Change font size Change site colors contrast
Ciąża

Łapska z dala od krocza! Czyli nacinanie krocza wcale nie takie dobre…

27 września 2021 / Monika Pryśko

Rozmowa z dr n.

med. Maciejem Sochą, kierownikiem oddziału położniczo-ginekologicznego w Szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku oraz kierownikiem Katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy.

Panie doktorze, czy to prawda, że jesteśmy fenomenem na skalę światową pod względem nacinania krocza podczas porodu?

Tak. Jesteśmy zdecydowanie w czołówce.

 

A czy to prawda, że co druga kobieta miała podczas porodu naturalnego nacięte krocze?

Bardzo trudno to stwierdzić, bo nie mamy oficjalnych statystyk. Jedyne, którymi dysponujemy, to dane fundacji Rodzić Po Ludzku. Dopiero od stycznia 2019 roku standard organizacyjny opieki okołoporodowej, który zaczął obowiązywać, nakłada obowiązek kolekcji takich danych, które są przesyłane do konsultantów wojewódzkich. Ale nie jestem przekonany do ich rzetelności. Jest mnóstwo szpitali, gdzie te dane są fałszowane.

 

Zawsze tak było?

Generalnie geografia nacięć krocza jest bardzo różna. Są kraje, gdzie nigdy się nie nacinało, nie nacina i nacinać nie będzie. Są jednak kraje, gdzie się tak robi i będzie się robiło. Natomiast w Polsce jest tak, że choć wszystkie badania naukowe przez lata mówią, że nacinanie krocza jest niepotrzebne, w Polsce rutynowe nacinania są nagminne. Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, odsetek nacięć krocza nie powinien przekraczać 20%. To bardzo miękkie zalecenie, jak na WHO.    

 

Rozumiem, że w Polsce te zalecenia są przekraczane. 

Polska jest w czołówce czołówek. Nie wiem, z czego wynika ten fenomen. W naszym województwie, pomorskim, są dwa ośrodki III stopnia referencyjności, czyli nasz Oddział Położniczo-Ginekologiczny w Szpitalu Św. Wojciecha w Gdańsku-Zaspie i klinika uniwersytecka. W klinice UCK 70% pacjentek ma nacinane krocze, to nie są pojedyncze przypadki. Jest grupa lekarzy, która uważa, że należy nacinać krocza, bo niby tak jest lepiej. 

 

Po co w ogóle nacina się krocze?

Przede wszystkim po to, żeby uniknąć pęknięć III i IV stopnia. I i II stopień to są te nieistotne klinicznie. Stopień I jest, gdy pęka skóra, II, jeśli pęka skóra z tkanką podskórną. Stopień III obejmuje mięsień, a IV jest wtedy, gdy pochwa łączy się z odbytnicą, czyli obejmuje pęknięcie odbytu. Żeby zapobiec pęknięciom III i IV stopnia, rozwiązaniem miało być właśnie nacięcie krocza.

 

Bo pęknięcia są niepożądane?

My chcemy, żeby krocze pękało. Chcemy! Tylko żeby to był I lub II stopień pęknięcia. Proszę pamiętać, że jeżeli nacinamy krocze, to zawsze mamy II stopień. 

Gdy zacząłem pracę w Gdańsku, okazało się, że 80% kobiet ma nacinane krocze, czyli 80% musi mieć zszywane to krocze i automatycznie ma II stopień pęknięcia. Czyli jakaś procedura musiała zostać wykonana. Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Jeżeli chcemy naciąć krocze, żeby się nie pojawiło pęknięcie III i IV stopnia, to może jeszcze to by było uzasadnione. Ale statystyki pokazały, że jeżeli przyjmiemy restrykcyjny sposób nacinania, czyli staramy się zrobić wszystko, by tego krocza nie naciąć, to zmniejszymy odsetek pęknięć III i IV stopnia o 30%. 

 

Trudno to wszystko zrozumieć…

Jesteśmy w jakiejś schizofrenicznej rzeczywistości, gdzie wiele osób mówi, że trzeba naciąć krocze, żeby nie pojawiła się ,,trójka’’ lub ,,czwórka’’, po czym w 2011 roku Polskie Towarzystwo Ginekologiczne wydaje rekomendacje mówiące o tym, żeby nie stosować rutynowego nacinania krocza. Podkreślono, że w wybranych przypadkach, przy wskazaniach medycznych, nacinać to krocze, ale nie ma podstaw, by uznać, że nacięcie krocza zmniejsza odsetek pęknięć III i IV stopnia. Wręcz przeciwnie! 

 

Czyli nacięcie zwiększa ryzyko pęknięcia III i IV stopnia?

Zostały opublikowane badania mówiące o tym, że o 30% możemy zmniejszyć ryzyko pęknięć III i IV stopnia, jeśli NIE natniemy krocza. To jest bardzo trudne do zrozumienia z jednej prostej przyczyny – ponieważ okazało się, że czynnikiem ryzyka pęknięcia krocza III i IV stopnia są te same czynniki, które są w przedłużeniu nacięcia. Chodzi o to, że w tej grupie pacjentek, które miały nacięte krocze, odsetek pęknięć III i IV stopnia (w przedłużeniu rutynowego nacięcia) był tak duży, że zwiększał się nawet o 30%. 

Pacjentki myślą, że chodzi o to, by rodząca w ogóle nie pękła kontra pęknięcie. Natomiast pęknięcie I i II stopnia jest pożądane.  My chcemy, żeby krocze pękło, ale w stopniu I lub II.  

Dopiero niedawno zrozumiałem, że w słowie ,,pęknięcie” zawarty jest cały ciężar gatunkowy tego zła, że pęknięcie jest czymś złym, a nacięcie – dobrym. Nikt nie rozumie, że my chcemy pewnych pęknięć, bo one są nieistotne klinicznie. Chcemy, by naturalnie, fizjologicznie, tkanki same się rozciągnęły, ewentualnie popękały, ale delikatnie. Ten sam ciężar gatunkowy ma przetarcie, rozejście, rozdarcie i pęknięcie. To jak z ustami. Gdy mamy spierzchnięte usta i za szybko je otworzymy, również popękają nam kąciki ust.  

Finowie zrobili super badania, czy tak zwane zagrażające pęknięcie krocza jest czynnikiem ryzyka pęknięcia krocza III i IV stopnia. Nie. Czy tak zwane blednięcie krocza jest czynnikiem ryzyka pęknięcia krocza III i IV stopnia? Nie. Więc mamy dowód. 

 

Dlaczego tak ciężko to zmienić?

Położne, które mają doświadczenie 35 lat, zawsze nacinały i nie znają innego sposobu. Bardzo ciężko w ich głowach to zmienić. Lekarze, którzy tak pracowali, też mają trudności ze zmianą sposobu działania. Jak jest się młodym lekarzem, chce się walczyć, wykazać, endorfiny buzują, naoglądano się ,,Ostrego Dyżuru” i wtedy najgorszą rzeczą jest siedzieć w ciszy, spokoju i czekać na powolny rozwój porodu. Musi się coś dziać, musi być nacięcie, zszywanie, akcja. Zapomina się, po co to nacinanie w ogóle jest. 

W 2018 roku ukazała się metanaliza badań, w bazie Cochrane, miejscu, gdzie znajdują się wszystkie badania medyczne przeprowadzone w całej historii, i okazało się, że nie wolno stosować rutynowego nacinania krocza. Należy stosować selektywne, czyli w wybranych przypadkach.

 

Ale jakie są te ,,wybrane” przypadki? 

Nie znaleziono jednoznacznych wytycznych, czy dany przypadek jest wyjątkowy, czy nie. Oczywiście w Polsce zostało to zinterpretowane tak, że MOŻNA w wybranych przypadkach nacinać krocze i stało się to pretekstem do tego, by każdy przypadek traktować ,,wyjątkowo”.  

Jeden przykład. Mamy pacjentkę, której rozpadło się krocze, stan zapalny, CRP 300. Dziś dostałem odpowiedź, że to po nacięciu krocza. Co było wskazaniem do tego nacięcia? Zagrażająca zamartwica. Jeśli ktoś, kto nie jest lekarzem, usłyszy o tym, pomyśli, że dziecko umierało, trzeba było działać. Jednak zagrażająca zamartwica jest wskazaniem albo do cięcia cesarskiego, albo do kleszczy lub próżnociągu położniczego. W Polsce jednak jest bardzo łatwo manipulować uczuciami pacjentek, bo próżnociąg położniczy jest absolutnie bezpieczną techniką. Kleszcze dobrze założone też są bezpieczne. Lekarze jednak mówią: ,,wolałaby mieć pani kleszcze?’’, ,,ale co, próżnociąg?’’. To brzmi jak w średniowieczu. A tak to natną krocze, nacisną brzuch z góry, co jest zabronione, a potem mówi się pacjentce -,,uratowaliśmy dziecku życie”. Nikt na świecie tak nie robi, cały świat się z nas śmieje, ale w Polsce to funkcjonuje. W dodatku Polki to rozumieją i akceptują! 

 

Polki same nalegają na nacinanie?

Na Pomorzu spadła nam swego czasu ilość porodów, bo pacjentki nie przyjeżdżały rodzić do Gdańska, ponieważ nie stosowaliśmy rutynowego nacięcia. 

 

To chyba po prostu strach. Przyszłe mamy przychodzące do porodu myślą, że mają tylko dwie opcje – nacięcie lub rozerwanie III i IV stopnia. 

Bo pęknięcie uważane jest za coś złego. A nie jest. 

 

Może kobiety wybierają po prostu mniejsze zło. Wolą kontrolowane cięcie niż przypadkowe pęknięcie, które nie wiadomo do czego doprowadzi.

Ale właśnie wiadomo, do czego doprowadzi. My wiemy, że  w 20%, jeśli już kobieta pęknie, będzie to pęknięcie I lub II  stopnia. Czy jest ryzyko, że powstanie pękniecie III i IV stopnia? Tak, jest, ale mniejsze o 30% niż wtedy, gdy natniemy. Bo jak natniemy, to powstanie pęknięcie obok lub w przedłużeniu tego nacięcia. Pacjentka ,,dopęknie’’ do III i IV stopnia.

 

Czy można jakoś zminimalizować ryzyko pęknięcia? 

Dużo zależy od tego, w jakiej pozycji pacjentka rodzi. Paternalistyczne traktowanie rodzącej, czyli na przykład leżenie bierne na plecach, nie pomaga urodzić. Wtedy to pęknięcie faktycznie częściej się zdarza. 

Dlaczego odsetek nacięć krocza jest mniejszy, gdy kobieta rodzi w pozycji kucznej, innej niż horyzontalna? Bo nie ma jak naciąć! Okazuje się, że jakoś te dzieci się rodzą bez nacięcia. Rodzenie w pozycji kucznej to mniej pęknieć III i IV stopnia. 

 

Widać to w statystykach oddziału, którym pan doktor kieruje?

Zebraliśmy nasze statystyki i pod koniec 2018 roku (jestem kierownikiem Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu Św. Wojciecha w Gdańsku-Zaspie od marca 2018 roku) okazało się, że przez 10 miesięcy zaczynając od kilkudziesięciu procent nacięć krocza, pod koniec roku mieliśmy tylko 10%. O ponad 20% zmniejszyliśmy odsetek nacięć krocza. W czerwcu 2019 okazało się, że zmniejszyliśmy statystycznie o 30%. Sięgnęliśmy idealnie statystyk światowych. Mieliśmy rację – jak przestaniemy stosować rutynowe nacinanie krocza, które ma czemuś zapobiec, to tak naprawdę mamy mniej tego, czemu chcieliśmy zapobiec.

 

Czy kobiety w ciąży wiedzą, czym to nacięcie grozi w przyszłości?

Podczas kolejnego porodu jest dużo większe ryzyko pęknięcia III i IV stopnia. Jeśli do drugiego porodu idzie kobieta, która miała nacięcie krocza z szyciem i ta, która nie miała nacięcia, to o 60% częściej pęknięcie zdarzy się tej, która już raz była nacięta. Ale są też inne efekty uboczne. Zaburzony jest kontakt skóra do skóry, bo tę mamę lekarz musiał obejrzeć po porodzie, podać znieczulenie i zszyć. 

Jednak to, co mnie najbardziej interesuje, to związek uroginekologii, uropołożnictwa.

Te pacjentki, które miały nacięcie krocza, częściej doświadczają zaburzeń statyki narządów miednicy. Chodzi o tzw. wypadające macice, które notabene są wypadającymi przez przednią ścianę pochwy pęcherzami moczowymi. 

Dwa lata temu zdefiniowano też kolejny problem dotykający kobiety, które miały nacięte krocze podczas porodu, czyli tzw. zespół luźnej pochwy. Pacjentki mówią, że mają problem z seksem, bo nie mogą mięśniami pochwy objąć prącia. Kobiety później cierpią na nietrzymanie moczu, zaburzenia w postrzeganiu własnego ciała, wtórnie lub pierwotnie postrzegania swoich funkcji seksualnych, roli w związku. To jedno nacięcie powoduje wiele dolegliwości w przyszłości, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. 

 

Dlaczego nie mówi się o tym w konsekwencji kolejnego porodu?

Bo to jest trudne! Ale bardziej tragiczne są te jeszcze późniejsze konsekwencje, czyli nietrzymanie moczu 15 lat po porodzie, albo ukryte uszkodzenia zwieracza odbytu. Wtedy przy zwykłym kichnieciu kobieta brudzi bieliznę… 

 

Czy to jeden z powodów, dla których kobiety nalegają na cesarskie cięcie? 

Oczywiście, że tak. Nasze województwo, pomorskie, ma najniższy odsetek cięć cesarskich, a wśród ośrodków III stopnia referencyjności jesteśmy numerem 1. w Polsce. Mamy najmniej cięć cesarskich, przy jednocześnie najlepszych wynikach jeśli chodzi o bezpieczeństwo. 

 

A jak jest dziś ze statystykami nacięć?

Teraz mamy 5% nacięć krocza, a i tak uważam, że to dużo. Mamy ich tak niewiele, bo zmieniliśmy filozofię porodu. Delikatnie, spokojnie, dłużej. Uważam, że poród powinien trwać 3 dni, od tych pierwszych delikatnych skurczów, do szczęśliwego finału. 

 

Może kobiety przeczytają ten wywiad i spojrzą nawzajem na swoje karty ciąży, przekonają się, że pęknięcia dotyczą większości kobiet i nie ma się czego bać, natomiast należy unikać nacięć?

Problem w tym, że nie każdy lekarz to zapisuje. U nas położne chronią krocze. Wprowadziłem zasadę ,,hands of crotch’’, czyli ,,łapska z dala od krocza’’. Chodzi o to, by nie przyspieszać, nie nacinać, ale przytrzymywać główkę, niech główka sama się urodzi.  

 

Skoro nie wolno przyspieszać, skąd to ciśnienie na sali porodowej ,,przyj’’, ,,teraz’’? 

Teraz nie wolno nam mówić rodzącej, że ma przeć, dlatego że pacjentka biorąc wdech i prąc, nie jest w stanie kontrolować mięśni krocza i odbytu, ma tak zwane parcia naglące. Nadaktywność mięśnia wypieracza właśnie powstaje między innymi w wyniku parcia sterowanego głosem podczas porodu.  

Matka natura świetnie to wymyśliła. Okazuje się, że w grupie kobiet, których nie instruuje się, jak dokonywać parcia, rodzące prą spontanicznie w odpowiedzi na ból, prą dużo później niż w przypadku, gdy decyduje położna, a więc mniej to boli. Organizm sam nas instruuje. 

 

Bardzo optymistyczny scenariusz. Jednak mam wrażenie, że tych pozytywnych historii porodowych jest mniej, niż tych traumatycznych. 

To jest takie pole do manipulacji. Przychodzi pacjentka z planem porodu i mówi, że nie życzy sobie nacięcia krocza. Ale gdy położna mówi: ale ja muszę, dziecko się dusi, inaczej umrze!, wtedy każda kobieta zgodzi się w takiej sytuacji na nacięcie i to w kilku miejscach jednocześnie!  To jest bardzo nieuczciwe. Pacjentka ufa personelowi, ufa położnej, a zdarza się, że jest manipulowana.

 

Czy są badanie zestawiające nacięcie krocza a późniejsze udane życie seksualne?        

Tak. Mniej więcej o 30% pogarsza się życie seksualne po nacinaniu krocza. Kwestią jest też nasze podejście do wyglądu i estetyki. Bo lekarz zszywa tak, by dobrze wyglądało, ale to, co dobrze wygląda, nie zawsze dobrze funkcjonuje. Bardzo często też szyją położne, z całym szacunkiem dla ich wiedzy, ale nie są chirurgami. 

 

Ile się goi rana po nacięciu?

Troszeczkę dłużej niż rana po cięciu cesarskim. Ale oczywiście wszystko zależy od tego, kto zszywa. Pacjentka zszywana jest w pozycji ginekologicznej, ale jak wstaje, to te tkanki zaczynają się inaczej układać. Ta skóra jednak pracuje i tkanki się przesuwają. Trzeba o tym pamiętać.

 

Czy kobieta ma wpływ na to, czy zostanie nacięta, czy nie? Nie chodzi mi o zgodę lub przyniesiony do szpitala plan porodu, ale działania, które mogą złagodzić jej poród?

 

W całej grupie kobiet, które mają dolegliwości po porodzie naturalnym, są te pacjentki, które nie pracowały w ciąży, nie ćwiczyły, nie uprawiały seksu, źle się odżywiały, nie były przygotowane do porodu, nie współpracowały w czasie porodu, nie akceptowały bólu. Ciężko przeprowadzić poród, jeśli pacjentka nie akceptuje tego, że dziecko przeciska się przez jej narządy rodne, że to boli, jeżeli rodzi w pozycji horyzontalnej, a nie kucznej. 

W Standardzie Opieki Okołoporodowej, który jest dokumentem w randze ustawy, mamy wpisane niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu, czyli na przykład zmiana pozycji. Wtedy zmienia się odczuwanie bólu, mniej się boimy, mamy mniej hormonów stresowych, mniej napinamy mięśnie, akceptujemy cały proces.

To jak wzięcie udziału w maratonie. Ja bym teraz nie wziął udziału, bo bym nie dał rady, ale gdybym wiedział, że mam się przygotować, to bym się nie wahał. Wiem, że będzie bolało, że będzie mi się chciało pić, że będzie mi słabo, że będzie mi się kręciło w głowie, że nawet będą jakieś kontuzje, ale chcę dobiec do mety i dostać tę nagrodę. 

Dla kobiety tą nagrodą jest zdrowe dziecko.  

 

____________________________________________________

 

Przeczytaj poprzednią rozmowę z dr n. med. Maciejem Sochą:

>> Seks w ciąży to doskonały pomysł!

Ciąża

Karmienie bez stresu z The Mother MAG. Poznaj butelki EasyStart Canpol Babies

19 listopada 2021 / The Mother Mag

Jesteś już w ciąży?

A może dopiero planujesz zostać mamą? Im głębiej wchodzisz w świat macierzyństwa, tym więcej jest tematów, które wymagają Twojej uwagi. Spokojnie, każda z nas to przeżywała!

Na pewno już rozmawiałaś z koleżankami, które mają dzieci, na temat karmienia. Być może byłaś świadkiem przystawiania malucha do piersi. Pewnie część z Twoich znajomych wybrała karmienie naturalne, niektóre korzystają z laktatora – odciągają i mrożą pokarm w specjalnych woreczkach.

Zastanawiasz się jaka opcja jest najlepsza? Martwisz się, że nie dasz rady? Zanim podejmiesz decyzję, dobrze, abyś zdobyła niezbędną wiedzę na temat karmienia i świadomie wybrała rozwiązanie, które będzie najlepsze dla Was, czyli zarówno dla Ciebie, jak i dla dziecka.

Karmienie piersią – ważna zmiana podejścia i liczne korzyści

Świadomość związana z karmieniem piersią na przestrzeni ostatnich kilku lat znacznie wzrosła. Chodzi nie tylko o korzyści, jakie płyną z tej metody, ale przede wszystkim o zmianę podejścia personelu medycznego i upowszechnienie technik, które pomagają młodym mamom przejść przez często trudny pierwszy etap kamienia piersią. Pojawił się zawód doradczyni laktacyjnej, czyli osoby wykwalifikowanej do pomocy mamie w karmieniu, ale również całej rodzinie. Tak, dla Twojego partnera to również trudny okres! Większość kobiet swój pierwszy kontakt z doradczynią ma właśnie na oddziale położniczym. Co więcej, w wielu szpitalach personel wspiera rodzące w naturalnym karmieniu. Czasy, gdy położne zabierały dziecko i dokarmiały butelką, by uspokoić płaczącego noworodka, są już za nami. Jak wiemy od naszych czytelniczek, wciąż możesz spotkać się z takim podejściem w niektórych szpitalach, dlatego pamiętaj, by wyraźnie podkreślić, że nie życzysz sobie dokarmiania butelką, jeśli taką decyzję podjęłaś – masz do tego prawo!

Zmiana podejścia, większa empatia i rosnąca świadomość – to najważniejsze czynniki, które mają wpływ na to, że coraz więcej kobiet decyduje się karmić piersią nawet jeśli początki drogi są trudne i bolesne. Dostęp do Internetu – forów dla mam i zamkniętych grup wsparcia, w których mogą dzielić się swoimi emocjami, wymieniać doświadczenia sprawia, że młode mamy są bardziej świadome i pewne siebie, niż ich matki dwie lub trzy dekady temu. Moda na karmienie, zdjęcia celebrytek z dziećmi przy piersiach również wpływają na budowanie pozytywnego obrazu wokół karmienia naturalnego.

Wiele kobiet odczuwa wyrzuty sumienia już przy pierwszych (czasami nieudanych) próbach naturalnego karmienia. Pamiętajmy przy tym, że huśtawka hormonów, z jaką zmagają się młode mamy, próby odnalezienia się w nowej roli, zmęczenie po ogromnym wysiłku, a także olbrzymia odpowiedzialność, którą odczuwają od pierwszego dnia życia, nie ułatwiają im zadania. Każda z nas to przeżywała, mniej lub bardziej, więc wiemy jedno: tylko spokój może Cię uratować!

Pamiętaj również, że najlepszą opcją karmienia jest ta, która jest wygodna i komfortowa zarówno dla Ciebie, jak i dla dziecka! To oznacza, że możesz zdecydować się wyłącznie na karmienie naturalne lub wybrać model naprzemienny.

 

 

Wsparcie środowiska medycznego dla młodych mam

Jeśli czujesz się osaczona przez osoby, które mówią Ci, jak masz karmić swoje dziecko, nie poddawaj się! Pamiętaj, że młoda mama, która chce zapewnić maluszkowi wszystko, co najlepsze, NIE MUSI karmić wyłącznie piersią i brać na siebie całego ciężaru żywienia malucha. Co więcej, nie musi być do dyspozycji noworodka i niemowlaka 24 godziny na dobę. Wśród doświadczonych doradczyń laktacyjnych oraz położonych, które aktywnie angażują się w pomoc nowym rodzinom, panuje zdrowe przekonanie, że nic na siłę. Karmienie naturalne jest ważne, ale jeśli górę biorą negatywne emocje, to regularne korzystanie z laktatora i empatyczna pomoc drugiej osoby, która poda dziecku butelkę, mogą okazać się zbawienne.

Karmienie naturalne jest zdrowe i bezpieczne dla Twojego dziecka!

 

 

Postaw na karmienie mlekiem matki

Jeśli zdecydujesz się karmić naturalnie, w szpitalu otrzymasz niezbędne wsparcie. Dowiedz się wcześniej, czy pracuje w nim lub przyjeżdża na konsultacje doświadczona doradczyni laktacyjna. Jeśli nie, skorzystaj ze wsparcia położonej lub umów się z doradczynią na spotkanie przed porodem. Będziesz czuła się pewniej, mając już wiedzę i świadomość, co robić, aby zainicjować karmienie i jak pomóc sobie i dziecku na samym początku tej wspaniałej drogi. Pamiętaj, że nie musisz karmić wyłącznie piersią! Od samego początku możesz korzystać również z laktatora i specjalnie przygotowanych butelek.

Zdecyduj się na karmienie naprzemienne piersią i butelką (własne mleko)

W TMM wiemy, że nie ma czegoś takiego jak jedno, właściwe podejście do macierzyństwa. Każda z nas jest wspaniałą mamą dla swojego dziecka. Niezależnie od tego, jaki sposób karmienia wybrałaś lub jaki okazał się dla Ciebie i dla Twojego malucha najlepszy, jesteś świetną mamą!

Coraz więcej kobiet decyduje się realizować model naprzemienny, czyli łączyć karmienie piersią oraz butelką, w której znajduje się ich własne, odciągnięte mleko. Czeka Cię nauka obsługi laktatora, która z czasem stanie się dla Ciebie intuicyjna. Ważnym elementem jest również wybór odpowiedniej butelki. Najlepiej zaopatrz się w taką, która pasuje do laktatora. To wygodne rozwiązanie, jeśli chcesz odciągnąć pokarm i od razu nakarmić dziecko.

Wybierając karmienie naprzemienne, możesz odpocząć – butelkę z mlekiem poda maluszkowi tata, babcia lub inna osoba, która przejmie od Ciebie dziecko. Korzystanie z laktatora i butelki to dobry sposób, by również mężczyzna budował swoją więź z dzieckiem oraz rozwiązanie dla Ciebie, jeśli chcesz wyjść z domu i nie martwić się, że maluch będzie głodny podczas Twojej nieobecności. Dla wielu kobiet możliwość rozstania się z dzieckiem chociaż na kilkadziesiąt minut to sposób na odzyskanie równowagi psychicznej i naładowanie baterii, które u młodej mamy zawsze są na poziomie „low”. Czas dla siebie możesz wykorzystać na relaksacyjny spacer, wizytę u fryzjera lub spotkanie z przyjaciółką.

 

Karmienie butelką a kolki – jak sobie z tym poradzić?

Sposób, w jaki dziecko ssie przez smoczek butelki, różni się od ssania piersi – w tym drugim przypadku maluch musi włożyć więcej wysiłku, by się najeść. Dlatego przy korzystaniu z butelki wśród dzieci zdarzają się kolki. To sprawia, że rodzice z jeszcze większą uważnością podchodzą do wyboru odpowiednich akcesoriów do karmienia. Producenci nie ustają natomiast w oferowaniu nowych rozwiązań, które mają sprawić, że karmienie będzie przebiegało sprawnie i bez zakłóceń i nie wiązało się z dolegliwościami ze strony rozwijającego się układu trawiennego. W The Mother MAG przyjrzałyśmy się najnowszej ofercie producentów butelek do karmienia noworodków i niemowląt i chcemy polecić naszym Czytelniczkom butelki marki Canpol babies, a szczególnie modele antykolkowe EasyStart z kolekcji Royal Baby i Bonjour Paris. Te dwie kolekcje najmocniej skradły serca mam, ale dostępne są także inne wzory. 

 

Poznaj Canpol babies

Ponad 30 lat doświadczenia i około 50 krajów, w których są dostępne produkty dla niemowląt – to dorobek marki Canpol babies. W procesie tworzenia i testowania produktów Canpol babies czynny udział biorą Mamy – pracownice firmy, jej klientki oraz specjaliści zgodnie z polityką firmy, która koncentruje się na takich wartościach jak: rodzinność i troska – nam się to podoba! Produkty Canpol babies są bezpieczne w użytkowaniu oraz przyjazne dla dzieci. Marka dba o staranny dobór kolorów, wzorów, a także kształtów, aby oferowane przez nią produkty były jednocześnie ergonomiczne i atrakcyjne dla najmłodszych. Jednym z produktów, który zwrócił naszą uwagę są butelki EasyStart.

Czym wyróżniają się butelki EasyStart marki Canpol babies?

Po pierwsze, są to butelki antykolkowe, które zostały stworzone z myślą o noworodkach – możesz je stosować od narodzin. Specjaliści Canpol babies opracowali serię EasyStart w taki sposób, aby zapewnić łatwy start w karmieniu zarówno młodej mamie, jak i dziecku. To wygodne rozwiązanie, które umożliwia karmienie piersią i butelką (model naprzemienny, pamiętasz?). Butelki z tej serii mają miękki smoczek wykonany z bezpiecznego bezwonnego silikonu, który jest kształtem zbliżony do piersi mamy. To bardzo ważne – noworodki i niemowlęta chętnie akceptują butelkę. Co więcej, butelki z kolekcji Bonjour Paris i Royal Baby zostały wyposażone w specjalny, skuteczny zaworek antykolkowy, który zapobiega powstawaniu pęcherzyków powietrza w pokarmie i tym samym redukuje ryzyko powstawania kolek, bólów brzuszka, nadmiernego odbijania i gromadzenia się gazów.

Co jeszcze chcemy Ci powiedzieć na temat butelek z serii EasyStart?

Smoczki do butelki EasyStart są polecane przez 90% położnych*. Wykonane zostały z bezpiecznego materiału wolnego od BPA. Są lekkie, przejrzyste – szybko ocenisz ilość pokarmu. Butelki mają również specjalnie wyprofilowany kształt, który zapewni Wam – Tobie i tacie malucha – wygodę w użytkowaniu, a kształt smoczka do butelki zapewnia stabilne oparcie ustom dziecka, co również chroni przed połykaniem powietrza. Na butelkach znajduje się również skala, która jest zarówno czytelna, jak i precyzyjna. Szybko ocenisz, jaką porcję zjada Twój maluch jednorazowo. To ważna informacja zarówno dla położonej środowiskowej, jak i dla pediatry! Butelka jest kompatybilna z laktatorami marki Canpol babies, dzięki temu odciągnięty pokarm można od razu podać maluszkowi. Zastanawiasz się, co z czyszczeniem produktów EasyStart? Butelka ma szeroki otwór, więc łatwo utrzymasz zarówno ją, jak i smoczek w czystości.

 

Najważniejsze cechy butelki EasyStart:

 

  • miękki smoczek- ułatwia akceptację butelki przez dziecko,

 

  • skuteczny zaworek antykolkowy zapobiega powstawaniu pęcherzyków powietrza w pokarmie, redukuje kolkę, nadmierne odbijanie i gromadzenie gazów,

 

  • butelka ma kształt zbliżony do kształtu piersi i ułatwia łączenie karmienia piersią i butelką,

 

  • szeroki otwór butelki ułatwia przygotowywanie pokarmu i mycie butelki,

 

  • butelka z bezpiecznego, nowoczesnego materiału (wykonana z najwyższej jakości polipropylenu) jest lekka i przejrzysta,

 

  • na butelce znajduje się czytelna i precyzyjna skala, która umożliwia szybkie przygotowanie pokarmu,

 

  • butelka jest kompatybilna z laktatorami marki Canpol babies, które posiadają lejek 3D, który nie tylko „ssie”, ale przede wszystkim uciska brodawkę, bardzo podobnie jak usta i język dziecka,

 

  • atrakcyjny design, stylowe wzory,

 

  • możliwość tworzenia kolekcji – jeśli twoim ulubionym wzorem jest „bonjour Paris” możesz, poza butelką, kupić także smoczek, tasiemkę do smoczka oraz silikonowy śliniak z tym samym motywem.

 

 

 

 

Wiemy, że wybór odpowiedniej butelki może być dla młodych rodziców stresujący. Pamiętaj, aby poszukać rozwiązania, które najlepiej sprawdzi się dla Twojego dziecka. Z naszej strony polecamy markę Canpol babies i serię EasyStart. Jednocześnie zachęcamy Cię, abyś właśnie od niej rozpoczęła swoją przygodę z karmieniem mieszanym lub karmieniem w ogóle, jeśli zdecydowałaś się na podawanie mleka modyfikowanego.

Mocno trzymamy kciuki za Twoją przygodę z karmieniem! Pamiętaj, że najważniejsze, to podejść do tego na spokojnie i na luzie. Nie pozwól, aby Twoja głowa lub otoczenie zaczęło wywierać na Tobie presję. To Ty jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka. Dlatego zaufaj swojej intuicji!

 

*Badanie ankietowe przeprowadzone wśród 54 położnych w 2021r.

This error message is only visible to WordPress admins
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo