ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Ciało

Kosmetyki z lodówki i ciepła, przytulna jesień.

30 października 2019 / The Mother Mag

Jesień pachnie przytulnością.

Temperatura spada, wyciągamy kaszmirowe swetry, wełniane szale. Zamiast łyka zimnej wody zalewamy herbatę wrzątkiem, robimy soki malinowe, do kawy dodajemy cynamon i kardamon. Wszystko po to, by dodać sobie ciepła, by się sobą zaopiekować, gdy robi się zimniej. 

Jesienna pielęgnacja koi skórę. Tę zmęczoną upałami, tę spragnioną nawilżenia skórę. Ale też poprawia nastrój, dzień po dniu sprawia, że czujemy się ze sobą lepiej. A to tylko dlatego, że jesteśmy odrobinę bardziej konsekwentne i trochę bardziej zwracamy uwagę na codzienne rytuały piękna.

 

A my lubimy rytuały! Lubimy te chwile w ciągu dnia, które niezmiennie wpisane są w kobiecy rytm. Mielenie kawy rano w starym młynku, przesypywanie jej do ekspresu, a potem ten moment, gdy pachnie w całym domu… Zdrowe śniadanie, o którym pamiętamy, bo chcemy lubić siebie bardziej, bo znamy swój organizm i chcemy mu zrobić dobrze codzienną porcją zdrowia. Tak, to my, kobiety, które dają się ponieść zapachom i dobrze się z tym czują. Aha, jeszcze pomarańcze. Te soczyste owoce, które pachną energią i… domowymi wieczorami, grzańcem i zdrowiem.

 

A teraz połącz to z zimnem lodówki. Ze świeżością, skuteczną pielęgnacją, która tak przyjemnie chłodzi skórę. Ze składnikami, które mają krótki termin ważności, czyli możesz mieć pewność, że aplikujesz samo dobro, bez zbędnych składników. Kosmetyki z lodówki mają moc!

 

 

Time for coffee!

 

Zapach kawy działa pobudzająco, nie tylko jej smak. To dla wielu jedyna rzecz, o której myślą rano, zanim przełączą się na tryb działania. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która pomoże Ci pobudzić ciało do pracy, także z cellulitem!

 

Oto 2.6 time for coffee esencjonalny krem kawowy do całego ciała, a w szczególności na partie objęte cellulitem. Czy działa? Tego możesz być pewna, ale zanim zauważysz różnicę, poczujesz przyjemny, delikatny zapach cappuccino. 

 

Krem, który polecamy, został stworzony na bazie ekstraktu z kawy, ale by zadziałać również na zmysły, został wzbogacony o eteryczny olejek kawowy. Dokładnie tak! W chwili gdy Ty rozkoszujesz się jego zapachem, składniki kremu działają drenująco, wyszczuplająco i detoksykująco, poprawiają mikrokrążenie krwi w tkankach skóry, zwiększają jej sprężystość i usprawniają przepływ limfy. 

 

Ale to nie wszystko. Zawarty w kremie ekstrakt z bluszczu oraz ekstrakt z zielonej herbaty silnie ujędrnia, a olej z orzechów kokosowych oraz olej ze słodkich migdałów natłuszcza, wygładza oraz odżywia suchą, szorstką skórę. 

 

 

Jest jeszcze jeden kosmetyk z lodówki, który pachnie jak kawowy krem do tortów, ale dużo lepiej działa na ciało niż porcja tłustych kalorii.

 

4.1 coffee eye, czyli mocno nawilżający i redukujący obrzęki krem pod oczy. 

 

Wyobraź sobie poranną sytuację. Wstajesz zaspana, jeszcze przed wszystkimi domownikami. Z zamkniętymi oczami włączasz ekspres do kawy, drugą ręką szukasz szklanki, by nalać sobie wody. Zimnej! Bo musisz się jeszcze obudzić! A teraz mała zmiana. 

 

Otwierasz lodówkę, wyjmujesz buteleczkę z kremem i nakładasz na skórę pod oczami cieniutką warstwę chłodnego, kawowego kremu. Sam zapach potrafi postawić na nogi, a temperatura preparatu działa jak chłodząca maska na spieczoną skórę. 

 

Zwróć uwagę, że krem idealnie redukuje poranne ,,worki pod oczami’’, a to dzięki obecności wysokiej zawartości ekstraktu z kawy arabica, której działanie zostało dodatkowo wzmocnione dawką naturalnego pochodzenia kofeiny. Na pewno docenisz także moc oleju migdałowego,  który zapobiega ucieczce wody z naskórka oraz masła kokosowego o właściwościach natłuszczających. 

 

Teraz możesz zacząć dzień! 

 

 

Bomba witaminowa!

 

Pamiętaj, że najważniejszym posiłkiem dnia jest śniadanie. Jeśli dobrze zaplanujesz poranne menu, dostarczysz sobie taką bombę witaminową, która do końca dnia da Ci siłę i energię.

 

Ha! O kremie również można to powiedzieć. Jest tak bogaty w składniki, że skóra jest nawilżona do ostatniej komórki. A Ty czujesz komfort od rana do wieczora. Ba! Możesz go używać o każdej porze!

 

1.9 serum bomb! to prawdziwy ratunek dla zmęczonej, zniszczonej, przesuszonej, odwodnionej skóry.

Polecamy Ci esencjonalny krem przeciwzmarszczkowy do skóry twarzy, szyi i dekoltu. Jego składniki odżywią Twoją buzię! Olej arganowy zapobiega ucieczce wody ze skóry i chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi, olej różany z dwóch gatunków róż działa przeciwzmarszczkowo i silnie odżywczo, a przy tym redukuje drobne przebarwienia dzięki zawartości witaminy C. Olej z pestek truskawek ujędrnia, uelastycznia i rozjaśnia. Zawarty w kremie ekstrakt z miłorzębu ma działanie antyoksydacyjne, zatem opóźnia procesy starzenia. Ekstrakt z lnu doskonale nawilża i wygładza, a ekstrakt z melisy oprócz działania aromaterapeutycznego rozjaśnia przebarwienia i poprawia mikrokrążenie. Dodatek mocznika powoduje, że skóra jest nawilżona na długo po aplikacji kosmetyku, a olejek rumiankowy koi, łagodzi podrażnienia oraz stany zapalne. 

 

Zapach pomarańczy

 

Tobie też zapach pomarańczy kojarzy się ze świętami! Nam bardzo…

 

Ten zapach przypomina o spokojnych wieczorach, ale też daje impuls do działania, w końcu sok pomarańczowy to porcja witaminy C!

 

Tak, jak 4.5 orange lips

 

Zanim powstrzymasz się przed zjedzeniem tego kremu (pachnie jak prawdziwe pomarańcze!), przypomnimy Ci, dlaczego powinnaś mieć zawsze krem do ust w swojej torebce lub kieszeni. Szczególnie zimą!

Zimne powietrze, potem ciepłe, gdy wchodzisz do pomieszczenia. Klimatyzacja w samochodzie, klimatyzacja w biurze i nagły mróz, gdy wychodzisz na powietrze. Przygryzanie warg, oblizywanie, które jeszcze bardziej wysusza. Do tego źle dobrane pomadki i jeszcze większy dyskomfort w ciągu dnia. Szczególnie, gdy skóra ust popęka, a Tobie się wydaje, że miną wieki, zanim usta się zagoją…

 

Posmaruj usta mocno regenerującym balsamem o zapachu soczystych pomarańczy. Stworzony na bazie miodu, oleju macadamia i olejku pomarańczowego. Głęboko regeneruje i natłuszcza przesuszoną skórę. Bogaty w kwasy omega 3, 6 i 9 ma silne właściwości regeneracyjne i odżywcze. Zawarty w nim miód dostarcza wielu substancji odżywczych.

 

Wiemy, że czasem też tak masz, że wieczór przychodzi za szybko, poranek jest jak zawsze zabiegany, że zapominasz nawet o szklance wody. Mamy chyba już tak mają, prawda? O sobie pamiętamy na końcu, ciesząc się, że udało się spiąć wszystkie domowe i zawodowe tematy. Myślimy, że jutro o siebie zadbamy, że jutro na spokojnie zdążymy z pielęgnacją i uda nam się w końcu położyć maseczkę na twarz.

 

Okazuje się, że plan znowu trzeba przełożyć na następny dzień. I znowu nic nie wyszło z tego pomysłu o spokojnym, przytulnym dniu…

 

Daj sobie trochę czasu, ale też pozwól sobie na coś dobrego. Tylko dla siebie.

 

Marka Fridge to kosmetyki z lodówki, świeże i pięknie pachnące. A w ich składzie znajdziesz najlepsze składniki, które nie obciążają skóry, ale nawilżają ją, poprawiają jej kondycję i dają uczucie komfortu. 

 

Jeśli ważna jest dla Ciebie ekologia, ucieszysz się. Oto kosmetyki, które nie są testowane na zwierzętach. W ofercie znajdziecie również kremy bez składników odzwierzęcych i dla ułatwienia podajemy link: https://fridge.pl/weganskie

Co więcej, kremy Fridge mają bardzo króki termin ważności. Motywuje to do codziennego stosowania i wzmacnia rytuałów. Bo tylko stosując krem regularnie możemy zobaczyć efekty jego działania, a stosując krem dwa razy dziennie mamy pewność, że zużyjemy krem w podanym terminie. Proste i skuteczne!

 

A teraz zrób sobie herbatę. Taką jesienną, z cytryną i sokiem malinowym. Weź notes i zrób na jutro plan działania. Mamy tylko jedną prośbę. Dodaj do tej listy godzinę dla siebie. To ważne, w końcu mother-life balance to gwarancja naszej domowej i wewnętrznej harmonii!

 

Aha. I dodaj również, by sprawdzić inne kosmetyki marki Fridge. Wejdź na stronę https://fridge.pl/ i zrób sobie zdrowa i świeżą przyjemność. 

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo