ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Matko, zrób startup!

25 września 2019 / Daniel Kotliński

Nawet jeśli nigdy nie prowadziłaś firmy, przynajmniej raz w życiu przeszedł Ci przez głowę genialny pomysł na startup.

Założę się jednak, że niemal od razu sama go wyśmiałaś, albo odprawiłaś litanię do świętego Nigdy, złożoną z powodów ,,dlaczego to głupie". Zanim zaczniesz lekturę tego tekstu, poświęć chwilę i przywołaj w pamięci ten koncept, który od dawna zalega Ci gdzieś z tyłu głowy. Gotowe?

Zacznijmy od początku. 

Na co dzień prowadzę portal biznesowy. Można więc powiedzieć, że ,,jestem w temacie” – nie tylko serwis jest sam w sobie biznesem, ale jego działalność kręci się wokół opowiadania historii innych przedsiębiorców. 

Gdybym miał wydestylować jedną lekcję, która płynie z przeprowadzenia w ciągu roku blisko 20 pogłębionych wywiadów z przedsiębiorcami (ich zawartość spokojnie złożyłaby się na opasłe tomisko!), to brzmiałaby ona następująco: 

,,Jeszcze nigdy w historii nie było tak łatwo zacząć własnego biznesu”. 

Aby stworzyć i rozwinąć własną firmę, do pewnego momentu w dziejach konieczna była wiedza z zakresu ekonomii, podstaw działania gospodarki, praw marketingu i ludzkiej psychologii. Oprócz tego – wartościowe znajomości, które pomagały w załatwianiu problemów. Niezbędny był również początkowy kapitał, który umożliwiałby start, a całość obarczona była wysokim ryzykiem niepowodzenia. 

Okazuje się jednak, że w 2018 roku z powyższej listy nie zmieniło się tylko jedno – ostatnie. Choć możliwość zaprzepaszczenia ,,genialnego pomysłu” jest wciąż wysoce prawdopodobna, to bez ryzyka finansowego i narażania aktualnej kariery może okazać się, że tak naprawdę… nic nie tracisz. Jak to możliwe? Cierpliwości.

Musisz wiedzieć, że nauka, w jaki sposób robić biznes, by miał największe szanse powodzenia, rozwija się tak samo, jak każda inna dziedzina naszego życia.

O ile w obszarze medycyny owocuje to choćby podwyższoną oczekiwaną długością życia, o tyle w obszarze biznesu ostatnie lata przyniosły rewolucyjne koncepty, nowe narzędzia i demokratyzację w dostępie do wiedzy. To z kolei odblokowało rynek inwestycji w projekty obarczone wysokim ryzykiem, dzięki czemu znacznie łatwiej dziś pozyskać kapitał na rozwój swojego pomysłu. Ale po kolei.

Mniej więcej dekadę temu, czołowy ,,duchowy przywódca” Doliny Krzemowej, Steve Blank (przedsiębiorca, inwestor i wykładowca na Stanfordzie), wyłożył podstawy nowej metodologii budowania biznesu, nazwanej ,,lean” (,,lean startup” lub ,,lean management”). 

Nie zagłębiając się w szczegóły, Blank stwierdził: ,,nie potrzebujesz budżetu ani biznesplanu po to, by dowiedzieć się, czy twój koncept ma szansę powodzenia. Internet oferuje ci powiem wszystkie potrzebne narzędzia, by dotrzeć do twoich hipotetycznych klientów i na żywym organizmie przetestować potencjał biznesowy twojego rozwiązania”. Mówiąc krótko: ,,życie jest zbyt krótkie, by tworzyć produkty, których nikt nie potrzebuje”. I zaproponował bardzo ciekawą koncepcję, w jaki sposób tworzyć takie produkty, za które rzeczywiście ktoś jest w stanie zapłacić. 

To niezwykła, kulturowa zmiana, dzięki której osoby wyposażone w dostęp do internetu, trochę czasu i cierpliwości mogą osiągać rzeczy wielkie, jak i zupełnie zwykłe, ale dające stabilne źródła dochodu. Bez rezygnacji z etatowej pracy bądź ogromnego ryzyka, kiedy ciąży na nich odpowiedzialność utrzymywania rodziny (i siebie). 

Pewną analogią wobec tego, co zrobił ,,lean” tradycyjnemu podejściu do biznesu, będzie to, co moda na zdrowy tryb życia zrobiła kulturze fastfoodu, paleniu papierosów i dumie z pracoholizmu. Wzrost świadomości własnego ciała zmienił nawyki milionów ludzi na całym świecie, a także wpłynął (i będzie dalej to robił) na to, jak wychowują dzieci, oraz na to, jak one z kolei zajmą się swoim potomstwem. 

Podobnie ugruntowanie metodologii ,,lean” w ostatnich 10 latach, przyczyniło się do powstania większej ilości biznesów i fantastycznych, kreatywnych projektów niż kiedykolwiek wcześniej w erze internetowej. 

Ta zmiana podejścia umożliwiła rozwój kolejnej bardzo pojemnej idei, którą dziś nazywa się ,,startupem”, a dla której ruch ,,lean” jest punktem wyjścia. Pojęcie to często występuje w mediach w parze z nazwą jakiejś firmy, która odniosła spektakularny sukces w internecie. Przyjęło się bowiem, że startup to takie przedsiębiorstwo, które próbuje zarobić pieniądze w sieci albo rozwija jakąś ,,skomplikowaną technologię”. 

To nie do końca prawda.

Choć dyskusje na temat ostatecznej definicji słowa ,,startup” wciąż trwają, dla uproszczenia sprowadzę ją do trzech głównych założeń:

  1. Startup nie jest firmą w tradycyjnym znaczeniu – to rodzaj organizacji (może być jednoosobowa), której celem jest przetestowanie pewnych biznesowych założeń. Startup może być więc pierwszym etapem (czy wręcz ,,zerowym”) w procesie rozwoju biznesu – etapem charakteryzującym  się ,,skrajną niepewnością”;
  2. Startup nie musi być genialnym pomysłem – nie chodzi o to, by na nowo wynaleźć koło. Wystarczy, jeśli startup udoskonali istniejące rozwiązanie lub zaproponuje inny sposób osiągania określonego celu;
  3. Startup ma potencjał dużej skali – równie dobrze może działać na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Jeśli nie jest fizycznym produktem, tylko jakiegoś rodzaju cyfrową usługą (np. e-kursem), nie ma znaczenia, czy korzysta z niego tysiąc czy sto tysięcy osób, ponieważ koszty produkcji są takie same. 

Podsumujmy. 

Wiesz już, że dziś biznesy internetowe rozwija się inaczej, niż działo się to przez wcześniejsze dziesięciolecia.

Wydarzyło się to za sprawą nowego podejścia (lean), które eliminuje z równania konieczność wieloletniej nauki i pozwala testować pomysły niemal każdemu. To z kolei dało początek nowej fali internetowych projektów (startupom), spośród których wyrosły nie tylko gigantyczne korporacje zatrudniające dziś dziesiątki tysięcy ludzi, ale także miliony mniejszych organizacji. Nigdy nie przeczytasz o nich na pierwszych stronach, ale zyski, które generują, umożliwiają ich właścicielom wieść życie z marzeń.

Wciąż pamiętasz o tym swoim lekko przykurzonym pomyśle na biznes? Zostań ze mną! 

Chcę powiedzieć, że nie jesteś za głupia, by przekonać się, czy twój pomysł ma sens, ponieważ nie potrzebujesz formalnej edukacji. Nie jesteś też zbyt biedna ani zabiegana, bo nie potrzebujesz ani dużych nakładów finansowych, ani czasowych. A jeśli przeszło ci przez myśl, że możesz być na to za stara… choć Mark Zuckerberg miał 19 lat, kiedy zakładał Facebooka, Steve Jobs – 21, zanim uruchomił Apple, a David Krap, założyciel Tumblra, liczył sobie 20 wiosen na karku, to niedawno przeprowadzone badanie przez naukowców z MIT wykazało, że należą oni do absolutnych wyjątków. Średnia wieku przedsiębiorców, którzy zaczęli od pomysłu i doprowadzili do zatrudnienia pierwszego pracownika, wynosi 41,9 lat, zaś takich, którzy wkroczyli na ścieżkę dynamicznego rozwoju do znacznie większych rozmiarów – 45 lat. 

,,Hola!”, zakrzykniesz, ,,ale przecież ja w ogóle nie znam się na technologii! Nawet jeśli mam pomysł na usługę, serwis bądź aplikację, jak mam ją niby stworzyć?!” – a ja wtedy uśmiechnę się lekko, z od dawna przygotowaną odpowiedzią. 

Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale bariera technologiczna została nie tyle, co obniżona, co wręcz… zlikwidowana. Bo o ile pewne minimalne umiejętności w posługiwaniu się komputerem, jak choćby: wyszukiwanie informacji, biegłość w obsłudze aplikacji czy ogólne obycie z internetem – będą niezbędne, to znajomość języków programowania jest ci niepotrzebna. 

Nie musisz być programistką, by stworzyć cyfrowy produkt, a to co najmniej z trzech powodów: 

  1. istnieją gotowe platformy, które umożliwiają wprowadzenie swojego pomysłu w życie (możesz np. założyć sklep internetowy w podobny sposób, jak zakładasz konto w serwisie społecznościowym); 
  2. istnieją aplikacje, w których tworzy się… aplikacje, w sposób przypominający tworzenie budowli z lego;
  3. istnieją sposoby, dzięki którym stworzysz środowisko do przetestowania założeń, a jeśli te się sprawdzą, znacznie łatwiej będzie ci pozyskać technicznego wspólnika lub inwestycję na dalszy rozwój produktu. 

Napiszę teraz coś, co może wzbudzić w Tobie wyrzuty sumienia – i mam nadzieję, że tak się stanie! 

Fakty są bowiem takie, że w 2018 roku nie masz już żadnego powodu, by nie przetestować, czy ten twój genialny pomysł nie jest w rzeczywistości… genialny. 

Oto, dlaczego:

Bubble.is – to serwis, który umożliwia stworzenie dowolnej aplikacji internetowej bez konieczności napisania choćby jednej linijki kodu 

Zeroqode.com – podobnie jak wyżej, z tą różnicą, że dostarcza gotowe szablony wymagające jedynie dostosowania pod własne potrzeby (możesz w jeden dzień uruchomić własną wersję Airbnb, Tindera czy Ubera!).

Newco.app – stanowi nie tylko bibliotekę gotowych szablonów najpopularniejszych typów aplikacji, ale także społeczność kilku tysięcy twórców, budujących własne biznesy bez znajomości skomplikowanych, technicznych zagadnień. 

Codefree.co – jest ciekawą alternatywą wobec powyższych rozwiązań, bo nie tylko umożliwia stworzenie aplikacji webowej (działającej w przeglądarce), ale działa trochę na zasadzie taśmy typu duck-tape; umożliwia łączenie w jedno wielu aplikacji, tak, by realizować zaplanowany cel.

Shoplo.pl – to jeden z wielu kreatorów sklepów internetowych, dzięki któremu możesz dosłownie ,,wyklikać” własny e-commerce w kilka chwil.

Webflow.com – narzędzie do tworzenia stron internetowych, także bez znajomości kodowania. Całość sprowadza się do zestawiania odpowiednich klocków i zapełnienia treścią. 

A to tylko wierzchołek góry lodowej. Ba, to wręcz wierzchołek samego wierzchołka! W gruncie rzeczy, istnieje tyle ciekawych rozwiązań na to, by przeskoczyć konieczność nauki programowania, że można z czystym sumieniem powiedzieć o powstaniu nowego trendu. 

Tak naprawdę, twoim startupem może być:

  • strona na Facebooku, przez którą sprzedajesz znalezione w lumpeksie markowe ubrania. Jeśli okaże się, że to ma sens, zainwestujesz w stworzenie e-sklepu. 
  • Grupa na tym samym portalu, w której zarabiasz na dodawaniu ogłoszeń przez firmy. Jeśli udowodnisz, że potrafisz zainteresować nimi odbiorców, założysz pełnoprawną tablicę ogłoszeniową (jak np. OLX) 
  • Mini-kurs w formie video czy ebooka, na który złoży się twoja wiedza z danej dziedziny, zapakowana ,,w pudełko”. Jeśli okaże się, że trafiłaś w jakąś niszę na rynku, będziesz mogła rozważyć uruchomienie kursów stacjonarnych.
  • Możesz założyć bloga, na łamach którego będziesz inspirować lub dzielić się doświadczeniami, a z czasem przyciągniesz reklamodawców. 

Niedawno ze znajomym uruchomiliśmy tablicę z ogłoszeniami o pracę w marketingu i biznesie dla osób bez doświadczenia. Za niewielką kwotę kupiliśmy gotowy szablon, a potem ręcznie go dostosowaliśmy do naszych wymagań (z pomocą hinduskiego opiekuna klienta!). Natomiast pierwotna wersja naszego produktu była po prostu… arkuszem kalkulacyjnym dostępnym w internecie, gdzie dodawaliśmy ogłoszenia. To właśnie potwierdzenie podstawowej hipotezy: ,,czy uda nam się zainteresować firmy dodaniem ogłoszenia, zaś stażystów – aplikowaniem”, skłoniło nas do pójścia za ciosem.

Internet, z całym swoim dobrodziejstwem – łatwo dostępną wiedzą, prostymi w obsłudze narzędziami i społecznością twórców – demokratyzuje sposób robienia biznesu. Tworzenie takich uproszczonych mechanizmów do testowania pomysłów określa się akronimem MVP, co rozwijamy jako: Minimum Viable Product, a tłumaczymy na ,,minimalna wersja produktu”. 

Definicję MVP najlepiej oddaje poniższa ilustracja:

 

Jak widzisz, w tego typu rozwiązaniu chodzi o to, aby kluczowa funkcja była dostępna od samego początku.W przypadku naszej tablicy ogłoszeniowej, jest to dostęp do atrakcyjnych ofert pracy – nic więcej, nic mniej. O ile w tej chwili serwis jest prosty i wymaga manualnej pracy, to na tym etapie nie ma sensu inwestować w kolejne funkcje i automatyzację. Dopiero, kiedy przetestujemy kolejne hipotezy (w jaki sposób użytkownicy korzystają z serwisu? Jakich funkcji im brakuje? Jak postrzegają nasze pomysły na ułatwienie procesu szukania pracy? etc.), zadecydujemy, w którą stronę go rozbudowywać. 

 

(pierwsza wersja Bonjunior była po prostu arkuszem kalkulacyjnym)

 

Być może twój wewnętrzny opór wciąż się tli. ,,To, że jestem w stanie sklecić na ślinę szałas”, myślisz sobie, ,,nie znaczy przecież, że będę teraz konkurować z deweloperami na rynku nieruchomości!”. 

Póki co, pozbądź się myśli o konkurowaniu z kimkolwiek. Zapomnij w ogóle na chwilę, że rozmawiamy o robieniu biznesu w kontekście generowania jakichkolwiek zysków. 

Namawiam cię do tego, byś wróciła do tego swojego pomysłu, tylko po to, żebyś podjęła jakiekolwiek działanie. To jak sport; nikt nie twierdzi przecież, że twoja codzienna rutyna w bieganiu kilku kilometrów ma doprowadzić cię w określonym czasie na Olimpiadę. Najważniejszy jest twój osobisty rozwój – a jeśli przy okazji może on przynieść rozwiązanie realnego problemu, a potem jeszcze dodatkowe pieniądze… dlaczego nie? 

Andrew Mason w 2008 roku wpadł na pomysł założenia strony, poprzez którą sąsiedzi mogliby uruchamiać małe, społeczne inicjatywy i wspólnie je realizować. Strona została wyklikana w darmowym edytorze i szybko uruchomiona. Koncept jednak nie przetrwał, aczkolwiek Mason zauważył, że część użytkowników poszukiwała osób, które chciałyby skorzystać z jakiejś grupowej promocji. Postanowił więc dać drugą szansę biznesowi, nazwał go Groupon i uruchomił ponownie, w całości koncentrując się na grupowych rabatach. Dziś firma działa na 16 rynkach na całym świecie, ale co ciekawe, przez pierwszy rok – mimo że niemal od razu startup zaczął zarabiać na siebie – była obsługiwana w dużej mierze manualnie; pracownicy po prostu wysyłali ręcznie kupony mailem.

Innym ciekawym przypadkiem potwierdzającym, że sam akt działania może mieć trudną do przewidzenia, sprawczą moc, jest osoba Petera Levelsa. To młody programista z Holandii, który postanowił w ciągu roku stworzyć 12 ,,minimalnych produktów”. Chwycił dopiero 6. projekt, będący bardzo dokładnym źródłem informacji dla osób, które łączą wolny zawód z podróżowaniem – NomadList.com. Jego pierwsza wersja była również arkuszem kalkulacyjnym, a z czasem rozwinęła się do serwisu, który generuje od 15 do 30 tysięcy dolarów miesięcznie. 

Uruchomienie MVP bywa też… oczyszczające.

Z czasem zdajemy sobie sprawę, że porażka jest immanentną cechą całego procesu, jest niezbędna, by rozwijać swój pomysł zgodnie z oczekiwaniami rynku. Kiedy wchodzisz na ring po raz pierwszy, z pewnością będziesz mieć problem, by trafić przeciwnika i zapewne sama kilkukrotnie oberwiesz, zanim wyczujesz, jak robić uniki i wyprowadzać własne ciosy. Możesz spędzić setki godzin na lekturze technicznych zagadnień boksu, ale z pewnością nie wyjdziesz z pierwszego starcia bez siniaków. 

Powtórzmy. Dziś brak wiedzy lub dostępu do określonych narzędzi czy zasobów nie jest żadną wymówką. Jeśli będziesz uważnie obserwować otaczającą cię rzeczywistość, prędzej czy później dostrzeżesz problemy, które do tej pory nie zostały zaadresowane. 

,,Nie mam czasu” – stwierdzisz.

Ale… nigdy go nie będziesz miała; długie, niczym nieprzerwane godziny, kiedy mogłaś rozwijać własne pasje i zainteresowania, skończyły się gdzieś w okresie liceum. Cały koncept ,,lean” polega na tym, by przeprowadzić go w ograniczonych możliwościach ,,czasoprzestrzennych”. 

Poboczny projekt, małe wyzwanie, które robisz dla zabawy i samorozwoju, wymaga jedynie krótkich przedziałów czasowych, występujących w miarę regularnie. Najlepiej, jeśli to będzie kilkanaście minut dziennie, godzina góra. W skali tygodni i miesięcy efekt się kumuluje. A jeśli dziś się za to nie zabierzesz, za rok o tej porze będziesz mówić dokładnie to samo: ,,nie mam czasu”.

,,To i tak się nie uda”, skwitujesz na końcu.

I dobrze! Kto wie, dokąd może Cię to zaprowadzić? W ,,najgorszym” wypadku nauczysz się czegoś o rozwoju biznesu czy sposobach na wcielanie projektów w życie. Może wzrost kwalifikacji w tym obszarze pomoże ci się rozwinąć gdzieś indziej. 

A co, jeśli Cię przekonałem… od czego zacząć? 

Najpierw potrzebujesz problemu, którym się zajmiesz oraz wstępnej koncepcji jego rozwiązania. Jeżeli masz to pierwsze, a wciąż brakuje ci drugiego, skontaktuj się ze mną – chętnie przegadam twój pomysł, wskażę potrzebne źródła lub połączę z ludźmi, którzy mogą ci pomóc!

 

Daniel Kotliński. Marketing manager w Social Tigers. Dziennikarz biznesowy z pasji i doświadczenia, był project managerem w redakcji Marketingibiznes.pl, wcześniej jako marketer współtworzył portal social commerce dla rodziców – tuRodzinka.pl. W 2013 r. ukazała się jego debiutancka powieść ‚Kierunkowy 22’. W wolnym czasie jeździ na desce i uczy swojego psa fizyki kwantowej.

Ciało

Erotyczny alfabet kobiety

12 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że „Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania”.

Według The Mother MAG, seks jest zły wtedy, gdy nie daje przyjemności. I właśnie tej przyjemności szukamy na erotycznej mapie kobiecości. A naszym przewodnikiem jest Joanna Niedziela - psycholog i seksuolog.

A jak anatomia

Czy jest jeden model erotycznej mapy kobiecego ciała?

 

Możemy wymienić pewne miejsca, które są szczególnie wrażliwe na dotyk, takie jak m.in. piersi, szyja, uszy, łechtaczka, stopy. Nie ma jednak jednej erotycznej mapy ciała – u każdej i każdego z nas będzie ona inna, a także zależna od kontekstu. Dlatego warto eksplorować swoje ciała i szukać miejsc, których stymulacja sprawia nam przyjemność i te obszary poszerzać. Każdy fragment naszego ciała ma bowiem potencjał, aby stać się strefą erogenną! 

 

B jak bliskość

Czy dobry seks łączy się zawsze z bliskością?

 

Są dwa podejścia do bliskości w kontekście życia seksualnego. Jedno mówi, że im bliżej jesteśmy, tym trudniej jest nam podtrzymać płomień namiętności – ważne jest więc zachowanie pewnej dozy tajemniczości i dystansu. Drugie z kolei stawia akcent na konieczność pogłębiania intymności, a więc bycia dla siebie przyjaciółmi i postrzegania seksu jako priorytet. Z obu płynie jednak pewien wniosek – płomień pożądanie nie zawsze łatwo rozpalić, szczególnie w wieloletnich związkach. Jest to jednak naturalne i wynika z dynamiki relacji. Świadomość i akceptacja tych zmian dają przestrzeń na wspólną pracę na tym polu. 

 

C jak ciało

Czy to prawda, że im bardziej lubimy swoje ciało, tym mamy lepszy seks?

 

Tak! Skupianie się na kompleksach, myślenie o tym, czy przypadkiem nie mamy za dużo fałdek, może uniemożliwić nam zatracenie się w przyjemności i chwili obecnej. Ciągłe krytykowanie się to bowiem forma stresu – nasze ciało reaguje w taki sposób, jakby zostało zaatakowane, coś mu zagrażało. Stres natomiast ma negatywny wpływ nie tylko na sferę seksualną, ale na całe nasze życie. Zamiast więc samobiczować się, pracujmy nad pogłębieniem samowspółczucia. Zawsze gdy chcemy się skrytykować, pomyślmy, czy kiedykolwiek powiedziałybyśmy coś takiego komuś bliskiemu – jeśli nie, nie mówmy tego też sobie. Ponadto, brak kontaktu z ciałem sprawia, że często nie słuchamy tego, co ono do nas mówi (takim sygnałem, że np. czegoś się obawiamy lub nie mamy zaufania do partnera, może być ból czy mimowolny skurcz mięśni wokół wejścia do pochwy, który uniemożliwia penetrację). Ciała nie jesteśmy w stanie tak łatwo oszukać, jak naszej głowy – dlatego tak ważne jest nawiązanie z nim dobrej relacji i zwracanie uwagi na sygnały, jakie nam wysyła.  

 

 

D jak doznania

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co czujemy, jest takie, jak być powinno?

 

W seksie chodzi przede wszystkim o przyjemność. Jeśli to, co czujemy, jest dla nas przyjemne i pragniemy tego więcej, to znaczy, że jest takie, jakie powinno być. Warto wiedzieć, że seks nie powinien boleć (chyba że tego chcemy). Kiedy pojawia się ból, koniecznie poszukajmy przyczyny. W pierwszej kolejności warto udać się do gabinetu ginekologicznego, aby wykluczyć podłoże biologiczne (np. infekcje). W drugiej natomiast rozważmy fizjoterapię uroginekologiczną i konsultację z seksuologiem. Nie dajmy się odprawić z kwitkiem, że taka jest nasza natura lub czasem musi boleć – to nieprawda! 

 

E jak erotyka

Czy oglądanie filmów erotycznych przed seksem to dobry pomysł? 

 

Podczas intymnego spotkania bardzo ważny jest kontekst, a więc czynniki mu towarzyszące, które mogą wpływać na naszą reakcję seksualną – aktywować mechanizm pobudzania lub naciskać na nasz seksualny hamulec. Znajomość tych czynników (i podzielenie się nimi wraz z drugą osobą) pozwala o nie zadbać podczas planowania lub inicjowania zbliżeń, a w konsekwencji sprawić, że będziemy mieć lepszy seks. Sięgnięcie po filmy erotyczne może być sposobem na zbudowanie odpowiedniego kontekstu, dzięki któremu osiągniemy wysoki stopień pobudzenia. Pornografia potrafi bowiem być bardzo silnym bodźcem o znaczeniu erotycznym. Może być także źródłem inspiracji, jak i punktem wyjścia do rozmowy, na temat tego, czego chcielibyśmy spróbować. Pamiętajmy jednak, że seks w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmach pornograficznych (szczególnie tych głównego nurtu) – dlatego nie porównujmy naszej sprawności, umiejętności czy wyglądu do tego, co widzimy na ekranie. 

 

F jak finał

Czy można rozdzielić orgazm na lepszy i gorszy?

 

Orgazm jest jeden, różne są natomiast drogi prowadzące do jego doświadczenia. To mit, że orgazm osiągnięty w wyniku stymulacji pochwy jest tym właściwym i dojrzałym (w dużej mierze odpowiada za niego Zygmunt Freud). Każdy orgazm jest tak samo wartościowy, niezależnie od tego, w jaki sposób go doświadczyliśmy – orgazm powstaje bowiem w naszej głowie. Co więcej, wiele osób nie wie, że narządem homologicznym względem penisa jest łechtaczka, a nie pochwa. To właśnie jej stymulacja pozwala wielu kobietom (osobom z pochwą) doświadczyć orgazmu. 

 

G jak punkt G

Punkt G to prawda czy święty Graal, którego nikt nigdy nie znalazł?

 

Punkt G został w 1950 roku zidentyfikowany przez Ernsta Gräfenberga jako punkt, którego stymulacja prowadzi do wyjątkowej rozkoszy. Autorka „Biblii waginy” – Jen Gunter – zajrzała do źródeł i okazało się, że sam Gräfenberg wcale nie opisywał konkretnego punktu, a „strefę erotyczną” na przedniej ścianie pochwy w pobliżu ujścia cewki moczowej i dolnej części pęcherza. Prawdopodobna jest więc hipoteza, że odpowiednia stymulacja tego obszaru pobudza łechtaczkę (jej trzon, korzeń i opuszki) znajdującą się właśnie w tej okolicy. Nie istnieje natomiast żaden punkt, będący magicznym guzikiem, który należy nacisnąć. Co więcej, u każdej kobiety stymulacja tego obszaru będzie wywoływać odmienne doznania. Może też nie być wcale przyjemna. Zamiast na jego usilnym szukaniu, lepiej skupić się więc na tym, co naprawdę sprawia nam frajdę. 

 

H jak harmonia

Czy wewnętrzna harmonia i #motherlifebalance wpływają na życie erotyczne?

 

Jak najbardziej! Na nasze życie seksualne mają wpływ między innymi takie czynniki jak stres, ciągłe zmęczenie, przepracowanie, niedostateczna ilość snu. Nie bez znaczenia jest także opieka nad dzieckiem, jak i odnalezienie się w roli rodzica. Dlatego niezwykle istotne jest znalezienie czasu na dbanie o siebie, a więc robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i pozwalają odzyskać wewnętrzną harmonię. Seksualne self-care pomoże nam natomiast zatroszczyć się stricte o sferę seksualną, zrobić na nią przestrzeń w swoim życiu i podejść do niej z większą świadomością. Spanie nago, samomiłość, czytanie książek o seksualności, fantazjowanie, nauka doświadczania orgazmu – to tylko niektóre sposoby na to, jak zadbać o siebie w tym obszarze. 

 

 

I jak intymność

Jak zadbać o intymność w związku?

 

Intymność, a więc inaczej bliskość, to budowanie relacji m.in. poprzez troskę o siebie nawzajem, wspieranie się, okazywanie sobie zrozumienia, obdarzanie się zaufanie. Rozwija się ona dużo wolniej niż namiętność (na którą nie mamy zbyt dużego wpływu) i wymaga przede wszystkim otwartości i zainteresowania życiem drugiej osoby. Dzięki niej czujemy się przy partnerze/ce dobrze i swobodnie. Jak można dbać o intymność? Przede wszystkim rozmawiajmy ze sobą, słuchając siebie nawzajem. Szanujmy swojego potrzeby, a także granice. Pamiętajmy o małych gestach, dzięki którym pokazujemy drugiej osobie, że jest dla nas ważna – takich jak powiedzenie dzień dobry po przebudzeniu, zapytanie jak minął jej dzień, gdy wraca do domu. Zadbajmy także o wartościowy czas dla naszego związku (np. wprowadzając rytuały) oraz róbmy razem nowe, ekscytujące rzeczy. 

 

J jak jeszcze

Co sprawia, że chcemy więcej seksu?

 

Przede wszystkim, to kiedy uprawiamy taki seks, jaki lubimy (zarówno ten solo, jak i partnerski) – który jest dla nas satysfakcjonujący i sprawia nam przyjemność. Wiele kobiet niestety zmusza się do seksu lub udaje orgazm, chcąc zadowolić drugą osobę. Takie postępowanie może mieć jednak wiele negatywnych konsekwencji na różnych płaszczyznach –  przede wszystkim jednak sprawia, że na intymne zbliżenie zupełnie nie mamy ochoty. Istotne jest także znalezienie w swoim życiu przestrzeni na seks, zainteresowanie się nim. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że poziom naszego libido zwiększy się sam siebie. 

 

K jak kobieca seksualność

Co na temat kobiecej seksualności warto wiedzieć?

 

Kobieca seksualność bywa postrzegana przez pryzmat seksualności męskiej. Myślenie takie prowadzi jednak do wielu błędnych założeń, bo kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Jednym z nich jest przekonanie, że kobieta powinna doświadczać orgazmu w wyniku penetracji, ponieważ zazwyczaj dzieje się tak u mężczyzn. A tak naprawdę jedynie około 30% kobiet regularnie osiąga orgazm w ten właśnie sposób – i jest to normalne. Innym natomiast, konieczność odczuwania spontanicznej ochoty na seks, a więc pojawiającej się samej z siebie. Pożądania spontanicznego doświadcza jednak jedynie 15% kobiet. Większość kobiet częściej odczuwa tzw. pożądanie responsywne, która pojawia się w wyniku angażowania się w seks zainicjowany przez drugą osobę w odpowiednim kontekście. Oba rodzaje pożądania są zdrowe i normalne. Panie dużo częściej doświadczają także niezgodności pobudzenia – podniecenie psychiczne i reakcja genitalna pokrywa się u nich jedynie w 10%.

 

L jak lubię to

Czyli co kobiety najbardziej lubią w seksie?

Niestety wiele kobiet nie kojarzy seksu z przyjemnością, a z przykrym obowiązkiem. Przez to nie zastanawiają się one nad tym, co tak naprawdę w seksie lubią, jakiego seksu pragną. A to bardzo ważne pytanie, które warto sobie zadać – jakiego seksu ja tak naprawdę chcę? Co sprawia mi frajdę? Czego potrzebuję, aby się podniecić? Jakie techniki pozwalają mi doświadczyć orgazmu? Pamiętajmy, nigdy nie rezygnujemy z prawa do przyjemności! I nie zmuszajmy się do seksu, na który nie mamy ochoty. 

 

Ł jak ładność

Czy ładność w seksie ma aż tak wielkie znaczenie?

 

Odpowiem przewrotnie – sam seks zazwyczaj nie jest ładny. Często porównujemy nasze życie intymne do zbliżeń jakie widzimy w filmach pornograficznych. Prawdziwy seks wygląda jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze, nasze ciała nie są idealne – są owłosione, mają cellulit, rozstępy. Penisy miewają różne kształty, wargi wewnętrzne bywają większe niż zewnętrzne, a narządy nierzadko są w innym kolorze niż reszta ciała. W czasie seksu pojawiają się także różne wydzieliny – wydzielina z pochwy, pot, ślina, sperma, krew menstruacyjna; jak i specyficzne odgłosy. Czasem łapie nas skurcz, nie możemy zdjąć z siebie ubrania, a włosy wpadają w twarz drugiej osoby. Bywa niezręcznie, pojawiają się chwile ciszy, jesteśmy zawstydzeni, a czasem wspólnie się śmiejemy i żartujemy. Wszystko to jest normalne. Najważniejsze jest bowiem to, aby skupić się na bliskości i doświadczanej przyjemności, a nie na tym, jak wyglądamy i czy nasz seks jest ,,perfekcyjny”. 

 

M jak masturbacja

Dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że sprawianie sobie przyjemności jest złe?

 

Duży wpływ na naszą sferę seksualną ma religia, według której masturbacja (i nie tylko) jest grzechem. Niestety normy religijne i medyczne rozjeżdżają się ze sobą. Samomiłość to jednak coś zupełnie normalnego i zdrowego. Jest aktywnością, którą warto potraktować jak randkę z samą sobą. Pozwala ona poznać swoje ciało i jego reakcje, zobaczyć co sprawia nam przyjemność, odkryć drogi, które prowadzą nas do orgazmu. Soloseks ma także pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, potrafi podnieść odporność, złagodzić ból, a także pobudzić nasze libido. 

 

N jak nagość

Jak oswoić się z nagością?

Jednym ze sposobów jest spanie nago. Nie tylko pomaga w akceptacji ciała, ale ma także korzystny wpływ na jakość snu (obniża temperaturę ciała) oraz zdrowie intymne. Możemy także chodzić nago po domu (pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać granic innych osób). Warto także stanąć bez ubrania przed lustrem i docenić to, co nam się w naszym ciele podoba i na tym skupić uwagę. Postarajmy się w takich sytuacjach wyłączyć wewnętrznego krytyka. We wszystkich opisanych przypadkach potrzebna jest regularna praktyka, aby wyrobić nawyk. Im częściej będziemy praktykować spanie czy chodzenie nago, tym bardziej będzie to dla nas naturalne. 

 

O jak odwaga

Czy jest jakiś magiczny sposób na to, by mieć odwagę mówić o swoich seksualnych potrzebach?

Przede wszystkim pomyślmy, po co chcemy taką rozmowę odbyć. Inaczej mówiąc, spójrzmy na to w szerszym kontekście – chodzi tutaj przecież o nasze zadowolenie z życia seksualnego. Jeśli nie podejmiemy rozmowy o naszych potrzebach, nie powiemy, co sprawia nam radość, jaki rodzaj stymulacji lubimy, jakie techniki pozwalają nam doświadczyć orgazmu… druga osoba raczej się tego nie domyśli. Brak rozmowy pozostawia przestrzeń na niedomówienia i domysły. Partner/ka może też pomyśleć, że skoro nic nie mówimy, to wszystko jest w porządku.

 

 

P jak piersi

Czy to nasz najważniejszy punkt erotyczny?

Piersi u wielu kobiet są bardzo czułą strefą erogenną. Ale oczywiście nie u wszystkich. Jeśli ich stymulacja nie sprawia nam przyjemność, to nie znaczy, że coś jest z nami nie tak. Każda z nas jest inna. Pieszczoty piersi, szczególnie te powtarzane regularnie, mogą stanowić jednak profilaktykę raka sutka. Zdarza się, że to właśnie partner/ka jest osobą, która wyczuwa niepokojącą zmianę. 

 

R jak rozmiar

Czy rozmiar w seksie ma znaczenie?

Niezależnie od wagi, mamy takie samo prawo cieszyć się z życia seksualnego. Seks i doświadczanie przyjemności nie jest zarezerwowane tylko dla szczupłych osób. Jeśli chodzi o rozmiar penisa – nie ma on znaczenia. Dużo ważniejsze są bowiem stosowane techniki seksualne (a w tym docenienie roli łechtaczki). Bardziej problematyczny może okazać się penis dużych rozmiarów, niż ten mały. Jednak niezależnie od jego rozmiaru, przed penetracją zadbajmy o odpowiedni stopień pobudzenia, a także o lubrykant. Seks bez odpowiedniego nawilżenia może powodować dyskomfort, a nawet ból i otarcia. 

 

S jak strefa erogenna

Jak odkryć swoje strefy erogenne?

Zwykle podczas seksu skupiamy się przede wszystkim na genitaliach. Sposobem na poznanie innych stref erogennych jest umówienie się na pieszczoty, podczas których te czułe strefy będziemy omijać lub przejdziemy do ich stymulacji dopiero po pewnym czasie. Może nam w tym pomóc między innymi powolnym masaż całego ciała. Często wrażliwymi miejscami są te, w których skóra jest cienka i/lub przechodzi w błonę śluzową. Jednak tak jak pisałam już wcześniej, każdy obszar naszego ciała może okazać się wyjątkowo czuły na dotyk – zdarza się, że do orgazmu może doprowadzić nas nawet stymulacja małżowin usznych. 

 

T jak tradycja

Czy tzw. ,,tradycyjne wartości’’ przeszkadzają nam w życiu erotycznym?

W seksie przeszkadzają nam przede wszystkim różne negatywne myśli i przekonania (np. że seks to małżeński obowiązek, kobiety nie powinny lubić seksu, seks powinno się uprawiać tylko wtedy, kiedy chce się mieć dzieci). Myśli te mają z kolei wpływ na nasze emocje, zachowania i reakcje fizjologiczne. Dobra wiadomość jest taka, że z negatywnymi przekonaniami, które utrudniają nam czerpanie radości z życia seksualnego, można pracować w gabinecie psychoterapeutycznym, do czego zawsze zachęcam.

 

U jak usta

Na którym miejscu usta, jako strefa erogenna, są na kobiecej liście?

U każdej kobiety będą zupełnie na innym miejscu. Warto pamiętać, aby zawsze kierować się tym, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, a nie tym, co ,,powinno”, bo ktoś tak powiedział. Usta mogą być jednak bardzo wrażliwą strefą z uwagi na to, że zlokalizowane jest na nich wiele zakończeń nerwowych. Stymulować można je nie tylko pocałunkami, ale także dotykiem, ssaniem, gryzieniem, lizaniem… co tylko podpowiada nam wyobraźnia! 

 

W jak wyobraźnia

Jak popracować nad swoją wyobraźnią, by pomogła nam w seksie?

Sięgnijmy na przykład po powieść erotyczną. Podczas lektury tworzymy w głowie obrazy, które mogą wspierać nasze seksualne fantazje. Możemy także wziąć kartkę i długopis, aby napisać własne opowiadanie erotyczne. Inną możliwością jest świadome fantazjowanie – a więc umówienie się z samą sobą, że będziemy to robić w danym miejscu i czasie. 

 

Z jak zaufanie

Czy dobry seks bez zaufania jest możliwy?

Zaufanie z pewnością pełni w seksie ważną rolę. Dzięki niemu wiemy, że druga osoba nie zrobi nic, na co nie wyrażamy zgody (a obopólna, świadoma zgoda na daną aktywność w seksie to podstawa!). Mamy pewność, że zrozumie, kiedy będziemy chcieli się z seksu wycofać, mimo że w pierwszej chwili się na niego zgodziliśmy. Możemy też wszystko jej powiedzieć, bez obawy, że zostaniemy źle odebrani. A także przedyskutować kwestie związane z antykoncepcją i zdrowiem. Są osoby, dla których zaufanie do drugiej osoby będzie koniecznym warunkiem, aby w ogóle do seksu mogło dojść. Jego brak może też spowodować, że ciężko nam będzie się odprężyć i zatracić w przyjemności. 

 

Joanna Niedziela – psycholog i seksuolog. Autorka bloga o seksualności seksuologbeztabu.pl oraz profilu na Instagramie @seksuologbeztabu, których celem jest zwiększenie społecznej świadomości i otwartości w sprawach seksu poprzez przekazywanie rzetelnej i aktualnej wiedzy oraz oswajanie tematów tabu. Współpracuje z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych. Bliska jest jej idea pozytywnej seksualności. Jest sojuszniczką osób LGBT+. Prywatnie miłośniczka Włoch, lata, dobrej kawy i odkrywania nowych smaków. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo