Change font size Change site colors contrast
Kultura

MAĆ!

12 maja 2019 / The Mother Mag

W maju zapraszamy wszystkie matki, kobiety, superbohaterki na granicy obłędu na One Woman Show "Mać!" w reżyserii Karoliny Piechoty do Teatru Warsawy.

Śmiejemy się, by nie zwariować!  Jeśli ktoś mnie spyta, jaka jest moja najmocniejsza strona, bez zawahania odpowiem "sutki". Sutki, które wytrzymały karmienie, wytrzymają wszystko. Sutki karmiącej są jak John McCain. Gdyby banda Wietnamczyków wzięły je na przesłuchanie te nie pisnęłyby ani...

W maju zapraszamy wszystkie matki, kobiety, superbohaterki na granicy obłędu na One Woman Show „Mać!” w reżyserii Karoliny Piechoty do Teatru Warsawy. Śmiejemy się, by nie zwariować! 

Jeśli ktoś mnie spyta, jaka jest moja najmocniejsza strona, bez zawahania odpowiem „sutki”. Sutki, które wytrzymały karmienie, wytrzymają wszystko.

Sutki karmiącej są jak John McCain. Gdyby banda Wietnamczyków wzięły je na przesłuchanie te nie pisnęłyby ani słówkiem, zaśmiały się i splunęły im w twarz mlekiem.

Czy pierwsze miesiące po porodzie to nie jest prawdziwa walka o przetrwanie? Czy ciało postciężarnej nie jest bolesną parodią figury sprzed ciąży? Jest, mać!

Może ci się to nie spodobać, ale nie zgodzić się nie możesz. Karolina Piechota – matka i aktorka, odważnie obnaża własną frustrację związaną z nową sytuacją życiową. Kpiną i autoironią detonuje bombę, jaką jest temat macierzyństwa. Bezczelnie nakłuwa balon politycznej poprawności.

„Mać!” to One Woman Show podczas, którego poznajemy historię kobiety, która odkryła sposób na przetrwanie pierwszego roku macierzyństwa.

Matka-aktorka przybywa do własnej kuchni, aby pokazać wam… zdjęcie swojego dziecka, a potem jeszcze jedno, i jeszcze jedno. A między jednym a drugim słoiczkiem, udowodni, że czas ciąży i wczesnego macierzyństwa potrafi sfrustrować i wykończyć, ale ma też swoje wady.Ten spektakl odpowie na jedno z największych pytań ludzkości: Dlaczego ciężarna chce się trzaskać?

 

 

 

Kultura

Antyporadniki dla rodziców – czyli jak wychować okaleczonego człowieka

22 stycznia 2020 / Paulina Kondratowicz

Czy jeden klaps to za daleko?

Zanim zacznę Wam opowiadać o temacie kontrowersyjnej książki „Wyspani rodzice” autorstwa Suzy Giordano oraz wątpliwej jakości poradnika „Pasterz serca dziecka” Dr Trippa, chcę byście wiedzieli, że nie jestem mamą, w najbliższej przyszłości również nie zamierzam nią zostać, a moje spostrzeżenia na temat kar cielesnych w domu podyktowane są ocenami typowymi dla kobiety, która ma w swoim otoczeniu dzieci w różnym wieku, która posiada, we własnym odczuciu, ogromną empatię oraz pewne doświadczenia z przemocą za sobą. 

Dlatego potraktujmy się z szacunkiem, bo temat, który dzisiaj do mnie przyszedł, nie jest ani łatwy, ani moralnie czarno-biały, ani tym bardziej nie uzurpuję sobie prawa do wskazywania jednej, prawidłowej drogi postępowania. Niemniej jednak, podczas rozpracowywania tematu, krew zagotowała się kilkakrotnie. 

 

„Wyspany rodzic”

„Wyspany rodzic” to pozycja, która pojawiła się na półkach nakładem Wydawnictwa Lekarskiego PZWL. Książka, którą jednym słowem można opisać jako antyporadnik dla rodziców najmniejszych dzieci, odbiła się szerokim echem wśród rodziców i przywołała żywą dyskusję na temat metod wychowawczych rodem z lat 50. ubiegłego wieku. Ale od początku. 

Temat książki o wątpliwej jakości merytorycznej poruszyła Magdalena Komsta, która prowadzi ceniony profil na Facebooku i bloga Wymagające.pl.

To dzięki jej zaangażowaniu wycofano wspomnianą wcześniej pozycję Suzy Giordano, po napisaniu listu otwartego do wydawnictwa i wskazaniu na gorszące, szkodliwe oraz mijające się ze współczesnymi normami społecznymi radami dotyczącymi wychowywania dzieci.

Dla przykładu, pani Giordano namawia do trenowania snu u niemowląt.

Na czym miałby polegać ten trening? Na ograniczaniu karmienia, które jest naturalną rzeczą dla noworodków i niemowląt, wydłużanie czasu „spania”, czyli pozostawianiu dziecka w łóżeczku, stopniowe „uczenie” dziecka, że „jest czas na sen i jedzenie”.

Co zyskują rodzice? Oczywiście, czas dla siebie. Bo przecież każda świeżo upieczona mama jest zmęczona, niewyspana, brakuje jej czasu dla siebie i jest inkarnacją dojnej krasuli.

Wracając jednak do treningów – czytelniczka książki dowie się również z niej, że narażanie dziecka na stres poprzez ograniczanie cielesnego kontaktu z mamą, a także zastępowanie piersi smoczkiem, ma wywołać zdrowy odruch ,,zasypiania” na zawołanie.

Pomijam tutaj brak komentarza, że narażanie kilkutygodniowego niemowlaka na tak potężny rozłam bliskości z matką może rzutować na dalszy rozwój psycho-fizyczny potomka.

Kolejna kwestia to metoda ograniczania karmień na dobę. Idealnie, oczywiście według autorki, jest wyliczyć 4 karmienia na dobę. Nikt z kolei nie wspomina o tym, że przy laktacji i chociażby nadmiarze mleka, świeżo upieczona mama może nabawić się poważnych i nieodwracalnych szkód w laktacji, nie mówiąc o psychicznym dyskomforcie.

To tylko niektóre przykłady zupełnej ignorancji i braku podstawowej wiedzy na temat specyfiki pierwszych tygodni życia dziecka i mamy po porodzie.

Ostatecznie po wystosowaniu listu otwartego do Wydawnictwa, zdecydowano się zaopatrzyć opis książki o dodatkowe wyjaśnienia oraz komentarz o autorskim charakterze metod przedstawionych w książce, a także możliwości dokonania obiektywnego wyboru przez rodzica. Niemniej jednak, w ostateczności książka została wycofana.

W moim odczuciu bardzo dobrze, ponieważ nie odpowiadała ani potrzebom, ani współczesnej wiedzy na temat rozwoju dzieci. Co więcej, kontrowersyjne metody Suzy Giordani spotkały się z ogromną krytyką wśród społeczności psychologów i pedagogów zajmujących się na co dzień tematem wychowywania dzieci.

Ale powiem Wam, to nie wszystko. 

 

„Pasterz serca dziecka”

Obecnie możemy również zajrzeć do innej, kontrowersyjnej pozycji autorstwa Dr Tedda Trippa, który jest pastorem i cenionym specjalistą w zakresie poradnictwa, w tym wychowywaniu i duszpasterstwa.

Sam jest ojcem trójki dzieci i dziadkiem siedmiorga wnucząt, prowadzi liczne szkolenia, wykłady i seminaria. Jak nietrudno się domyślić Dr Tripp jest Amerykaninem, który popularyzuje w Stanach Zjednoczonych podejście co najmniej… kontrowersyjne.

Mianowicie w swojej książce „Pasterz serca dziecka” promuje przemoc wobec dzieci jako metodę wychowawczą.

W książce czytamy między innymi o tym, że przed wymierzeniem klapsa lub regularnym biciem, należy dziecko pozbawić wszelkich elementów „ochronnych” takich jak pielucha czy grubsze spodnie. Po wymierzeniu kary należy natychmiast nałożyć z powrotem ubranie, a podczas bicia lepiej jest jednak mieć dziecko na kolanach (czy dlatego, aby nie uciekło?).

Oczywiście bicie nie ma nic wspólnego z frustracją, bo według autora, dziecko powinno rozumieć swoje przewinienie i dzięki przemocy fizycznej, nauczyć się zachowywać poprawnie.

Nie ma tutaj miejsca na szacunek wobec małego człowieka, poszanowania jego nietykalności. Rodzic jawi się jako wszechmocny i wszechwiedzący element dziecięcego rozwoju. Wzbudzanie lęku, a przez pastora Trippa, raczej szacunku, to metoda zawłaszczenia psychiki poznającego świat dziecka. Wpajanie mu więc powodów, dla których jest bity lub został uderzony, jest wręcz zamachem na psychikę.

Co gorsze, wyobraźcie sobie, z jakim poczuciem wartości ląduje taki dorosły, który w dzieciństwie był bity przez rodziców.

Co ciekawe, pastor Tripp niemalże zawsze zwraca się w swojej książce do czytelnika, że to ojciec, a więc głowa rodziny, powinna zająć się „wymierzaniem sprawiedliwości”.

Ja pozostawię to bez komentarza. 

 

„Pręgi”

A teraz przypomnijcie sobie film „Pręgi” z Michałem Żebrowskim i pomyślcie – czy ten mężczyzna, bity w dzieciństwie przez ojca, potrafił żyć normalnie? Czy jednak miał spore problemy psychiczne?

Jeśli nie widzieliście filmu, to gorąco zachęcam, ponieważ problem przemocy wobec dziecka ujęty jest w bardzo naturalistyczny, wręcz brutalny sposób (inaczej niż próbuje przekonywać pastor Tripp).

Zresztą, w biciu, a zwłaszcza biciu dzieci, nie ma nic kolorowego. Społeczna dyskusja na temat przyzwolenia na przemoc, klapsy, na usprawiedliwianiu tak naprawdę ludzkiej słabości i niemocy wobec dziecka, rozbrzmiewa także w kontekście wycofania zapisu na temat karania przemocy domowej.

Dając przyzwolenie na przemoc, rujnujemy zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, prawo do nietykalności, przywilej godności, a więc odbieramy człowiekowi jego naprawdę podstawowe prawa. \

A potem taki człowiek idzie w świat i albo wydaje fortunę na psychoterapię i szuka odpowiedzi na pytania, albo wpada w nałogi, albo krzywdzi innych. I odkąd świat istnieje, są ludzie, którzy w życiu by nie uderzyli dziecka, a są i tacy, którzy powielają schematy przez wiele pokoleń. Dramat jednak nie polega na samym wystąpieniu tego zjawiska, lecz na przyzwoleniu i akceptacji stanu rzeczy. Bo podobno jeden klaps nie zniszczy nikomu życia. 

 

Ludzie, którym odebrano dzieciństwo

Przypomnę tylko, że popularna jeszcze nie tak dawno metoda wychowawcza, przyniosła wiele szkód.

Obecnie mamy pokolenie skrzywdzonych kilku-dziesięciolatków, którzy padli ofiarami niecierpliwych, tradycyjnych i do bólu konserwatywnych rodziców, którzy zamiast rozmawiać, używali pasa lub kabla. Ludzi, którym odebrano dzieciństwo w możliwie najbardziej brutalny i niewybaczalny sposób.

Dzisiaj leczymy się z syndromów DDD, DDA, depresji, problemów z nawiązywaniem normalnych relacji międzyludzkich, walczymy z nałogami i szukamy odpowiedzi, dlaczego.

Dzisiaj uciekamy od odpowiedzialności, jesteśmy nadwrażliwi na wszystko, co przypomina nam o niezbyt wesołych momentach w dzieciństwie. I mimo tak szerokiej dyskusji na temat szkodliwości stonowania przemocy i kar cielesnych wobec dzieci, wydaje się, że niektórzy są po prostu głusi na krzywdę.

 

Czy jeden klaps to za dużo?

Czy jeden klaps to za daleko? Moim zdaniem tak – bo prowadzi do tego, że za chwilę tym klapsem będziemy wychowywać codziennie. Moim zdaniem tak – bo każdy kat powie ofierze „ty mnie do tego doprowadziłeś/aś”.

A jak nie powie, to chociaż pomyśli. A jak nie pomyśli, to chociaż będzie miał świadomość, że to wielce prawdopodobne. Moim zdaniem tak – ponieważ brak kontaktu z własnym sumieniem może doprowadzić do tego, że nasze własne dziecko będzie wychowywać się i żyć jako dorosły w przekonaniu, że wszystko co złe, jest jego przeznaczeniem. Moim zdaniem tak – dlatego, że rany zadane od najbliższych osób, mają ogromne szanse nigdy się nie zagoić. 

 

Jako nie-mama, ale obserwatorka codzienności, chciałabym, by wśród nas było więcej „super niań” takich jak Dorota Zawadzka, która tłumaczyła zawiłą psychologię dziecięcą, która pokazywała, jak to się robi, by z domu zniknęła wieczna awantura. Chciałabym, by takich książek jak „Wyspani rodzice” i „Pasterz dusz” wcale nie było, by ludziom po prostu nie mieściło się w głowie tworzenie bzdurnych teorii na temat „jednego słusznego wychowania”. 

Chciałabym, jeśli zostanę mamą, być ponad te wszystkie okropne rzeczy, o których przeczytałam w wyżej wymienionych książkach. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo