Change font size Change site colors contrast
Kultura

Kultura 360 / Edvard Munch „Krzyk”

13 września 2019 / Marta Osadkowska

Rozwój artystyczny Muncha ukształtowały choroba i pruderia.

Stanowiły one istotę jego artystycznej wizji. Na jego dzieciństwie i młodości największe piętno wycisnęły cierpienia chorej na gruźlicę siostry, Sophie, która odeszła w wieku piętnastu lat. W wieku pięciu lat stracił matkę, która umarła na suchoty. Strach i choroba stały się przewodnimi motywami jego twórczości.

Początki artystycznej kariery Muncha otaczały skandale. Jeden z pierwszych obrazów, zainspirowany najpewniej sytuacją siostry, Chore dziecko, został uznany za prowokację. Szczególnie w kręgach artystycznych skandal wzbudził tupet artysty, który wystawił obraz namalowany niedbale i przypominający szkic. Artysta wykorzystał rozcieńczoną farbę, grube rysy widoczne w warstwach farby sugerują intensywną pracę i nerwowe pociągnięcia pędzla. Wielu współczesnych krytyków opisywało ten obraz jako „chaotyczne plamy farby”. Inny uznali za „przerażająco brzydki”.

Munch należał do grupy artystów, którzy opowiadali się za indywidualizmem i walczyli przeciwko obłudnemu pod względem moralnym kodeksowi społecznemu. Opowiadali się za społeczną i intelektualną liberalizacją, poddawali krytyce powszechnie akceptowane wartości i dążyli do wprowadzenia w życie swojego ideału lepszego kodeksu społecznego, kodeksu bardziej żywotnego i uczciwszego.

Krzyk należał do zbioru Fryz życia.

To dzieło miało obejmować każdy aspekt ludzkiej egzystencji.  Przedstawia strach i samotność człowieka w naturze. Natura nie dostarcza żadnego pocieszenia, ale podchwytuje krzyk, który echo wynosi ponad zatokę do krwistego sklepienia niebios. W dzienniku Muncha znajdujemy notatkę: poszedłem na spacer z dwójką przyjaciół, słońce zaczynało zachodzić, nagle niebo przybrało kolor krwi. Poczułem zmęczenie, zatrzymałem się i oparłem o balustradę. Nad niebiesko-czarnym fiordem oraz miastem płynęła krew i sunęły języki ognia. Moi przyjaciele kontynuowali spacer, a ja nadal stałem, trzęsąc się ze strachu. I poczułem niekończący się krzyk przebiegający przez Naturę.

Dla Muncha krajobraz zawsze musiał być przesłaniem jakichś wiadomości odnoszących się do ludzi.

Teorii na temat obrazu jest wiele. Są historycy sztuki, którzy uważają, że za model głowy na obrazie, posłużyła Munchowi peruwiańska mumia. Inni doszukują się literackich inspiracji, przede wszystkim w dziełach Dostojewskiego, ulubionego pisarza Muncha. Poeta Rainer Maria Rilke napisał o dziełach malarza: Linie Muncha zawierają już w sobie tę konstruktywną siłę strachu. Zawsze potrafił on pogodzić sprzeczności między ochroną i destrukcją w czysto przestrzennych kategoriach stępiających swoje ostrza w wizji czy obrazie.

Krzyk stał się bohaterem najbardziej śmiałej kradzieży dzieł sztuki w ostatnich dekadach.

Wraz z Madonną został skradziony z Muzeum Muncha w Oslo 22 sierpnia 2004 roku, w biały dzień, przez zamaskowanych i uzbrojonych złodziei na oczach tłumu zwiedzających. Za odnalezienie dzieł władze miejskie, będące właścicielem muzeum, oferowały dwa miliony koron (ok. 250 tys. euro) nagrody. Finalnie oba dzieła zostały odnalezione w wyniku akcji policyjnej.

 

Na podstawie książki Edvard Munch 1863-1944, Ulrich Bischoff.

Dzieci

Ciałopozytywność – krótki przegląd fajnych książek o dojrzewaniu

11 maja 2023 / Marta Osadkowska

Coraz więcej na półkach w księgarniach ciekawych tytułów dla dziewczynek, które wkraczają powoli i nieśmiało w dorastanie.

Jaki to dobry trend! Tym bardziej że wiele książek napisanych jest przez doświadczonych seksuologów, psychologów, lekarzy. Może gdybyśmy my miały dostęp do takich fajnych treści, inaczej byśmy dzisiaj na siebie patrzyły i lubiły siebie trochę bardziej?

Wszystkie znane mi kobiety, nawet te, na które patrzę z czystym zachwytem i zazdrością, są wobec siebie bardzo krytyczne.

Uważam, że to nabyte, usłyszane, wmontowane w nas, bo w innych kulturach tego nie widzę. A na pewno nie aż tak. Patrzymy w lustro i widzimy, co się nam nie podoba, co chciałybyśmy zmienić. A przecież można popatrzeć przez zaróżowione szkiełko, z sympatią, a przy dobrym humorze – nawet z zachwytem. Bo mamy się czym zachwycać! I cieszy mnie, że w takim podejściu do tematu będą dorastać moje córki. 

Wszystkim nastolatkom zawsze było trudno, ale dziś standardy urody zostały tak wypaczone, że sytuacja stała się jeszcze gorsza. Dlatego warto przeciwstawiać się temu szaleństwu i owszem, dbać o swoje ciało, ale mądrze i z czułością. To ciało, które dostałyście od natury, jest cudowne takie, jakie jest. Służy Wam do biegania, skakania, pływania, przytulania, głaskania kota, leżenia w trawie, wygrzewania się na słońcu, odczuwania frajdy z kąpieli i wielu innych cudownych rzeczy. Warto się nim cieszyć i o nie dbać. Ale nie tak, jak Wam próbują wmówić koncerny kosmetyczne. Nie musicie używać kosmetyków, malować paznokci, farbować włosów i odchudzać się, żeby mieć dobre ciało. Bo w dbaniu o ciało chodzi o zdrowie, dobrą kondycję i dobre samopoczucie – to czyni nas ładniejszymi i o to trzeba dbać – czytamy we wstępie do książki „Ciało – śmiało”. Moja relacja z odbiciem w lustrze wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybym słyszała takie słowa, dorastając. Słyszałam inne, niestety. Za duży nos, krzywe zęby, brzydka postawa, za gruba, za chuda, za wysoka, zbyt koścista… I żadnej kontry, zero pozytywów. Dziś mam prawie czterdzieści lat, a nadal słyszę w głowie te głosy. Do niczego nie były mi potrzebne. Jedyne, co mi zafundowały, to kompleksy, diety, odchudzania, złe samopoczucie i mnóstwo czasu straconego na próby poprawienia siebie. Na to dążenie do ideału prosto z photoshopa, którym karmiły mnie wszelkiej maści gazety. Nic dobrego nie wyniknęło z dorastania w takim klimacie i cieszę się, że wytoczono walkę takiemu podejściu do tematu. 

Dorastanie to pole minowe, wiadomo. Jeśli nie miałyście przyjemności doświadczyć zawstydzania z okazji pierwszej miesiączki, rosnących piersi, pryszczy i burzy hormonów, to zazdroszczę. Mnie to nie ominęło i bardzo długo czułam wstyd za wszystko, co związane było z kobiecością. Wstyd za coś, czym powinnam się cieszyć! Bycie kobietą to cudowne doświadczenie, musiałam dorosnąć i porozmawiać z wieloma mądrymi koleżankami, żeby to zrozumieć. Przeglądam książki dla dzisiejszych nastolatek i czuję, jak ta zawstydzona Marta we mnie, czuje radość. Dość już psucia, mieszania dziewczynkom w głowach, dość narzucania im nieosiągalnych ideałów, do których mają dążyć! Stawanie się kobietą to piękna droga. Nasze ciała są piękne, wszystkie! To mówię moim córkom, głośno o wyraźnie. I mówię to też sobie, zduszając głosy w mojej głowie, próbujące jeszcze psuć mi nastrój przypominając, że to za mało, tam za dużo, a jeszcze tutaj to krzywo i paskudnie. 

Niech kolejne pokolenie małych kobietek dorasta już słysząc tylko pozytywny przekaz i lubiąc siebie i swoje ciała. 

Oto kilka propozycji dla dorastających dziewczynek:

  1. „Ciało – śmiało” to przewodnik po dojrzewaniu, świetny jako książka na początek tej drogi. Napisana jest językiem przystępnym i przyjemnym. Sonya Renee Taylor opisuje kolejne etapy dojrzewania, zmiany zachodzące w ciele i głowie, sposoby, jak na nie reagować. Jest tu też sporo praktycznych porad: jak dbać o skórę, paznokcie, jak dobrać właściwy stanik, a także jak poradzić sobie z trudnymi emocjami. Ale przede wszystkim to bomba pozytywnych komunikatów związanych z akceptowaniem siebie. Autorka zna się na rzeczy, już jakiś czas temu założyła firmę The Body Is Not An Apology (Za ciało nie trzeba przepraszać), organizuje warsztaty samoakceptacji dla ludzi w każdym wieku. Jej witrynę w sieci odwiedziły miliony ludzi szukających sposobu na pokochanie swojego ciała. Książka porusza wszystkie trudne zagadnienia dojrzewania: miesiączka, stanik, owłosienie, zmiany w budowie ciała i w ogóle budowa kobiecych części ciała. Wszystko opisane przystępnym językiem, doprawione ładnymi rysunkami. Czytelniczka znajdzie tutaj też porady – ode tego, jak dbać o paznokcie, przez dobór wygodnego stanika aż po metody radzenia dobie z emocjami.
  2. „Maja dorasta. Niezbędnik dorastającej dziewczynki” napisany przez endokrynologa pediatrę Monicę Petix, to dobra książka na rozpoczęcie tematu z dziećmi. Cieniutka, więcej w niej ładnych, kolorowych rysunków, niż treści. Swoim córkom dałam ją w prezencie, gdy starsza miała 8 a młodsza 6 lat. Czytały same z dużym zainteresowaniem. A potem przychodziły zapytać, wyjaśnić, dowiedzieć się więcej. Bohaterka książki, Maja, ma 9 lat i rozpoczyna przygodę z dojrzewaniem. Na wszystkie jej pytania odpowiada pediatra. 
  3. „Niezbędnik każdej dziewczyny. Jak ogarnąć dojrzewanie” Anita Naik. To także propozycja do samodzielnej lektury, bardzo kolorowa, podająca sporo przykładów sytuacji, z którymi czytelniczki mogą się identyfikować. Pojawia się tutaj już temat seksu, bez pszczółek, ale i bez nadmiernej ilości szczegółów. Kończy się wtrąceniem, żeby pamiętać o tym, że chłopcy też ludzie i również nie jest im łatwo z tym całym dojrzewaniem. Ta książka ma swój odpowiednik dla chłopców pod analogicznym tytułem „Niezbędnik każdego chłopaka”.
  4. „Twoje ciałopozytywne dojrzewanie” autorstwa Barbary Pietruszczak, to już pozycja dla trochę starszych młodych nastolatek. Moja dziesięciolatka na razie wymiękła. Jest o hormonach, wydzielinach, narządach płciowych, ubóstwie menstruacyjnym, cyklu miesiączkowym. Książka jest bardzo ciekawa, pełna ważnej i potrzebnej wiedzy bardzo dobrze podanej. Tutaj także są rysunki i wyjaśnienia. Na mojej półce czeka, aż czytelniczka dorośnie.
  5. „Poradnik nastolatki” pod redakcją Aleksandra Minkowskiego i dr Liliany Minkowskiej to już gruby kaliber. I na wagę i na ilość słów. To prawdziwa encyklopedia nastoletniego życia, tutaj jest dużo tekstu, niewiele rysunków. Książka porusza wszystkie zagadnienia, jakie przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tematach, które trzeba poruszyć z dorastającymi dziećmi. Imprezy, pedofilia, alkohol, sex, samotność, zazdrość, anoreksja, wyprzedaże… Są konkretne informacje, wyjaśnienia, porady. Jak sobie poradzić z samotnością, żałobą, zerwaniem, zdradą przyjaciółki. Jak nie wpaść w pułapkę reklamodawców, jak nie popaść w obłęd na punkcie swojego ciała. To jest książka bardziej dla piętnastolatek, przynajmniej w moim odczuciu.

To tylko kilka propozycji, które można znaleźć w księgarniach. Ja akurat te wybrałam dla swoich córek i w każdej znajduję wartość, każdą mogę z czystym sumieniem polecić. Jestem też w zachwycie nad tym, co robi Fundacja Kosmos dla Dziewczynek (https://fundacjakosmos.org). Prenumerujemy od dawna wydawany przez fundację magazyn i każdy numer wnosi coś wartościowego. Polecam chociaż zajrzeć na stronkę i zobaczyć, co oferują.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo