Change font size Change site colors contrast
Kultura

„Kochana mamusia nie żyje” – jak to się stało, że córka zabiła własną matkę?

24 września 2018 / Alicja Skibińska

Młoda, ciężko chora dziewczyna sportretowana w filmie dokumentalnym HBO wzięła udział w zamordowaniu własnej matki – kobiety, która opiece nad nią podporządkowała całe swoje życie.

Jak mogło do tego dojść? Przecież były nierozłączną, kochającą się rodziną. A może sielanka panująca w ich domu była jedynie pozorna? Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda - nie. Mark...

Młoda, ciężko chora dziewczyna sportretowana w filmie dokumentalnym HBO wzięła udział w zamordowaniu własnej matki – kobiety, która opiece nad nią podporządkowała całe swoje życie. Jak mogło do tego dojść? Przecież były nierozłączną, kochającą się rodziną. A może sielanka panująca w ich domu była jedynie pozorna?

Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda – nie.

Mark Twain

Gdyby dokument „Kochana mamusia nie żyje” („Mommy dead and dearest”) był filmem fabularnym, prawdopodobnie wiele osób uznałoby go za dowód na zbyt wybujałą wyobraźnią twórców. Wydarzenia przedstawione w produkcji HBO są tak przerażające, że trudno uwierzyć, iż miały miejsce naprawdę. „To było coś surrealistycznego, absolutnie przerażającego. Nie mogłam w to uwierzyć. A dopiero potem zaczęłam zgłębiać tę historię coraz bardziej i odkryłam, co naprawdę działo się w rodzinie Blanchard. Wiedziałam, że znalazłam swój temat na film” – opowiada Erin Lee Carr, reżyserka filmu.

Większość osób, które znały Dee Dee Blancharde, uważała ją niemal za anioła.

Kobieta nie miała łatwego życia: mąż zostawił ją, kiedy była w dziewiątym miesiącu ciąży, jej dom został zniszczony podczas huraganu Katrina, a ukochana córka zmagała się z licznymi chorobami. Miała problemy ze wzrokiem oraz słuchem, jej rozwój umysłowy przebiegał nieadekwatnie do wieku, cierpiała na dystrofię mięśniową (z powodu której poruszała się wyłącznie na wózku), epilepsję oraz białaczkę. Dziecko nie było samodzielne, w związku z czym matka musiała się nim nieustannie opiekować. Myli się jednak ten, kto spodziewa się, że to nagromadzenie tragicznych wydarzeń ją złamało. Dee Dee zachowywała pogodę ducha pomimo przeciwności losu, ciągle powtarzając, że sensem jej życia jest opieka nad Gypsy. Bez słowa skargi jeździła z nią na liczne zabiegi, podawała leki i tułała się od jednego lekarza do drugiego, szukając jak najlepszej pomocy dla córki. Jej postawa budziła podziw lokalnej społeczności, która starała się wesprzeć obie panie na wszelkie możliwe sposoby, m.in. organizując charytatywne zbiórki pieniędzy na kolejne operacje, jedzenie, mieszkanie czy podróże, które miały zapewnić Gypsy możliwie jak najbardziej normalne dzieciństwo.

Kiedy więc 14 czerwca 2015 roku Dee Dee została znaleziona martwa w swoim domu (zadano jej liczne rany kłute), nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Zwłaszcza, że podejrzenia od razu padły na Gypsy, której nie było na miejscu i która wcześniej napisała na swoim Facebooku: „Ta suka nie żyje!”. Dziewczynę znaleziono w domu jej poznanego przez internet chłopaka, Nicholasa Godejohna. Żadne z nich nie wypierało się morderstwa. W domu znaleziono narzędzie zbrodni, a w ich telefonach SMS-y, które potwierdzały, że od jakiegoś czasu planowali zabicie Dee Dee. Cała sytuacja była o tyle bardziej sensacyjna, że Gypsy nie sprawiała wrażenia niepełnosprawnej pod jakimkolwiek względem – miała włosy (które rzekomo straciła pod wpływem chemioterapii), wydawała się inteligentna, a co najważniejsze: chodziła o własnych siłach. Kiedy zdjęcia z zatrzymania Gypsy i Nicholasa obiegły media, opinia publiczna nie miała wątpliwości: dziewczyna od lat oszukiwała wszystkich w sprawie swoich licznych chorób w celu wyłudzania pieniędzy i postanowiła pozbyć się Dee Dee, kiedy ta nie chciała dłużej uczestniczyć w tej mistyfikacji.

Prawda okazała się jeszcze bardziej wstrząsająca: Gypsy od dziecka była psychicznie oraz fizycznie maltretowana przez matkę indukującą u niej objawy licznych chorób.

Domowe materiały wideo z archiwum Blancharde’ów, które możemy zobaczyć w dokumencie HBO, pokazują szczęśliwą, kochającą się rodzinę. W rzeczywistości Dee Dee odgrywała mistrzowski spektakl zarówno przed własną córką, jak i otoczeniem. Szafka z lekami w jej domu wielkością przypominała lodówkę i była po brzegi wypełniona medykamentami, których Gypsy nie potrzebowała. Przyjmowanie ich pogarszało jej stan, wywołując symptomy rozmaitych chorób, m.in. wypadanie zębów oraz ataki epileptyczne. Kiedy Dee Dee postanowiła wmówić wszystkim, że dziewczyna choruje na białaczkę, ogoliła jej głowę (twierdząc, że włosy „przecież i tak wypadną”), a następnie na znak solidarności zrobiła to samo sobie. Dee Dee jeździła z córką do rozmaitych gabinetów lekarskich, kłamiąc na temat występujących objawów, a część z nich wywołując za pomocą środków medycznych. Tylko ona komunikowała się z lekarzami na temat stanu dziecka i podczas tych rozmów często zakrywała uszy Gypsy, argumentując to jej niepełnosprawnością intelektualną oraz stresem, jaki mogłyby u niej wywołać zasłyszane informacje. Brak wczesnej dokumentacji medycznej miał być wynikiem zniszczenia papierów przez huragan Katrina. Jeśli personel w jakiejś placówce okazywał się zbyt dociekliwy, zmieniała przychodnię. Nie pozwoliła również, by córka chodziła do szkoły, kończąc jej edukację na drugiej klasie.


 

Jak to możliwe, że przez tyle czasu nikt nie zauważył dramatu Gypsy?

Erin Lee Carr, reżyserka „Kochana mamusia nie żyje”, ma swoją teorię na ten temat: „Ludzie z reguły nie zwracają uwagi na problemy niepełnosprawnych. Wstydzą się przyjrzeć im bliżej, wydaje im się, że naruszają w ten sposób ich prywatność. Od dziecka powtarza się nam, że „niegrzecznie jest się gapić”. Nie wiemy, jak rozmawiać z niepełnosprawnymi, nie traktując ich protekcjonalnie. Przecież nie wypada kwestionować motywów samotnej matki wychowującej chorą dziewczynkę poruszającą się na wózku inwalidzkim. Dee Dee sprytnie wykorzystywała to skrępowanie i brak uważności”. W dodatku matka Gypsy miała podstawowe wykształcenie medyczne, które pomagało jej wiarygodnie fabrykować dowody na choroby córki. Na przestrzeni lat tylko jeden neurolog zauważył lukę w jej narracji: Dee Dee przekonywała go, że dziewczyna od wczesnego dzieciństwa cierpi na dystrofię mięśniową i w związku z tym od lat nie chodziła. Lekarz słusznie zauważył, że gdyby rzeczywiście tak było, Gypsy nie miałaby mięśni w nogach i odmówił leczenia oraz umieścił w jej dokumentacji medycznej notatkę, w której zdiagnozował u matki przeniesiony zespół Münchhausena. Po jej śmierci zapis ten stanowił główny dowód przemawiający za zmianą zarzutów postawionych jej córce na morderstwo drugiego stopnia.

W „Kochana mamusia nie żyje” Gypsy opowiada, że jej ulubionym filmem są „Zaplątani” Disney’a – opowieść o księżniczce przetrzymywanej w wieży przez „matkę”, która porwała ją, kiedy była niemowlęciem. W końcu bohaterka postanawia zawalczyć o siebie i opuścić wieżę, która do niedawna była jedynym światem, jaki znała, a zła czarownica ginie. W baśniach takie rozwiązania przedstawiane są w charakterze szczęśliwych zakończeń. „Ale życie nie jest bajką. Przekonałam się o tym w bolesny sposób” – podsumowuje Gypsy.

Dlaczego dziewczyna zabiła matkę?

Dlaczego po prostu się od niej nie wyprowadziła? Okazuje się, że miała już na koncie jedną ucieczkę. Matka szybko jej znalazła, po czym za pomocą młotka roztrzaskała jej komputer i telefon oraz zagroziła, że następnym razem to samo zrobi z jej palcami. Ponadto dysponowała zaświadczeniem, według którego Gypsy była niepoczytalna. Nic więc dziwnego, że jej córka nie zgłaszała sprawy na policję w obawie przed tym, że nie zostanie potraktowana poważnie, a w domu spotkają ją przykre konsekwencje. W filmie opowiada, że kiedy znajdowały się w towarzystwie innych ludzi, matka trzymała ją i za rękę i wykręcała ją, kiedy jej zdaniem córka powiedziała coś niewłaściwego.

Zdziwienie może wzbudzać także obojętna postawa reszty rodziny.

Ojciec Gypsy oraz jego obecna żona żałują, że do tej pory nie mieli z nią kontaktu. Mężczyzna tłumaczy, że jego była partnerka utrudniała mu wizyty, często zmieniając miejsce zamieszkania oraz kłamiąc, że dziecko jest upośledzone, w związku z czym i tak nie ma świadomości, z kim się spotyka. Kiedy Dee Dee wyprowadziła się z Luizjany, cała rodzina Blanchard poczuła ulgę i nie interesowała się losem jej córki. Występujący w filmie krewni zamordowanej wprost mówią o tym, że była złym człowiekiem i nie przejęli się jej śmiercią. Okazuje się, że już wcześniej istniały podejrzenia, iż Dee Dee może być osobą niebezpieczną: jej matka zmarła  w niewyjaśnionych okolicznościach, będąc pod jej opieką. Niewykluczone, że córka przyczyniła się do jej śmierci, podobnie jak później naraziła na niebezpieczeństwo własne dziecko.

W filmie HBO widać, że Gypsy targają sprzeczne emocje: z jednej strony cierpi, ponieważ straciła matkę, która do tej pory była jedyną bliską jej osobą, a z drugiej cieszy się, że domowy koszmar dobiegł końca.

Twierdzi, że pobyt w więzieniu jest lepszy niż to, co zafundowała jej Dee Dee. Odnowiła kontakt z ojcem, znajduje się pod opieką psychiatrów, uczy się i pracuje. Ze względu na to, że została uznana za winną morderstwa drugiego stopnia, skazano ją na 10 lat pozbawienia wolności. Już w 2024 roku będzie mogła ubiegać się o przedterminowe zwolnienie, co oznacza, że może wyjść z więzienia po trzydziestce, mając przed sobą wiele lat życia. Dopiero wtedy będzie mogła zaznać tego, co dla jej rówieśników stanowi normalność. Pytanie brzmi: czy będzie umiała się w niej odnaleźć?

Często ulegamy złudzeniu, że miłość do dziecka i troska o jego dobro jest rzeczą naturalną i oczywistą.

Wierzymy, że każda matka posiada instynkt, który podpowiada jej, jak o nie dbać i je pielęgnować. Podobne wyobrażenia spowodowały, że nikt w otoczeniu Dee Dee i Gypsy nie dostrzegł, jaki koszmar rozgrywa się w ich domu. Wspomniany zastępczy zespół Münchhausena (lub przeniesiony zespół Münchhausena), na który cierpiała matka dziewczyny, to zaburzenie psychiczne polegające na zmyślaniu lub wręcz wywoływaniu u bliskiej, zależnej osoby (najczęściej dziecka) objawów zaburzeń somatycznych. Wbrew pozorom, motywy materialne nie grają tutaj najważniejszej roli. Znacznie istotniejszym celem jest zwracanie na siebie uwagi otoczenia i wzbudzanie współczucia, a także uzależnienie od siebie ofiary tych działań. Rodzice (częściej matki) cierpiący na zastępczy zespół Münchhausena nie postrzegają swoich dzieci jako odrębnych osób. W ich oczach są one ich przedłużeniem, częścią ich życia wewnętrznego. W związku z tym potomstwo ma za zadanie spełniać konkretne funkcje, realizować ich potrzeby i uspokajać, kiedy pojawia się napięcie. Opieka nad chorym dzieckiem pomaga zaskarbić sobie przychylność otoczenia, co podwyższa samoocenę rodzica i na chwilę pomaga mu odzyskać wewnętrzny spokój.

Jak zauważyć, że osoba w naszym otoczeniu cierpi na przeniesiony zespół Münchhausena i w efekcie krzywdzi własne dziecko?

Sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której choroba dziecka jest przewlekła, a w dalszym ciągu nikt nie jest w stanie ustalić jej podłoża i charakteru. Prezentowane przez nie objawy są zmienne i nie składają się na jeden, spójny obraz. Opiekunowie często zmieniają placówki medyczne i, co najważniejsze, pod ich nieobecność symptomy się cofają, by podczas kontaktu z nimi przybrać na sile.

Oczywiście, nie ma sensu zakładać, że każde przewlekle chore dziecko w rzeczywistości jest ofiarą przemocy. Z drugiej strony, jak często słyszymy o kolejnym rodzinnym dramacie, który nie spotkał się z żadną reakcją otoczenia? Być może to właśnie przeraża w tej historii najbardziej – choć brzmi zupełnie nieprawdopodobnie, mogłaby mieć miejsce tuż pod naszym nosem. A my, podobnie jak sąsiedzi Gypsy i jej mamy, pewnie nawet byśmy tego nie zauważyli.

/ zdjęcia / kadry z filmu

 

Ciąża

Karmienie bez stresu z The Mother MAG. Poznaj butelki EasyStart Canpol Babies

19 listopada 2021 / The Mother Mag

Jesteś już w ciąży?

A może dopiero planujesz zostać mamą? Im głębiej wchodzisz w świat macierzyństwa, tym więcej jest tematów, które wymagają Twojej uwagi. Spokojnie, każda z nas to przeżywała!

Na pewno już rozmawiałaś z koleżankami, które mają dzieci, na temat karmienia. Być może byłaś świadkiem przystawiania malucha do piersi. Pewnie część z Twoich znajomych wybrała karmienie naturalne, niektóre korzystają z laktatora – odciągają i mrożą pokarm w specjalnych woreczkach.

Zastanawiasz się jaka opcja jest najlepsza? Martwisz się, że nie dasz rady? Zanim podejmiesz decyzję, dobrze, abyś zdobyła niezbędną wiedzę na temat karmienia i świadomie wybrała rozwiązanie, które będzie najlepsze dla Was, czyli zarówno dla Ciebie, jak i dla dziecka.

Karmienie piersią – ważna zmiana podejścia i liczne korzyści

Świadomość związana z karmieniem piersią na przestrzeni ostatnich kilku lat znacznie wzrosła. Chodzi nie tylko o korzyści, jakie płyną z tej metody, ale przede wszystkim o zmianę podejścia personelu medycznego i upowszechnienie technik, które pomagają młodym mamom przejść przez często trudny pierwszy etap kamienia piersią. Pojawił się zawód doradczyni laktacyjnej, czyli osoby wykwalifikowanej do pomocy mamie w karmieniu, ale również całej rodzinie. Tak, dla Twojego partnera to również trudny okres! Większość kobiet swój pierwszy kontakt z doradczynią ma właśnie na oddziale położniczym. Co więcej, w wielu szpitalach personel wspiera rodzące w naturalnym karmieniu. Czasy, gdy położne zabierały dziecko i dokarmiały butelką, by uspokoić płaczącego noworodka, są już za nami. Jak wiemy od naszych czytelniczek, wciąż możesz spotkać się z takim podejściem w niektórych szpitalach, dlatego pamiętaj, by wyraźnie podkreślić, że nie życzysz sobie dokarmiania butelką, jeśli taką decyzję podjęłaś – masz do tego prawo!

Zmiana podejścia, większa empatia i rosnąca świadomość – to najważniejsze czynniki, które mają wpływ na to, że coraz więcej kobiet decyduje się karmić piersią nawet jeśli początki drogi są trudne i bolesne. Dostęp do Internetu – forów dla mam i zamkniętych grup wsparcia, w których mogą dzielić się swoimi emocjami, wymieniać doświadczenia sprawia, że młode mamy są bardziej świadome i pewne siebie, niż ich matki dwie lub trzy dekady temu. Moda na karmienie, zdjęcia celebrytek z dziećmi przy piersiach również wpływają na budowanie pozytywnego obrazu wokół karmienia naturalnego.

Wiele kobiet odczuwa wyrzuty sumienia już przy pierwszych (czasami nieudanych) próbach naturalnego karmienia. Pamiętajmy przy tym, że huśtawka hormonów, z jaką zmagają się młode mamy, próby odnalezienia się w nowej roli, zmęczenie po ogromnym wysiłku, a także olbrzymia odpowiedzialność, którą odczuwają od pierwszego dnia życia, nie ułatwiają im zadania. Każda z nas to przeżywała, mniej lub bardziej, więc wiemy jedno: tylko spokój może Cię uratować!

Pamiętaj również, że najlepszą opcją karmienia jest ta, która jest wygodna i komfortowa zarówno dla Ciebie, jak i dla dziecka! To oznacza, że możesz zdecydować się wyłącznie na karmienie naturalne lub wybrać model naprzemienny.

 

 

Wsparcie środowiska medycznego dla młodych mam

Jeśli czujesz się osaczona przez osoby, które mówią Ci, jak masz karmić swoje dziecko, nie poddawaj się! Pamiętaj, że młoda mama, która chce zapewnić maluszkowi wszystko, co najlepsze, NIE MUSI karmić wyłącznie piersią i brać na siebie całego ciężaru żywienia malucha. Co więcej, nie musi być do dyspozycji noworodka i niemowlaka 24 godziny na dobę. Wśród doświadczonych doradczyń laktacyjnych oraz położonych, które aktywnie angażują się w pomoc nowym rodzinom, panuje zdrowe przekonanie, że nic na siłę. Karmienie naturalne jest ważne, ale jeśli górę biorą negatywne emocje, to regularne korzystanie z laktatora i empatyczna pomoc drugiej osoby, która poda dziecku butelkę, mogą okazać się zbawienne.

Karmienie naturalne jest zdrowe i bezpieczne dla Twojego dziecka!

 

 

Postaw na karmienie mlekiem matki

Jeśli zdecydujesz się karmić naturalnie, w szpitalu otrzymasz niezbędne wsparcie. Dowiedz się wcześniej, czy pracuje w nim lub przyjeżdża na konsultacje doświadczona doradczyni laktacyjna. Jeśli nie, skorzystaj ze wsparcia położonej lub umów się z doradczynią na spotkanie przed porodem. Będziesz czuła się pewniej, mając już wiedzę i świadomość, co robić, aby zainicjować karmienie i jak pomóc sobie i dziecku na samym początku tej wspaniałej drogi. Pamiętaj, że nie musisz karmić wyłącznie piersią! Od samego początku możesz korzystać również z laktatora i specjalnie przygotowanych butelek.

Zdecyduj się na karmienie naprzemienne piersią i butelką (własne mleko)

W TMM wiemy, że nie ma czegoś takiego jak jedno, właściwe podejście do macierzyństwa. Każda z nas jest wspaniałą mamą dla swojego dziecka. Niezależnie od tego, jaki sposób karmienia wybrałaś lub jaki okazał się dla Ciebie i dla Twojego malucha najlepszy, jesteś świetną mamą!

Coraz więcej kobiet decyduje się realizować model naprzemienny, czyli łączyć karmienie piersią oraz butelką, w której znajduje się ich własne, odciągnięte mleko. Czeka Cię nauka obsługi laktatora, która z czasem stanie się dla Ciebie intuicyjna. Ważnym elementem jest również wybór odpowiedniej butelki. Najlepiej zaopatrz się w taką, która pasuje do laktatora. To wygodne rozwiązanie, jeśli chcesz odciągnąć pokarm i od razu nakarmić dziecko.

Wybierając karmienie naprzemienne, możesz odpocząć – butelkę z mlekiem poda maluszkowi tata, babcia lub inna osoba, która przejmie od Ciebie dziecko. Korzystanie z laktatora i butelki to dobry sposób, by również mężczyzna budował swoją więź z dzieckiem oraz rozwiązanie dla Ciebie, jeśli chcesz wyjść z domu i nie martwić się, że maluch będzie głodny podczas Twojej nieobecności. Dla wielu kobiet możliwość rozstania się z dzieckiem chociaż na kilkadziesiąt minut to sposób na odzyskanie równowagi psychicznej i naładowanie baterii, które u młodej mamy zawsze są na poziomie „low”. Czas dla siebie możesz wykorzystać na relaksacyjny spacer, wizytę u fryzjera lub spotkanie z przyjaciółką.

 

Karmienie butelką a kolki – jak sobie z tym poradzić?

Sposób, w jaki dziecko ssie przez smoczek butelki, różni się od ssania piersi – w tym drugim przypadku maluch musi włożyć więcej wysiłku, by się najeść. Dlatego przy korzystaniu z butelki wśród dzieci zdarzają się kolki. To sprawia, że rodzice z jeszcze większą uważnością podchodzą do wyboru odpowiednich akcesoriów do karmienia. Producenci nie ustają natomiast w oferowaniu nowych rozwiązań, które mają sprawić, że karmienie będzie przebiegało sprawnie i bez zakłóceń i nie wiązało się z dolegliwościami ze strony rozwijającego się układu trawiennego. W The Mother MAG przyjrzałyśmy się najnowszej ofercie producentów butelek do karmienia noworodków i niemowląt i chcemy polecić naszym Czytelniczkom butelki marki Canpol babies, a szczególnie modele antykolkowe EasyStart z kolekcji Royal Baby i Bonjour Paris. Te dwie kolekcje najmocniej skradły serca mam, ale dostępne są także inne wzory. 

 

Poznaj Canpol babies

Ponad 30 lat doświadczenia i około 50 krajów, w których są dostępne produkty dla niemowląt – to dorobek marki Canpol babies. W procesie tworzenia i testowania produktów Canpol babies czynny udział biorą Mamy – pracownice firmy, jej klientki oraz specjaliści zgodnie z polityką firmy, która koncentruje się na takich wartościach jak: rodzinność i troska – nam się to podoba! Produkty Canpol babies są bezpieczne w użytkowaniu oraz przyjazne dla dzieci. Marka dba o staranny dobór kolorów, wzorów, a także kształtów, aby oferowane przez nią produkty były jednocześnie ergonomiczne i atrakcyjne dla najmłodszych. Jednym z produktów, który zwrócił naszą uwagę są butelki EasyStart.

Czym wyróżniają się butelki EasyStart marki Canpol babies?

Po pierwsze, są to butelki antykolkowe, które zostały stworzone z myślą o noworodkach – możesz je stosować od narodzin. Specjaliści Canpol babies opracowali serię EasyStart w taki sposób, aby zapewnić łatwy start w karmieniu zarówno młodej mamie, jak i dziecku. To wygodne rozwiązanie, które umożliwia karmienie piersią i butelką (model naprzemienny, pamiętasz?). Butelki z tej serii mają miękki smoczek wykonany z bezpiecznego bezwonnego silikonu, który jest kształtem zbliżony do piersi mamy. To bardzo ważne – noworodki i niemowlęta chętnie akceptują butelkę. Co więcej, butelki z kolekcji Bonjour Paris i Royal Baby zostały wyposażone w specjalny, skuteczny zaworek antykolkowy, który zapobiega powstawaniu pęcherzyków powietrza w pokarmie i tym samym redukuje ryzyko powstawania kolek, bólów brzuszka, nadmiernego odbijania i gromadzenia się gazów.

Co jeszcze chcemy Ci powiedzieć na temat butelek z serii EasyStart?

Smoczki do butelki EasyStart są polecane przez 90% położnych*. Wykonane zostały z bezpiecznego materiału wolnego od BPA. Są lekkie, przejrzyste – szybko ocenisz ilość pokarmu. Butelki mają również specjalnie wyprofilowany kształt, który zapewni Wam – Tobie i tacie malucha – wygodę w użytkowaniu, a kształt smoczka do butelki zapewnia stabilne oparcie ustom dziecka, co również chroni przed połykaniem powietrza. Na butelkach znajduje się również skala, która jest zarówno czytelna, jak i precyzyjna. Szybko ocenisz, jaką porcję zjada Twój maluch jednorazowo. To ważna informacja zarówno dla położonej środowiskowej, jak i dla pediatry! Butelka jest kompatybilna z laktatorami marki Canpol babies, dzięki temu odciągnięty pokarm można od razu podać maluszkowi. Zastanawiasz się, co z czyszczeniem produktów EasyStart? Butelka ma szeroki otwór, więc łatwo utrzymasz zarówno ją, jak i smoczek w czystości.

 

Najważniejsze cechy butelki EasyStart:

 

  • miękki smoczek- ułatwia akceptację butelki przez dziecko,

 

  • skuteczny zaworek antykolkowy zapobiega powstawaniu pęcherzyków powietrza w pokarmie, redukuje kolkę, nadmierne odbijanie i gromadzenie gazów,

 

  • butelka ma kształt zbliżony do kształtu piersi i ułatwia łączenie karmienia piersią i butelką,

 

  • szeroki otwór butelki ułatwia przygotowywanie pokarmu i mycie butelki,

 

  • butelka z bezpiecznego, nowoczesnego materiału (wykonana z najwyższej jakości polipropylenu) jest lekka i przejrzysta,

 

  • na butelce znajduje się czytelna i precyzyjna skala, która umożliwia szybkie przygotowanie pokarmu,

 

  • butelka jest kompatybilna z laktatorami marki Canpol babies, które posiadają lejek 3D, który nie tylko „ssie”, ale przede wszystkim uciska brodawkę, bardzo podobnie jak usta i język dziecka,

 

  • atrakcyjny design, stylowe wzory,

 

  • możliwość tworzenia kolekcji – jeśli twoim ulubionym wzorem jest „bonjour Paris” możesz, poza butelką, kupić także smoczek, tasiemkę do smoczka oraz silikonowy śliniak z tym samym motywem.

 

 

 

 

Wiemy, że wybór odpowiedniej butelki może być dla młodych rodziców stresujący. Pamiętaj, aby poszukać rozwiązania, które najlepiej sprawdzi się dla Twojego dziecka. Z naszej strony polecamy markę Canpol babies i serię EasyStart. Jednocześnie zachęcamy Cię, abyś właśnie od niej rozpoczęła swoją przygodę z karmieniem mieszanym lub karmieniem w ogóle, jeśli zdecydowałaś się na podawanie mleka modyfikowanego.

Mocno trzymamy kciuki za Twoją przygodę z karmieniem! Pamiętaj, że najważniejsze, to podejść do tego na spokojnie i na luzie. Nie pozwól, aby Twoja głowa lub otoczenie zaczęło wywierać na Tobie presję. To Ty jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka. Dlatego zaufaj swojej intuicji!

 

*Badanie ankietowe przeprowadzone wśród 54 położnych w 2021r.

This error message is only visible to WordPress admins
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo