ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Felieton

,,Nagle wszystkim się przypomniało” – o molestowaniu seksualnym

31 sierpnia 2019 / Alicja Skibińska

Po doniesieniach o molestowaniu, którego dopuścili się Harvey Weinstein oraz Kevin Spacey, ruszyła prawdziwa lawina kolejnych oskarżeń oraz wyznań.

Jak to zwykle bywa w przypadku tak delikatnych kwestii, akcja #metoo podzieliła społeczeństwo. Jedni przyklaskują całej inicjatywie, ciesząc się, że wreszcie ofiary nabrały odwagi do mówienia o swoich doświadczeniach. Inni nie dowierzają w skalę zjawiska, lekceważąco komentując: „Te osoby szukają taniego rozgłosu. Jak to...

Po doniesieniach o molestowaniu, którego dopuścili się Harvey Weinstein oraz Kevin Spacey, ruszyła prawdziwa lawina kolejnych oskarżeń oraz wyznań. Jak to zwykle bywa w przypadku tak delikatnych kwestii, akcja #metoo podzieliła społeczeństwo. Jedni przyklaskują całej inicjatywie, ciesząc się, że wreszcie ofiary nabrały odwagi do mówienia o swoich doświadczeniach. Inni nie dowierzają w skalę zjawiska, lekceważąco komentując: „Te osoby szukają taniego rozgłosu. Jak to możliwe, że tak nagle wszystkim się przypomniało, że byli molestowani?”. A do której grupy ty należysz?

Wydawałoby się, że temat molestowania seksualnego trudno nazwać kontrowersyjnym: każdy wie, że takie zachowanie jest złe, niewłaściwe i należy je piętnować. W świetle ostatnich wydarzeń okazało się jednak, że to tylko teoria, a w praktyce duża część społeczeństwa nie lubi, kiedy tego typu kwestie wyciągane są na światło dzienne oraz publicznie komentowane. Kolejne doniesienia o przypadkach molestowania w Hollywood zaowocowały dość nietypową inicjatywą, w wyniku której kobiety masowo udostępniały w mediach społecznościowych hasztag #metoo (po polsku #jatez), oznaczający, że one również na jakimś etapie swojego życia padły ofiarami nadużyć seksualnych. Niektóre decydowały się również na opisanie konkretnych sytuacji. Swoimi historiami zaczęli się dzielić także mężczyźni, w tym choćby Terry Crews, którego część osób może kojarzyć z reklam Old Spice, serii filmów „Niezniszczalni” oraz serialu komediowego „Brooklyn Nine-Nine”. Dla wielu „burza” związana z oskarżeniami pod adresem celebrytów stała się bodźcem, który zachęcił ich do rozliczenia się z przeszłością oraz publicznego wyznania czegoś, o czym do tej pory nie mieli okazji mówić. Inne ofiary molestowania miały okazję przekonać się dzięki temu, że nie są ze swoim problemem same, a to, co im się przytrafiło, choć bardzo powszechne, nie jest jednak czymś normalnym i dopuszczalnym. Wydawałoby się, że mimo przykrego tematu, jakiego dotyczy, cała inicjatywa jest naprawdę dobra i potrzebna. Ale w internecie nic nie wywołuje wyłącznie pozytywnego efektu. Po serii wyznań przyszła więc pora na falę oskarżeń i krytyki. Nie, nie chodzi o negatywne komentarze wymierzone w sprawców, którzy zasługują na wszelkie słowa potępienia, ale o te, które uderzyły w osoby dzielące się swoimi bolesnymi doświadczeniami.

Nie mogła po prostu walnąć go w pysk?

Pierwszy, bardzo „klasyczny” i typowy w tym kontekście zarzut brzmi: „Widocznie tego chciała, skoro po prostu nie powiedziała „nie”/nie uciekła/nie dała mu po mordzie”. Po pierwsze: nawet gdyby ofiara przemocy seksualnej rzeczywiście zareagowała w ten sposób, nie zmieniłoby to faktu, że ktoś pozwolił sobie na niestosowne zachowanie wobec niej. Czy to, że uderzysz gościa po twarzy, w jakiś magiczny sposób cofnie czas i sprawi, że jego wcześniejsze molestowanie przestanie być faktem? Czy doprowadzi do tego, że zapomnisz o sytuacji, w której jakiś obcy facet uznał, że twoje ciało nie należy do ciebie? Raczej nie. Jeśli nawet jakaś aktorka postanowi odrzucać wszystkie propozycje otrzymania roli „przez łóżko”, nie zmieni to faktu, że takie sytuacje w ogóle miały miejsce. Kobieta, która udaje się na rozmowę kwalifikacyjną czy spotkanie biznesowe, idzie tam jako pracownica, a nie jako obiekt. Bycie traktowaną jak chodzący kawał mięsa naprawdę potrafi być męczące i frustrujące. A rozwiązanie siłowe nie stanowi żadnego remedium – takie sytuacje po prostu nie powinny mieć miejsca.

W przypadku molestowania nie chodzi zresztą tylko o kontakty międzypłciowe.

Wyznanie Terry’ego Crewsa, który nie tylko jest mężczyzną, ale również dysponuje imponującą muskulaturą, zwraca uwagę na to, że nadużycia seksualne mogą pojawić się w każdej relacji opartej na władzy. Choć w teorii osoba, która jest silna fizycznie, nie powinna obawiać się takich ataków (bo przecież może się obronić), w rzeczywistości boimy się także tych, którzy mogliby nam zaszkodzić poprzez swoje wpływy i znajomości. Z tego powodu, kiedy Terry Crews został złapany za krocze przez hollywoodzkiego producenta, po prostu bał się zareagować, choć z uwagi na swoje warunki fizycznie prawdopodobnie byłby w stanie położyć go jednym ciosem: „Miałem ochotę skopać mu tyłek, ale dotarło do mnie, jak by to wyglądało z zewnątrz. „Ponad stukilogramowy, czarnoskóry mężczyzna pobił hollywoodzką szychę” – takie nagłówki czytalibyśmy następnego dnia. Choć ja pewnie nie mógłbym ich przeczytać, bo SIEDZIAŁBYM W WIĘZIENIU. Dlatego wraz z żoną po prostu wyszliśmy. (…) Nie zdecydowałem się na żadne kroki w tej sprawie, bo bałem się ostracyzmu, a mój napastnik to osoba posiadająca władzę i wpływy. Odpuściłem i teraz rozumiem, dlaczego wiele kobiet, które tego doświadczyły, także odpuszcza.

Wielka mi sensacja – przecież wszyscy wiedzieliśmy, że światek filmowy jest zepsuty i niemoralny

To jeden z moich „ulubionych” argumentów, od których czytania robi mi się naprawdę słabo. Tego typu myślenie zakłada, że jeśli coś jest powszechne i nie stanowi dla nikogo tajemnicy, z jakiegoś powodu automatycznie staje się bardziej akceptowalne. Tymczasem w moim odczuciu jest dokładnie odwrotnie: fakt, że w niektórych środowiskach molestowanie traktowane jest jak norma, jest dla mnie szczególnie przerażający. Rozumiem, że aby funkcjonować w tym świecie, warto dorobić się grubej skóry, aby nie zwariować, ale to nie znaczy, że mamy odwracać głowę za każdym razem, kiedy słyszymy o czymś negatywnym lub wręcz piętnować ofiarę za to, że śmiała powiedzieć o tym głośno. „Wszyscy na wsiach topią małe kotki”, „Mnóstwo rodziców bije swoje dzieci”, „To żadna tajemnica, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej niż mężczyźni” – to tylko kilka przykładów podobnych stwierdzeń, które przyszły mi do głowy jako pierwsze, ale można byłoby je mnożyć niemal w nieskończoność. Nie rozumiem, jak ktoś może stosować takie argumenty w dyskusji. Tak, od dawna pojawiały się głosy, że w Hollywood wiele osób wykorzystuje swoją władzę, dopuszczając się nadużyć seksualnych (i nie tylko) w stosunku do mniej wpływowych współpracowników. Rzeczywiście, zjawisko otrzymywania ról za seks nie jest niczym nowym. I co z tego? Czy to czyni te zachowania mniej niewłaściwymi?

Czy jeśli określoną rzecz zrobi sto osób, to sto pierwsza będzie już usprawiedliwiona?

To wspaniale, że zmowa milczenia w końcu została przerwana i padły konkretne nazwiska. Do tej pory wielu wpływowym osobom wydawało się, że są nietykalne i bezkarne, ponieważ inni bali się im narazić. Tego typu zdarzenia były zamiatane pod dywan i wyciszane, by reputacja wielkich gwiazd na nich nie ucierpiała. A przez to ofiary czuły się niewidzialne i nic nieznaczące. Wypływał z tego naprawdę koszmarny przekaz: skoro nie mogę przeciwstawiać się molestowaniu, to znaczy, że inni ludzie MAJĄ PRAWO mnie dotykać i uprzedmiotawiać, kiedy tylko mają na to ochotę. Otóż nie mają prawa. I osobiście bardzo cieszę się z tej „burzy”. Mimo tego, że bardzo cenię talent aktorski Kevina Spacey’a. W pewnym sensie to trochę zabawne, że internauci pozwalają sobie na takie emocje w tej sprawie. Naprawdę aż tak wkurza was fakt, że nie zobaczycie już ulubionego aktora w „House of cards”, a waszą tablicę zasypały hasztagi #metoo? Cóż, to chyba mała cena za sprawienie, że wiele osób w końcu poczuje się bezpiecznie w miejscu pracy.

Do tej pory nikt nic nie mówił, a teraz nagle wszystkim się przypomniały te historie?

Pamiętajmy, że choć przez wiele lat tego typu zdarzenia miały miejsce, to nie było przyzwolenia na to, by mówić o nich głośno. Wiele ofiar nie zdecydowało się na reakcję ze strachu, inne doświadczały nacisków ze strony osób o większych wpływach, były szantażowane, a w nieco bardziej optymistycznej wersji „uciszane” pozasądowymi ugodami. Warto wspomnieć także o osobach, które nie sprzeciwiały się molestowaniu, bo… nie miały pojęcia, że mają do tego prawo. Jeśli w twoim środowisku coś jest powszechne i nieustannie przechodzi bez echa, to prawdopodobnie po jakimś czasie ty również zaczniesz traktować to jak normę. Mam nadzieję, że akcja #metoo uświadomiła choć części przedstawicieli obu płci, że obmacywanie czy poklepywanie kogoś, kto sobie tego nie życzy, to nie „niewinny żart” ani „forma flirtu”, tylko nadużycie. Że choć kilka osób zdało sobie sprawę, że ich „zwyczajne” zachowania mogą wyrządzić komuś krzywdę. Liczne internetowe dyskusje przy okazji tej sprawy boleśnie uświadomiły mi, jak wielu ludzi nie ma zielonego pojęcia, czym jest molestowanie i jakie zachowania można uznać za niestosowne czy przekraczające granice.

Skoro przez tyle lat przypadki molestowania w Hollywood (i nie tylko) były tematem tabu, mamy w tej kwestii bardzo duże zaległości.

Fala wyznań ofiar takich nadużyć może wywoływać wrażenie, jakby wszyscy doświadczali tego jednocześnie. Ale przecież te sytuacje miały miejsce na przestrzeni wielu lat. Po prostu dopiero teraz ofiary poczuły, że mają odpowiednie warunki, by mówić o tym głośno. Powinniśmy się cieszyć, że to w końcu nastąpiło. Może dzięki nagłaśnianiu przypadków molestowania, a także konsekwencji, jakie nareszcie spotykają sprawców, kolejni potencjalni agresorzy zastanowią się dwa razy, zanim pozwolą sobie na coś podobnego.

 


Designed by Freepik

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo