Change font size Change site colors contrast
Felieton

Okulista dziecięcy na cito

25 marca 2018 / Magda Żarnowska

Wyobraźcie sobie taką sytuację.

Jest piątkowe popołudnie, praktycznie wieczór. Po pracy odbieracie dzieci i wleczecie się z nimi przez pół miasta, aby dotrzeć do domu. W domu standard, trzeba ogarnąć jakiś ciepły posiłek, a w tle słychać „Mamoooooo, a ona mnie bije!!!”. Kiedy już opada bitewny kurz, można w pełni poświęcić uwagę dzieciom. Siadacie do zabawy, przyglądacie się latoroślom i zauważacie, że…. Wasze...

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest piątkowe popołudnie, praktycznie wieczór. Po pracy odbieracie dzieci i wleczecie się z nimi przez pół miasta, aby dotrzeć do domu. W domu standard, trzeba ogarnąć jakiś ciepły posiłek, a w tle słychać „Mamoooooo, a ona mnie bije!!!”. Kiedy już opada bitewny kurz, można w pełni poświęcić uwagę dzieciom. Siadacie do zabawy, przyglądacie się latoroślom i zauważacie, że…. Wasze dziecko ma zeza!

Kto w piątkowy wieczór nie diagnozuje zupełnie nowego odkrycia tej skali przy pomocy doktora Google, niech pierwszy rzuci kamieniem..  

Tak też było u nas. Kiedy odnotowałam tę zmianę w wyglądzie mojej niespełna dwuletniej córeczki, nie zareagowałam od razu paniką. Najpierw postanowiłam skonsultować swoje obserwacje z mężem – wiadomo faceci są bardziej konkretni i zdarza się, że mniej dają się ponieść histerii. Miałam nadzieję, że powie „ee tam, znowu wymyślasz!”, ale (o zgrozo!) potwierdził moje przypuszczenia. Wtedy już nie miałam absolutnie żadnych hamulców i ograniczeń niekontrolowanej paniki zmieszanej z rozpaczą. Bo trzeba Wam wiedzieć, że jako możliwe przyczyny zeza u najmłodszych, Internet podaje milion schorzeń, począwszy od wady wzroku, na chorobach nowotworowych kończąc.

Pędziliśmy tak razem w naszych najczarniejszych wizjach przez większość weekendu, aż ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i zadecydował, że trzeba po prostu jak najszybciej skontaktować się z OKULISTĄ.

Rozpoczął się kolejny etap przeczesywania Internetu, w poszukiwaniu specjalisty godnego zaufania.

I okazuje się, że w tej maleńkiej mieścinie, zabitej dechami, czyli Bydgoszczy, na znanych portalach skupiających równie znanych lekarzy różnej specjalizacji, okulistów jest owszem bardzo wielu, ale jeśli kryteria poszukiwania zawęzimy do hasła „okulista dziecięcy”, to wybór praktycznie nie istnieje. Skoro portal z wieloma lekarzami zupełnie nam nie pomógł, Internet przeszukaliśmy w bardziej staromodny sposób i właśnie tą drogą trafiliśmy do naszej pani doktor.

I teraz odrobina wiedzy zdobytej w ogniu walki.

Badanie wyglądało zupełnie standardowo. Trochę się obawiałam tego, czy pani doktor będzie w stanie zbadać tak małe dziecko, które nie zawsze chętnie współpracuje. Co więcej, nie do końca wyobrażałam sobie, jak będzie wyglądał ten moment, który w badaniu dorosłych polega na czytaniu liter z pewnej odległości. Moje obawy częściowo się potwierdziły, gdyż na początku Młoda zupełnie nie zamierzała współpracować. Nawet przystawienie jej główki do poszczególnych aparatów diagnostycznych nastręczało pewnych trudności i musieliśmy wzbić się na wyżyny dyplomacji, a w zasadzie przekupstwa, żeby udało się je doprowadzić do końca. Czytanie literek w tym wypadku zostało zastąpione przez rozpoznawanie kształtów zwierząt i przedmiotów codziennego użytku, ale tutaj już polegliśmy na całej linii. Młoda co prawda mówi świetnie, jak na swój wiek, ale jest przy okazji wyjątkowo uparta. Postanowiła nie udzielać odpowiedzi na nasze pytania i mimo iż stawaliśmy na rzęsach, żeby powiedziała, że na ścianie wyświetlony jest kot, byliśmy z niej w stanie wydusić jedynie zdanie „ja nie wiem”. Tak czy inaczej, zebrane informacje wystarczyły do postawienia diagnozy.

Okazuje się, że wada objawiająca się zezowaniem dziecka występuje dosyć często. W wyniku badań odkryto natomiast, że nasza córka zmaga się z dosyć sporą nadwzrocznością i wadę tę trzeba korygować poprzez noszenie okularów.

Korzystając z okazji postanowiłam zadać też kilka pytań na temat wzroku naszych najmłodszych pani doktor Edycie Migdalskiej, specjalizującej się między innymi w diagnostyce chorób oczu u dzieci i dzięki jej uprzejmości, odpowiedziami mogłam się z Wami podzielić.

 

Jaka jest przyjęta w Polsce profilaktyka, jeśli chodzi o badanie wzroku dzieci? Kiedy, postępując zgodnie z zaleceniami lekarzy, rodzice mają szansę dowiedzieć się, że ich dziecko może źle widzieć? Czy istnieją jakieś badania przesiewowe?

Wiadomo, że nie ma nic lepszego niż profilaktyka. W związku z tym dzieci obowiązują badania profilaktyczne ( tzw. badania bilansowe) przeprowadzane przez lekarza rodzinnego lub pediatrę w 0,2,4,6,10,14 i 18 roku życia. Jednym z elementów badania profilaktycznego są tzw. testy przesiewowe , które dotyczą m.in. oceny funkcji narządu wzroku. W razie wątpliwości lekarz kieruje pacjenta do specjalisty. Trzeba zawsze pamiętać, że wady wzroku, podobnie jak wiele innych schorzeń, mogą się dziedziczyć i szczególnie rodzice z wadami wzroku powinni być wrażliwi na najmniejsze, niepokojące objawy u swoich dzieci, mogące wskazywać na problemy z widzeniem.

Na co rodzice powinni zwracać szczególną uwagę, aby jak najszybciej udało się zdiagnozować chorobę oczu u dziecka?

Objawem, który najczęściej skłania rodziców małych dzieci do wizyty w gabinecie okulistycznym jest zez. Nie należy go bagatelizować, ponieważ może świadczyć zarówno o wadzie wzroku, jak i o innych, potencjalnie niebezpiecznych schorzeniach takich jak np. zaćma wrodzona czy siatkówczak. W tym ostatnim przypadku zdarza się, że rodzice zauważają „biały odblask” ze źrenicy pojawiający się na zdjęciach robionych aparatem fotograficznym. U starszych dzieci niepokoić mogą częste bóle głowy, niechęć do nauki, pisania, czytania, kłopoty z koncentracją, a także nawracające stany zapalne spojówek i brzegów powiek.

Jakie, zgodnie z Pani doświadczeniem, wady wzroku najczęściej występują u najmłodszych? Czy łatwo je przeoczyć?

U najmłodszych dzieci, czyli w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, a nawet młodszych, najczęściej występuje nadwzroczność. Wynika ona z nieprawidłowej budowy gałki ocznej, która to nieprawidłowość może dotyczyć jej długości-zbyt krótka gałka, lub budowy układu optycznego oka. Istnieje też nadwzroczność fizjologiczna, która nie daje objawów i nie wymaga leczenia, ewentualnie potrzebne są okresowe kontrole okulistyczne. U dzieci starszych i młodzieży częściej pojawia się krótkowzroczność, czyli wada wzroku odpowiedzialna za niewyraźne widzenie przedmiotów znajdujących się w pewnej odległości , przy jednoczesnym braku problemu z widzeniem z bliska. W tym przypadku dzieci z reguły same zgłaszają rodzicom problem lub otrzymują informację od pielęgniarki lub lekarza przeprowadzającego badanie profilaktyczne.

Jak wygląda leczenie nadwzroczności i zeza u dzieci? Ile z reguły trwa?

W sytuacji, gdy rozpoznano wadę wzroku u dziecka, w tym nadwzroczność, najważniejsza jest jej prawidłowa korekcja szkłami okularowymi tak, aby dziecko jak najlepiej widziało z każdej odległości. Jeżeli nadwzroczności towarzyszy zez, to po zastosowaniu szkieł korekcyjnych najczęściej gałki oczne „ustawiają się” w prawidłowej pozycji, czyli równolegle. Istnieją sytuacje, gdzie pomimo prawidłowo skorygowanej okularami wady wzroku nadal oczy „zezują”, np. wtedy, gdy wada w nierównym stopniu dotyczy obojga oczu. Wówczas oko, w którym wada jest większa z reguły jest okiem zezującym i zdarza się, że też niedowidzącym, czyli okiem, w którym doszło do utrwalonego pogorszenia widzenia. W takich przypadkach lekarz najczęściej zaleca metodę obturacji , czyli zasłaniania oka lepiej widzącego lub penalizacji, czyli celowe pogorszenie widzenia oka lepiej widzącego przez zastosowanie „niewłaściwego” szkła korekcyjnego w okularach lub przez zakrapianie do oka kropli zawierających atropinę. Czas leczenia nadwzroczności zależy głównie od wielkości wady, im jest ona większa, tym czas leczenia dłuższy. Czasem istnieje konieczność używania  korekcji okularowej lub soczewek kontaktowych przez całe życie, choć w wieku dorosłym można poddać się operacji laserowej korekcji wady wzroku. W sytuacji, gdy pomimo leczenia zachowawczego (okulary korekcyjne, ćwiczenia pleoptyczno-ortoptyczne itd.) nadal utrzymuje się zez, konieczny może okazać się zabieg operacyjny.

Czy można się spodziewać, że córka już zawsze będzie zmagała się z wadami wzroku?

Dzięki odpowiedniej korekcji okularowej, czyli takiej, która pozwala na prawidłowe widzenie do dali i bliży, dzieci z nadwzrocznością, a także z krótkowzrocznością i astygmatyzmem funkcjonują równie dobrze jak ich rówieśnicy bez wady wzroku. Wymagają systematycznych kontroli u lekarza okulisty oraz zmiany szkieł korekcyjnych, jeżeli jest taka konieczność. Wada wzroku najczęściej pozostaje na całe życie, natomiast okres dziecięcy jest najistotniejszy jeśli chodzi o uzyskanie najlepszej możliwej ostrości wzroku każdego oka.

 

Od wizyty minęło już trochę czasu. Nasza córka ma już okulary. Na razie nosi je sporadycznie, gdyż przy jej charakterze woleliśmy nie zmuszać jej do niczego nagle w obawie, że przyniesie to odwrotny skutek. Na początku zresztą pani doktor radziła też, aby zakładać jej okularki na chwilę podczas zabawy, kiedy ogląda książeczki lub rysuje. Cała idea polega przecież na tym, żeby Mała sama zobaczyła różnicę i pokochała okulary, prawda?

Wszystkim rodzicom w podobnej sytuacji mogę poradzić jedynie jak najszybszą konsultację z okulistą. Prawdziwy profesjonalista potrafi rozwiać rodzicielskie obawy i przeprowadzić nas za rękę przez tak trudne tematy. Powodzenia!

Felieton

Znajdź język miłości swój i partnera i ciesz się szczęściem?

3 sierpnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

Ile razy czułaś lekkie uderzenia gorąca i musiałaś liczyć do dziesięciu, gdy Twój partner zamiast pomóc Ci ogarnąć cyrk w domu – płaczące dziecko, sterta naczyń, pranie do wywieszenia, góra ubranek do wyprasowania – przynosił Ci prezent i zupełnie na serio dziwił się, że jesteś wściekła?

Ile razy miałaś ochotę krzyczeć, gdy Twój mąż zamiast usiąść z Tobą przy stole lub na kanapie i rozmawiać, brał się za mycie naczyń lub odkurzanie? Do ilu kłótni doszło w waszym domu tylko dlatego, że miłosny list, kwiaty lub śniadanie zrobione do łóżka nie wystarczyły, gdy czułaś rozczarowanie spowodowane tym, że on znowu wychodzi z kumplami zamiast spędzić wartościowy czas z Tobą? 

Kilka dobrych informacji, które sprawią, że odłożysz papiery rozwodowe lub ciężkie przedmioty na bok!

Po pierwsze, zarówno z Tobą, jak i z Twoim partnerem jest wszystko w porządku. Co więcej, również z Waszym związkiem jest wszystko dobrze, a jedyne czego Wam brakuje to nieco zrozumienia, jak poruszać się w miłości. Jest to niezwykle proste i jeśli z czasem stanie się dla Was intuicyjne, będziecie znowu zakochani w sobie, jak wtedy gdy pierwszy raz spojrzeliście sobie w oczy. 

Twój własny zbiornik na miłość

Każdy z nas nosi w sobie swój indywidualny zbiornik na miłość, który może się regularnie napełniać lub pozostawać pusty. Zbiornik wypełniony miłością daje nam poczucie szczęścia, zadowolenia z siebie i z naszego związku oraz innych relacji. Jego napełnianie oznacza, że w naszym życiu jest wiele sytuacji, w których czujemy się kochani. Gdy zachowanie drugiej osoby sprawia, że czujesz się wyjątkowa i dowartościowana, Twój zbiornik właśnie się napełnia. To bardzo przyjemne uczucie, prawda? Z drugiej strony pustka w zbiorniku sprawia, że jest nam źle, nasze samopoczucie leci w dół. 

Czy bycie w relacji z kimś jest równoznaczne z napełnianiem się zbiornika? 

Cóż, mogłoby się wydawać, że gdy jesteście w związku, Wasze zbiorniki na miłość będą nieustannie pełne. Okazuje się jednak, że wiele sytuacji powoduje ich opróżnienie. Wystarczy poranny konflikt i za szybko powiedziane kilka zdań, problemy z komunikacją wieczorem, stres i zmęczenie, byśmy zostali z pustą bańką. To jednak nie jest podstawowy problem. Widzisz, pusty zbiornik można szybko napełnić. Niestety wielu parom brakuje tej umiejętności – nie potrafimy sprawić, by druga osoba poczuła się natychmiast lepiej. Dlaczego? Ich język miłości jest nam nieznany! 

Język miłości – działaj tak, by wyrażać miłość

Każdy z nas mówi jednym językiem miłości (lub dwoma). Kochając drugą osobę i chcąc pokazać jej tę miłość, wykorzystujesz bliskie i naturalne dla Ciebie środki przekazu. To dlatego przygotowujesz mężowi kanapki do pracy i prasujesz koszulę. Twój język miłości sprawia, że chcesz z nim godzinami rozmawiać, gdy ma problem lub nieustannie go przytulać. Według amerykańskiego wieloletniego terapeuty par Gary’ego Chapmana zgodnie z jego książką „5 języków miłości” możemy wyróżnić:

  • wyrażenia afirmatywne, 
  • dobry czas, 
  • przyjmowanie podarunków, 
  • drobne przysługi, 
  • dotyk. 

Są to języki, które najczęściej wykorzystujemy, by powiedzieć drugiej osobie swoim zachowaniem, że ją kochamy. O idylli możemy mówić wtedy, gdy Wasze języki miłości są takie same. To cudowna sytuacja – wszystko, co wysyłasz, wraca do Ciebie silniejsze i pełniejsze, a przy tym oboje jesteście po prostu szczęśliwi. Często jednak posługujemy się odmiennymi językami i wtedy mamy klops. Widzisz, Twój mąż, na którego masz dzisiaj od samego rana takie nerwy, codziennie stara się ze wszystkich sił – a przynajmniej powinien – pokazać Ci, że Cię kocha i jesteś dla niego ważna. Robi to w sposób naturalny dla siebie. To wcale nie oznacza, że Ty odczytasz jego komunikaty, Twój zbiornik napełni się i będziecie żyli szczęśliwie. 

Co, jeśli trafiłaś na osobę, która używa innych języków miłości?

Nie zawsze w pary dobierają się osoby używające tych samych języków miłości. Czasami jednak jesteśmy w stanie intuicyjnie odgadnąć, co sprawia, że nasz partner czuje się doceniany i kochany. W niektórych związkach dochodzi do zakamuflowania języka. Dlaczego? Wszyscy jesteśmy osobami empatycznymi w mniejszym lub większym stopniu dlatego, gdy tworzymy z kimś bardzo bliską, intymną relację, próbujemy spełnić oczekiwania tej osoby. Chcąc zaspokoić jej potrzeby, wczuwamy się w nie i odkrywamy, czego pragnie nasz partner. Często udaje się to idealnie. Czasami jednak, gdy obie strony starają się za mocno, może dojść do zakamuflowania ich języka. 

Twój mąż Cię kocha, więc, aby uczynić Cię szczęśliwą, codziennie wieczorem zmywa naczynia. Narzekasz głównie na bałagan w domu, dlatego z miłości chce Ci pomóc i Cię odciążyć. W tym samym czasie Ty dosłownie usychasz na kanapie, tęskniąc za jego ciepłym ramieniem i kojącym dotykiem, gdy masuje Ci plecy. Pamiętasz, jak bardzo Twój mąż był zachwycony, gdy narzeczona kolegi pisała mu miłe słówka na karteczkach i zostawiała je w różnych miejscach. Robisz to samo, plus dodajesz słodki drobiazg do każdej wiadomości. Tymczasem Twój mąż oczywiście docenia Twoje starania, ale pragnie jedynie zagrać z Tobą w planszówkę lub wspólnie ugotować obiad. W wyżej wymienionych sytuacjach doszło do zakamuflowania języków miłości. Co więcej, często to my sami nie wiemy, jakim językiem mówimy! 

Skąd masz wiedzieć, jakim mówisz językiem miłości?

W Internecie oraz w książce Gary’ego Chapmana są testy, które pozwolą Wam poznać Wasze język miłości. Pytania wcale nie są łatwe i możecie z partnerem mieć mętlik w głowie, jeśli zdecydujecie się usiąść do nich na poważnie. Często w ogóle nie dotyczą żadnego języka ani miłości, badają po prostu Twoje preferencje. Jeśli jednak podejdziesz do zagadnienia rzetelnie i szczerze, może okazać się, że nigdy do końca nie uświadomiłaś sobie swojego języka miłości. Dlatego starania i wysiłki Twojego partnera mogły być intensywne, ale jednocześnie nie przynosić oczekiwanych rezultatów – Twój zbiornik na miłość przez wiele lat pozostawał pusty. Dlaczego?

Skąd wziął się Twój język miłości?

Języka miłości uczymy się, gdy jesteśmy dziećmi. Najczęściej więc przejmujemy język, jakim posługują się nasi najbliżsi, a najczęściej osoba, która się nami najwięcej zajmuje w tym okresie. Możesz nawet nie pamiętać ze wszystkimi szczegółami, że to babcia zawsze miała dla Ciebie czas i wyrażała miłość poprzez długie rozmowy z Tobą i wkraczanie do Twojego świata dziecięcej fantazji w stroju magicznej wróżki. Możesz nie pamiętać, jak ogromne znaczenie miało dla Twojego rozwoju wykonywanie różnych czynności z dziadkiem – o wiele większe niż drogie prezenty, które kupował Ci ojciec. Jeśli to Twoi rodzice mówią innymi językami, być może wcale nie mówisz językiem ukochanego taty, a podświadomie przyjęłaś styl wyrażania miłości, jaki stosowała Twoja mama, mimo że dzisiaj Wasze stosunki są jedynie poprawne. Jeśli przebijesz się przez warstwę tego, co wydaje Ci się, że powinnaś czuć i dojdziesz do tego, co naprawdę czujesz, efekty będą zaskakujące! 

Znam mój język miłości, co dalej?

Skoro poznałaś już swój język, jesteś w 1/3 drogi do szczęścia. Teraz pora, aby ćwiczenie wykonał Twój partner. Możesz również spróbować – uzbrojona w wiedzę z książki „5 języków miłości” zrobić mu analizę i spróbować odgadnąć, jakim językiem mówi. Gdy poznasz teorię, nie będzie to trudne. Wiesz dlaczego? Jesteśmy szczodrzy, jeśli chodzi o wyrażanie miłości. Nie oszczędzamy gestów i wyrazów, bo naprawdę z całego serca chcemy, by druga osoba czuła się przez nas kochana. Po prostu mówimy o tym w naszym języku. Założę się, że jeśli językiem miłości Twojego męża jest przyjmowanie podarunków, jesteś dosłownie zasypywana prezentami i prezencikami. To może być kawa na wynos, którą kupi Ci do pracy, batonik w torebce, notesik z ulubionym motywem, książka na wieczór, czy plakat malarki, o którym marzyłaś. Mężczyzna, który lubi spędzać wspólnie czas, chętnie zaprosi Cię na kolację – w domu, w restauracji nie ma to znaczenia – a co więcej, pewnie jeszcze zapędzi do wspólnego gotowania pod pretekstem, że nie umie dobrze kroić pomidorów albo doprawiać potraw. Możliwe, że będzie codziennie wstawał godzinę wcześniej, by odwieźć Cię do pracy i spędzić z Tobą rano w samochodzie miłe chwile. Naprawdę nasza kreatywność nie zna granic, jeśli chodzi o miłość. Podobnie jak nasze starania. Nie jesteśmy cisi i spokojni, nasze komunikaty to raczej walanie w bębny lub koncert zespołu rockowego z naprawdę dobrym nagłośnieniem. 

Pora na konkretne działania!

Teraz teorię już znasz. Pewnie macie za sobą test, więc wiesz, jakie są Wasze języki miłości. Pytanie, co robić dalej? Jak połączyć teorię z praktyką? Jak zacząć mówić do partnera tak, by poczuł się kochany? Czy to znaczy, że masz zrezygnować z mówienia swoim językiem miłości? W idealnym związku Ty mówisz do partnera jego językiem miłości, a on Twoim. To oznacza, że mąż pamięta, aby kupić Ci kwiaty lub jakiś drobiazg kompletnie bez okazji, a Ty odkładasz smartfona, tablet, haft krzyżykowy i siadasz w nim do rozmowy skupiona wyłącznie na nim. Mówienie do siebie swoimi językami miłości oznacza, że tworzycie dobre nawyki, które sprawiają, że druga osoba czuje się kochana i bezpieczna. Pakujesz partnerowi kanapki do pracy, a on zawsze mocno Cię przytula przed wyjściem. Pamiętasz, by odebrać jego płaszcz z pralni, a on szykuje dla Ciebie pyszny obiad. Pamiętajcie, że to drobiazgi budują nasze codzienne, szczęśliwe życie. Pewnie, żona, która lubi podarunki, na pewno ucieszy się z diamentowego naszyjnika, a mąż, dla którego najważniejszy jest wspólny czas, nie będzie miał nic przeciwko wycieczce we dwoje do Dubaju. Jeśli jednak stan Waszego konta chwilowo zbliża się do pierścionka z bazarku za 5 zeta i wycieczki tramwajem do sąsiedniego miasteczka, jeśli włożycie w to odpowiednio dużo serca, to takie wyrażenie miłości na pewno sprawi Waszej połówce radość i przyczyni się do napełniania jej zbiornika nam miłość. 

Niech zawita do Was obfitość!

Tak naprawdę, aby związek był szczęśliwy i harmonijny, powinniśmy używać wszystkich pięciu języków miłości. Dopiero taki mix pozwoli nam poczuć się w pełni zaakceptowanymi i kochanymi. Połóżcie największy nacisk na te gest, które najwięcej znaczą dla Waszego partnera, ale nie zapominajcie o innych drobnych elementach, które budują szczęśliwy związek. Komplement, gdy żona ładnie wygląda, batonik czekoladowy dla męża w ważnym dniu, spokojna i czuła rozmowa podczas spaceru, wspólne granie na konsoli, wywieszenie prania przed jej powrotem z pracy lub podjechanie na stację benzynową, zanim oddasz mu kluczyli przed następną jazdą. 

To wszystko są małe iskierki, które sprawią, że ogień Waszej miłości będzie płonął mocno i wciąż rozniecał się na nowo! Dlatego zaproście do swojego domu i do swojego związku obfitość i bądźcie nieco szaleni i szczodrzy w Waszym okazywaniu uczuć! Przecież  nie da się kochać za bardzo z wzajemnością, prawda?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo