ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Matko, zrób startup!

25 września 2019 / Daniel Kotliński

Nawet jeśli nigdy nie prowadziłaś firmy, przynajmniej raz w życiu przeszedł Ci przez głowę genialny pomysł na startup.

Założę się jednak, że niemal od razu sama go wyśmiałaś, albo odprawiłaś litanię do świętego Nigdy, złożoną z powodów ,,dlaczego to głupie". Zanim zaczniesz lekturę tego tekstu, poświęć chwilę i przywołaj w pamięci ten koncept, który od dawna zalega Ci gdzieś z tyłu głowy. Gotowe?

Zacznijmy od początku. 

Na co dzień prowadzę portal biznesowy. Można więc powiedzieć, że ,,jestem w temacie” – nie tylko serwis jest sam w sobie biznesem, ale jego działalność kręci się wokół opowiadania historii innych przedsiębiorców. 

Gdybym miał wydestylować jedną lekcję, która płynie z przeprowadzenia w ciągu roku blisko 20 pogłębionych wywiadów z przedsiębiorcami (ich zawartość spokojnie złożyłaby się na opasłe tomisko!), to brzmiałaby ona następująco: 

,,Jeszcze nigdy w historii nie było tak łatwo zacząć własnego biznesu”. 

Aby stworzyć i rozwinąć własną firmę, do pewnego momentu w dziejach konieczna była wiedza z zakresu ekonomii, podstaw działania gospodarki, praw marketingu i ludzkiej psychologii. Oprócz tego – wartościowe znajomości, które pomagały w załatwianiu problemów. Niezbędny był również początkowy kapitał, który umożliwiałby start, a całość obarczona była wysokim ryzykiem niepowodzenia. 

Okazuje się jednak, że w 2018 roku z powyższej listy nie zmieniło się tylko jedno – ostatnie. Choć możliwość zaprzepaszczenia ,,genialnego pomysłu” jest wciąż wysoce prawdopodobna, to bez ryzyka finansowego i narażania aktualnej kariery może okazać się, że tak naprawdę… nic nie tracisz. Jak to możliwe? Cierpliwości.

Musisz wiedzieć, że nauka, w jaki sposób robić biznes, by miał największe szanse powodzenia, rozwija się tak samo, jak każda inna dziedzina naszego życia.

O ile w obszarze medycyny owocuje to choćby podwyższoną oczekiwaną długością życia, o tyle w obszarze biznesu ostatnie lata przyniosły rewolucyjne koncepty, nowe narzędzia i demokratyzację w dostępie do wiedzy. To z kolei odblokowało rynek inwestycji w projekty obarczone wysokim ryzykiem, dzięki czemu znacznie łatwiej dziś pozyskać kapitał na rozwój swojego pomysłu. Ale po kolei.

Mniej więcej dekadę temu, czołowy ,,duchowy przywódca” Doliny Krzemowej, Steve Blank (przedsiębiorca, inwestor i wykładowca na Stanfordzie), wyłożył podstawy nowej metodologii budowania biznesu, nazwanej ,,lean” (,,lean startup” lub ,,lean management”). 

Nie zagłębiając się w szczegóły, Blank stwierdził: ,,nie potrzebujesz budżetu ani biznesplanu po to, by dowiedzieć się, czy twój koncept ma szansę powodzenia. Internet oferuje ci powiem wszystkie potrzebne narzędzia, by dotrzeć do twoich hipotetycznych klientów i na żywym organizmie przetestować potencjał biznesowy twojego rozwiązania”. Mówiąc krótko: ,,życie jest zbyt krótkie, by tworzyć produkty, których nikt nie potrzebuje”. I zaproponował bardzo ciekawą koncepcję, w jaki sposób tworzyć takie produkty, za które rzeczywiście ktoś jest w stanie zapłacić. 

To niezwykła, kulturowa zmiana, dzięki której osoby wyposażone w dostęp do internetu, trochę czasu i cierpliwości mogą osiągać rzeczy wielkie, jak i zupełnie zwykłe, ale dające stabilne źródła dochodu. Bez rezygnacji z etatowej pracy bądź ogromnego ryzyka, kiedy ciąży na nich odpowiedzialność utrzymywania rodziny (i siebie). 

Pewną analogią wobec tego, co zrobił ,,lean” tradycyjnemu podejściu do biznesu, będzie to, co moda na zdrowy tryb życia zrobiła kulturze fastfoodu, paleniu papierosów i dumie z pracoholizmu. Wzrost świadomości własnego ciała zmienił nawyki milionów ludzi na całym świecie, a także wpłynął (i będzie dalej to robił) na to, jak wychowują dzieci, oraz na to, jak one z kolei zajmą się swoim potomstwem. 

Podobnie ugruntowanie metodologii ,,lean” w ostatnich 10 latach, przyczyniło się do powstania większej ilości biznesów i fantastycznych, kreatywnych projektów niż kiedykolwiek wcześniej w erze internetowej. 

Ta zmiana podejścia umożliwiła rozwój kolejnej bardzo pojemnej idei, którą dziś nazywa się ,,startupem”, a dla której ruch ,,lean” jest punktem wyjścia. Pojęcie to często występuje w mediach w parze z nazwą jakiejś firmy, która odniosła spektakularny sukces w internecie. Przyjęło się bowiem, że startup to takie przedsiębiorstwo, które próbuje zarobić pieniądze w sieci albo rozwija jakąś ,,skomplikowaną technologię”. 

To nie do końca prawda.

Choć dyskusje na temat ostatecznej definicji słowa ,,startup” wciąż trwają, dla uproszczenia sprowadzę ją do trzech głównych założeń:

  1. Startup nie jest firmą w tradycyjnym znaczeniu – to rodzaj organizacji (może być jednoosobowa), której celem jest przetestowanie pewnych biznesowych założeń. Startup może być więc pierwszym etapem (czy wręcz ,,zerowym”) w procesie rozwoju biznesu – etapem charakteryzującym  się ,,skrajną niepewnością”;
  2. Startup nie musi być genialnym pomysłem – nie chodzi o to, by na nowo wynaleźć koło. Wystarczy, jeśli startup udoskonali istniejące rozwiązanie lub zaproponuje inny sposób osiągania określonego celu;
  3. Startup ma potencjał dużej skali – równie dobrze może działać na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Jeśli nie jest fizycznym produktem, tylko jakiegoś rodzaju cyfrową usługą (np. e-kursem), nie ma znaczenia, czy korzysta z niego tysiąc czy sto tysięcy osób, ponieważ koszty produkcji są takie same. 

Podsumujmy. 

Wiesz już, że dziś biznesy internetowe rozwija się inaczej, niż działo się to przez wcześniejsze dziesięciolecia.

Wydarzyło się to za sprawą nowego podejścia (lean), które eliminuje z równania konieczność wieloletniej nauki i pozwala testować pomysły niemal każdemu. To z kolei dało początek nowej fali internetowych projektów (startupom), spośród których wyrosły nie tylko gigantyczne korporacje zatrudniające dziś dziesiątki tysięcy ludzi, ale także miliony mniejszych organizacji. Nigdy nie przeczytasz o nich na pierwszych stronach, ale zyski, które generują, umożliwiają ich właścicielom wieść życie z marzeń.

Wciąż pamiętasz o tym swoim lekko przykurzonym pomyśle na biznes? Zostań ze mną! 

Chcę powiedzieć, że nie jesteś za głupia, by przekonać się, czy twój pomysł ma sens, ponieważ nie potrzebujesz formalnej edukacji. Nie jesteś też zbyt biedna ani zabiegana, bo nie potrzebujesz ani dużych nakładów finansowych, ani czasowych. A jeśli przeszło ci przez myśl, że możesz być na to za stara… choć Mark Zuckerberg miał 19 lat, kiedy zakładał Facebooka, Steve Jobs – 21, zanim uruchomił Apple, a David Krap, założyciel Tumblra, liczył sobie 20 wiosen na karku, to niedawno przeprowadzone badanie przez naukowców z MIT wykazało, że należą oni do absolutnych wyjątków. Średnia wieku przedsiębiorców, którzy zaczęli od pomysłu i doprowadzili do zatrudnienia pierwszego pracownika, wynosi 41,9 lat, zaś takich, którzy wkroczyli na ścieżkę dynamicznego rozwoju do znacznie większych rozmiarów – 45 lat. 

,,Hola!”, zakrzykniesz, ,,ale przecież ja w ogóle nie znam się na technologii! Nawet jeśli mam pomysł na usługę, serwis bądź aplikację, jak mam ją niby stworzyć?!” – a ja wtedy uśmiechnę się lekko, z od dawna przygotowaną odpowiedzią. 

Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale bariera technologiczna została nie tyle, co obniżona, co wręcz… zlikwidowana. Bo o ile pewne minimalne umiejętności w posługiwaniu się komputerem, jak choćby: wyszukiwanie informacji, biegłość w obsłudze aplikacji czy ogólne obycie z internetem – będą niezbędne, to znajomość języków programowania jest ci niepotrzebna. 

Nie musisz być programistką, by stworzyć cyfrowy produkt, a to co najmniej z trzech powodów: 

  1. istnieją gotowe platformy, które umożliwiają wprowadzenie swojego pomysłu w życie (możesz np. założyć sklep internetowy w podobny sposób, jak zakładasz konto w serwisie społecznościowym); 
  2. istnieją aplikacje, w których tworzy się… aplikacje, w sposób przypominający tworzenie budowli z lego;
  3. istnieją sposoby, dzięki którym stworzysz środowisko do przetestowania założeń, a jeśli te się sprawdzą, znacznie łatwiej będzie ci pozyskać technicznego wspólnika lub inwestycję na dalszy rozwój produktu. 

Napiszę teraz coś, co może wzbudzić w Tobie wyrzuty sumienia – i mam nadzieję, że tak się stanie! 

Fakty są bowiem takie, że w 2018 roku nie masz już żadnego powodu, by nie przetestować, czy ten twój genialny pomysł nie jest w rzeczywistości… genialny. 

Oto, dlaczego:

Bubble.is – to serwis, który umożliwia stworzenie dowolnej aplikacji internetowej bez konieczności napisania choćby jednej linijki kodu 

Zeroqode.com – podobnie jak wyżej, z tą różnicą, że dostarcza gotowe szablony wymagające jedynie dostosowania pod własne potrzeby (możesz w jeden dzień uruchomić własną wersję Airbnb, Tindera czy Ubera!).

Newco.app – stanowi nie tylko bibliotekę gotowych szablonów najpopularniejszych typów aplikacji, ale także społeczność kilku tysięcy twórców, budujących własne biznesy bez znajomości skomplikowanych, technicznych zagadnień. 

Codefree.co – jest ciekawą alternatywą wobec powyższych rozwiązań, bo nie tylko umożliwia stworzenie aplikacji webowej (działającej w przeglądarce), ale działa trochę na zasadzie taśmy typu duck-tape; umożliwia łączenie w jedno wielu aplikacji, tak, by realizować zaplanowany cel.

Shoplo.pl – to jeden z wielu kreatorów sklepów internetowych, dzięki któremu możesz dosłownie ,,wyklikać” własny e-commerce w kilka chwil.

Webflow.com – narzędzie do tworzenia stron internetowych, także bez znajomości kodowania. Całość sprowadza się do zestawiania odpowiednich klocków i zapełnienia treścią. 

A to tylko wierzchołek góry lodowej. Ba, to wręcz wierzchołek samego wierzchołka! W gruncie rzeczy, istnieje tyle ciekawych rozwiązań na to, by przeskoczyć konieczność nauki programowania, że można z czystym sumieniem powiedzieć o powstaniu nowego trendu. 

Tak naprawdę, twoim startupem może być:

  • strona na Facebooku, przez którą sprzedajesz znalezione w lumpeksie markowe ubrania. Jeśli okaże się, że to ma sens, zainwestujesz w stworzenie e-sklepu. 
  • Grupa na tym samym portalu, w której zarabiasz na dodawaniu ogłoszeń przez firmy. Jeśli udowodnisz, że potrafisz zainteresować nimi odbiorców, założysz pełnoprawną tablicę ogłoszeniową (jak np. OLX) 
  • Mini-kurs w formie video czy ebooka, na który złoży się twoja wiedza z danej dziedziny, zapakowana ,,w pudełko”. Jeśli okaże się, że trafiłaś w jakąś niszę na rynku, będziesz mogła rozważyć uruchomienie kursów stacjonarnych.
  • Możesz założyć bloga, na łamach którego będziesz inspirować lub dzielić się doświadczeniami, a z czasem przyciągniesz reklamodawców. 

Niedawno ze znajomym uruchomiliśmy tablicę z ogłoszeniami o pracę w marketingu i biznesie dla osób bez doświadczenia. Za niewielką kwotę kupiliśmy gotowy szablon, a potem ręcznie go dostosowaliśmy do naszych wymagań (z pomocą hinduskiego opiekuna klienta!). Natomiast pierwotna wersja naszego produktu była po prostu… arkuszem kalkulacyjnym dostępnym w internecie, gdzie dodawaliśmy ogłoszenia. To właśnie potwierdzenie podstawowej hipotezy: ,,czy uda nam się zainteresować firmy dodaniem ogłoszenia, zaś stażystów – aplikowaniem”, skłoniło nas do pójścia za ciosem.

Internet, z całym swoim dobrodziejstwem – łatwo dostępną wiedzą, prostymi w obsłudze narzędziami i społecznością twórców – demokratyzuje sposób robienia biznesu. Tworzenie takich uproszczonych mechanizmów do testowania pomysłów określa się akronimem MVP, co rozwijamy jako: Minimum Viable Product, a tłumaczymy na ,,minimalna wersja produktu”. 

Definicję MVP najlepiej oddaje poniższa ilustracja:

 

Jak widzisz, w tego typu rozwiązaniu chodzi o to, aby kluczowa funkcja była dostępna od samego początku.W przypadku naszej tablicy ogłoszeniowej, jest to dostęp do atrakcyjnych ofert pracy – nic więcej, nic mniej. O ile w tej chwili serwis jest prosty i wymaga manualnej pracy, to na tym etapie nie ma sensu inwestować w kolejne funkcje i automatyzację. Dopiero, kiedy przetestujemy kolejne hipotezy (w jaki sposób użytkownicy korzystają z serwisu? Jakich funkcji im brakuje? Jak postrzegają nasze pomysły na ułatwienie procesu szukania pracy? etc.), zadecydujemy, w którą stronę go rozbudowywać. 

 

(pierwsza wersja Bonjunior była po prostu arkuszem kalkulacyjnym)

 

Być może twój wewnętrzny opór wciąż się tli. ,,To, że jestem w stanie sklecić na ślinę szałas”, myślisz sobie, ,,nie znaczy przecież, że będę teraz konkurować z deweloperami na rynku nieruchomości!”. 

Póki co, pozbądź się myśli o konkurowaniu z kimkolwiek. Zapomnij w ogóle na chwilę, że rozmawiamy o robieniu biznesu w kontekście generowania jakichkolwiek zysków. 

Namawiam cię do tego, byś wróciła do tego swojego pomysłu, tylko po to, żebyś podjęła jakiekolwiek działanie. To jak sport; nikt nie twierdzi przecież, że twoja codzienna rutyna w bieganiu kilku kilometrów ma doprowadzić cię w określonym czasie na Olimpiadę. Najważniejszy jest twój osobisty rozwój – a jeśli przy okazji może on przynieść rozwiązanie realnego problemu, a potem jeszcze dodatkowe pieniądze… dlaczego nie? 

Andrew Mason w 2008 roku wpadł na pomysł założenia strony, poprzez którą sąsiedzi mogliby uruchamiać małe, społeczne inicjatywy i wspólnie je realizować. Strona została wyklikana w darmowym edytorze i szybko uruchomiona. Koncept jednak nie przetrwał, aczkolwiek Mason zauważył, że część użytkowników poszukiwała osób, które chciałyby skorzystać z jakiejś grupowej promocji. Postanowił więc dać drugą szansę biznesowi, nazwał go Groupon i uruchomił ponownie, w całości koncentrując się na grupowych rabatach. Dziś firma działa na 16 rynkach na całym świecie, ale co ciekawe, przez pierwszy rok – mimo że niemal od razu startup zaczął zarabiać na siebie – była obsługiwana w dużej mierze manualnie; pracownicy po prostu wysyłali ręcznie kupony mailem.

Innym ciekawym przypadkiem potwierdzającym, że sam akt działania może mieć trudną do przewidzenia, sprawczą moc, jest osoba Petera Levelsa. To młody programista z Holandii, który postanowił w ciągu roku stworzyć 12 ,,minimalnych produktów”. Chwycił dopiero 6. projekt, będący bardzo dokładnym źródłem informacji dla osób, które łączą wolny zawód z podróżowaniem – NomadList.com. Jego pierwsza wersja była również arkuszem kalkulacyjnym, a z czasem rozwinęła się do serwisu, który generuje od 15 do 30 tysięcy dolarów miesięcznie. 

Uruchomienie MVP bywa też… oczyszczające.

Z czasem zdajemy sobie sprawę, że porażka jest immanentną cechą całego procesu, jest niezbędna, by rozwijać swój pomysł zgodnie z oczekiwaniami rynku. Kiedy wchodzisz na ring po raz pierwszy, z pewnością będziesz mieć problem, by trafić przeciwnika i zapewne sama kilkukrotnie oberwiesz, zanim wyczujesz, jak robić uniki i wyprowadzać własne ciosy. Możesz spędzić setki godzin na lekturze technicznych zagadnień boksu, ale z pewnością nie wyjdziesz z pierwszego starcia bez siniaków. 

Powtórzmy. Dziś brak wiedzy lub dostępu do określonych narzędzi czy zasobów nie jest żadną wymówką. Jeśli będziesz uważnie obserwować otaczającą cię rzeczywistość, prędzej czy później dostrzeżesz problemy, które do tej pory nie zostały zaadresowane. 

,,Nie mam czasu” – stwierdzisz.

Ale… nigdy go nie będziesz miała; długie, niczym nieprzerwane godziny, kiedy mogłaś rozwijać własne pasje i zainteresowania, skończyły się gdzieś w okresie liceum. Cały koncept ,,lean” polega na tym, by przeprowadzić go w ograniczonych możliwościach ,,czasoprzestrzennych”. 

Poboczny projekt, małe wyzwanie, które robisz dla zabawy i samorozwoju, wymaga jedynie krótkich przedziałów czasowych, występujących w miarę regularnie. Najlepiej, jeśli to będzie kilkanaście minut dziennie, godzina góra. W skali tygodni i miesięcy efekt się kumuluje. A jeśli dziś się za to nie zabierzesz, za rok o tej porze będziesz mówić dokładnie to samo: ,,nie mam czasu”.

,,To i tak się nie uda”, skwitujesz na końcu.

I dobrze! Kto wie, dokąd może Cię to zaprowadzić? W ,,najgorszym” wypadku nauczysz się czegoś o rozwoju biznesu czy sposobach na wcielanie projektów w życie. Może wzrost kwalifikacji w tym obszarze pomoże ci się rozwinąć gdzieś indziej. 

A co, jeśli Cię przekonałem… od czego zacząć? 

Najpierw potrzebujesz problemu, którym się zajmiesz oraz wstępnej koncepcji jego rozwiązania. Jeżeli masz to pierwsze, a wciąż brakuje ci drugiego, skontaktuj się ze mną – chętnie przegadam twój pomysł, wskażę potrzebne źródła lub połączę z ludźmi, którzy mogą ci pomóc!

 

Daniel Kotliński. Marketing manager w Social Tigers. Dziennikarz biznesowy z pasji i doświadczenia, był project managerem w redakcji Marketingibiznes.pl, wcześniej jako marketer współtworzył portal social commerce dla rodziców – tuRodzinka.pl. W 2013 r. ukazała się jego debiutancka powieść ‚Kierunkowy 22’. W wolnym czasie jeździ na desce i uczy swojego psa fizyki kwantowej.

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo