Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak to jest być kobietą? Lepiej.

5 września 2019 / Monika Pryśko

Jak to jest być kobietą?

Lepiej. To ulga i poczucie, że jestem na miejscu. Nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć. Jak stracisz nogę, widać, że nie masz nogi. Ale jak udowodnić, że masz w sobie kobietę, nie faceta?

Urodziłam się w 1982 roku. Gdy miałam 5 lat, zaczęłam czuć, że coś jest nie tak.

Nie umiałam jednak tego nazwać. Bo w zasadzie, jaki ja miałam problem? Że nie wiem, dlaczego koledzy chcą bawić się w to, a nie w tamto? Próbowałam tłumaczyć to sobie innością. Przecież każdy jest inny. Gdy miałam 10 lat, nie do końca wiedziałam, kim jest osoba transpłciowa, natomiast doskonale wiedziałam, że jestem w środku kobietą. Bardzo chciałam być kobietą, ale wiedziałam, że jedno moje słowo wystarczy, bym została uznana za zboczeńca. Pamiętaj, to były lata 90-te. 

2013 rok. Oglądamy ,,Rozmowy w toku’’. Akurat leci odcinek o osobach trans. – O, przerobił się na babę – komentuje ojciec. Jak słyszysz coś takiego, robisz wszystko, by to zagłuszyć. Robisz wszystko, by takim ,,czymś’’ nie być. 

Kiedyś tłumaczyłam to sobie dzieciństwem. Że tata dużo pracował i w zasadzie większość czasu spędzałam z mamą. No ale mój brat nie ma takiego problemu. Potem zaczęłam tłumaczyć to okresem dojrzewania. Wiesz, wtedy największe głupoty przychodzą do głowy, człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić. Potem mówiłam sobie, że za dużo siedzę na komputerze, w sieci roi się od treści porno fetyszyzujących takie osoby, więc pewnie ja też mam po prostu fetysz. Kolejna myśl – jak będę mieć dziewczynę, rodzinę, dzieci – wtedy na pewno mi przejdzie. Zakopujesz myśl o kobiecie, którą jesteś, głęboko, by przypadkiem jej w sobie nie znaleźć.

Ale to uczucie jest jak piłka plażowa, którą chcesz wcisnąć pod wodę – im bardziej chcesz ją wcisnąć, z tym większym impetem wyskakuje i cię uderza.

Przyznałam się żonie. To, co później się działo, było dla mnie lekcją pokory i siły. Dzwonię do rodziny i mówię – przyjeżdżam, muszę Wam o czymś powiedzieć. Gdy zaczęłam mówić, widziałam tylko ich coraz większe oczy. 

Wigilia 2016. Patrzę na siebie w lustrze i mówię – nie dam rady. Nie wytrzymam dłużej. Będzie bolało, ale nie wytrzymam ani dnia dłużej. A przecież mam dzieci, kredyt na mieszkanie. Nikt nie rozumie, co przeżywam, a ja sama sobie mówię, że to koniec… 

  1. Poszłam na spacer w spódnicy. Potem tata potem spojrzał na mnie z taką pogardą, że nie byłam w stanie wyjść z pokoju. Siedziałam pod ścianą. 

Mama jest mi teraz najbliższą osobą. Zawsze była.

Ona nie wiedziała, nie domyślała się, ale zaakceptowała mnie. Teraz mamy relację mama-córka. Na przykład mama dzwoni i mówi, że fajną spódnicę znalazła i czy mi kupić. – Tylko nie pokazuj tacie, bo wiesz, jaki on jest – prosi. Wiem. Przychodzę z pracy, jem obiad, oglądamy z mamą francuski film. Mówię ci, świetny, ,,Zupełnie Nowy Testament’’. W połowie filmu przychodzi ojciec i przełącza na wiadomości. Pytam, co robi?  – Gościu, jakbyś się jeszcze nie zorientował, ja tu mieszkam – mówi. Mieszkam u rodziców. Odejmując z wypłaty ratę kredytu na mieszkanie, w którym mieszkają moje dzieci i ich mama, oraz alimenty, nie zostaje mi nawet na wynajęcie pokoju. Ojciec nadal mówi do mnie ,,on’’, ale przynajmniej po kilku awanturach przestał źle reagować na kobiece ubrania i makijaż. Stara się, widać. 

Ja też nie wiem, jak to możliwe, że jako mężczyzna miałam żonę, a teraz mam chłopaka.

Sama się zastanawiam. Chyba wszyscy jesteśmy biseksualni, zakochujemy się w ludziach, nie w płci. A może to przez hormony? Rządzą nami emocje, które podświadomie rzucają nas w ramiona odpowiedniej osoby? Nie podobali mi się mężczyźni. Nie byłam gejem. Uważam się obecnie za osobę biseksualną. Jeśli reprezentujesz kobiecą energię, to potrzebujesz uzupełnienia. Wiesz, że uprawianie seksu jako facet było dla mnie absolutnie nieatrakcyjne? Podczas uprawiania seksu, odgrywanie męskiej roli wywoływało u mnie dysonans, a bardzo chciałam dać tej drugiej osobie wszystko, co mogę, więc, aby stosunek się udał, wyobrażałam sobie, że jestem ,,po tej drugiej stronie”.

Mój facet jest hetero.

Mieszka po drugiej stronie globu, więc nasz kontakt odbywa się tylko za pośrednictwem telefonu i komunikatorów. Oczywiście, że zastanawiam się, co ja właściwie robię, zważywszy na to, jak moje życie wyglądało jeszcze przed chwilą. Ale dziewczyno, przecież o coś takiego ci chodziło, tego teraz chcesz, potrzebujesz, szukasz. Ma dobry charakter. Jakimś cudem potrafi mnie wyciągnąć z największego doła. Jeżeli kogoś kochasz, potrafisz mu pomóc, prawda? Nazywam go właśnie „moim cudem”. 

Biorę dość niską dawkę hormonów. Mam piersi. Po 3 miesiącach wyglądałam jak kobieta . 

Mając kobiece ciało wszystko się odblokowało. Zamiast poczuć, że coś dzieje się nie tak, poczułam, że w końcu wszystko jest na miejscu. Dopiero teraz czuję, że jestem normalna! Gdy poszłam pierwszy raz w spódnicy na miasto i poczułam na sobie wzrok mężczyzny, to… nie do opisania. Wiesz, jaka to ulga? 

Jeśli jakiś facet mówi, że się nie masturbuje, kłamie. Po prostu czujesz, że musisz, bo zaraz pękniesz. Za każdym razem, jak musiałam to zrobić, czułam ulgę i obrzydzenie jednocześnie. Obrzydzenie do samej siebie. Gdy zaczęłam brać blokery testosteronu i ta potrzeba osłabła, to było najpiękniejsze uczucie w moim życiu. 

Nigdy nie miałam pojęcia, o czym mężczyźni mówią. Dla mnie samochód może być albo ładny, albo brzydki. 

Są na tym świecie rzeczy, które może i są wytłumaczalne, ale lepiej ich nie tłumaczyć, niech są. Ufam moim dzieciom, wiem, że są mądre. 

Nie czuję się mamą. Pewnie, że bym chciała, by dzieci mówiły do mnie mamo, ale moim dzieciom nie jest potrzebna druga matka, ale kontakt, relacja ze mną. Mój syn doskonale odnalazł się w tej sytuacji. Nadał każdemu członkowi rodziny pseudonim. Nie jestem więc już tatą. Po rodzinnej wizycie u psychologa ustaliłyśmy wspólnie, że dzieci mówią do mnie właśnie tak, używając pseudonimu. I zwracają się do mnie ONA. 

Chciałabym być mamą. To jest magia, to jest część bycia kobietą.

Macierzyństwo zmienia człowieka. Może w innym życiu uda mi się być mamą? W życiu nie będę śmiała prosić, by dzieci tak do mnie mówiły. Mam za duży szacunek do mamy moich dzieci. Druga kobieta nie zastąpi ojca.  

Chcę wyjechać. Prawdopodobnie zostawię swoje dzieci. Ale powiedz mi, co jest dla nich lepsze – tatuś, który żyje, chociaż jest daleko, czy tatuś, który jest na miejscu, ale nieszczęśliwy. I którego mogłoby nie być.

Mam cukrzycę od 13. roku życia.

Myślisz, że o siebie dbałam? Nie, nie było ,,self love’’. Za to co jakiś czas zastanawiałam się, kiedy przyjdzie ten moment, gdy po prostu umrę. A potem okazało się, że mam nagle 35 lat i jeśli do tej pory nie trafił mnie szlag, w takim stanie przeżyję kolejne 60. Więc albo ze sobą skończę teraz, albo coś z tym życiem zrobię.  Próbowałam się udusić. Próbowałam wywołać atak serca włażąc do wrzątku. Mam cukrzycę… Tamtej jesieni co kilka dni szłam po pracy do lasu, kładłam się na liściach, wyjmowałam nakłuwacz, ładowałam 60 jednostek insuliny, wkuwałam się w skórę. Kciuk był na tłoczku. Myślałam – jestem potworem, dzieci przeze mnie cierpią, rodzina się mnie wstydzi, kończę z tym. Ale żyję. To nie była myśl – nie, nie zrobię tego, nie zabiję się. Po prostu patrzysz na swoją rękę i czujesz, że ona nie jest twoja. Miałam intencję, żeby zniknąć, żeby sobie pomóc. Nie wiem, czemu nigdy nie nacisnęłam tłoczka, nie wiem, co to była za siła. Gdy wracałam wtedy do domu, czułam się jak zgwałcona kobieta. Taka zmiętolona, poszarpana wewnętrznie. Szłam i myślałam, że dziś tego nie zrobiłam, ale wiem, że spróbuję znowu. Że to nie ostatnia próba. 

Wiesz, że chciałabym sobie zrobić operację?

Chcę zrobić tak, żeby nie produkował mi się testosteron, a do tego muszę prawnie zmienić płeć. Bo mężczyźnie nie można usunąć narządów płciowych, lekarzowi grozi kara za okaleczenie mężczyzny, który jeszcze może mieć dzieci. Żeby zmienić płeć, musiałam pozwać moich rodziców. Napisałam, że ich pozywam, że urodziłam się z płcią metrykalną męską, ale zawsze czułam się dziewczynką. Do tego kilogramy dokumentacji medycznej. Badanie dna oka, RTG czaszki i siodełka tureckiego, EEG mózgu, wywiad psychologiczny, wywiad psychiatryczny, opinia biegłego sądowego, test psychologiczny, opinia neurologa, badanie hormonów, badanie kariotypu. Miałam szczęście, że lekarze byli mnie ciekawi i przez to podchodzili do mnie życzliwie, inaczej to wszystko trwałoby znacznie dłużej. Półtora roku zbierałam całą dokumentację. To było bardzo poniżające. Musisz udowodnić, że nie jesteś niespełna rozumu. I każdy, dosłownie każdy musi ze szczegółami poznać twoją historię, więc każdemu opowiadasz, bo zależy ci, w końcu od tej osoby zależy twoja legalna przemiana. 

Nie mogę odebrać listu poleconego, bo kobieta na poczcie mnie nie poznaje, przecież mam dowód na mężczyznę.

Kupuję synowi kartę do telefonu i słyszę – poproszę dowód. Nie mogą mi sprzedać karty, bo wyglądam jak kobieta, ale w dowodzie jest zdjęcie mężczyzny. I znowu muszę tłumaczyć, kim jestem. Pani nadal nie może mnie obsłużyć, bo tu są kamery. Muszą dwie osoby potwierdzić zgodność mojej osoby ze zdjęciem w dowodzie. Czułam się jak zwierzę. Ciekawostka przyrodnicza. Bez godności.

Jestem w tym kraju śmieciem. Wciąż czuję, że muszę przepraszać.

Nie robisz mi łaski, jeśli mnie akceptujesz. Jestem człowiekiem. Nie powinno się mnie traktować jak kogoś gorszego. Zostawcie mnie w spokoju! Nie jestem sprawą publiczną, nie jestem obiektem z programu telewizyjnego. 

Z blogiem to była ciekawa rzecz. Wiesz, nigdy mnie to nie kręciło, ten social-świat. Z tej całej samotności zaczęłam szukać informacji o ludziach takich jak ja. Odkryłam Tumblr. Tam byli ludzie z historią podobną do mojej, ale oni żyli normalnie, oni mi dali nadzieję, że można być socjalnie akceptowanym. Stwierdziłam, że sama zacznę pisać, by dać upust emocjom. Wiesz, pod pseudonimem, po angielsku. Miałam nadzieję, że nikt tego nie będzie czytał.  Ale nagle zaczęli odzywać się ludzie, zaczęli komentować, opowiadać mi swoje historie. Że hej, zainspirowałaś mnie do zmian, ujawnię się, choć nie jest łatwo, bo jestem żołnierzem w Iraku. Zobacz, pomagając sobie pomagam innym.

W tej chwili, gdy rozmawiamy, prawdopodobnie co najmniej setka osób rozważa samobójstwo.

One nie chcą się zabić, bo coś im w życiu nie wyszło. One nawet boją się spróbować być sobą i żyć, bo wiedzą, co je czeka. Obiecałam sobie, że jeśli nie popełnię samobójstwa i wytrwam, to opowiem o sobie. Będę ambasadorem, bo mam, nomen omen, jaja, by o tym mówić i się tego nie boję. Chcę o tym mówić. Chcę walczyć. Nie chodzi o to, by zmieniać świat i ludzi. Chodzi mi o to, by powiedzieć tym wszystkim osobom, które wieszają sobie pętlę na szyję, że nie są potworami. One muszą zrozumieć, że mają przyszłość. 

Pomagam innym. Będę to robić, nie dla siebie, ja już tego nie potrzebuję. Ale nie jestem w stanie znieść myśli, że w każdej możliwej sekundzie ludzie popełniają samobójstwa, bo rodzina, bo kościół, bo cośtam. 

Bardzo szybko zaczęłam mówić o sobie ,,ona’’. Tak naprawdę w myślach robiłam to już od dawna.

Moje największe marzenie, by ludzie na ulicy mówili do mnie ,,prosze pani’, spełniło się.

Ale wciąż siedzę w tramwaju i zastanawiam się, kiedy ludzie zaczną wytykać mnie palcami. Patrz, facet się przebrał za babę. Wiesz, boję się, że to ze mną zostanie, że nie pozbędę się tego do końca życia. Że nie będę umiała wsłuchać się w swój własny głos, który dawał mi pewność siebie. 

 

Marta:

Od sierpnia jestem już prawnie kobietą. Mam nowe imię, pesel i otwartą drogę do chirurga. Wiem, że nigdy nie będę w pełni taka, jak większość czytelniczek, że będę się wiecznie martwiła o głos, owłosienie na twarzy czy budowę kości, bo to są efekty działania testosteronu, których ani leki, ani żadne lasery nie cofną. Wiem też, że nie cofnę czasu, nie przywrócę mojego, na zawsze utraconego dzieciństwa, dorastania, rozbitej rodziny, niewinności, skrzywdzonych bliskich. Ale nawet jeśli skazuję siebie na wieczną walkę ze światem i, przede wszystkim, z samą sobą – chciałabym, żeby ktoś o mnie usłyszał, a może świat wokół nas zacznie się zmieniać i przyszłe pokolenia osób mi podobnych będą miały choć trochę łatwiej. Wszystko zaczyna się od zobaczenia w nas człowieka.

Rozmowy

12 pytań do mediatora sądowego. Rozmawiajmy!

2 lutego 2021 / Monika Pryśko

Żyjemy w czasach bardzo trudnych, powiedziałabym, że nawet konfliktowych.

Nie umiemy ze sobą rozmawiać, pandemia i związane z nią napięcia wpłynęły na nasze związki. Zresztą, podobno początek roku jest zawsze trudny dla par i wtedy najwięcej małżeństw się rozpada. Czyli z kryzysu wpadamy w kolejny kryzys. Ze zmęczenia pandemią i brakiem porozumienia w związku wpadamy w kryzys rozwodowy, często jeszcze trudniejszy. Dlatego dziś 12 pytań do Igi Witkowskiej, mediatora sądowego.

Monika Pryśko: Zacznijmy od hasła: mediacje. Myślę, że warto krótko opisać, czym jest mediacja. Wiesz dlaczego? By gdy ja przechodziłam przez rozwód, nikt nie powiedział mi o tym, że mogę skorzystać z pomocy mediatora. Mnie też mediacje kojarzyły się tylko jako narzędzie biznesowe. Jakże byłoby lżej, gdybym skorzystała z pomocy mediatora!  

Iga Witkowska: Mediację można określić jako dobrowolne i poufne rozwiązywanie sporu między stronami konfliktu w obecności i z pomocą bezstronnego, neutralnego i zaakceptowanego mediatora.

Mediator jest osobą, która pomaga poukładać wszystkie formalne i te prywatne kwestie związane z rozwodem czy rozstaniem. Czuwa, aby proces mediacji przebiegał w sposób kulturalny i z poszanowaniem obydwu stron, posiada również wiedzę, aby kwestie, które są omawiane i ostatecznie spisywane w ugodzie, były zgodne z prawem. 

 

Jestem pewna, że wiele osób by zapytało: po co mi to? 

Rozmowa w obecności bezstronnej osoby daje możliwość skupienia się na faktach i rozwiązaniach, a nie na przeszłości i obwinianiu strony przeciwnej. Mediator powinien mieć również na uwadze dobro małoletnich dzieci, gdyż strony pozostające w konflikcie często zapominają, że największe konsekwencje ponoszą dzieci.
W czasie spotkań mediacyjnych staramy się omówić wszystkie sporne kwestie, rozważamy różne rozwiązania, dajemy czasem chwile na przemyślenie konsekwencji z proponowanych rozwiązań. 

 

Po co ludziom mediator, skoro zatrudnili już prawnika przy sprawie rozwodowej? Pytam o to na początek, bo domyślam się, że takie dylematy mogą mieć osoby w kryzysie. 

Mediator w przeciwieństwie do prawnika stoi pośrodku i szuka rozwiązań, a nie broni racji klienta – taka jest główna różnica pomiędzy prawnikiem a mediatorem.

Decydując się na mediacje, bardzo często możemy zrezygnować z zatrudniania pełnomocnika i przez cały proces rozwodowy możemy przejść samodzielnie.
Co najistotniejsze, mediacje skracają cały proces rozwodowy, czyli oszczędzamy czas. 

Oszczędzamy również pieniądze, ponieważ koszty mediacji są znacznie mniejsze niż zatrudnianie pełnomocnika (adwokata czy radcę prawnego). Mediacje są również mniej stresujące, gdyż pracujemy nad porozumieniem, a nie skupiamy się na dowodach, winie i szukaniu świadków. Tak więc mamy same korzyści.

 

Na jakim stadium kryzysu przychodzą do Ciebie po pomoc Klienci? Czy mediator to ostatnia szansa, czy bardziej profilaktyka? 

Zazwyczaj trafiają do mnie osoby, które podejmują decyzje o tym, że chcą coś zmienić w swojej relacji. W większości są to osoby, które podjęły wstępną decyzję o rozstaniu. Natomiast czy formalnie dochodzi do rozwodu, to już bywa różnie. W trakcie mediacji staram się udrożnić komunikację w związku, gdyż to jest zazwyczaj największy problem. Czasem strony w trakcie mediacji dostają drugą szansę na odbudowanie związku, podejmują decyzję o wspólnej terapii, a mediacja jest tylko początkiem do tego, aby pracować nad związkiem, w którym wciąż tli się uczucie. 

 

Jakie pytanie na początku pada najczęściej?

Po co mi te mediacje i co mi to da?
Tak! Jak już wspomniałam powyżej, mediacje to same korzyści, skracamy czas całego procesu, oszczędzamy pieniądze i stres. Możemy zająć się wszystkimi aspektami związanymi z rozstaniem, planem opiekuńczym dla dzieci, alimentami i podziałem majątku. Czyli kompleksowo. 

Czy będzie nas Pani godzić?
Nie, mediacje mają prowadzić do znalezienia rozwiązania akceptowalnego przez obydwie strony. Jeżeli strony są gotowe na rozstanie, nikt na siłę nie będzie starał się przekonać, że należy trwać w związku. Mediacje mogą pomóc w komunikacji, mogą uświadomić obszary, w których jest konflikt, natomiast nie są terapią.

Czy jeżeli rozwód jest już w toku, to możemy mediować?
Tak! Mediować możemy na każdym etapie postępowania sądowego, zarówno przed jak i w trakcie trwającego procesu. 

 

Niestety w naszym społeczeństwie wiedza na temat mediacji jest wciąż znikoma, stąd czasem dość abstrakcyjne pytania. Osobiście bardzo zależy mi na edukowaniu w tym zakresie, dlatego bardzo często zapraszam osoby zainteresowane na darmowe konsultacje w tematach mediacji, aby rozwiać wszelkie wątpliwości klientów. 

 

Czy ustalenia zapisane podczas mediacji mają moc prawną?

Ustalenia, do których dochodzimy w trakcie procesu mediacyjnego, spisujemy w Ugodzie Mediacyjnej, jest to jak najbardziej dokument wiążący i ma moc umowy cywilnoprawnej. 

Dz. U. z dnia 17.11.1964 KPC .Art 183 15 § 1. Ugoda zawarta przed mediatorem, po jej zatwierdzeniu przez sąd, ma moc prawną ugody zawartej przed sądem. Ugoda zawarta przed mediatorem, którą zatwierdzono przez nadanie jej klauzuli wykonalności, jest tytułem wykonawczym.

 

Rozmawiałam ostatnio z prawnikiem, który powiedział, że teraz, w dobie pandemii, na zakończenie sprawy rozwodowej trzeba czekać nawet kilka lat. Czy mediacje mogą zastąpić długą sprawę rozwodową?

Prawdą jest, że od lat sądy są przeciążone, a w dobie pandemii na pierwszy termin posiedzenia sądowego czeka się około 8 nawet do 14 miesięcy.

Mediacje jak najbardziej mogą przyspieszyć procedurę rozwodową. Jeżeli strony zdecydują się na mediacje jeszcze przed złożeniem pozwu, możemy na drodze mediacji sporządzić ugody, które następnie z pozwem są składane do sądu. Dla sądu jest to informacja, że strony osiągnęły  porozumienie w ważnych kwestiach, dlatego sąd nie musi planować wielogodzinnych posiedzeń, a wszystko zamknie się z trakcie jednego spotkania. 

 

Jak przygotować się na spotkanie z mediatorem? 

Najważniejsze jest wiedzieć, czego oczekujemy od osoby, z którą mediujemy.

Warto jest spisać nasze propozycje i przeanalizować, z czego jesteśmy w stanie zrezygnować i na jakie ustępstwa jesteśmy gotowi. W przypadku podziału majątku należy przygotować wszelkie dokumenty i oszacować wartość przedmiotów do podziału.
Przemyśleć kwestie logistyczne w aspekcie opieki nad dziećmi i kontaktów.

Wszelkie te kwestie omawiam jeszcze przed pierwszym spotkaniem.

 

Gdzie najczęściej odbywają się mediacje – w specjalnym miejscu, czy na przykład też w kawiarni, czy mieszkaniu jednej ze stron?

Mediacje z założenia powinny odbywać się w miejscu neutralnym dla obydwu stron. Kawiarnia nie jest odpowiednim miejscem na mediacje, gdyż warto, aby przestrzeń do spotkań dawało poczucie intymności. Mieszkanie jednej ze stron może być alternatywą, jeżeli obydwie strony zaakceptują takie miejsce. Pokój mediacyjny jest zbliżony do gabinetu psychologa czy terapeuty, powinien zapewniać poczucie bezpieczeństwa, ale nie rozpraszać uwagi od merytorycznych kwestii spotkań.

 

Mediator to osoba bezstronna, która ułatwia komunikację, ponieważ w jego towarzystwie można ustalić pewne sprawy z mniejszym natężeniem emocjonalnym. Zastanawia mnie, czy mediator może być świadkiem jednej ze stron? Czy może być wezwany do Sądu w sprawie pary, w której mediacji uczestniczył?

Mediator nie może być wezwany na świadka, chyba że obydwie strony wyrażą na to zgodę.

 

Jakimi kryteriami powinniśmy się kierować, szukając mediatora w ważnej dla nas sprawie?

Ja zawsze kieruje się poleceniami, szukając specjalistów, ekspertów różnych dziedzin. Natomiast zawsze można sprawdzić i wybrać mediatora na stronie sądu. Każdy sąd posiada listę stałych mediatorów, która jest dostępna na stronie internetowej. Należy też pamiętać, że w trakcie mediacji możemy zmienić mediatora albo zrezygnować z mediacji, ponieważ jest to proces dobrowolny, nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji prawnych i rezygnacja nie powinna mieć wpływu na ostateczny wyrok sądowy.

 

Czy mediacje to długi proces? Zastanawiam się, czy są przypadki, w której wystarczy jedno spotkanie. 

Mediacje z założenia powinny trwać do 3 miesięcy, natomiast wszystko zależy od determinacji stron. Zdarza mi się, że mediacje kończą się ugodą na drugim spotkaniu, ale dotyczy to stron, którym zależy na szybkim rozwiązaniu konfliktu. 

 

_

Iga Witkowska. Mediator Stały przy Sądzie Okręgowym w Warszawie, mgr Zarządzania zasobami Ludzkimi, marketingowiec i PRowiec. Absolwentka i uczestniczka wielu szkoleń i kursów z zakresu mediacji, negocjacji i prawa rodzinnego w Polskim Centrum Mediacji oraz Centrum Szkoleń Prawnych. Specjalizuje się głównie w mediacjach cywilnych rodzinnych, rozwód, plan opiekuńczy, alimenty, podział majątku, oraz mediacjach w biznesie, spory dotyczące realizacji umów, warunki spłat należności, konflikty pracownicze. Edukuje i propaguje mediacje jako pozasądową formę rozwiązywania sporów. Uczy pozytywnej komunikacji bez agresji. Autorka strony https://rozwodinaczej.eu/

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo