Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak to jest być kobietą? Lepiej.

5 września 2019 / Monika Pryśko

Jak to jest być kobietą?

Lepiej. To ulga i poczucie, że jestem na miejscu. Nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć. Jak stracisz nogę, widać, że nie masz nogi. Ale jak udowodnić, że masz w sobie kobietę, nie faceta?

Urodziłam się w 1982 roku. Gdy miałam 5 lat, zaczęłam czuć, że coś jest nie tak.

Nie umiałam jednak tego nazwać. Bo w zasadzie, jaki ja miałam problem? Że nie wiem, dlaczego koledzy chcą bawić się w to, a nie w tamto? Próbowałam tłumaczyć to sobie innością. Przecież każdy jest inny. Gdy miałam 10 lat, nie do końca wiedziałam, kim jest osoba transpłciowa, natomiast doskonale wiedziałam, że jestem w środku kobietą. Bardzo chciałam być kobietą, ale wiedziałam, że jedno moje słowo wystarczy, bym została uznana za zboczeńca. Pamiętaj, to były lata 90-te. 

2013 rok. Oglądamy ,,Rozmowy w toku’’. Akurat leci odcinek o osobach trans. – O, przerobił się na babę – komentuje ojciec. Jak słyszysz coś takiego, robisz wszystko, by to zagłuszyć. Robisz wszystko, by takim ,,czymś’’ nie być. 

Kiedyś tłumaczyłam to sobie dzieciństwem. Że tata dużo pracował i w zasadzie większość czasu spędzałam z mamą. No ale mój brat nie ma takiego problemu. Potem zaczęłam tłumaczyć to okresem dojrzewania. Wiesz, wtedy największe głupoty przychodzą do głowy, człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić. Potem mówiłam sobie, że za dużo siedzę na komputerze, w sieci roi się od treści porno fetyszyzujących takie osoby, więc pewnie ja też mam po prostu fetysz. Kolejna myśl – jak będę mieć dziewczynę, rodzinę, dzieci – wtedy na pewno mi przejdzie. Zakopujesz myśl o kobiecie, którą jesteś, głęboko, by przypadkiem jej w sobie nie znaleźć.

Ale to uczucie jest jak piłka plażowa, którą chcesz wcisnąć pod wodę – im bardziej chcesz ją wcisnąć, z tym większym impetem wyskakuje i cię uderza.

Przyznałam się żonie. To, co później się działo, było dla mnie lekcją pokory i siły. Dzwonię do rodziny i mówię – przyjeżdżam, muszę Wam o czymś powiedzieć. Gdy zaczęłam mówić, widziałam tylko ich coraz większe oczy. 

Wigilia 2016. Patrzę na siebie w lustrze i mówię – nie dam rady. Nie wytrzymam dłużej. Będzie bolało, ale nie wytrzymam ani dnia dłużej. A przecież mam dzieci, kredyt na mieszkanie. Nikt nie rozumie, co przeżywam, a ja sama sobie mówię, że to koniec… 

  1. Poszłam na spacer w spódnicy. Potem tata potem spojrzał na mnie z taką pogardą, że nie byłam w stanie wyjść z pokoju. Siedziałam pod ścianą. 

Mama jest mi teraz najbliższą osobą. Zawsze była.

Ona nie wiedziała, nie domyślała się, ale zaakceptowała mnie. Teraz mamy relację mama-córka. Na przykład mama dzwoni i mówi, że fajną spódnicę znalazła i czy mi kupić. – Tylko nie pokazuj tacie, bo wiesz, jaki on jest – prosi. Wiem. Przychodzę z pracy, jem obiad, oglądamy z mamą francuski film. Mówię ci, świetny, ,,Zupełnie Nowy Testament’’. W połowie filmu przychodzi ojciec i przełącza na wiadomości. Pytam, co robi?  – Gościu, jakbyś się jeszcze nie zorientował, ja tu mieszkam – mówi. Mieszkam u rodziców. Odejmując z wypłaty ratę kredytu na mieszkanie, w którym mieszkają moje dzieci i ich mama, oraz alimenty, nie zostaje mi nawet na wynajęcie pokoju. Ojciec nadal mówi do mnie ,,on’’, ale przynajmniej po kilku awanturach przestał źle reagować na kobiece ubrania i makijaż. Stara się, widać. 

Ja też nie wiem, jak to możliwe, że jako mężczyzna miałam żonę, a teraz mam chłopaka.

Sama się zastanawiam. Chyba wszyscy jesteśmy biseksualni, zakochujemy się w ludziach, nie w płci. A może to przez hormony? Rządzą nami emocje, które podświadomie rzucają nas w ramiona odpowiedniej osoby? Nie podobali mi się mężczyźni. Nie byłam gejem. Uważam się obecnie za osobę biseksualną. Jeśli reprezentujesz kobiecą energię, to potrzebujesz uzupełnienia. Wiesz, że uprawianie seksu jako facet było dla mnie absolutnie nieatrakcyjne? Podczas uprawiania seksu, odgrywanie męskiej roli wywoływało u mnie dysonans, a bardzo chciałam dać tej drugiej osobie wszystko, co mogę, więc, aby stosunek się udał, wyobrażałam sobie, że jestem ,,po tej drugiej stronie”.

Mój facet jest hetero.

Mieszka po drugiej stronie globu, więc nasz kontakt odbywa się tylko za pośrednictwem telefonu i komunikatorów. Oczywiście, że zastanawiam się, co ja właściwie robię, zważywszy na to, jak moje życie wyglądało jeszcze przed chwilą. Ale dziewczyno, przecież o coś takiego ci chodziło, tego teraz chcesz, potrzebujesz, szukasz. Ma dobry charakter. Jakimś cudem potrafi mnie wyciągnąć z największego doła. Jeżeli kogoś kochasz, potrafisz mu pomóc, prawda? Nazywam go właśnie „moim cudem”. 

Biorę dość niską dawkę hormonów. Mam piersi. Po 3 miesiącach wyglądałam jak kobieta . 

Mając kobiece ciało wszystko się odblokowało. Zamiast poczuć, że coś dzieje się nie tak, poczułam, że w końcu wszystko jest na miejscu. Dopiero teraz czuję, że jestem normalna! Gdy poszłam pierwszy raz w spódnicy na miasto i poczułam na sobie wzrok mężczyzny, to… nie do opisania. Wiesz, jaka to ulga? 

Jeśli jakiś facet mówi, że się nie masturbuje, kłamie. Po prostu czujesz, że musisz, bo zaraz pękniesz. Za każdym razem, jak musiałam to zrobić, czułam ulgę i obrzydzenie jednocześnie. Obrzydzenie do samej siebie. Gdy zaczęłam brać blokery testosteronu i ta potrzeba osłabła, to było najpiękniejsze uczucie w moim życiu. 

Nigdy nie miałam pojęcia, o czym mężczyźni mówią. Dla mnie samochód może być albo ładny, albo brzydki. 

Są na tym świecie rzeczy, które może i są wytłumaczalne, ale lepiej ich nie tłumaczyć, niech są. Ufam moim dzieciom, wiem, że są mądre. 

Nie czuję się mamą. Pewnie, że bym chciała, by dzieci mówiły do mnie mamo, ale moim dzieciom nie jest potrzebna druga matka, ale kontakt, relacja ze mną. Mój syn doskonale odnalazł się w tej sytuacji. Nadał każdemu członkowi rodziny pseudonim. Nie jestem więc już tatą. Po rodzinnej wizycie u psychologa ustaliłyśmy wspólnie, że dzieci mówią do mnie właśnie tak, używając pseudonimu. I zwracają się do mnie ONA. 

Chciałabym być mamą. To jest magia, to jest część bycia kobietą.

Macierzyństwo zmienia człowieka. Może w innym życiu uda mi się być mamą? W życiu nie będę śmiała prosić, by dzieci tak do mnie mówiły. Mam za duży szacunek do mamy moich dzieci. Druga kobieta nie zastąpi ojca.  

Chcę wyjechać. Prawdopodobnie zostawię swoje dzieci. Ale powiedz mi, co jest dla nich lepsze – tatuś, który żyje, chociaż jest daleko, czy tatuś, który jest na miejscu, ale nieszczęśliwy. I którego mogłoby nie być.

Mam cukrzycę od 13. roku życia.

Myślisz, że o siebie dbałam? Nie, nie było ,,self love’’. Za to co jakiś czas zastanawiałam się, kiedy przyjdzie ten moment, gdy po prostu umrę. A potem okazało się, że mam nagle 35 lat i jeśli do tej pory nie trafił mnie szlag, w takim stanie przeżyję kolejne 60. Więc albo ze sobą skończę teraz, albo coś z tym życiem zrobię.  Próbowałam się udusić. Próbowałam wywołać atak serca włażąc do wrzątku. Mam cukrzycę… Tamtej jesieni co kilka dni szłam po pracy do lasu, kładłam się na liściach, wyjmowałam nakłuwacz, ładowałam 60 jednostek insuliny, wkuwałam się w skórę. Kciuk był na tłoczku. Myślałam – jestem potworem, dzieci przeze mnie cierpią, rodzina się mnie wstydzi, kończę z tym. Ale żyję. To nie była myśl – nie, nie zrobię tego, nie zabiję się. Po prostu patrzysz na swoją rękę i czujesz, że ona nie jest twoja. Miałam intencję, żeby zniknąć, żeby sobie pomóc. Nie wiem, czemu nigdy nie nacisnęłam tłoczka, nie wiem, co to była za siła. Gdy wracałam wtedy do domu, czułam się jak zgwałcona kobieta. Taka zmiętolona, poszarpana wewnętrznie. Szłam i myślałam, że dziś tego nie zrobiłam, ale wiem, że spróbuję znowu. Że to nie ostatnia próba. 

Wiesz, że chciałabym sobie zrobić operację?

Chcę zrobić tak, żeby nie produkował mi się testosteron, a do tego muszę prawnie zmienić płeć. Bo mężczyźnie nie można usunąć narządów płciowych, lekarzowi grozi kara za okaleczenie mężczyzny, który jeszcze może mieć dzieci. Żeby zmienić płeć, musiałam pozwać moich rodziców. Napisałam, że ich pozywam, że urodziłam się z płcią metrykalną męską, ale zawsze czułam się dziewczynką. Do tego kilogramy dokumentacji medycznej. Badanie dna oka, RTG czaszki i siodełka tureckiego, EEG mózgu, wywiad psychologiczny, wywiad psychiatryczny, opinia biegłego sądowego, test psychologiczny, opinia neurologa, badanie hormonów, badanie kariotypu. Miałam szczęście, że lekarze byli mnie ciekawi i przez to podchodzili do mnie życzliwie, inaczej to wszystko trwałoby znacznie dłużej. Półtora roku zbierałam całą dokumentację. To było bardzo poniżające. Musisz udowodnić, że nie jesteś niespełna rozumu. I każdy, dosłownie każdy musi ze szczegółami poznać twoją historię, więc każdemu opowiadasz, bo zależy ci, w końcu od tej osoby zależy twoja legalna przemiana. 

Nie mogę odebrać listu poleconego, bo kobieta na poczcie mnie nie poznaje, przecież mam dowód na mężczyznę.

Kupuję synowi kartę do telefonu i słyszę – poproszę dowód. Nie mogą mi sprzedać karty, bo wyglądam jak kobieta, ale w dowodzie jest zdjęcie mężczyzny. I znowu muszę tłumaczyć, kim jestem. Pani nadal nie może mnie obsłużyć, bo tu są kamery. Muszą dwie osoby potwierdzić zgodność mojej osoby ze zdjęciem w dowodzie. Czułam się jak zwierzę. Ciekawostka przyrodnicza. Bez godności.

Jestem w tym kraju śmieciem. Wciąż czuję, że muszę przepraszać.

Nie robisz mi łaski, jeśli mnie akceptujesz. Jestem człowiekiem. Nie powinno się mnie traktować jak kogoś gorszego. Zostawcie mnie w spokoju! Nie jestem sprawą publiczną, nie jestem obiektem z programu telewizyjnego. 

Z blogiem to była ciekawa rzecz. Wiesz, nigdy mnie to nie kręciło, ten social-świat. Z tej całej samotności zaczęłam szukać informacji o ludziach takich jak ja. Odkryłam Tumblr. Tam byli ludzie z historią podobną do mojej, ale oni żyli normalnie, oni mi dali nadzieję, że można być socjalnie akceptowanym. Stwierdziłam, że sama zacznę pisać, by dać upust emocjom. Wiesz, pod pseudonimem, po angielsku. Miałam nadzieję, że nikt tego nie będzie czytał.  Ale nagle zaczęli odzywać się ludzie, zaczęli komentować, opowiadać mi swoje historie. Że hej, zainspirowałaś mnie do zmian, ujawnię się, choć nie jest łatwo, bo jestem żołnierzem w Iraku. Zobacz, pomagając sobie pomagam innym.

W tej chwili, gdy rozmawiamy, prawdopodobnie co najmniej setka osób rozważa samobójstwo.

One nie chcą się zabić, bo coś im w życiu nie wyszło. One nawet boją się spróbować być sobą i żyć, bo wiedzą, co je czeka. Obiecałam sobie, że jeśli nie popełnię samobójstwa i wytrwam, to opowiem o sobie. Będę ambasadorem, bo mam, nomen omen, jaja, by o tym mówić i się tego nie boję. Chcę o tym mówić. Chcę walczyć. Nie chodzi o to, by zmieniać świat i ludzi. Chodzi mi o to, by powiedzieć tym wszystkim osobom, które wieszają sobie pętlę na szyję, że nie są potworami. One muszą zrozumieć, że mają przyszłość. 

Pomagam innym. Będę to robić, nie dla siebie, ja już tego nie potrzebuję. Ale nie jestem w stanie znieść myśli, że w każdej możliwej sekundzie ludzie popełniają samobójstwa, bo rodzina, bo kościół, bo cośtam. 

Bardzo szybko zaczęłam mówić o sobie ,,ona’’. Tak naprawdę w myślach robiłam to już od dawna.

Moje największe marzenie, by ludzie na ulicy mówili do mnie ,,prosze pani’, spełniło się.

Ale wciąż siedzę w tramwaju i zastanawiam się, kiedy ludzie zaczną wytykać mnie palcami. Patrz, facet się przebrał za babę. Wiesz, boję się, że to ze mną zostanie, że nie pozbędę się tego do końca życia. Że nie będę umiała wsłuchać się w swój własny głos, który dawał mi pewność siebie. 

 

Marta:

Od sierpnia jestem już prawnie kobietą. Mam nowe imię, pesel i otwartą drogę do chirurga. Wiem, że nigdy nie będę w pełni taka, jak większość czytelniczek, że będę się wiecznie martwiła o głos, owłosienie na twarzy czy budowę kości, bo to są efekty działania testosteronu, których ani leki, ani żadne lasery nie cofną. Wiem też, że nie cofnę czasu, nie przywrócę mojego, na zawsze utraconego dzieciństwa, dorastania, rozbitej rodziny, niewinności, skrzywdzonych bliskich. Ale nawet jeśli skazuję siebie na wieczną walkę ze światem i, przede wszystkim, z samą sobą – chciałabym, żeby ktoś o mnie usłyszał, a może świat wokół nas zacznie się zmieniać i przyszłe pokolenia osób mi podobnych będą miały choć trochę łatwiej. Wszystko zaczyna się od zobaczenia w nas człowieka.

Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo