w zależności od płci nadrzędnej, może nigdy nie uzyskać świadomości, że jej podstawowe prawa są łamane. Co oznacza, że jako dorosła kobieta będzie miała trudności właściwą reakcją na ordynarne zachowanie i dostrzeżeniem potencjalnego niebezpieczeństwa.

Dlaczego ważne jest, byśmy reagowały?

Większość z nas na wulgarne zaczepki w ogóle nie reaguje. Nie chodzi wyłącznie o bierność samych ofiar, ale także świadków catcallingu. Nie każda ma przecież dość siły, by w sytuacji, gdy idzie ulicą, a stojący na chodniku mężczyzna gwizdnie lub powie coś niestosownego, krzyknąć: „Sp*erdalaj, nie życzę sobie takich tekstów!” lub „Naprawdę, stać Cię tylko na gwizdanie?” Chociaż zdaniem ekspertów to właśnie ośmieszenie jest najlepszą ripostą. Nie musisz oczywiście zwracać się wyuczonymi formułkami. Chodzi o pokazanie słownemu molestantowi, gdzie jego miejsce i zdyskredytowanie go w oczach znajomych. Świadkowie zdarzenia również powinni dawać do zrozumienia, że takie zachowanie nie jest w porządku i nie ma zgody na słowne molestowanie kobiet w przestrzeni publicznej. Nie reagując, przyzwyczajamy agresorów do tego, że mają na takie zachowanie przyzwolenie, wolno im więcej, co prowadzi do przekraczania kolejnych granic. Przyzwyczajamy też ofiary (w większości kobiety) do tego „że tak po prostu jest”, „musimy być przyzwyczajone”. A to kompletna bzdura!

Pamiętaj jednak, że najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo. Jeśli więc  jest wieczór, idziesz sama, a wkoło nie ma świadków, lepiej przyśpieszyć kroku i zwyczajnie zlekceważyć zaczepki. Jeśli czujesz się zagrożona – poproś kogokolwiek o pomoc. Uważaj na siebie, Twoje bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Sprawiedliwość musi być po naszej stronie!

Co ciekawe, w Europie catcalling jest już karalny. W 2019 roku we Francji wprowadzono przepisy karzące słownych molestantów mandatem w wysokości 750€. Kary pieniężne wprowadziła także Holandia. Była to reakcja na projekt studencki „Dear Catcallers”, w którym użytkowniczka Instagrama zamieszczała na platformie zdjęcia catcallerów i cytowała ich wulgarne zaczepki. W Holandii za pogwizdywanie na kobiety czy niewybredne komentarze trzeba zapłacić karę w wysokości do 4000€. 

Catcalling w Polsce 

Chociaż prawo polskie w tym zakresie milczy, w kwietniu ubiegłego roku w stolicy zorganizowano kampanię społeczną „To nie komplement!” wymierzoną przeciwko catcallingowi. Celem haseł rozwieszonych na ulicach Warszawy było uświadomienie Polakom jak traumatyczny wpływ na ofiarę mają wulgarne zaczepki. Za projekt odpowiedzialne były Marta Wróblewska, Martyna Czabańska i Natasza Pieczara. Na swojej stronie zamieszczały nie tylko przykłady catcallingu („brałbym”, „oh la la”, „lubię takie ostre”), prawdziwe historie ofiar, ale także wyniki ankiety dotyczącej pozornie nowego zjawiska. W badaniu wzięło udział ponad 2000 osób, z czego 90% ankietowanych było w wieku 16 – 21 lat. Na szczęście młode pokolenie wie, że w zaczepkach nie ma nic fajnego, ani tym bardziej niewinnego (jak często mówią agresorzy). Niestety, większość badanych osób minimum raz doświadczyła zaczepek.

Całe szczęście świat idzie do przodu. Wychowujemy nasze córki i synów w zupełnie inny sposób – w świadomości i poszanowaniu dla istoty ludzkiej i jej ciała. Musimy jednak zdawać sobie sprawę zjawisk, które jeszcze przez kilka (bardziej optymistyczna wersja), jeśli nie kilkanaście lat będą z nami na porządku dziennym. I choć nie liczę na to, że któryś z molestantów trafi na ten tekst i zastanowi się dwa razy nad swoim poczynaniem, uwrażliwiajmy swoje dzieci na takie zachowania, bo to one są pokoleniem, które (miejmy nadzieję) odczuje zmianę i realnie nią będzie. 

Spotkałaś się kiedyś z catcallingiem? Jak zareagowałaś?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo