Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak żyć ekologicznie w wielkim mieście

1 grudnia 2020 / Monika Pryśko

Joannę poznałam przez Internet.

Myślę, że połączyłyśmy wspólne eko-kropki i zaczęłyśmy nawzajem podglądać nasze sposoby na życie less waste. Zaciekawiła mnie ta spokojna dziewczyna, z bardzo konkretnym pomysłem na swoją obecność w sieci.

Asia Maj-Dubińska prowadzi bloga Wolno Wolniej i przypomina, by czasem wyłączyć telefon, by zrobić sobie wycieczkę poza miasto, by szanować naturę. Ale przede wszystkim, by żyć w zgodzie ze sobą. 

Asia mieszka w Warszawie, ale zaznacza, że marzy jej się dom na wsi, codzienny kontakt z przyrodą, cisza i spokój… Dlatego postanowiłam zapytać, jak żyć ekologicznie w wielkim mieście? 

 

Czy da się żyć ekologicznie mieszkając w mieście?

Jeszcze dwa lata temu powiedziałabym, że nie, nie da się, absolutnie. Można próbować wprowadzić pojedyncze rozwiązania, prawie niewidzialne w kontekście całego naszego gospodarstwa domowego, ale nasz świat poszedł tak bardzo w masową produkcję, w plastik, jednorazowość – że nie ma takiej możliwości, aby żyć w zgodzie z naturą, żyć ekologicznie.  

 

A dziś?

Dziś uważam zdecydowanie inaczej! Można żyć w dużym mieście i można żyć w zgodzie z naturą, a przynajmniej w znacznym stopniu ograniczając nasz ludzki, konsumencki zły wpływ na nią.

 

Jak to się stało, że zaczęłaś wprowadzać przyjazne środowisku rozwiązania do swojego życia, domu?

Wiesz co, ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że różne zdarzenia z życia coraz bardziej pchały mnie w stronę natury, choć pod bardzo różnymi kątami.

W moim rodzinnym domu od zawsze chodziło się z koszem wiklinowym na bazarek po warzywa czy nabiał, i wszystkie te produkty wkładało się bezpośrednio do koszyka, a nie do foliówki czy siatki. Mieliśmy też bardzo dobrą wodę w kranie, więc picie kranówki było u nas czymś oczywistym i bardzo długi czas nie kupowało się u nas wody w butelce. I choć takie sytuacje, można powiedzieć, że były drobnostkami, to jako dziecko nimi przesiąkłam i “niemarnowanie” czy “nie generowanie śmieci” stało się dla mnie czymś naturalnym. 

 

Tak jest do tej pory? 

Tak, wręcz ewoluowało! Im bardziej dorastałam, tym zaczynałam stawać się coraz bardziej świadomym konsumentem. Dużo więcej widziałam, dużo więcej rozumiałam, nad wieloma rzeczami zaczęłam się zastanawiać i szukać odpowiedzi. A później przyszła dorosłość, praca, stresy i… zaczęło się szukanie ukojenia poszarpanych nerwów. Okazało się, że najlepiej odpoczywa mi się w naszym domu na wsi. To tam zaczęłam czuć się naprawdę wolna! Zrzucałam z siebie ciężar presji, oczekiwań i pretensji, i wkładałam stare, działkowe spodnie i ulubiony sweter po mojej mamie ubrudzony na rękawie żółtą farbą. Mogąc w takim stroju wyjść poza działkę, mogąc spacerować po lesie, po polach, obserwując jak mój pies szaleje korzystając z tej wolności – zakochałam się w naturze bez pamięci. Zakochałam się w wolności jaką ona daje. W kolorach, dźwiękach, zapachach. W możliwości bycia sobą.

 

 

No dobrze, ale mieszkasz w Warszawie, jak przerwać tę idyllę, gdy musisz wrócić do pracy?

Nie przerywać, zabrać ją ze sobą!
Widok ptaków z rana, jak latają w tą i z powrotem nosząc jedzenie, to jest coś przecudownego, do tego ten śniadaniowy ptasi trel –  ja po prostu jak dziecko, uparcie zapragnęłam mieć to w Warszawie!
Nie chciałam ciągle uciekać poza miasto, aby móc obcować z naturą i cieszyć się jej dobrem. Chciałam mieć ją tu, blisko, na miejscu! I wtedy przyglądając się temu, jak wygląda Warszawa, co się dzieje w mieście, zrozumiałam, że jeśli chcę korzystać z natury – to muszę zacząć o nią dbać. Nie mogę z nią walczyć – muszę się jej poddać. Zwolnić. Zastanowić się nad tym jak żyję.
I tak zaczęło się wprowadzanie natury do mojego życia.

Jest jeszcze jedna, niesamowita rzecz, która wręcz “niechcący” wprowadziła naturę na moje czwarte piętro warszawskiego bloku. Któregoś razu dostałam od mojej mamy żółtą konewkę do zawieszenia na poręczy balkonu. Nie miałam na nią pomysłu, ciągle zastanawiałam się, czy używać jej jako prawdziwej konewki do podlewania roślin balkonowych, czy może powinnam coś tam zasadzić? I problem w sumie rozwiązał się sam!  Okazało się, że w konewce zbierała się deszczówka. Wrona szybko zauważyła ten zbiorniczek z wodą i zaczęła codziennie przylatywać na mój balkon napić się wody. Widząc to, ja zaczęłam regularnie wymieniać jej tę wodę, aby miała świeżą. Z czasem zaczęłam na konewce zostawiać jej skrawki mięsa, np. wędzonych przez nas mięs. Wronie tak to się spodobało, że zaczęła mi się odwdzięczać! I tak któregoś razu znalazłam na swoim balkonie plastry żółtego sera albo trochę chleba.
Teraz na balkon przylatuje już nie tylko wrona, ale i sroki. 

To jest coś niesamowitego!! 

 

Czyli żyjesz na co dzień ekologicznie, w duchu zero waste?

Może Cię zdziwi ta odpowiedź, ale nie. Nie chcę narzucać na siebie żadnych stylów życia, szufladkować się i sama na siebie nakładać jakieś ramy, ograniczenia. Staram się żyć uważnie, rozsądnie, w zgodzie z tym, co jest dla mnie ważne.

Zakochałam się w przyrodzie, więc dodatki do domu wybieram naturalne: lniane firanki i zasłony, drewniane podkładki pod kubek. Uwielbiam, kiedy pięknie pachnie mi w domu, więc zamiast kupować świeczki parafinowe ze sztucznymi olejkami – wybieram te naturalne z naturalnymi olejkami. Zamiast mydła w płynie – używam tego w kostce – bez mocnych, syntetycznych zapachów. 

Mam też w domu mnóstwo roślin, więc kiedy chcę coś zmienić w aranżacji naszego mieszkania – zamiast pójść do sklepu po kolorową, plastikową podkładkę – przestawiam rośliny. O, i jako ciekawostkę mogę Ci powiedzieć, że deski do krojenia i plastry drewna służą mi też za podstawki pod doniczki. Dla mnie to jest genialne rozwiązanie, ponieważ nie dość, że drewno jest naturalnym surowcem, w żaden sposób nieprzetworzonym, to cudownie ociepla wnętrze i koi wzrok! A kiedy będę chciała się go pozbyć – nawet nie wrzucę tych podkładek do kosza na śmieci. Będę mogła zostawić je na trawie i żadna krzywda środowisku się nie stanie. Po prostu – oddam je naturze, skąd je pozyskałam.
Czy to nie jest niesamowite? 

 

Co można zrobić dla swojej najbliższej społeczności?

Wyjść z inicjatywą. Przyjrzeć się śmieciom, które się generuje i zastanowić się – czy komuś one się przydadzą?
Blok, w którym mieszkam, ma swoje forum na Facebooku. Któregoś razu napisałam na nim, że w korytarzu zostawiam plastikowe pudełko po psim jedzeniu. Poprosiłam, aby ludzie wrzucali tam plastikowe nakrętki od butelek. Gdy widzę, że kubełek zapełniony jest korkami – biorę go pod pachę i idę do osiedlowego sklepu, gdzie cały czas trwa zbiórka plastikowych korków.
Innym razem na grupie śmieciarkowej ktoś napisał, że chętnie przyjmie wytłoczki po jajkach. Okazało się, że dziewczyna mieszka blisko mnie! Szybko więc na tym naszym forum napisałam, aby kto może – zostawiał obok kubełka na korki puste wytłoczki. Zgarniam je wracając ze spaceru z psem. A jak uzbiera mi się ich całkiem spora ilość – umawiam się z tą dziewczyną po ich odbiór. I to trwa już z dobre pół roku! 

Akcja z wytłoczkami po jajkach jest o tyle cudowna, że tego papieru już nie da się poddać recyklingowi, nie da się z niego już nic otrzymać. Więc taka wytłoczka może albo trafić do spalarni, albo zostać ponownie wykorzystana. Dla mnie to jest fantastyczne! 

Kilka dni temu ktoś na tablicy ogłoszeń na klatce schodowej zostawił kartkę, że ma białe biurko do oddania. Tak po prostu, do oddania, jemu już nie jest potrzebne. To kolejna świetna inicjatywa i to w tak małej społeczności! Zamiast coś wyrzucić – w pierwszej kolejności pyta, czy ktoś tego nie potrzebuje.

Swego czasu także jedna z sąsiadek napisała na forum, że ma bardzo dużo świeżych drożdży do oddania i czy ktoś by ich nie chciał. I żeby było zabawniej – te drożdże były bodźcem do pierwszego samodzielnego zrobienia przez nas ciasta na pizzę! Od tamtej pory – ani razu nie zamówiliśmy pizzy. Całą robimy sami. 

Pytasz, co można zrobić dla najbliższej społeczności? Wyjść z inicjatywą. Zrobić ten pierwszy krok. Ośmielić ludzi do dzielenia się. A przy tym może się okazać, że obok nas mieszkają naprawdę cudowni ludzie.

Na jakie pułapki można wpaść chcąc żyć ekologicznie w dużym mieście? 

Moja odpowiedź może Ci się nie spodobać. Przez wiele lat pracowałam w branży spożywczej, zajmując się bezpieczeństwem żywności. Kupowanie na bazarach budzi we mnie bardzo skrajne emocje. Z jednej strony mówi się, że to żywność “prosto od rolnika” i że na pewno jest zdrowsza, niż ta z hipermarketu. Ale niestety nie zawsze tak jest.  

Mieszkając przy dwóch bazarach naoglądałam się wielu rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. To, co szczególnie mnie razi, to:
– stoisko z jajkami pod chmurką – gdzie jajka powinne być przetrzymywane raczej w chłodzie niż latem cały dzień w upale
– palenie papierosów przez sprzedawców – cały ten dym i osad z papierosów osadzający się na truskawkach, sałacie i orzechach – no coś okropnego dla mnie
– traktowanie samochodu jak magazynu – w sezonie letnim koło takiego samochodu nie da się po prostu przejść, jeśli służy za magazyn owoców. Smród pleśni, która tam się rozwija, jest ohydny. Są też tacy, co w samochodach za zamkniętą szybą magazynują jajka. A wszyscy wiemy, jak taki samochód potrafi się nagrzać. 

W przypadku bazarów naprawdę sprawdza się stara dobra zasada – trzeba mieć zaufanego sprzedawcę.

Na przykład koło mojej babci, na Mokotowie, w każdy piątek przyjeżdża samochód pełen warzyw i owoców. I choć obok jest bazar –  od rana “u chłopaków” jest szalona kolejka! Wszyscy wiedzą, skąd oni są, skąd przywożą produkty, wszyscy widzą, że te produkty są świeże i po prostu najlepsze! Zaufanie i uczciwość są nieoceniane w takim przemyśle.

 

Co w takim razie znajdę w Twojej lodówce?

Pół żartem, pół serio – ale w połowie pustą przestrzeń. Staramy się zakupy robić na bieżąco, a nie na zapas, aby w jak największym stopniu po prostu ograniczyć marnowanie żywności.

Przez większość czasu w naszej lodówce jest wielki gar z zupą, najczęściej z moim ulubionym rosołem oraz produkty z dłuższą datą przydatności do spożycia jak, np. mozzarela. Jako protip powiem Ci, że w momencie, w którym kupuję drożdże, dzielę je na kawałki po 10g i mrożę. Jak najdzie nas ochota na pizzę – wyciągam poporcjowane drożdże i gotowe.
Domowa pizza to dla mnie najlepsza metoda na niemarnowanie warzyw. Zawsze można coś do niej skroić: resztkę cebuli czy papryki i gotowe. 

 

Jak robić zakupy mając do dyspozycji całe miasto i godzinę czasu?

Monika! Nie da się.

A całkiem poważnie: każdy z nas ma jakąś pasję i dla każdego coś innego jest najważniejsze. Na pewno można zorganizować swoje życie tak, aby kupować bez plastiku, do swojego opakowania, itp, choć może to wymagać od nas odwiedzenia kilku sklepów. W końcu – nie musimy wszystkiego kupować jednego dnia, prawda?
My jesteśmy zwolennikami częstego odwiedzania sklepu i kupowania po prostu tego, co jest nam potrzebne, bez większego robienia zapasów produktów szybkopsujących się.
Choć muszę przyznać, że nasza sytuacja w kontekście zakupów jest dość nietypowa, ponieważ od jakiegoś czasu sami wędzimy sery i wędliny. Takie produkty mogą znacznie dłużej poleżeć w lodówce, niektóre produkty mrozimy na później. Dzięki temu nasze zakupy ograniczają się naprawdę do niewielkiej ilości rzeczy. 

 

Umówmy się – duże miasto, to dużo wszystkiego. Oczu nie można oderwać! Jak nie dać się wszechobecnej konsumpcji?

Poznać siebie. Zastanowić się, jakie mamy potrzeby, wartości. Zadać sobie pytanie: czy ja naprawdę tego potrzebuję, czy chcę komuś zaimponować?

Opowiem Ci śmieszną historię z lampą, którą mam obok kanapy. Zanim ją kupiliśmy, zastanawiałam się chyba z 3 tygodnie, czy ja naprawdę jej potrzebuję. Wiem, że to może brzmieć śmiesznie, w końcu to tylko lampa, ale dla mnie to było naprawdę istotne, bo nie chciałam mieć czegoś, z czego nie będę korzystać, co będzie zagracać moją przestrzeń.
Przez cały ten czas przyglądałam się temu, co robię i jakie mam potrzeby. Okazało się, że tak, codziennie siedzę na kanapie w tym miejscu z laptopem lub książką – wieczorami jakieś oświetlenie byłoby jak najbardziej wskazane. Okazało się, że lampka będzie zdecydowanie lepsza od zapalania mocnego, górnego światła.
Spędzam też dużo czasu przy stole pracując – tak, zdecydowanie przydałoby się oświetlenie przy stole, stwierdziłam.
I kiedy dopiero poznałam moją potrzebę i zobaczyłam, że ta lampka naprawdę poprawi komfort mojego życia i będzie używana – wówczas po nią pojechałam. 

To, co mi jeszcze pomogło w ograniczeniu konsumpcjonizmu, to trzymanie się swoich wartości. Skoro tak bardzo kocham naturę, to nie chcę jej szkodzić. Staram się więc szukać ubrań, które albo zostały wykonane z recyklingu, albo są z naturalnego materiału. Doszłam też do wniosku, że chcę doceniać ludzką pracę, odwagę, pasję i chcę wspierać polskie marki.
Polskie produkty, zwłaszcza z naturalnym składem, są dużo droższe od poliestru z sieciówki. Ale dzięki temu – moje zakupy są naprawdę przemyślane.

 

(Od redakcji: dlatego Asi tak spodobały się koszulki marki Volcano, które nie tylko mają piękny nadruk, są z oddychającego i ekologicznego materiału: 100% bawełna organiczna. Co ważne, 5 zł ze sprzedaży każdej koszulki z linii EKO przeznaczone zostanie na zalesianie. Kupując T-shirt Volcano, sadzisz 1 m² lasu w Borach Tucholskich. Kupując ten produkt, sadzisz „Las na zawsze”.)

 

Które eko-sposoby nie sprawdziły się w Twoim przypadku, a które tak?

Nie sprawdziło się tworzenie naturalnych kosmetyków. Okazało się, że wszystkie surowce przychodzą w plastikowych, małych słoiczkach oraz folii, co generowało strasznie dużo śmieci!

To, do czego nie mogę się przemóc, to kupowanie produktów spożywczych na wagę, których nie poddaje się obróbce termicznej, jak np: orzechy, suszone owoce.
Któregoś razu spytałam panią w hipermarkecie, jak często myte są te pojemniki – nie potrafiła odpowiedzieć, nie wiedziała, czy w ogóle są myte. Przeraża mnie też to, że część ludzi wciąż potrafi gołymi rękami sięgać po różne produkty, dotykać je i nie kupować ich. Któregoś razu widziałam, jak pan kichnął w dłoń a później tą ręką sięgnął po orzechy. Innym razem rodzice z dziećmi z nudów dotykali kajzerki, przechodząc koło stoiska z pieczywem.
Takie sytuacje sprawiają, że kupuję orzechy w opakowaniu producenta, a nie na wagę w hipermarkecie, a pieczywo – w piekarni, w której ekspedientka podaje produkt.  

 

Wiem, że jesteś za inicjowaniem zmian wokół siebie, ale czy uczestniczysz w miejskich ekologicznych akcjach czy inicjatywach innych? Odbywają się w ogóle takie eventy w Warszawie? 

Wiesz co, raz byłam na takim wydarzeniu, na którym zostałam bardzo mocno zainspirowana do tego, aby dbać o swoje buty.
I na pewno było we mnie do tej pory dość sporo ignorancji w tym zakresie, a także jakiegoś lenistwa, ale od tamtej pory staram się regularnie pastować oraz kremować moje botki i myć trampki.
Nie powiem, jest to czynność, której strasznie nie lubię robić, ale na swój sposób jest fantastyczna. To jest tak zapomniana czynność, że kiedy siadam w przedpokoju i zabieram się za czyszczenie i pielęgnację butów, czuję jakby zatrzymał się czas, jakbym wracała do korzeni. To spotkanie sprawiło, że zaczęłam nie tylko bardziej dbać o buty, ale też odwiedzać lokalnego szewca. 

Na tym samym wydarzeniu mogliśmy zrobić swoją własną woskowilijkę, w której codziennie nosiłam słodkości do pracy, zamiast pakować je do śniadaniówki. 

Odpowiadając na Twoje pytanie – tak, takie spotkania i wydarzenia są. Ale Warszawa jest duża. Jeśli jakieś spotkania odbywają się w centrum – myślę, że jeszcze część ludzi na nie przyjdzie. Ale inne dzielnice – to już jest zrzeszanie lokalnych mieszkańców. 

Na pewno cudownie by było, gdyby miasto zaangażowało się w promocję takich wydarzeń. Póki co – możemy być tylko wdzięczni pasjonatom bezśmieciowego życia za trud włożony w organizowanie ich.

 

Czujesz, że jest coś jeszcze, co mogłabyś zrobić, by żyć bardziej #lesswaste? Może masz jakieś postanowienie na nowy rok? 

Ależ oczywiście!
Moim marzeniem jest mieć jak najbardziej naturalny dom, a co za tym idzie – kuchnię. W tym roku próbowaliśmy samodzielnie stworzyć swój własny balkonowy ogródek, siejąc na nim warzywa i zioła. Jednak okazało się, że słońce popaliło nam nasze plony.
W przyszłym roku chcemy się do tego lepiej przyłożyć! 

A co poza tym?
Poza tym na pewno jeszcze większe ograniczenie ślepej konsumpcji na rzecz świadomości siebie i swoich potrzeb. Myślę, że w dzisiejszych czasach to jest coś, czego nam naprawdę potrzeba – poznanie siebie na tyle, aby to nie rzeczy decydowały o nas i naszej wartości, tylko to kim jesteśmy i jak bardzo potrafimy żyć w zgodzie ze sobą.

 

 

 ___________________

 

Asia ma na sobie koszulki marki Volcano z organicznej bawełny.

T-shirt T-Hendy ma na lewej piersi czarny nadruk i napis Grown your tree. Całość idealnie wpisuje się w kolekcję koszulek Eko marki Volcano oraz ideę mody zrównoważonej. 

Biały T-shirt T-BEAR ma na piersi zielony nadruk z motywem niedźwiedzia oraz napis w stylu eko. 

5 zł ze sprzedaży każdej koszulki z linii EKO Volcano przeznaczy na zalesianie. Kupując T-shirt, sadzisz 1 m² lasu w Borach Tucholskich.

Na spacer Joanna wybrała płaszcz zimowy z futerkiem i kapturem J‑NAOMI. Ocieplenie płaszcza stanowią włókna pochodzące z recyklingu – takie rozwiązanie jest zgodne z ideą mody zrównoważonej. 

 

 ___________________

 

Zdjęcia: Emilia Pryśko

 

Ciało

Erotyczny alfabet kobiety

12 stycznia 2023 / Monika Pryśko

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że „Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania”.

Według The Mother MAG, seks jest zły wtedy, gdy nie daje przyjemności. I właśnie tej przyjemności szukamy na erotycznej mapie kobiecości. A naszym przewodnikiem jest Joanna Niedziela - psycholog i seksuolog.

A jak anatomia

Czy jest jeden model erotycznej mapy kobiecego ciała?

 

Możemy wymienić pewne miejsca, które są szczególnie wrażliwe na dotyk, takie jak m.in. piersi, szyja, uszy, łechtaczka, stopy. Nie ma jednak jednej erotycznej mapy ciała – u każdej i każdego z nas będzie ona inna, a także zależna od kontekstu. Dlatego warto eksplorować swoje ciała i szukać miejsc, których stymulacja sprawia nam przyjemność i te obszary poszerzać. Każdy fragment naszego ciała ma bowiem potencjał, aby stać się strefą erogenną! 

 

B jak bliskość

Czy dobry seks łączy się zawsze z bliskością?

 

Są dwa podejścia do bliskości w kontekście życia seksualnego. Jedno mówi, że im bliżej jesteśmy, tym trudniej jest nam podtrzymać płomień namiętności – ważne jest więc zachowanie pewnej dozy tajemniczości i dystansu. Drugie z kolei stawia akcent na konieczność pogłębiania intymności, a więc bycia dla siebie przyjaciółmi i postrzegania seksu jako priorytet. Z obu płynie jednak pewien wniosek – płomień pożądanie nie zawsze łatwo rozpalić, szczególnie w wieloletnich związkach. Jest to jednak naturalne i wynika z dynamiki relacji. Świadomość i akceptacja tych zmian dają przestrzeń na wspólną pracę na tym polu. 

 

C jak ciało

Czy to prawda, że im bardziej lubimy swoje ciało, tym mamy lepszy seks?

 

Tak! Skupianie się na kompleksach, myślenie o tym, czy przypadkiem nie mamy za dużo fałdek, może uniemożliwić nam zatracenie się w przyjemności i chwili obecnej. Ciągłe krytykowanie się to bowiem forma stresu – nasze ciało reaguje w taki sposób, jakby zostało zaatakowane, coś mu zagrażało. Stres natomiast ma negatywny wpływ nie tylko na sferę seksualną, ale na całe nasze życie. Zamiast więc samobiczować się, pracujmy nad pogłębieniem samowspółczucia. Zawsze gdy chcemy się skrytykować, pomyślmy, czy kiedykolwiek powiedziałybyśmy coś takiego komuś bliskiemu – jeśli nie, nie mówmy tego też sobie. Ponadto, brak kontaktu z ciałem sprawia, że często nie słuchamy tego, co ono do nas mówi (takim sygnałem, że np. czegoś się obawiamy lub nie mamy zaufania do partnera, może być ból czy mimowolny skurcz mięśni wokół wejścia do pochwy, który uniemożliwia penetrację). Ciała nie jesteśmy w stanie tak łatwo oszukać, jak naszej głowy – dlatego tak ważne jest nawiązanie z nim dobrej relacji i zwracanie uwagi na sygnały, jakie nam wysyła.  

 

 

D jak doznania

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co czujemy, jest takie, jak być powinno?

 

W seksie chodzi przede wszystkim o przyjemność. Jeśli to, co czujemy, jest dla nas przyjemne i pragniemy tego więcej, to znaczy, że jest takie, jakie powinno być. Warto wiedzieć, że seks nie powinien boleć (chyba że tego chcemy). Kiedy pojawia się ból, koniecznie poszukajmy przyczyny. W pierwszej kolejności warto udać się do gabinetu ginekologicznego, aby wykluczyć podłoże biologiczne (np. infekcje). W drugiej natomiast rozważmy fizjoterapię uroginekologiczną i konsultację z seksuologiem. Nie dajmy się odprawić z kwitkiem, że taka jest nasza natura lub czasem musi boleć – to nieprawda! 

 

E jak erotyka

Czy oglądanie filmów erotycznych przed seksem to dobry pomysł? 

 

Podczas intymnego spotkania bardzo ważny jest kontekst, a więc czynniki mu towarzyszące, które mogą wpływać na naszą reakcję seksualną – aktywować mechanizm pobudzania lub naciskać na nasz seksualny hamulec. Znajomość tych czynników (i podzielenie się nimi wraz z drugą osobą) pozwala o nie zadbać podczas planowania lub inicjowania zbliżeń, a w konsekwencji sprawić, że będziemy mieć lepszy seks. Sięgnięcie po filmy erotyczne może być sposobem na zbudowanie odpowiedniego kontekstu, dzięki któremu osiągniemy wysoki stopień pobudzenia. Pornografia potrafi bowiem być bardzo silnym bodźcem o znaczeniu erotycznym. Może być także źródłem inspiracji, jak i punktem wyjścia do rozmowy, na temat tego, czego chcielibyśmy spróbować. Pamiętajmy jednak, że seks w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmach pornograficznych (szczególnie tych głównego nurtu) – dlatego nie porównujmy naszej sprawności, umiejętności czy wyglądu do tego, co widzimy na ekranie. 

 

F jak finał

Czy można rozdzielić orgazm na lepszy i gorszy?

 

Orgazm jest jeden, różne są natomiast drogi prowadzące do jego doświadczenia. To mit, że orgazm osiągnięty w wyniku stymulacji pochwy jest tym właściwym i dojrzałym (w dużej mierze odpowiada za niego Zygmunt Freud). Każdy orgazm jest tak samo wartościowy, niezależnie od tego, w jaki sposób go doświadczyliśmy – orgazm powstaje bowiem w naszej głowie. Co więcej, wiele osób nie wie, że narządem homologicznym względem penisa jest łechtaczka, a nie pochwa. To właśnie jej stymulacja pozwala wielu kobietom (osobom z pochwą) doświadczyć orgazmu. 

 

G jak punkt G

Punkt G to prawda czy święty Graal, którego nikt nigdy nie znalazł?

 

Punkt G został w 1950 roku zidentyfikowany przez Ernsta Gräfenberga jako punkt, którego stymulacja prowadzi do wyjątkowej rozkoszy. Autorka „Biblii waginy” – Jen Gunter – zajrzała do źródeł i okazało się, że sam Gräfenberg wcale nie opisywał konkretnego punktu, a „strefę erotyczną” na przedniej ścianie pochwy w pobliżu ujścia cewki moczowej i dolnej części pęcherza. Prawdopodobna jest więc hipoteza, że odpowiednia stymulacja tego obszaru pobudza łechtaczkę (jej trzon, korzeń i opuszki) znajdującą się właśnie w tej okolicy. Nie istnieje natomiast żaden punkt, będący magicznym guzikiem, który należy nacisnąć. Co więcej, u każdej kobiety stymulacja tego obszaru będzie wywoływać odmienne doznania. Może też nie być wcale przyjemna. Zamiast na jego usilnym szukaniu, lepiej skupić się więc na tym, co naprawdę sprawia nam frajdę. 

 

H jak harmonia

Czy wewnętrzna harmonia i #motherlifebalance wpływają na życie erotyczne?

 

Jak najbardziej! Na nasze życie seksualne mają wpływ między innymi takie czynniki jak stres, ciągłe zmęczenie, przepracowanie, niedostateczna ilość snu. Nie bez znaczenia jest także opieka nad dzieckiem, jak i odnalezienie się w roli rodzica. Dlatego niezwykle istotne jest znalezienie czasu na dbanie o siebie, a więc robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i pozwalają odzyskać wewnętrzną harmonię. Seksualne self-care pomoże nam natomiast zatroszczyć się stricte o sferę seksualną, zrobić na nią przestrzeń w swoim życiu i podejść do niej z większą świadomością. Spanie nago, samomiłość, czytanie książek o seksualności, fantazjowanie, nauka doświadczania orgazmu – to tylko niektóre sposoby na to, jak zadbać o siebie w tym obszarze. 

 

 

I jak intymność

Jak zadbać o intymność w związku?

 

Intymność, a więc inaczej bliskość, to budowanie relacji m.in. poprzez troskę o siebie nawzajem, wspieranie się, okazywanie sobie zrozumienia, obdarzanie się zaufanie. Rozwija się ona dużo wolniej niż namiętność (na którą nie mamy zbyt dużego wpływu) i wymaga przede wszystkim otwartości i zainteresowania życiem drugiej osoby. Dzięki niej czujemy się przy partnerze/ce dobrze i swobodnie. Jak można dbać o intymność? Przede wszystkim rozmawiajmy ze sobą, słuchając siebie nawzajem. Szanujmy swojego potrzeby, a także granice. Pamiętajmy o małych gestach, dzięki którym pokazujemy drugiej osobie, że jest dla nas ważna – takich jak powiedzenie dzień dobry po przebudzeniu, zapytanie jak minął jej dzień, gdy wraca do domu. Zadbajmy także o wartościowy czas dla naszego związku (np. wprowadzając rytuały) oraz róbmy razem nowe, ekscytujące rzeczy. 

 

J jak jeszcze

Co sprawia, że chcemy więcej seksu?

 

Przede wszystkim, to kiedy uprawiamy taki seks, jaki lubimy (zarówno ten solo, jak i partnerski) – który jest dla nas satysfakcjonujący i sprawia nam przyjemność. Wiele kobiet niestety zmusza się do seksu lub udaje orgazm, chcąc zadowolić drugą osobę. Takie postępowanie może mieć jednak wiele negatywnych konsekwencji na różnych płaszczyznach –  przede wszystkim jednak sprawia, że na intymne zbliżenie zupełnie nie mamy ochoty. Istotne jest także znalezienie w swoim życiu przestrzeni na seks, zainteresowanie się nim. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że poziom naszego libido zwiększy się sam siebie. 

 

K jak kobieca seksualność

Co na temat kobiecej seksualności warto wiedzieć?

 

Kobieca seksualność bywa postrzegana przez pryzmat seksualności męskiej. Myślenie takie prowadzi jednak do wielu błędnych założeń, bo kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Jednym z nich jest przekonanie, że kobieta powinna doświadczać orgazmu w wyniku penetracji, ponieważ zazwyczaj dzieje się tak u mężczyzn. A tak naprawdę jedynie około 30% kobiet regularnie osiąga orgazm w ten właśnie sposób – i jest to normalne. Innym natomiast, konieczność odczuwania spontanicznej ochoty na seks, a więc pojawiającej się samej z siebie. Pożądania spontanicznego doświadcza jednak jedynie 15% kobiet. Większość kobiet częściej odczuwa tzw. pożądanie responsywne, która pojawia się w wyniku angażowania się w seks zainicjowany przez drugą osobę w odpowiednim kontekście. Oba rodzaje pożądania są zdrowe i normalne. Panie dużo częściej doświadczają także niezgodności pobudzenia – podniecenie psychiczne i reakcja genitalna pokrywa się u nich jedynie w 10%.

 

L jak lubię to

Czyli co kobiety najbardziej lubią w seksie?

Niestety wiele kobiet nie kojarzy seksu z przyjemnością, a z przykrym obowiązkiem. Przez to nie zastanawiają się one nad tym, co tak naprawdę w seksie lubią, jakiego seksu pragną. A to bardzo ważne pytanie, które warto sobie zadać – jakiego seksu ja tak naprawdę chcę? Co sprawia mi frajdę? Czego potrzebuję, aby się podniecić? Jakie techniki pozwalają mi doświadczyć orgazmu? Pamiętajmy, nigdy nie rezygnujemy z prawa do przyjemności! I nie zmuszajmy się do seksu, na który nie mamy ochoty. 

 

Ł jak ładność

Czy ładność w seksie ma aż tak wielkie znaczenie?

 

Odpowiem przewrotnie – sam seks zazwyczaj nie jest ładny. Często porównujemy nasze życie intymne do zbliżeń jakie widzimy w filmach pornograficznych. Prawdziwy seks wygląda jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze, nasze ciała nie są idealne – są owłosione, mają cellulit, rozstępy. Penisy miewają różne kształty, wargi wewnętrzne bywają większe niż zewnętrzne, a narządy nierzadko są w innym kolorze niż reszta ciała. W czasie seksu pojawiają się także różne wydzieliny – wydzielina z pochwy, pot, ślina, sperma, krew menstruacyjna; jak i specyficzne odgłosy. Czasem łapie nas skurcz, nie możemy zdjąć z siebie ubrania, a włosy wpadają w twarz drugiej osoby. Bywa niezręcznie, pojawiają się chwile ciszy, jesteśmy zawstydzeni, a czasem wspólnie się śmiejemy i żartujemy. Wszystko to jest normalne. Najważniejsze jest bowiem to, aby skupić się na bliskości i doświadczanej przyjemności, a nie na tym, jak wyglądamy i czy nasz seks jest ,,perfekcyjny”. 

 

M jak masturbacja

Dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że sprawianie sobie przyjemności jest złe?

 

Duży wpływ na naszą sferę seksualną ma religia, według której masturbacja (i nie tylko) jest grzechem. Niestety normy religijne i medyczne rozjeżdżają się ze sobą. Samomiłość to jednak coś zupełnie normalnego i zdrowego. Jest aktywnością, którą warto potraktować jak randkę z samą sobą. Pozwala ona poznać swoje ciało i jego reakcje, zobaczyć co sprawia nam przyjemność, odkryć drogi, które prowadzą nas do orgazmu. Soloseks ma także pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, potrafi podnieść odporność, złagodzić ból, a także pobudzić nasze libido. 

 

N jak nagość

Jak oswoić się z nagością?

Jednym ze sposobów jest spanie nago. Nie tylko pomaga w akceptacji ciała, ale ma także korzystny wpływ na jakość snu (obniża temperaturę ciała) oraz zdrowie intymne. Możemy także chodzić nago po domu (pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać granic innych osób). Warto także stanąć bez ubrania przed lustrem i docenić to, co nam się w naszym ciele podoba i na tym skupić uwagę. Postarajmy się w takich sytuacjach wyłączyć wewnętrznego krytyka. We wszystkich opisanych przypadkach potrzebna jest regularna praktyka, aby wyrobić nawyk. Im częściej będziemy praktykować spanie czy chodzenie nago, tym bardziej będzie to dla nas naturalne. 

 

O jak odwaga

Czy jest jakiś magiczny sposób na to, by mieć odwagę mówić o swoich seksualnych potrzebach?

Przede wszystkim pomyślmy, po co chcemy taką rozmowę odbyć. Inaczej mówiąc, spójrzmy na to w szerszym kontekście – chodzi tutaj przecież o nasze zadowolenie z życia seksualnego. Jeśli nie podejmiemy rozmowy o naszych potrzebach, nie powiemy, co sprawia nam radość, jaki rodzaj stymulacji lubimy, jakie techniki pozwalają nam doświadczyć orgazmu… druga osoba raczej się tego nie domyśli. Brak rozmowy pozostawia przestrzeń na niedomówienia i domysły. Partner/ka może też pomyśleć, że skoro nic nie mówimy, to wszystko jest w porządku.

 

 

P jak piersi

Czy to nasz najważniejszy punkt erotyczny?

Piersi u wielu kobiet są bardzo czułą strefą erogenną. Ale oczywiście nie u wszystkich. Jeśli ich stymulacja nie sprawia nam przyjemność, to nie znaczy, że coś jest z nami nie tak. Każda z nas jest inna. Pieszczoty piersi, szczególnie te powtarzane regularnie, mogą stanowić jednak profilaktykę raka sutka. Zdarza się, że to właśnie partner/ka jest osobą, która wyczuwa niepokojącą zmianę. 

 

R jak rozmiar

Czy rozmiar w seksie ma znaczenie?

Niezależnie od wagi, mamy takie samo prawo cieszyć się z życia seksualnego. Seks i doświadczanie przyjemności nie jest zarezerwowane tylko dla szczupłych osób. Jeśli chodzi o rozmiar penisa – nie ma on znaczenia. Dużo ważniejsze są bowiem stosowane techniki seksualne (a w tym docenienie roli łechtaczki). Bardziej problematyczny może okazać się penis dużych rozmiarów, niż ten mały. Jednak niezależnie od jego rozmiaru, przed penetracją zadbajmy o odpowiedni stopień pobudzenia, a także o lubrykant. Seks bez odpowiedniego nawilżenia może powodować dyskomfort, a nawet ból i otarcia. 

 

S jak strefa erogenna

Jak odkryć swoje strefy erogenne?

Zwykle podczas seksu skupiamy się przede wszystkim na genitaliach. Sposobem na poznanie innych stref erogennych jest umówienie się na pieszczoty, podczas których te czułe strefy będziemy omijać lub przejdziemy do ich stymulacji dopiero po pewnym czasie. Może nam w tym pomóc między innymi powolnym masaż całego ciała. Często wrażliwymi miejscami są te, w których skóra jest cienka i/lub przechodzi w błonę śluzową. Jednak tak jak pisałam już wcześniej, każdy obszar naszego ciała może okazać się wyjątkowo czuły na dotyk – zdarza się, że do orgazmu może doprowadzić nas nawet stymulacja małżowin usznych. 

 

T jak tradycja

Czy tzw. ,,tradycyjne wartości’’ przeszkadzają nam w życiu erotycznym?

W seksie przeszkadzają nam przede wszystkim różne negatywne myśli i przekonania (np. że seks to małżeński obowiązek, kobiety nie powinny lubić seksu, seks powinno się uprawiać tylko wtedy, kiedy chce się mieć dzieci). Myśli te mają z kolei wpływ na nasze emocje, zachowania i reakcje fizjologiczne. Dobra wiadomość jest taka, że z negatywnymi przekonaniami, które utrudniają nam czerpanie radości z życia seksualnego, można pracować w gabinecie psychoterapeutycznym, do czego zawsze zachęcam.

 

U jak usta

Na którym miejscu usta, jako strefa erogenna, są na kobiecej liście?

U każdej kobiety będą zupełnie na innym miejscu. Warto pamiętać, aby zawsze kierować się tym, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, a nie tym, co ,,powinno”, bo ktoś tak powiedział. Usta mogą być jednak bardzo wrażliwą strefą z uwagi na to, że zlokalizowane jest na nich wiele zakończeń nerwowych. Stymulować można je nie tylko pocałunkami, ale także dotykiem, ssaniem, gryzieniem, lizaniem… co tylko podpowiada nam wyobraźnia! 

 

W jak wyobraźnia

Jak popracować nad swoją wyobraźnią, by pomogła nam w seksie?

Sięgnijmy na przykład po powieść erotyczną. Podczas lektury tworzymy w głowie obrazy, które mogą wspierać nasze seksualne fantazje. Możemy także wziąć kartkę i długopis, aby napisać własne opowiadanie erotyczne. Inną możliwością jest świadome fantazjowanie – a więc umówienie się z samą sobą, że będziemy to robić w danym miejscu i czasie. 

 

Z jak zaufanie

Czy dobry seks bez zaufania jest możliwy?

Zaufanie z pewnością pełni w seksie ważną rolę. Dzięki niemu wiemy, że druga osoba nie zrobi nic, na co nie wyrażamy zgody (a obopólna, świadoma zgoda na daną aktywność w seksie to podstawa!). Mamy pewność, że zrozumie, kiedy będziemy chcieli się z seksu wycofać, mimo że w pierwszej chwili się na niego zgodziliśmy. Możemy też wszystko jej powiedzieć, bez obawy, że zostaniemy źle odebrani. A także przedyskutować kwestie związane z antykoncepcją i zdrowiem. Są osoby, dla których zaufanie do drugiej osoby będzie koniecznym warunkiem, aby w ogóle do seksu mogło dojść. Jego brak może też spowodować, że ciężko nam będzie się odprężyć i zatracić w przyjemności. 

 

Joanna Niedziela – psycholog i seksuolog. Autorka bloga o seksualności seksuologbeztabu.pl oraz profilu na Instagramie @seksuologbeztabu, których celem jest zwiększenie społecznej świadomości i otwartości w sprawach seksu poprzez przekazywanie rzetelnej i aktualnej wiedzy oraz oswajanie tematów tabu. Współpracuje z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych. Bliska jest jej idea pozytywnej seksualności. Jest sojuszniczką osób LGBT+. Prywatnie miłośniczka Włoch, lata, dobrej kawy i odkrywania nowych smaków. 

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo