Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Marta Turska / Jestem w grze

2 maja 2019 / Monika Pryśko

Marta Szulawiak-Turska.

Kilka lat temu była i na Pudelku, i w telewizji. Sporo szumu zrobiło się wokół jej osoby, choć wybrnęła z tego koncertowo. Po prostu zaczęła żyć tak, jak zawsze chciała. Dziś jest mamą trójki dzieci, żoną Mariusza i kobietą, która ma plan - na wszystko, a szczególnie na siebie.  

MOTHER

Olek robi mikstury. Tosia ma inhalacje. Leonard leży na podłodze. Pies Amber wskakuje na parapet w kuchni, ale ten od zewnątrz. Jak kot, który zrobi wszystko, by go wpuszczono do środka. Aktualnie kur nie ma, ale będą już niedługo, wrócą na ,,Wiochę u Turskich’’ na Wielkanoc. A dziś? Dziś jest niedziela i tak wygląda u Marty w domu.

Pierwsze dziecko to panika, a trzecie? To, co kiedyś wydawało jej się ogromnym wyzwaniem, teraz daje jej komfort. – Pamiętam, że gdy zostawałam sama z małym Olkiem, stresowałam się wszystkim. Teraz, gdy zostaję z samym Leosiem, czuję spokój. Czy ty wiesz, że jak Olek się urodził, a mieszkaliśmy wtedy w dwupokojowym mieszkaniu na Woli, przez pierwsze miesiące moja mama mieszkała razem z nami? Tak bardzo byłam zestresowana – wspomina Marta i dodaje, że teraz już wie, że emocje mamy przenoszą się na dziecko. – Byłam przestraszona, bałam się i płakałam i dokładnie to samo robił mój syn.

LIFE

– 11 grudnia 2010 dzwoni do mnie koleżanka z Top Model. Jest praca! Za dwie godziny mam się stawić jako hostessa na 30. urodzinach jakiegoś warszawskiego biznesmena. Mówię jej, że chyba zwariowała! Śnieg po pas, mój 20-letni samochód na bank nie odpali. Na co ona, że płacą 500 zł. Idę! – śmieje się Marta. Wspomina, że wtedy miała średni finansowo czas i takie zlecenia były fajną opcją. Na Placu Trzech Krzyży czekał na nie wielki Hammer na 15 osób. Ekipa miała przejechać nim na imprezę urodzinową. – Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Mariusz. Pierwsze co widzę to buty z zawijanym czubkiem całe w soli – mówi Marta  i ze śmiechem dodaje: – To był mój Mariusz. Gdy wychodziliśmy na miejscu z samochodu, już byłam w nim zakochana.

WORK

Gdy Marta dała się poznać w pierwszej edycji Top Model, wszyscy dowiedzieli się, że tańczy w nocnym klubie. Program dał jej odwagę do tego, by zmienić swoje życie. Przecież taka przebojowa, odważna, bystra dziewczyna poradzi sobie w każdej sytuacji!

Marta wspomina, że pół roku po urodzeniu Olka, starszego syna, siedziała w domu, bała się wyjść nawet na spacer. Bała się tłumu. – Miałam baby blues. Nie chciałam wracać do pracy, bo czułam, że ten proces mnie przerośnie – tłumaczy. Ale przyjęła zaproszenie jednej z internetowych stacji telewizyjnych na prowadzenie programu o showbiznesie. – Zanim wyszłam z domu, płakałam, że nie dam rady. Gdy już udało mi się to zrobić, poczułam, że wracam do siebie. Trzy tygodnie po drugim porodzie byłam już na planie produkcji TLC ,,Sex – kup teraz’’! – opowiada Marta.

Niedługo potem zaprzyjaźniła się z Nataszą Urbańską i Agnieszką Komornicką, artystkami stojącymi za marką Muses. – Dziewczyny wolały sferę biznesową projektu powierzyć osobie trzeciej. Podjęłyśmy współpracę – mówi Marta. Zajmowała się księgowością, sprzedażą, dystrybucją. – Czy się na tym znałam? A skąd! Korepetycje z biznesu brałam u męża – śmieje się. W tym czasie bardzo pomogła jej mama. Marta mówi o niej ,,cudowna kobieta’’.

Gdy była w ciąży z Tosią, dostała propozycję udziału w casting do programu produkowanego przez TLC ,,Seks – kup teraz ’’. – Byłam w 7. miesiącu ciąży, a zadaniem castingowym było przeprowadzenie wywiadu z prostytutką. Z jednej strony ja i mój brzuch, a z drugiej dildo. Patologia! – śmieje się Marta. Wygrała go, a po chwili okazało się, że zdjęcia zaplanowano na końcówkę jej ciąży. Producenci nie zgodzili się jednak, by serię o seksie prowadziła kobieta w tak zaawansowanej ciąży. To by było zbyt kontrowersyjne. – Wyobraź sobie, że 5 tygodni przed planowanym terminem porodu odkleja mi się łożysko. Zdecydowano o cesarce. Z sali porodowej zadzwoniłam najpierw do męża, a później do producentki, by jej powiedzieć, że jestem w grze! – wspomina.

– Dwa lata temu świata nie widziałam poza Business Link. Rozkręcałam to miejsce do rozwoju biznesu na Stadionie PGE Narodowy – mówi Marta i wspomina, że to był hardcore. Trzeba było zapełnić, skomercjalizować i sprzedać 5000m2 powierzchni biurowej. Marta zaczęła swoje działania jeszcze na placu budowy. Uwielbiała to. – Jestem w tym po prostu dobra. Eskimosom śnieg też bym sprzedała – mówi. Jednocześnie był to dla niej bardzo wymagający czas. – To było coś. Kontakt z przedsiębiorczymi, inspirującymi ludźmi i ja, jako spoiwo między biznesami. Ale pracowałam od 8:00 do 22:00, więc gdy wychodziłam z domu, dzieci jeszcze spały, a gdy wracałam, już spały. Gdyby nie moja mama i rodzice Mariusza, nie miałabym takiej możliwości – opowiada Marta i pyta, czy byłam kiedyś na Sylwestrze Tantrycznym. – Po tym całym intensywnym roku wyjechaliśmy do miejsca, które pozwoliłoby nam odpocząć – mówi. W 2016 roku czuła się jak chomik w kołowrotku, a tam powtarzała mantry, medytowała, wyciszyła się, zatrzymała. – I tak się zatrzymałam, że zaszłam w trzecią ciążę.

BALANCE

Śmieje się, że do większego dbania o siebie zmobilizował ją znajomy, który zapytał, czy jest w czwartej ciąży. – A ja dopiero co urodziłam trzecie dziecko! – Marta właśnie skończyła detoks sokowy, regularnie ćwiczy, unika węglowodanów, chodzi na regeneracyjne zabiegi. Ale ma też w sobie dużo spokoju i pewności siebie. Pewności, który przychodzi razem z macierzyństwem.

Im ma więcej zajęć, tym więcej ma czasu. Może niekoniecznie na to, by poczytać w wannie, bo kąpiele to teraz owszem, ale z dwójką maluchów. Ale gdy starsze dzieci są w przedszkolu, umie dobrze wykorzystać te chwile, na planowanie i pracę, na swojego vloga i rozwój.

Marta to kobieta, na którą patrzysz i myślisz, że jest już kompletna i nic jej więcej nie potrzeba. Jest piękna, choć można się zastanawiać, czy chodzi tylko o uśmiech czy o coś nieuchwytnego, pochodzącego z wewnątrz. Ma energię, która sprawia, że dobrze się czujesz w jej towarzystwie. Jest zabawna, otwarta, ciepła, spontaniczna. Płynnie przechodzi z jednej roli w drugą. Uważna, choć spokojna mama, urocza żona swojego męża, kobieta, która wie, że szczęśliwa i spełniona mama to dzieci, które mają wszystko, czego im potrzeba. To się właśnie nazywa mother-life balance!

 

Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo