ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Nauki sprzed lat, czyli „Mother-Life Balance” w okresie międzywojnia

11 października 2019 / Monika Śmigielska

Jak często słyszymy słowa, że „kiedyś to by było nie do pomyślenia!” które w zestawieniu ze współczesnym modelem macierzyństwa ukazać mają jego rzekome słabości i odmienność względem tradycyjnych, w domyśle - lepszych metod?

Dawne, przedwojenne wychowanie kojarzy się nam zazwyczaj z osławioną kindersztubą, pełnymi cierpliwości matkami, dla których opieka nad domem była jedynym zajęciem i dziećmi bawiącymi się wesoło na świeżym powietrzu, zajadającymi z apetytem nieprzetworzone jedzenie.

Nie ma chyba bardziej konkurencyjnej domeny w życiu kobiety niż ta związana z budowaniem własnego domu, z byciem matką. Niczym na zawodach sportowych, ścigamy się między sobą, ale przede wszystkim – ze sobą i swoimi wyobrażeniami o standardach, które nasze życie, dom, dziecko, związek – powinny spełniać. Społeczeństwo, starsze pokolenia kobiet w rodzinie, a i my same swoją codzienną gonitwę często zestawiamy krytycznie z romantycznym wyobrażeniem o kobietach sprzed lat, które pomimo niezliczonych i nieporównywalnie większych od obecnych, trudności – potrafiły jednak dziarsko zakasać rękawy, nie narzekać i z uśmiechem na ustach budować swoim ciepłem i pracowitością szczęście rodziny. Spojrzy potem człowiek na siebie – na stertę niepozmywanych naczyń w kuchni, dziecko siedzące ze smartfonem w ręku i znajomych osiągających większe niż my sukcesy w pracy – i pozostaje jedynie usiąść i załamać ręce nad własną życiową nieudolnością.

Jak często słyszymy słowa, że „kiedyś to by było nie do pomyślenia!” które w zestawieniu ze współczesnym modelem macierzyństwa ukazać mają jego rzekome słabości i odmienność względem tradycyjnych, w domyśle – lepszych metod? Dawne, przedwojenne wychowanie kojarzy się nam zazwyczaj z osławioną kindersztubą, pełnymi cierpliwości matkami, dla których opieka nad domem była jedynym zajęciem i dziećmi bawiącymi się wesoło na świeżym powietrzu, zajadającymi z apetytem nieprzetworzone jedzenie. I nic dziwnego, że tak się kojarzy, bo taki przecież idylliczny obrazek funkcjonuje od lat w zbiorowej świadomości. Niestety, czasem nie zdajemy sobie sprawy od jak dawna faktycznie ten sam obraz budzi w młodych żonach i matkach niepotrzebne kompleksy.

 

 

Uczniowie Szkoły Podstawowej Św. Wojciecha w Krakowie 1932 / domena publiczna

Dziewczynki podczas spaceru w parku z wózkiem dla lalek, 1930 / domena publiczna

Nie my pierwsze, nie my ostatnie

Zbyt często zapominamy, że nasze babcie, prababcie nie zawsze były bogate w bagaż lat i doświadczeń i będąc w naszym wieku, z całą pewnością popełniały tak samo idiotyczne błędy i zapewne te same codzienne perypetie co nam dzisiaj spędzały i im sen z powiek. Można w tym zresztą znaleźć swoistą otuchę, bo przecież nie nas pierwsze ani tym bardziej nie ostatnie wyzwania życia rodzinnego przywodzą czasem na skraj załamania nerwowego.

I tak, choćby w latach 30. przeczytać można było przemyślenia kobiet mających po dziurki w nosie codziennego rozgardiaszu i łączenia pracy zawodowej z rolą żony, matki i wzorowej gospodyni. Po prostu – spostrzeżenia kobiet z krwi i kości, które tak samo jak my dzisiaj usiłowały sprostać wielu oczekiwaniom, a jednocześnie przeżyć życie jak najpełniej.

Tym bardziej, myśląc o temacie przewodnim tego numeru, czyli koncepcji „Mother-Life balance” nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przepisu na taki stan zdrowej harmonii nie trzeba wcale szukać w nowomodnych teoriach psychologicznych i kolejnych poradnikach. Może wystarczy spojrzeć kilka pokoleń wstecz i wsłuchać się w te podszepty sprzed lat oraz we własną intuicję?

W okresie międzywojnia coraz więcej kobiet podejmowało, w wyniku przemian społeczno-ekonomicznych, pracę zawodową jednocześnie prowadząc dom, gotując kilkudaniowe przecież wówczas posiłki i wychowując dzieci. W 1924 roku wydana została nawet ustawa sejmowa nakładająca na zakłady pracy nakaz zakładania żłobków dla niemowląt, co pomóc miało pracującym w nich matkom.

Przedszkole dla dzieci pracowników Łazienek w Warszawie 1932

Przedszkole dla dzieci pracowników Łazienek w Warszawie 1932 / domena publiczna

Mother –Life balance

Praca dla wielu była jednak nie tylko koniecznością ekonomiczną, ale często – świadomym wyborem. W jednym z numerów magazynu „Bluszcz” z 1930 roku przeczytać można było felieton, w którym autorka z pełnym przekonaniem nawoływała do podejmowania przez kobiety pracy – choćby i społecznej i zaprzestania traktowania macierzyństwa jako swoistej wymówki dla własnego lenistwa:

„(…) Dotychczas nierozerwalnie i niepodzielnie łączyła kobieta właśnie to macierzyństwo z wyłącznym oddaniem się dziecku, co nie zawsze przecież dawało dobre rezultaty. Nużyło niesłychanie matkę, wyczerpywało ją całkiem jednostronnie, a dziecku, przebywającemu ciągle z tą samą znużoną osobą – zaryzykowałabym nawet to słowo: ciążyło. Dla wyjaśnienia dodać muszę, że opiekę matki wyłączną uważam za konieczność aż do przedszkola. (…) Po tym okresie stanowczo powinna pomyśleć o sobie: po ciężkim, żmudnym wysiłku, należy się rozejrzeć we własnych siłach, stratach, przybytkach, rezerwach. Tembardziej, że patrzy na nas baczne i wrażliwe oko – naszego dziecka. Jest to krytyk bardzo ostry. Nic mu nie ujdzie, a bliskość codziennego pożycia odsłania mu największe słabizny nie dające się ukryć – jesteśmy często śmieszne, często nieznośne, aż zbyt często zdenerwowane (…).” („Bluszcz” Magazyn Ilustrowany dla kobiet, Przełamać wewnętrzną ociężałość, Marja Morozowicz-Szczepkowska, Nr 2, 1930 r.)

Tym, co najbardziej służyć miało bowiem dziecku w procesie kształtowania jego charakteru miał być przykład, który czerpać mogło od rodziców. Podjęcie pracy, aktywność społeczna, entuzjazm matki jest zatem tym, co na pewnym etapie wychowania ma większą wartość wychowawczą aniżeli ciągłe wspólne spędzanie czasu z rodzicem.

(…) Gdy po okresie tego wielkiego i jednostronnego trudu kobieta wyprostuje głowę i chwyci w piersi tchu, przekona się, że aż nazbyt odeszła od swoich ideałów, pracy zawodowej, że nieraz prześlepiła, a nawet zagubiła swoje zdolności. Przekona się, że nie należało tak całkiem wyłącznie zasklepiać się w swoich trudach matki, że doskonale byłoby jej zrobiło małe spauzowanie, chwilowy choćby nawrót do ciekawiących ją przed okresem macierzyństwa zagadnień.(…) Ambicją kobiety musi być rozszerzenie sfery swych zainteresowań na wszelkie sprawy zajmujące ogół ludzki, a nie tylko maleńkie podwórko jej najbliższych zatrudnień: jeśli się w niem zamknie, zuboża się bezpowrotnie, sama sobie zakreśla drobne kółeczko, w którem kręci się, jakże mizernie! Czemu, dlaczego?”(„Bluszcz” Magazyn Ilustrowany dla kobiet, Przełamać wewnętrzną ociężałość, Marja Morozowicz-Szczepkowska, Nr 2, 1930 r.)

Autorka ku przestrodze przywoływała scenariusz, w którym kobieta w pełni sił, w wieku czterdziestu-kilku lat, gdy dzieci zaczną opuszczać dom – kończy, niejako na własne życzenie – zgorzkniała i osamotniona, z wielkim poczuciem niesprawiedliwości i zupełnym brakiem jakichkolwiek zainteresowań. Czy nie przed tym samym przestrzega się nas dzisiaj w telewizjach śniadaniowych i na łamach magazynów?

Osławiona kindersztuba

Poza całkowitym oddaniem się obowiązkom matki, w cudzysłów włożyć można także i kilka mitów narosłych wokół wychowania dzieci dawniej – między innymi osławionego posłuszeństwa. Choć niewątpliwie standardy dobrego wychowania i szacunku do starszych zdecydowanie różniły się od dzisiejszych, na ówczesny „upadek obyczajów” i „rozpasanie” dzieci i młodzieży w zestawieniu ze standardami poprzednich pokoleń narzekano równie dobitnie i w tamtym okresie. I choć niewątpliwie dzisiaj akceptowalne normy zachowania dzieci mają tendencję systematycznie spadkową – to ogólne na nie utyskiwanie jest już zupełnie normalną (i chyba zdrową) praktyką każdego kolejnego pokolenia.

W poradnikach wychowania dzieci, choćby w tym autorstwa Izabeli Moszczeńskiej, wydanym jeszcze w 1903 roku przeczytać można zresztą bardzo ważne słowa na temat wątpliwej zasadności przesadnego skupiania się na wykształcaniu tej cechy u dzieci jako potencjalnie szkodliwej dla ich późniejszego rozwoju: „Posłuszeństwo jest u dzieci tylko cnotą tymczasową, potrzebną jedynie póty, póki się inne cnoty nie wyrobią i tej nie zastąpią, cnoty takie jak: uczciwość, rzetelność, prawdomówność, miłość bliźniego, pracowitość, przezorność i t.p.”. To właśnie przecież wyrobienie takich cech charakteru, które umożliwią dziecku w przyszłości podejmowanie samodzielnych, a dobrych wyborów, nie zaś jedynie strach przed rodzicami – powinno stanowić główny cel wychowawczy.

Przedszkole kolejowe w Zebrzydowicach 1920-1939 / domena publiczna

Szkoła charakteru

W tym samym poradniku przeczytać można zresztą i inne, zupełnie nie tracące na aktualności wskazówki:

„Nigdy nie trzeba jednej wady zwalczać za pomocą innej, a jeżeli chcemy, żeby jakieś brzydkie uczucie w sercach dzieci się nie zagnieździło, nigdy nie wywołujmy w nich złych myśli, dla przeprowadzenia swej woli. Ażebyśmy się lepiej zrozumieli objaśnię to na paru przykładach. Rodzice, którzy zachęcają dziecko do pracy nad książką, obiecują mu w zamian za to dostatek i wyniesienie się nad swój stan w przyszłości, zwalczają lenistwo dziecka, rozbudzając w nim chciwość i próżność. Na razie skutek osiągną o tyle, że może dziecko do książki się weźmie, ale przez to samo jeszcze pracowitem się nie stanie, bo do każdej roboty będzie potrzebowało znowu innej zachęty. Na pewno jednak przez ciągłe powtarzanie tych tych obietnic stanie się chciwem i pysznem. Gdyby się rodzice trzymali innego zwyczaju i zwalczali wady dziecka, zachęcając je do cnót przeciwnych tym wadom, skutek byłby o wiele lepszy. Niech mu mówią: << ucz się, a będzie ci miło przepędzić niejedną chwilę przyjemnie nad książką, wiedzieć dużo, niejednemu przyjść z pomocą udzielając mu dobrej rady, w trudnej chwili życia objaśniając go i pouczając; w ten sposób będziesz i sam pożyteczniej pracować i pożyteczniej bliźnim służyć>>, wtedy to, oprócz doraźnego skutku, t.j. zalczenia lenistwa, osiągną jeszcze i inne, t.j. rozbudzą miłość do nauki i chęć do każdej pracy pożytecznej, do każdego dobrego czynu.” ( Izabela Moszczeńska, Dla rodziców rady i wskazówki przy wychowywaniu dzieci, Warszawa 1903 r. )

Żłobek przy fabryce Norblina, Bluszcz 1930 / domena publiczna

Kolejka przed żłobkiem fabryki „Płomyk”, Bluszcz 1930 / domena publiczna

Odpuśćmy i dzieciom, czyli Child-Life balance

W poradnikach tamtego okresu szeroko pisano również o szczególnej roli wychowania do 6 roku życia tzw. przedelementarnego poprzez, o dziwo – poluzowanie przez rodziców nazbyt wygórowanych ambicji względem dziecka i skupienie uwagi na poświęceniu im czasu i kształtowaniu charakteru zamiast na wpajaniu jak największej ilości wiedzy.

Nazbyt wczesne próby nauczenia dziecka czytania, pisania, nauki języków nie miały służyć ani dziecku, ani rodzicom co w kontekście dzisiejszego modelu wychowania i wypełniania nauką każdej chwili dziecka stanowić może teorię zupełnie kontrowersyjną!

(…) zaprzęgamy dziecko do pracy, której wiek ten nie pojmuje wcale. Ludzie silą się tu na pomysły, na sztuczki, na cacka z literami, na pudła z abecadłami, zamieniają dom w drukarnię, a dziecko w drukarza – i na co?… na to, aby obmierzić dziecku naukę czytania. I zaledwie uda się potem złożyć przypadkiem kilka oderwanych wyrazów, już się zabieramy na seryo do „Elementarza” – i na co znowu?… na to, aby dziecku kazać czytać wyrazy i rzeczy, których rozumek jego stanowczo nie pojmuje. Czy jest, czy może być Elementarz dla dziecka pięcio- lub sześcioletniego? Może-ż istnieć taka książka? A jeżeli istnieje czyż tam nie ma więcej niż połowy wyrazów i myśli, których dziecko nie rozumie. A dla czego nie rozumie?… bo umysł jego nie jest przygotowany jeszcze do tej pracy, bośmy nie zadali sobie pierwej trudu rozwinąć i usposobnić dziecko do przyszłej nauki czytania – bośmy, mówię, do roku 6 i 7 nie pomyśleli seryo nad tem, jak je przygotować a zwolna i ostrożnie do pracy. Przygotowaniem tem są i mogą być jedynie pogawędki z dzieckiem o świecie i o tem, co nas zbizka otacza: a zatem o Bogu, Rodzinie, Domu, Dzieciach, Szkole, Ogrodzie, Polu, Lesie, Wsi, Mieście, Zwierzętach domowych, Roślinach i t.d. i t.d. – a więc o Światku jego najbliższym, o tym świecie cudownym, w którym się mieści i życie i pojęcie i rozum i mowa i cała dola tej małej istotki. Nauczmy ją więc uprzednio poglądać, myśleć i mówić, zaopatrzmy jej główkę w odpowiedni zapas wiedzy i siły, wtenczas nauka czytania i pisania będzie dla niej pożądaną nowością”. (August Jeske, Świat i dzieci czyli Nauka o rzeczach wyłożona na podstawie nauki poglądowej, obejmując w czterech oddzielnych częściach (…) Cz. 1 Najbliższy światek dziecka dla dzieci od lat 5 do 7, Warszawa 1883 r.)

Teoria ta jest ciekawa również w kontekście współczesnego podejścia do szkolnictwa w krajach azjatyckich, gdzie w myśl tej samej zasady nacisk w pierwszych latach nauczania kładzie się nie tyle na przekazanie dzieciom jak największej ilości wiedzy i nowych informacji, a właśnie – wykształcenie umiejętności społecznych, szacunku do obowiązujących hierarchii i rówieśników.

I choć nie sposób przytoczyć tu wszystkich porad i metod wychowawczych sprzed lat, poszukując kolejnych cud-rozwiązań na życie i recept samodoskonalenia, warto sięgnąć do wiedzy poprzednich pokoleń – opartej na doświadczeniu. Zamiast kolejnych trików psychologicznych, drogich kursów i metod organizacji czasu okazać się może, że taką receptą jest zaufanie własnej intuicji, ale przede wszystkim – odpuszczenie sobie i dzieciom nadmiernych ambicji i stary jak świat kobiecy, zdrowy dystans do tych wszystkich ról, które przypadają nam w udziale.

Monika Śmigielska. ,,Moją pasją i osobistym dziwactwem jest szperanie w pozostałościach szeroko pojętego życia codziennego i kultury końca XIX i początków XX wieku. Na łamach bloga kuchennykredens.pl odtwarzam znalezione w prasie kobiecej i książkach tamtego okresu przepisy kulinarne. Lektura tych źródeł, poza przepisami na zapomniane dziś potrawy nie pozostawia również jednak cienia wątpliwości, jak bardzo nasze współczesne dylematy i problemy były wspólne z tymi, których doświadczały kobiety i w tamtym okresie.’’

Ciało

Erotyczny alfabet kobiety

12 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że „Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania”.

Według The Mother MAG, seks jest zły wtedy, gdy nie daje przyjemności. I właśnie tej przyjemności szukamy na erotycznej mapie kobiecości. A naszym przewodnikiem jest Joanna Niedziela - psycholog i seksuolog.

A jak anatomia

Czy jest jeden model erotycznej mapy kobiecego ciała?

 

Możemy wymienić pewne miejsca, które są szczególnie wrażliwe na dotyk, takie jak m.in. piersi, szyja, uszy, łechtaczka, stopy. Nie ma jednak jednej erotycznej mapy ciała – u każdej i każdego z nas będzie ona inna, a także zależna od kontekstu. Dlatego warto eksplorować swoje ciała i szukać miejsc, których stymulacja sprawia nam przyjemność i te obszary poszerzać. Każdy fragment naszego ciała ma bowiem potencjał, aby stać się strefą erogenną! 

 

B jak bliskość

Czy dobry seks łączy się zawsze z bliskością?

 

Są dwa podejścia do bliskości w kontekście życia seksualnego. Jedno mówi, że im bliżej jesteśmy, tym trudniej jest nam podtrzymać płomień namiętności – ważne jest więc zachowanie pewnej dozy tajemniczości i dystansu. Drugie z kolei stawia akcent na konieczność pogłębiania intymności, a więc bycia dla siebie przyjaciółmi i postrzegania seksu jako priorytet. Z obu płynie jednak pewien wniosek – płomień pożądanie nie zawsze łatwo rozpalić, szczególnie w wieloletnich związkach. Jest to jednak naturalne i wynika z dynamiki relacji. Świadomość i akceptacja tych zmian dają przestrzeń na wspólną pracę na tym polu. 

 

C jak ciało

Czy to prawda, że im bardziej lubimy swoje ciało, tym mamy lepszy seks?

 

Tak! Skupianie się na kompleksach, myślenie o tym, czy przypadkiem nie mamy za dużo fałdek, może uniemożliwić nam zatracenie się w przyjemności i chwili obecnej. Ciągłe krytykowanie się to bowiem forma stresu – nasze ciało reaguje w taki sposób, jakby zostało zaatakowane, coś mu zagrażało. Stres natomiast ma negatywny wpływ nie tylko na sferę seksualną, ale na całe nasze życie. Zamiast więc samobiczować się, pracujmy nad pogłębieniem samowspółczucia. Zawsze gdy chcemy się skrytykować, pomyślmy, czy kiedykolwiek powiedziałybyśmy coś takiego komuś bliskiemu – jeśli nie, nie mówmy tego też sobie. Ponadto, brak kontaktu z ciałem sprawia, że często nie słuchamy tego, co ono do nas mówi (takim sygnałem, że np. czegoś się obawiamy lub nie mamy zaufania do partnera, może być ból czy mimowolny skurcz mięśni wokół wejścia do pochwy, który uniemożliwia penetrację). Ciała nie jesteśmy w stanie tak łatwo oszukać, jak naszej głowy – dlatego tak ważne jest nawiązanie z nim dobrej relacji i zwracanie uwagi na sygnały, jakie nam wysyła.  

 

 

D jak doznania

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co czujemy, jest takie, jak być powinno?

 

W seksie chodzi przede wszystkim o przyjemność. Jeśli to, co czujemy, jest dla nas przyjemne i pragniemy tego więcej, to znaczy, że jest takie, jakie powinno być. Warto wiedzieć, że seks nie powinien boleć (chyba że tego chcemy). Kiedy pojawia się ból, koniecznie poszukajmy przyczyny. W pierwszej kolejności warto udać się do gabinetu ginekologicznego, aby wykluczyć podłoże biologiczne (np. infekcje). W drugiej natomiast rozważmy fizjoterapię uroginekologiczną i konsultację z seksuologiem. Nie dajmy się odprawić z kwitkiem, że taka jest nasza natura lub czasem musi boleć – to nieprawda! 

 

E jak erotyka

Czy oglądanie filmów erotycznych przed seksem to dobry pomysł? 

 

Podczas intymnego spotkania bardzo ważny jest kontekst, a więc czynniki mu towarzyszące, które mogą wpływać na naszą reakcję seksualną – aktywować mechanizm pobudzania lub naciskać na nasz seksualny hamulec. Znajomość tych czynników (i podzielenie się nimi wraz z drugą osobą) pozwala o nie zadbać podczas planowania lub inicjowania zbliżeń, a w konsekwencji sprawić, że będziemy mieć lepszy seks. Sięgnięcie po filmy erotyczne może być sposobem na zbudowanie odpowiedniego kontekstu, dzięki któremu osiągniemy wysoki stopień pobudzenia. Pornografia potrafi bowiem być bardzo silnym bodźcem o znaczeniu erotycznym. Może być także źródłem inspiracji, jak i punktem wyjścia do rozmowy, na temat tego, czego chcielibyśmy spróbować. Pamiętajmy jednak, że seks w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmach pornograficznych (szczególnie tych głównego nurtu) – dlatego nie porównujmy naszej sprawności, umiejętności czy wyglądu do tego, co widzimy na ekranie. 

 

F jak finał

Czy można rozdzielić orgazm na lepszy i gorszy?

 

Orgazm jest jeden, różne są natomiast drogi prowadzące do jego doświadczenia. To mit, że orgazm osiągnięty w wyniku stymulacji pochwy jest tym właściwym i dojrzałym (w dużej mierze odpowiada za niego Zygmunt Freud). Każdy orgazm jest tak samo wartościowy, niezależnie od tego, w jaki sposób go doświadczyliśmy – orgazm powstaje bowiem w naszej głowie. Co więcej, wiele osób nie wie, że narządem homologicznym względem penisa jest łechtaczka, a nie pochwa. To właśnie jej stymulacja pozwala wielu kobietom (osobom z pochwą) doświadczyć orgazmu. 

 

G jak punkt G

Punkt G to prawda czy święty Graal, którego nikt nigdy nie znalazł?

 

Punkt G został w 1950 roku zidentyfikowany przez Ernsta Gräfenberga jako punkt, którego stymulacja prowadzi do wyjątkowej rozkoszy. Autorka „Biblii waginy” – Jen Gunter – zajrzała do źródeł i okazało się, że sam Gräfenberg wcale nie opisywał konkretnego punktu, a „strefę erotyczną” na przedniej ścianie pochwy w pobliżu ujścia cewki moczowej i dolnej części pęcherza. Prawdopodobna jest więc hipoteza, że odpowiednia stymulacja tego obszaru pobudza łechtaczkę (jej trzon, korzeń i opuszki) znajdującą się właśnie w tej okolicy. Nie istnieje natomiast żaden punkt, będący magicznym guzikiem, który należy nacisnąć. Co więcej, u każdej kobiety stymulacja tego obszaru będzie wywoływać odmienne doznania. Może też nie być wcale przyjemna. Zamiast na jego usilnym szukaniu, lepiej skupić się więc na tym, co naprawdę sprawia nam frajdę. 

 

H jak harmonia

Czy wewnętrzna harmonia i #motherlifebalance wpływają na życie erotyczne?

 

Jak najbardziej! Na nasze życie seksualne mają wpływ między innymi takie czynniki jak stres, ciągłe zmęczenie, przepracowanie, niedostateczna ilość snu. Nie bez znaczenia jest także opieka nad dzieckiem, jak i odnalezienie się w roli rodzica. Dlatego niezwykle istotne jest znalezienie czasu na dbanie o siebie, a więc robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i pozwalają odzyskać wewnętrzną harmonię. Seksualne self-care pomoże nam natomiast zatroszczyć się stricte o sferę seksualną, zrobić na nią przestrzeń w swoim życiu i podejść do niej z większą świadomością. Spanie nago, samomiłość, czytanie książek o seksualności, fantazjowanie, nauka doświadczania orgazmu – to tylko niektóre sposoby na to, jak zadbać o siebie w tym obszarze. 

 

 

I jak intymność

Jak zadbać o intymność w związku?

 

Intymność, a więc inaczej bliskość, to budowanie relacji m.in. poprzez troskę o siebie nawzajem, wspieranie się, okazywanie sobie zrozumienia, obdarzanie się zaufanie. Rozwija się ona dużo wolniej niż namiętność (na którą nie mamy zbyt dużego wpływu) i wymaga przede wszystkim otwartości i zainteresowania życiem drugiej osoby. Dzięki niej czujemy się przy partnerze/ce dobrze i swobodnie. Jak można dbać o intymność? Przede wszystkim rozmawiajmy ze sobą, słuchając siebie nawzajem. Szanujmy swojego potrzeby, a także granice. Pamiętajmy o małych gestach, dzięki którym pokazujemy drugiej osobie, że jest dla nas ważna – takich jak powiedzenie dzień dobry po przebudzeniu, zapytanie jak minął jej dzień, gdy wraca do domu. Zadbajmy także o wartościowy czas dla naszego związku (np. wprowadzając rytuały) oraz róbmy razem nowe, ekscytujące rzeczy. 

 

J jak jeszcze

Co sprawia, że chcemy więcej seksu?

 

Przede wszystkim, to kiedy uprawiamy taki seks, jaki lubimy (zarówno ten solo, jak i partnerski) – który jest dla nas satysfakcjonujący i sprawia nam przyjemność. Wiele kobiet niestety zmusza się do seksu lub udaje orgazm, chcąc zadowolić drugą osobę. Takie postępowanie może mieć jednak wiele negatywnych konsekwencji na różnych płaszczyznach –  przede wszystkim jednak sprawia, że na intymne zbliżenie zupełnie nie mamy ochoty. Istotne jest także znalezienie w swoim życiu przestrzeni na seks, zainteresowanie się nim. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że poziom naszego libido zwiększy się sam siebie. 

 

K jak kobieca seksualność

Co na temat kobiecej seksualności warto wiedzieć?

 

Kobieca seksualność bywa postrzegana przez pryzmat seksualności męskiej. Myślenie takie prowadzi jednak do wielu błędnych założeń, bo kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Jednym z nich jest przekonanie, że kobieta powinna doświadczać orgazmu w wyniku penetracji, ponieważ zazwyczaj dzieje się tak u mężczyzn. A tak naprawdę jedynie około 30% kobiet regularnie osiąga orgazm w ten właśnie sposób – i jest to normalne. Innym natomiast, konieczność odczuwania spontanicznej ochoty na seks, a więc pojawiającej się samej z siebie. Pożądania spontanicznego doświadcza jednak jedynie 15% kobiet. Większość kobiet częściej odczuwa tzw. pożądanie responsywne, która pojawia się w wyniku angażowania się w seks zainicjowany przez drugą osobę w odpowiednim kontekście. Oba rodzaje pożądania są zdrowe i normalne. Panie dużo częściej doświadczają także niezgodności pobudzenia – podniecenie psychiczne i reakcja genitalna pokrywa się u nich jedynie w 10%.

 

L jak lubię to

Czyli co kobiety najbardziej lubią w seksie?

Niestety wiele kobiet nie kojarzy seksu z przyjemnością, a z przykrym obowiązkiem. Przez to nie zastanawiają się one nad tym, co tak naprawdę w seksie lubią, jakiego seksu pragną. A to bardzo ważne pytanie, które warto sobie zadać – jakiego seksu ja tak naprawdę chcę? Co sprawia mi frajdę? Czego potrzebuję, aby się podniecić? Jakie techniki pozwalają mi doświadczyć orgazmu? Pamiętajmy, nigdy nie rezygnujemy z prawa do przyjemności! I nie zmuszajmy się do seksu, na który nie mamy ochoty. 

 

Ł jak ładność

Czy ładność w seksie ma aż tak wielkie znaczenie?

 

Odpowiem przewrotnie – sam seks zazwyczaj nie jest ładny. Często porównujemy nasze życie intymne do zbliżeń jakie widzimy w filmach pornograficznych. Prawdziwy seks wygląda jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze, nasze ciała nie są idealne – są owłosione, mają cellulit, rozstępy. Penisy miewają różne kształty, wargi wewnętrzne bywają większe niż zewnętrzne, a narządy nierzadko są w innym kolorze niż reszta ciała. W czasie seksu pojawiają się także różne wydzieliny – wydzielina z pochwy, pot, ślina, sperma, krew menstruacyjna; jak i specyficzne odgłosy. Czasem łapie nas skurcz, nie możemy zdjąć z siebie ubrania, a włosy wpadają w twarz drugiej osoby. Bywa niezręcznie, pojawiają się chwile ciszy, jesteśmy zawstydzeni, a czasem wspólnie się śmiejemy i żartujemy. Wszystko to jest normalne. Najważniejsze jest bowiem to, aby skupić się na bliskości i doświadczanej przyjemności, a nie na tym, jak wyglądamy i czy nasz seks jest ,,perfekcyjny”. 

 

M jak masturbacja

Dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że sprawianie sobie przyjemności jest złe?

 

Duży wpływ na naszą sferę seksualną ma religia, według której masturbacja (i nie tylko) jest grzechem. Niestety normy religijne i medyczne rozjeżdżają się ze sobą. Samomiłość to jednak coś zupełnie normalnego i zdrowego. Jest aktywnością, którą warto potraktować jak randkę z samą sobą. Pozwala ona poznać swoje ciało i jego reakcje, zobaczyć co sprawia nam przyjemność, odkryć drogi, które prowadzą nas do orgazmu. Soloseks ma także pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, potrafi podnieść odporność, złagodzić ból, a także pobudzić nasze libido. 

 

N jak nagość

Jak oswoić się z nagością?

Jednym ze sposobów jest spanie nago. Nie tylko pomaga w akceptacji ciała, ale ma także korzystny wpływ na jakość snu (obniża temperaturę ciała) oraz zdrowie intymne. Możemy także chodzić nago po domu (pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać granic innych osób). Warto także stanąć bez ubrania przed lustrem i docenić to, co nam się w naszym ciele podoba i na tym skupić uwagę. Postarajmy się w takich sytuacjach wyłączyć wewnętrznego krytyka. We wszystkich opisanych przypadkach potrzebna jest regularna praktyka, aby wyrobić nawyk. Im częściej będziemy praktykować spanie czy chodzenie nago, tym bardziej będzie to dla nas naturalne. 

 

O jak odwaga

Czy jest jakiś magiczny sposób na to, by mieć odwagę mówić o swoich seksualnych potrzebach?

Przede wszystkim pomyślmy, po co chcemy taką rozmowę odbyć. Inaczej mówiąc, spójrzmy na to w szerszym kontekście – chodzi tutaj przecież o nasze zadowolenie z życia seksualnego. Jeśli nie podejmiemy rozmowy o naszych potrzebach, nie powiemy, co sprawia nam radość, jaki rodzaj stymulacji lubimy, jakie techniki pozwalają nam doświadczyć orgazmu… druga osoba raczej się tego nie domyśli. Brak rozmowy pozostawia przestrzeń na niedomówienia i domysły. Partner/ka może też pomyśleć, że skoro nic nie mówimy, to wszystko jest w porządku.

 

 

P jak piersi

Czy to nasz najważniejszy punkt erotyczny?

Piersi u wielu kobiet są bardzo czułą strefą erogenną. Ale oczywiście nie u wszystkich. Jeśli ich stymulacja nie sprawia nam przyjemność, to nie znaczy, że coś jest z nami nie tak. Każda z nas jest inna. Pieszczoty piersi, szczególnie te powtarzane regularnie, mogą stanowić jednak profilaktykę raka sutka. Zdarza się, że to właśnie partner/ka jest osobą, która wyczuwa niepokojącą zmianę. 

 

R jak rozmiar

Czy rozmiar w seksie ma znaczenie?

Niezależnie od wagi, mamy takie samo prawo cieszyć się z życia seksualnego. Seks i doświadczanie przyjemności nie jest zarezerwowane tylko dla szczupłych osób. Jeśli chodzi o rozmiar penisa – nie ma on znaczenia. Dużo ważniejsze są bowiem stosowane techniki seksualne (a w tym docenienie roli łechtaczki). Bardziej problematyczny może okazać się penis dużych rozmiarów, niż ten mały. Jednak niezależnie od jego rozmiaru, przed penetracją zadbajmy o odpowiedni stopień pobudzenia, a także o lubrykant. Seks bez odpowiedniego nawilżenia może powodować dyskomfort, a nawet ból i otarcia. 

 

S jak strefa erogenna

Jak odkryć swoje strefy erogenne?

Zwykle podczas seksu skupiamy się przede wszystkim na genitaliach. Sposobem na poznanie innych stref erogennych jest umówienie się na pieszczoty, podczas których te czułe strefy będziemy omijać lub przejdziemy do ich stymulacji dopiero po pewnym czasie. Może nam w tym pomóc między innymi powolnym masaż całego ciała. Często wrażliwymi miejscami są te, w których skóra jest cienka i/lub przechodzi w błonę śluzową. Jednak tak jak pisałam już wcześniej, każdy obszar naszego ciała może okazać się wyjątkowo czuły na dotyk – zdarza się, że do orgazmu może doprowadzić nas nawet stymulacja małżowin usznych. 

 

T jak tradycja

Czy tzw. ,,tradycyjne wartości’’ przeszkadzają nam w życiu erotycznym?

W seksie przeszkadzają nam przede wszystkim różne negatywne myśli i przekonania (np. że seks to małżeński obowiązek, kobiety nie powinny lubić seksu, seks powinno się uprawiać tylko wtedy, kiedy chce się mieć dzieci). Myśli te mają z kolei wpływ na nasze emocje, zachowania i reakcje fizjologiczne. Dobra wiadomość jest taka, że z negatywnymi przekonaniami, które utrudniają nam czerpanie radości z życia seksualnego, można pracować w gabinecie psychoterapeutycznym, do czego zawsze zachęcam.

 

U jak usta

Na którym miejscu usta, jako strefa erogenna, są na kobiecej liście?

U każdej kobiety będą zupełnie na innym miejscu. Warto pamiętać, aby zawsze kierować się tym, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, a nie tym, co ,,powinno”, bo ktoś tak powiedział. Usta mogą być jednak bardzo wrażliwą strefą z uwagi na to, że zlokalizowane jest na nich wiele zakończeń nerwowych. Stymulować można je nie tylko pocałunkami, ale także dotykiem, ssaniem, gryzieniem, lizaniem… co tylko podpowiada nam wyobraźnia! 

 

W jak wyobraźnia

Jak popracować nad swoją wyobraźnią, by pomogła nam w seksie?

Sięgnijmy na przykład po powieść erotyczną. Podczas lektury tworzymy w głowie obrazy, które mogą wspierać nasze seksualne fantazje. Możemy także wziąć kartkę i długopis, aby napisać własne opowiadanie erotyczne. Inną możliwością jest świadome fantazjowanie – a więc umówienie się z samą sobą, że będziemy to robić w danym miejscu i czasie. 

 

Z jak zaufanie

Czy dobry seks bez zaufania jest możliwy?

Zaufanie z pewnością pełni w seksie ważną rolę. Dzięki niemu wiemy, że druga osoba nie zrobi nic, na co nie wyrażamy zgody (a obopólna, świadoma zgoda na daną aktywność w seksie to podstawa!). Mamy pewność, że zrozumie, kiedy będziemy chcieli się z seksu wycofać, mimo że w pierwszej chwili się na niego zgodziliśmy. Możemy też wszystko jej powiedzieć, bez obawy, że zostaniemy źle odebrani. A także przedyskutować kwestie związane z antykoncepcją i zdrowiem. Są osoby, dla których zaufanie do drugiej osoby będzie koniecznym warunkiem, aby w ogóle do seksu mogło dojść. Jego brak może też spowodować, że ciężko nam będzie się odprężyć i zatracić w przyjemności. 

 

Joanna Niedziela – psycholog i seksuolog. Autorka bloga o seksualności seksuologbeztabu.pl oraz profilu na Instagramie @seksuologbeztabu, których celem jest zwiększenie społecznej świadomości i otwartości w sprawach seksu poprzez przekazywanie rzetelnej i aktualnej wiedzy oraz oswajanie tematów tabu. Współpracuje z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych. Bliska jest jej idea pozytywnej seksualności. Jest sojuszniczką osób LGBT+. Prywatnie miłośniczka Włoch, lata, dobrej kawy i odkrywania nowych smaków. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo