Change font size Change site colors contrast
Herstory

Maria Dąbrowska – atrakcyjna jest ta kobieta, która samą siebie za taką uważa.

22 maja 2020 / Marta Osadkowska

Chyba nie ma drugiej lektury, która miałaby tak kiepską opinię, jak Noce i dnie.

Osobiście nie przebrnęłam, nawet ekranizacja mnie znużyła, a oglądaliśmy ją w ramach lekcji. Nuda, smutek, dłużyzny i cierpienie. Najpopularniejszy portret autorki, wiszący w zmęczonej ramie na szarej ścianie sali od polskiego, wcale nie pomagał: starsza pani z dziwną fryzurą w zapiętej pod szyję białej bluzce. Marazm i inercja. A tu nic bardziej mylnego.

O Marii Dąbrowskiej, autorce od lat niszczącej uczniów historii rodu Niechciców, można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że była nudna i pospolita. Jej otwartość w sprawach seksu działała na mężczyzn jak magnes. 

Choć nigdy nie była piękna, jej zwierzęcy erotyzm rekompensował braki urody z naddatkiem. Była niska, drobna i miała lekkiego zeza. Czesław Miłosz nazywał ją zezowatym karzełkiem, a Antoni Słonimski określił jako skrzyżowanie jamnika z Piastem Kołodziejem. Znała mankamenty swojej urody. Gdy nie podobało jej się zdjęcie u fotografa, brała ołówek i poprawiała portret. A jednak nie narzekała na brak powodzenia u płci przeciwnej. Być może sekret jej uroku polegał na tym, że podobała się samej sobie i zachowywała jak kobieta atrakcyjna.

Urodziła się w 1899 roku w Russowie, w sporym majątku ziemskim, którym zarządzał jej ojciec. W swoim dzienniku będzie wspominać to miejsce jako pełne zwierząt i sielankowe. Szybko zrozumiała, że lubi i umie pisać. Pierwszy wiersz datuje się na 1907 rok, pierwsze opowiadanie ukazało się drukiem w 1913. We wspomnieniach opowiadała, jak będąc dzieckiem, pragnęła pisać poezję. Zapytała matkę, co trzeba zrobić, aby zostać poetką, a w odpowiedzi usłyszała, że trzeba być dobrym człowiekiem. Doszła do wniosku, że to nie dla niej. 

Chodziła do szkoły w czasie, gdy służyła ona przede wszystkim wynaradawianiu młodych Polaków. Młodzieży starano się zaszczepić pogardę do ojczyzny i wszystkiego, co polskie. Język polski traktowany był jak obcy. Szkoła podstawowa, do której trafiła Maria, znajdowała się w przygranicznym wówczas Kaliszu i mogła legalnie uczyć dzieci ojczystego języka i historii. Ale już w rosyjskim gimnazjum poznała, czym jest indoktrynacja. 

Na szczęście wakacje spędzała w sielankowym Russowie, gdzie obserwowała życie na wsi i zwyczaje folwarcznej służby. Od tych prostych ludzi przejęła traktowanie seksu jako przyjemnego elementu życia, a nie owianego tajemnicą małżeńskiego obowiązku. To proste podejście do życia, którego nauczyła się na rodzinnej wsi, będzie stałym elementem jej powieści. 

Po strajkach w 1905 roku trafiła na pensję do Warszawy.

Tu lekcje były zdecydowanie ciekawsze niż w gimnazjum. Lubiła to miejsce bardzo. W Dzienniku wspomina, że kochała się wówczas raczej w koleżankach niż w chłopcach. Później studiowała w Lozannie, skąd przeniosła się do Brukseli, która przyciągała niezwykłą atmosferą. Było to wówczas największe skupisko studentów z całej Europy. Był wśród nich działacz niepodległościowy Marian Dąbrowski, bardzo przystojny, młody i pełen energii. Nietrudno się domyślić, że został mężem Marii. Widział w niej same zalety, piękno i inteligencję. Był aroganckim typem, żyjącym z pieniędzy rodziców, który ani myślał o zdawaniu egzaminów końcowych na uniwersytecie. Maria swoje zdała świetnie i zarabiała pisząc artykuły, z czego utrzymywała siebie i męża. Później pracowała jako nauczycielka. Sporo czasu spędzali osobno, dużo było w tym związku namiętności, zdrad i miłości.

Kochaliśmy się miłością najbardziej zmysłową i nienasyconą, jaką można sobie wyobrazić, przez całe 17 lat – powie pisarka o tym związku.

Pomysł na napisanie Nocy i dni długo miała w głowie. Publikowała dużo artykułów i opowiadań, była znaną pisarką. Wraz z Jarosławem Iwaszkiewiczem otrzymała nagrodę związku Księgarzy i Wydawców dla młodych pisarzy, a mówimy tu o czasach międzywojennych, gdy było w kim wybierać laureatów. To wyróżnienie rozsławiło jej nazwisko i pozwoliło dobrze zarabiać na pisaniu. Niedługo później na źle leczoną chorobę serca zmarł Marian Dąbrowski. Pisarka wpadła w ciężką depresję, której nikomu wtedy nie przychodziło do głowy leczyć, a gdy już przyszło, używano do tego środków nasennych i uspokajających. Te oczywiście nie pomagały, dopiero praca przy przekładzie duńskiej książki i pisanie własnych tekstów zdołały przywrócić Marii równowagę psychiczną.

 I jeszcze pewien mężczyzna, Stanisław Stempowski, który, początkowo jako przyjaciel, włożył dużo wysiłku w wyciągnięcie Marii z depresji. 

Do pracy nad dziełem swojego życia podeszła bardzo poważnie.

Pracowała intensywnie, głównie nocami, pijąc hektolitry czarnej, mocnej kawy. Pisała długo narzucając sobie wręcz drakoński reżim, ograniczając do minimum wszelkiego rodzaju rozrywki. Nazwisko Niechciców pochodzi od nazwy fabryki drożdży, która ją kiedyś zauroczyła w sklepie. Noce i dnie ukazały się w 1931 roku.

O czym jest ta zawarta w czterech tomiszczach historia? O tym dowiadujemy się od autorki:

powieść całkowicie ze spraw życia powszechnego – napisana jakoś po staroświecku, a przy tym zawierająca w sobie pierwiastki podejścia do pewnych zagadnień, z których wartości ja sama nie mogę sobie zdać sprawy. Coraz częściej zdaje mi się, że ta wartość jest żadna. Powieść moja jest oparta na tak zwanym węźle dramatycznym, a nie upojeniu się samym tokiem i przemijaniem życia, płynąca jak powolna równinna rzeka, ale i jak rzeka przyjmująca w siebie różne nieprzewidziane dopływy, strumienie, strumyki w postaci epizodów i refleksji, bez których by się może obyło!

Jak można tego nie pokochać? I czytelnicy pokochali, książka znikała z półek w księgarniach zapewniając swojej autorce sławę i chwałę. 

Przyniosła jej też Państwową Nagrodę Literacką.

Informacja o tym znalazła się w prasie, ale ponieważ bohaterka naszej opowieści zazwyczaj do przeglądu prasy zasiadała po 22.00, niemal przez cały dzień żyła w nieświadomości. O wyróżnieniu dowiedziała się, gdy wróciła do domu i zastała w nim tłum dziennikarzy i fotografów. 

Po II Wojnie Światowej pisarka zaprzyjaźniła się z inną intelektualistką, Anną Kowalską, która stała się ostatnią jej wielką miłością. Spędziły razem dwadzieścia lat, aż do śmierci Marii, tworząc związek pełen pasji i namiętności. 

Stosunek do życia Marii Dąbrowskiej różnił się bardzo od tego, jakie miały inne panienki z dobrych domów. Czerpała z niego pełnymi garściami. Była wulkanem namiętności, kobietą niewahającą się szukać szczęścia w fizycznym spełnieniu i to nie tylko z mężczyznami, ale i przedstawicielkami własnej płci. Podobała się sobie, uważała się za zgrabniutką i potrafiła się bezustannie sobą zachwycać. Nie miała litości dla swoich krytyków, a już na pewno nie brała sobie do serca ich opinii na swój temat. Gdy usłyszała złośliwość Słonimskiego, nazwała go w odwecie szmatą udającą literata. I choć do dzisiaj zdarza mi się lekki tik nerwowy, gdy słyszę o Niechciach, to bardzo podziwiam Marię Dąbrowską. Mogłaby uczyć kobiety, jak widzieć w sobie same zalety, nie przejmować się wadami i czuć się tak pięknymi, żeby zarazić zachwytem nad sobą całe otoczenie.

 

_____________________________________________________________
Portret Marii Dąbrowskiej / 1914 / Autor: Marian Fuks / Żródło: Marian Fuks. Pierwszy fotoreporter II RP, Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2017, s. 38

 

Herstory

Leslie Van Houten – okrutna ofiara

4 maja 2020 / Marta Osadkowska

Nocą z 8 na 9 sierpnia 1969 roku członkowie Rodziny Charlesa Mansona na jego rozkaz dokonali przerażającej zbrodni: zamordowali będącą w zaawansowanej ciąży żonę Romana Polańskiego Sharon Tate i kilkoro jej gości.

Następnej nocy włamali się do innego domu i zamordowali starsze małżeństwo. Wśród oprawców była Leslie Van Houten. Jak to się stało, że dziewczyna „z dobrego domu”, śliczna i inteligentna, z zimną krwią brutalnie zabiła niewinnych ludzi?

Leslie urodziła się w 1949 roku, w dość zamożnej amerykańskiej rodzinie. Mieszkali w domu z basenem, na przedmieściu. Rodzice co niedziela chodzili do kościoła, udzielali się też społecznie. Dziewczyna dobrze się uczyła, należała do wielu kółek zainteresowań, śpiewała w chórze kościelnym, projektowała i szyła własne ubrania. W liceum była królową balu i przewodniczącą samorządu uczniowskiego.

Kiedy miała czternaście lat, ta sielanka się skończyła: ojciec odszedł do innej kobiety. Mama, która do tej pory zajmowała się domem i witała ją codziennie po powrocie ze szkoły świeżymi ciasteczkami, musiała wrócić do pracy. Dzieci miały mniej kontroli, starszy brat popalał w domu marihuanę i poczęstował Leslie. Już od pierwszego razu mnie wciągnęło – wspomina – Uwielbiałam się zjarać. Miałam poczucie, że nie mogę bez tego żyć. Często chodziła upalona, straciła kontakt z przyjaciółmi ze szkoły, przestała przejmować się lekcjami. Zaczęła spotykać się z Bobbym, złym chłopcem. Palili trawkę, brali, LSD, uprawiali seks, nawet raz uciekli z domu. Gdy wrócili, okazało się, że jest w ciąży. Po pomoc poszła do mamy, a ta nie umiała ukryć obrzydzenia. Fizycznie się ode mnie odsunęła i powiedziała, żebym jej nie dotykała. Matka załatwiła jej aborcję, która dla dziewczyny była traumatycznym przeżyciem. Napięta relacja z mamą sprawiła, że przeprowadziła się do ojca i jego nowej żony. Dostała samochód, zapisała się na kurs dla sekretarek i dalej brała narkotyki. Długo nie wytrzymała w tej sytuacji i ruszyła w drogę. 

W czerwcu 1969 roku została aresztowana za drobne wykroczenie, z komisariatu odebrała ją matka. Ich relacje nadal były chłodne, pomimo zaniedbanego wyglądu Leslie, matce nie zapaliła się czerwona lampka. Po latach przyznaje, że zamiast się nią zaopiekować, odrzuciła wtedy swoją córkę. A ta mieszkała już wtedy na ranchu z Mansonem, uciekła na nie z powrotem po kilku dniach pobytu w domu. 

Jak trafiła na ranczo? Na jednej z imprez poznała chłopaka, Bobby’ego, który bardzo jej się spodobał. Tej samej nocy uprawiali seks i Leslie zapragnęła zostać jego dziewczyną. Bobby miał już partnerkę Gypsy, ale takie otwarte relacje były wtedy bardzo powszechne. Cała trójka, w szczęśliwej komitywie, ruszyła samochodem w trasę wzdłuż wybrzeża. Gypsy werbowała dziewczyny dla Mansona, więc w kółko opowiadała o cudownej komunie pod Los Angeles, gdzie ludzie przeżywali teraźniejszość, żyli chwilą, a nie przeszłością lub przyszłością. Owa komuna zajmowała opuszczone rancho filmowe, Spahn Ranch. Zachęceni przez Gypsy, wyruszyli do tego wspaniałego miejsca. Leslie nie mogła wiedzieć, że wszystko było dobrze zaplanowane, a ona, jako wyjątkowo urodziwa, była celem do zrekrutowania.

Manson potrafił mistrzowsko selekcjonować młode osoby odczuwające tęsknotę za nawiązywaniem silnych relacji wewnątrzgrupowych i umiejętnie podsycał łączące wszystkich więzi. Nieprzypadkowo utworzoną przez niego grupę nazywano Rodziną. 

Leslie przez całe lata zastanawiała się, jakie czynniki przyczyniły się do jej zauroczenia Mansonem i wykazanej przez nią gotowości do zabijania dla niego. Wspominała między innymi odsunięcie się od rodziców, zaaranżowaną przez matkę aborcję czy narkotyki. To jednak on, Charles Manson, odegrał kluczową rolę całej historii.

Jak to się stało, że wściekły, mściwy i podły karzeł zdołał zdobyć taką władzę nad dzieciakami? Przede wszystkim miał wrodzony dar manipulowania, a w więzieniu nauczył się między innymi podstawowych technik przymusu stosowanych przez scjentologów. Wielki wpływ wywarła na niego książka Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi, zapisał się nawet na poświęcony jej kurs. Leslie twierdzi, że gdyby przy pierwszym spotkaniu Manson pokazał twarz złowrogiego despoty, jakim potem się stał, nigdy by się nim nie zainteresowała. Ale on mówił o bogu, jedności i miłości duchowej, sprawiając wrażenie, że posiadł niedostępną dla innych wiedzę. Był mądry, łagodny i uważny, a zarazem dziecinny i swawolny. Leslie widziała w nim postać mistyczną, guru. Aby uwolnić swoje „ja” i stopić się z Charlsem i rodziną, dziewczyny musiały odciąć się od swoich rodzin. Chciał, by stały się takie, jakie były, zanim rodzice zatruli im dusze i zepsuli serca. Przed spotkaniem Mansona, Leslie czuła, że zawiodła rodziców, teraz nie musiała już się tym przejmować. Wydawało się, że Charlie wiedział o niej to, czego inni się nie domyślali, znał jej lęki i marzenia. Był bardzo uważny, potrafił dostrzec w ludziach mocne i słabe strony, a potem wykorzystywał tę wiedzę do manipulowania nimi.

Cechy, dzięki którym Leslie trafiła do rodziny – jej uroda, pochodzenie z klasy średniej – wzbudzały w Mansonie pogardę. Krytykował ją bezlitośnie za kwestionowanie głoszonej przez niego filozofii. Wzbudzało to w Leslie pragnienie, by ci, którzy byli najbliżej Charliego, traktowali ją jako jedną z nich. Rozpaczliwie pragnęła akceptacji Mansona. Zrobiłaby wszystko, żeby ją zdobyć. Chciała, żeby wiedział, że jest mu posłuszna. Wierzyła w niego i była gotowa dla niego zabić. 

Ważnym kontekstem zaistnienia rodziny Mansona była subkultura lat 60-tych, której funkcjonowanie zasadzało się na idei zmiany społecznej. Zrzucanie z siebie brzemienia było na fali, a pomocne w tym były narkotyki. Istotną rolę w procesie zdobywania przez Mansona kontroli nad Van Houten odegrały LSD i marihuana. Według psychologów biorących udział w procesie, Manson wykorzystywał środki halucynogenne do utwierdzania swoich zwolenników w przekonaniu, że jest Chrystusem. Odgrywali nawet scenę ukrzyżowania.

W dniu aresztowania Leslie miała 19 lat, dziś na 70. Stara się o zwolnienie, ale żaden z gubernatorów stanu Kalifornia się na to nie zgodził. W więzieniu Van Houten skorzystała ze wszystkich dostępnych dla niej programów edukacyjnych i szkoleniowych. Zrobiła licencjat z literatury angielskiej i psychologii. Przez lata spędzone w więzieniu angażowała się w działalność filantropijną, współpracowała z organizacjami non profit m.in. przy tworzeniu audiobooków dla niewidomych nastolatek. 

Jako jedyna z bandy Mansona nie przeszła w więzieniu na chrześcijaństwo i nie szukała w żadnej religii wytłumaczenia swoich czynów. Wie, co zrobiła i czuje wyrzuty sumienia. Nie mogę zrobić nic, absolutnie nic, co naprawiłoby krzywdy, które wyrządziłam. Nie łudzę się. Nigdy nie uda mi się zapełnić pustki, jaką zostawiłam w życiu innych.

Historia Leslie Van Houten to jeden z najciekawszych dylematów naszych czasów. Z jednej strony mamy zagubioną, zmanipulowaną nastolatkę, odurzoną narkotykami i wciągniętą w szpony sekty. Podatną na działania guru i popełniającą dla niego okrutną zbrodnię. Z drugiej- starszą kobietą, która za grzech młodości spędziła całe życie w więzieniu. Czy istnieje dla niej prawo łaski? Czy powinna dostać szansę na starość i śmierć na wolności, skoro nie przejawia żadnych psychopatycznych cech i nie wydaje się stwarzać zagrożenia? Czy medialność tej sprawy umożliwi jej kiedykolwiek stanięcie przed komisją rozpatrującą wcześniejsze zwolnienia na takich samych zasadach, na jakich traktowani są inni, w podobnej sytuacji, ale bez piętna Charlesa Mansona na czole? Czas pokaże. 

 

Zdjęcie główne jest zrzutem ekranu z filmu „Patricia Krenwinkel, Leslie Van Houten on why they followed Charles Manson
Drugie zdjęcie jest zrzutem ekranu z filmu „Manson Follower Leslie Van Houten Denied Parole”

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo