Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Home office z dziećmi w domu?

21 marca 2020 / The Mother Mag

Tydzień pod tytułem ,,home office z dziećmi'' właśnie minął.

Przed nami kolejne tygodnie - tylko nikt dokładnie nie wie, ile tych tygodni faktycznie będzie.

Sytuacja w Polsce od dawna nie była tak trudna. Ci, co mogą pracować w ramach ,, home office z dziećmi ”, po kilku dniach euforii zaczynają czuć znużenie. Coraz trudniej pogodzić interesy firmy z interesami dzieci, które przecież nie chodzą do szkoły. Co innego opieka na dziecko i możliwość poświęcenia im 100% swojej uwagi, a co innego skupienie się na pracy (a przecież trzeba zarabiać!) przy jednoczesnych próbach zorganizowania dzieciakom kolejnego dnia w domu.

,,Rutyna. Tak jakby to był dzień normalny. Rano wcześnie już zaglądam do pracy do kompa, dziecię wstaje, to robię śniadanie dla nas (jeszcze partner w domu). Potem znowu ja do pracy przed kompem (jestem grafikiem na umowę o pracę, ale cala firma przeszła na HO), a dziecko siada obok mnie i zaczyna rozwiązywać lekcje. I tu jest jazda, bo wtedy muszę nie tylko projektować grafiki, ale odpisywać na maile, kontaktować się z drukarnią, dzwonić. Ale nic to. Tłumaczę lekcję córce i nadzoruję resztę.

Mam potem głowę jak balon i wyrzuty sumienia, ale nie kłócimy się. Ona jest w 1 klasie więc WSZYSTKO muszę jej nawigować z tymi lekcjami, które mailem wysyła Pani. Gdy skończymy pisać, a ja na pół gwizdka odpowiem kierowniczce, zadzwonię do drukarni pytając czy wysłali zamówienie (ale okazuje się że nie do tej zadzwoniłam, bo nie na tę zakładkę w przeglądarce spojrzałam….). Potem ona siedzi obok i czyta sobie książkę. Musi po 30 min dziennie. A ja spokojnie mogę popracować.

Następnie jest wolna i biegnie do swoich zabawek, czasami tablet, czasami Netflix i Full House :D. Ja pracuję, do obiadu. Piszę, że idę obiad robić i działam godzinę z tym obiadem. Partner w tym czasie albo coś pomoże w domu, albo pójdzie pobiegać. Jemy razem to, co razem ugotujemy i zaś robota. Młoda się nie nudzi, bo wytłumaczoną ma sytuację. A lubi się bawić tymi swoimi laleczkami LOL. Na koniec dnia mamy wszyscy nagrodę w postaci kolejnego filmu ze stajni MARVELA – oglądamy po kolei jak leci historia 😀 mamy za sobą Iron Mana i Hulka i Iron Mana 2, dzisiaj ma być THOR, i to nas trochę trzyma w takiej fajnej ryzie. I cały dzień się zapełnia, nikt się nie nudzi i nie snuje.

W weekendy żadnego kompa, czytamy razem, pieczemy ciasta, gramy w planszówki albo jedziemy daleko do lasu, gdzie ludzi nie ma. Daję z siebie wtedy 120% rodzinie. Młoda to rozumie i docenia. Aaa i przed zaśnięciem zawsze jej czytam, nawet po filmie, gadamy i tulimy się, to tylko 30 min, max godzina a mega ważne, daje poczucie że mimo iż siedzę na kompie cały dzień (praca), to i tak poświęcam uwagę ile mogę dziecku. W międzyczasie ona też kocha rysować i dużo rysuje, a ja w wolnej chwili dziergam, za to wtedy, jak my się odprężamy, to partner posprząta coś w kuchni, czy w łazience… bo cały dzień się obijał :). Każdy czuje się kochany i potrzebny, i nikt nie jest zaniedbany, ale śpię po 6-7h dziennie i wypoczynku to ja nie mam :D.”

J., 35-latka, mama 8-latki

 

Jak zaplanować swój dzień pracy?

Home office z dziećmi w domu? To jest możliwe, choć wymaga praktyki. Dziewczyny, które mówią, że to jest proste – albo kłamią, albo ich dzieci to wyjątkowe przypadki.  Jednak zazwyczaj praca w domu, gdy trzeba jednocześnie zająć się dzieckiem, wymaga dobrego planu. I konsekwencji.

 

,,Rano, około 7.00 zastanawiam się, co na pewno muszę, a na ile mam siłę. Zaczynam od tych pierwszych. Z przerwami regularnymi na posiłki i muzykę. Do tego czas dla młodej. Ma 9 lat niemalże i lekcje do ogarnięcia. Do tego żyjemy w chaosie remontowym i przeprowadzkowym. Nudy nie ma.”

Sylwia, 37-latka, mama 9-letniej Zuzi

 

,,Tutaj jednak niezawodnie sprawdza się kalendarz z podziałem: ważne mało pilne, ważne pilne. Innych spraw nie mam, bo nie planuję wieczornego relaksu… chociaż, jeśli już, to teraz powinien znaleźć się w sekcji „ważne, mało pilne”. W czasie odrabiania lekcji przez starszą córkę, młodsza, przedszkolaczka, też rozwiązuje zadania, bo starsza tylko w ten sposób jest w stanie się skupić. W czasie rozmów i wideospotkań z klientami, szykuję angażujące przekąski: pestki słonecznika, pistacje, marchewki i bajkę na Netflixie ;).

Ania, 36-latka, mama dwóch córek

 

,,Wstaje o 6-7, idę biegać, siadam do komputera i jem śniadanie, ok 10:00 wstaje syn (10 lat), robię mu śniadanie i ma godzinę luzu, ja pracuję dalej, potem syn siada przy mnie i robimy zadania ze szkoły, ja jednocześnie pracuję, tak do 14-16, robimy obiad, idziemy na spacer, po powrocie kończymy zadania i ja jeszcze trochę pracy, wieczorem robię trening, oglądam film, laptop obok i od razu reaguję na wiadomości z pracy itd…

Magda, 38-latka, mama dwóch synów

 

Home office z dziećmi w domu? Jak sobie poradzić?

Nie ma jednego prostego scenariusza. Częściej to spontaniczne decyzje i odrobina szczęścia. Każdy dzień niby wygląda podobnie, ale każdego dnia trzeba mieć nowy system na domową logistykę.

 

,,Zadanie w domu planuję w 15-30 minutowych blokach, więc nie czuję że marnuję czas albo trwa to za długo.

Paulina, 25 lat

 

,,Pracuję z dziećmi w ich pokoju. Idzie nieco opornie, bo są małe i co chwilę wołają pić, siku, napraw mi zabawkę, przytul mnie itp., jeszcze sprzątanie, obiad itp. Po prostu potrzeba więcej czasu na wykonanie moich zadań.

Kasia, 38-latka, mama Hani i Karola

 

,,Nic nie jest dopieszczone, ani dzieci, ani dom, ani praca dobrze wykonana… Nic nie jest zrobione na 100% Trzeba sobie to odpuścić.

Ania, 36 lat, mama dwóch córek

 

,,Pracowe zadania wykonuje, bo nie mam wyjścia ;). Raz lepiej, raz gorzej, na szczęście mam wyrozumiałego szefa. Obiad ugotować też muszę, odrobić zadania z 5-latkiem. Jedno kosztem drugiego.

Kasia, 36-latka, mama 6-letniego Aleksandra

 

,,Radzę sobie codziennie inaczej, zależy od humoru i energii dzieci. Wczoraj usiadłam na kanapie z laptopem na kolanach, a dzieci mazakami robiły mi tatuaże na nogach. Dzisiaj znalazłam bambusowe tyczki, zarzuciłam prześcieradło i mieli tipi. Zapraszam ich również do pracy, ja przy kompie, a dzieci zadania w książkach. Ostatnio mieli kąpiel w południe, bo bardzo to lubią. Dzisiaj zrobiłam naleśniki i bawiliśmy się w restaurację  – ja pracowałam, a dzieci były kelnerami i robiły mi naleśniki z nadzieniem.

Agnieszka, 36-letnie mama Bartka (8 lat) i Dominiki (6 lat)

 

,,Od rana staram się pomóc córce ogarnąć lekcje na Librusie. Następnie przejmuję młodego i szalejemy w domu lub na ogrodzie. Robimy wspólnie obiad i po nim ja zasiadam do pracy. Jestem nauczycielką w przedszkolu i codziennie przygotowuje dla dzieci (bardziej dla rodziców) zabawy, prace plastyczne, odpowiadam na ich pytania. Jesteśmy w kontakcie mailowym. Przygotowuję też zlecone przez dyrekcję plany pracy itp.

Ania, 38 lat, mama Antosia i Igi

 

Co sprawia, że Twój dzień jest produktywny?

Też słyszałaś teorię, że tak naprawdę to, co robimy w 8 godzin w biurze możemy zrobić, jeśli jesteśmy skupione, w dwie? Dziś tego nie sprawdzić, bo jesteś na home office, ale możesz odpuścić, bo jeśli to prawda, nie musisz martwić się o swoją produktywność przez 8 godzin dziennie. Możesz po prostu rozliczać się za wykonane zadanie, a nie ilość czasu, który poświęciłaś na jego zrealizowanie.

 

,,Lubię to, co robię. To mnie trzyma w formie.

Justyna, 32-letnia mama 3-latki.

 

,,Mam plan A, jeśli nie wypali, modernizuję, żeby nie mieć poczucia, że nic nie zrobiłam.

Justyna, 32-letnia mama 3-latki.

 

,,Plan, plan, plan!”

Ewa, 38 lat

 

,,Nie starałam się nigdy zbytnio ingerować w ich sposoby zabaw. Chcecie bazę z kocy i krzeseł, to proszę, na dworze pada, to do skrzynki wsypywałam mąkę i ryż i już była zabawa. Trzeba rozładować zmywarkę, proszę, trzeba umyć podłogę, z dziką radością myją. Wspólnie tworzymy nasz dom.”

Ania, 38 lat

 

Jak zorganizować home office z dziećmi, by te się nie nudziły?

Czy Ty też masz wrażenie, że wszystkie chwyty w tej sytuacji są dozwolone?

 

,,Starszaki mają swoje lekcje, najmłodszy ma swoje zadania z przedszkola. Kochają czytać i rysować, potrafią się sobą zająć. Ale… nie ma ciszy…”

Justyna, 41 lat, mama trójki

 

,,Staram się zachęcić do aktywności plastycznej, wychodzimy na spacer, ale nie będę ukrywać, że syn czasem gra w gry na tablecie i ogląda bajki w tv.

Kasia, 36 lat

 

,,Wyznaczam zadania: narysowanie czegoś konkretnego. Proste ćwiczenia (liczenie, pisanie) i tu z pomocą przychodzi pani nauczycielka, która codziennie wysyła materiały.”

Alicja, 34 lata, mama dwójki

 

A Ty jaki masz pomysł na home office z dziećmi tuż obok?

Ciąża

Praca w młodym dynamicznym zespole. Tak, ale tylko do momentu zajścia w ciążę?

2 stycznia 2022 / The Mother Mag

Ciąża zarówno ta planowana, jak i spontaniczna, wymusza na kobiecie zmianę priorytetów.

Do przewartościowania może dochodzić stopniowo lub całkiem szybko – najczęściej po porodzie. Nowa rola mamy jest wymagająca, ale jednocześnie dodaje niesamowitej energii i często brutalnie obnaża to, co jest w życiu najważniejsze. 

 

Szczęśliwe te kobiety, które z racji zawartych umów, mogą pozwolić sobie na wykorzystanie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego w pełnym wymiarze 52. tygodni. Pozytywną zmianą jest również to, że coraz chętniej rodzice dzielą się urlopem rodzicielskim. Sytuacje, w których to tata zostaje z dzieckiem na pół roku, wciąż wzbudzają sensację, ale powoli stają się codziennością. Rodzice analizują dochody, możliwości powrotu, perspektywy awansu, czy w przypadku kobiety konsekwencje zbyt długiej przerwy na rynku w pracy. W podjęciu racjonalnej decyzji na pewno nie pomagają problemy, które najczęściej występują w pracy, gdy tylko przyszła mama podzieli się wiadomością o ciąży. 

Kiedy najchętniej informujemy pracodawcę o ciąży?

Zapytałam kilkanaście bliższych i dalszych koleżanek, kiedy zdecydowały się poinformować w pracy o ciąży. Po pierwsze, podzielenie się tą wiadomością to dla wielu pracownic bardzo duży stres. Teoretycznie żyjemy w społeczeństwie, które wspiera dzietność. W praktyce nawet jeśli szef sam na trójkę dzieci i jak zapewnia jest prorodzinny, informacja o ciąży podwładnej, może nie zostać przez niego dobrze przyjęta. Dlatego kobiety zwlekają z ujawnieniem swojego stanu najczęściej do końca 1 trymestru. Jest to również optymalny termin zdaniem lekarzy ginekologów, ponieważ mija największe zagrożenie poronienia. Historia zna jednak przypadki, w których pracownica poinformowała o ciąży, poroniła, a gdy kilka dni później otrzymała od pracodawcy wypowiedzenie. 

Pamiętajmy, że ciężarną chroni Kodeks Pracy – pracownicy w ciąży nie można zwolnić. Co więcej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić jej odpowiednie warunki pracy. Co to oznacza? Pracodawca powinien między innymi tak dostosować rodzaj i zakres obowiązków, by mogła pracować w warunkach bezpiecznych, na przykład nie będąc narażoną na szkodliwe substancje. W praktyce wygląda to tak, że pracodawca sugeruje ciężarnej szybkie pójście na zwolnienie, ponieważ nie ma dla niej alternatywy. 

Nieco inaczej wygląda sytuacja w środowisku biurowym, czyli tam gdzie teoretycznie praca jest lżejsza. Lżejsza, ale nie mniej stresująca i obciążająca, nadgodziny, nadmiar obowiązków, mobbing – to dla wielu pracownic codzienność. Praca w korporacji oznacza codzienne przebywanie w budynku wypełnionym ludźmi – wciąż jest wprawdzie praktykowany model pracy zdalnej, ale powoli firmy od tego odchodzą. I co najważniejsze, pracę w młodym, dynamicznym zespole. 

Przyjaciele? Tak, dopóki jesteś częścią zespołu 

Zuza jest przesympatyczną brunetką, która dużo się uśmiecha. 

– Zanim urodziłam córkę, pracowałam przez 7 lat w jednej korporacji – szmat czasu. Dobre zarobki, delegacje z dietami, możliwość poznawania nowych ludzi i co najważniejsze świetnie zgrany zespół. Byłam pewna, że po tylu latach mamy silną nić – a nawet linę – porozumienia. Tyle razy mogłam liczyć na pomoc i wsparcie ludzi z mojego zespołu, zwierzaliśmy się z kłopotów. Gdy rozstałam się z partnerem, mogłam liczyć na wielkie wsparcie. Nazywałam ich swoimi „przyjaciółmi”. Wszystko trwało, aż do chwili, gdy zaszłam w nieplanowaną ciążę. Mój chłopak, który nie jest Polakiem i ma większe doświadczenie zawodowe ode mnie, od początku dziwił się, że przyjaźnię się z ludźmi z pracy. Tłumaczył mi wiele razy: Zuza, to tylko ludzie z pracy i jak przyjdzie co do czego, to się na Ciebie wypną, a ja oczywiście ich broniłam, że polska mentalność jest inna, że znam tych ludzi 7 lat, że będzie super.

 

Najpierw o ciąży powiedziałam kierownikowi. Nie czekałam do końca pierwszego trymestru, bo chciałam być w porządku. Zareagował dobrze, z ciążą było ok., więc kilka dni później poinformowałam mój zespół. Gratulacje przekazały tylko dwie osoby i temat wpadł pomiędzy aktualne szkolenia i wyjścia integracyjne. Poczułam się dziwnie, ale myślałam, że jednak praca to niekoniecznie najlepsze miejsce na rozmowę o ciąży, więc czekałam na ten zalew prywatnych wiadomości z życzeniami i pytaniami o samopoczucie. Tylko wiesz co? On nigdy nie nastąpił. Termin miałam na wrzesień, planowałam iść na zwolnienie w czerwcu lub w lipcu. Niestety na początku maja zaczęła się moja alergia, więc pani doktor kazała mi dużo leżeć i odpoczywać – czułam się fatalnie.

 

Szybko poinformowałam kierownika, że jednak kończę pracę w maju. Był zaskoczony i wręcz próbował – mimo moich zapuchniętych oczu, kataru, zatkanego nosa i zawrotów głowy – wymusić na mnie zostanie kilka tygodni dłużej. Gdy odmówiłam, usłyszałam, że nie tego się po mnie spodziewał, że go rozczarowuję moim brakiem zaangażowania. Poczułam się strasznie. Nie planowałam ciąży, więc to nie był jeszcze moment, w którym była ona bezwzględnie na pierwszym miejscu. Priorytetem wciąż była dla mnie praca i moi „przyjaciele”, dlatego słowa kierownika dotknęły mnie do żywego. Wróciłam do domu i się rozpłakałam. Jak on mógł powiedzieć tak do mnie obecnej na wszystkich zebraniach, pierwszej do wdrażania innowacji, wspierającej kolegów? Dopiero później zrozumiałam, że tak właśnie działa korporacja – dopóki działasz na pełnych obrotach i jesteś potrzeba, to się liczysz, ale nie jako człowiek, tylko trybik w maszynie. Jeśli coś się dzieje, a ciąża naprawdę oznacza, że się dzieje, przestajesz pasować do wzorca pracownika korpo, po prostu Cię odsuwają. I chociaż się pożegnałam, od tamtej pory nikt z zespołu do mnie nie napisał. Nie wiem, czy po macierzyńskim wrócę tam do pracy. 

W młodym dynamicznym zespole nie ma miejsca na ciążową zadyszkę. Rozpychając się nogami i łokciami na korporacyjnej drabinie, ciężko jednocześnie chronić rosnące w macicy kruche życie. Wyścig po awans nie uda się, gdy chcemy jedynie przejść przez kolejne progi, ostrożnie i z rozwagą, mając na uwadze własne zdrowie. Rosnący brzuch źle wygląda pod żakietem, a podkrążone oczy i zawroty głowy nie pasują do meetingów i deadline’ów. Oczywiście nie w każdej korporacji tak to wygląda i są miejsca, gdzie można poczuć się dobrze nawet po urodzeniu dziecka. 

Razem na zawodowe (i prywatne) dobre i złe 

Monika ma kilka lat doświadczenia zawodowego w sektorze ubezpieczeń. Pracuje w dużej korporacji, a gdy zaszła w planowaną ciążę bardzo się ucieszyła. 

Od dawna staraliśmy się z mężem o dziecko. Mieszkanie, stabilna praca, przyszli dziadkowie czekający w blokach startowych – czego chcieć więcej? Nadmiar szczęścia trochę nas przytłoczył – Monika śmieje się, gdy pokazuje mi na ekranie smartfona zdjęcia swoich bliźniaków. Wiesz, ciąża mnoga, to zawsze ciąża wysokiego ryzyka. Byłam za połową drogi do awansu, otwierały się przede mną fajne perspektywy, ale jednocześnie metryka dawała o sobie znać. Skończyłam 32 lata i powiedziałam sobie „Monia, jak nie teraz to kiedy?” I tak musiałam jeszcze 2 lata poczekać. 

Zespół, w którym pracowałam był na maxa zgrany. Zaczynaliśmy pracę w tym dziale firmy od początku, wspieraliśmy się. Jestem trochę starsza od moich kolegów, ale nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Wspólnie ogarnialiśmy tematy, zajmowaliśmy się nowymi projektami. Spotykaliśmy się też poza pracą również z naszymi partnerami na naprawdę fajnych imprezach. Wiedziałam, że gdy zajdę w ciążę będę mogła na nich liczyć. Tak właśnie było. Nikt nie robił mi wyrzutów. Nasz ówczesny kierownik próbował coś powiedzieć, chyba w żartach, ale temat szybko ucichł – koledzy się za mną wstawili. Musiałam wcześnie iść na L4, kilka razy byłam w szpitalu, jednak z moim teamem zawsze byliśmy w kontakcie. Były momenty, że to mój mąż dzwonił do chłopaków pogadać! Po urodzeniu dzieciaków planowałam dość szybki powrót. Jednak plany planami, a bliźniaki okazały się mega wymagające!

Wróciłam do biura, ale dopiero po niemal dwóch latach. Przez ten cały czas byliśmy w kontakcie z zespołem, pisaliśmy na Messie, odwiedzaliśmy się. Podczas mojej nieobecności w zespole były dwa śluby – na jednym weselu był tylko mój mąż, a na drugim bawiliśmy się razem. Miałam taki nawał pokarmu, że zalałam swoją wieczorową sukienkę, ale i tak było super. W między czasie koledze urodziło się dziecko, więc mogliśmy podzielić się ubrankami i innymi rzeczami po naszych maluszkach. Wracając do pracy po 21 miesiącach, czułam się dziwnie, ale jednocześnie stabilnie i bezpiecznie. Kierownik odszedł, zastąpiła go dziewczyna w moim wieku. Wprawdzie szukała kogoś na moje miejsce, ale „moi chłopcy” zadeklarowali, że są gotowi na mnie poczekać. Czułam się super. Wierzę, że jeśli trafi się na odpowiednich ludzi, można zbudować w pracy trwałe więzi i wrócić po urodzeniu dziecka lub dzieci na swoje stanowisko nawet w korporacji. 

Przykład Moniki pokazuje, że dużo zależy od szczęścia oraz charakteru poszczególnych osób. Czy zespół będzie w stanie zrozumieć nową sytuację? Czy jego członkowie zaakceptują zmianę, jaka nadchodzi w życiu jednego z członków? Sylwia przekonała się, że można otrzymać pozytywny feedback, a mimo to w wyniku celowych działań innych ludzi, zostać bez pracy. 

Koleżanki, które chcą dobrze tylko dla siebie 

Mój partner jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i jednocześnie dobrze zarabiającym. Ma własną firmę i wie, jak są w biznesie traktowane ciężarne pracownice. Ciążę planowaliśmy od razu po ślubie zgodnie z zasadami naszej wiary. Jedyny problem był taki, że kończyła mi się umowa. Miałam jednak doskonałą ocenę roczną, pozytywny feedback od przełożonego i reszty zespołu. Otrzymałam ustne zapewnienie, że jestem filarem działu i na pewno umowa będzie przedłużona. Pracowałam z samymi dziewczynami, świetnie się dogadywałyśmy. Wiadomo, były lekkie spięcia – najczęściej o ilość obowiązków, ale rozwiązywałyśmy wszystko na bieżąco. Aż pewnego dnia, byłam już w ciąży, ale dosłownie z 4. tygodniu, więc nawet nie myślałam, żeby komuś o tym powiedzieć – dowiedziałam się od osoby trzeciej, że jedna z moich koleżanek regularnie informowała kierownika o tym, co robię: jak często i na ile minut wychodzę na przerwę, co robię podczas przerwy – zdarzało się, że dzwoniłam do męża, czy i ile korzystam z mediów społecznościowych. Możesz poczuć się oburzona, jak to w pracy używać FB, ale po 3-4 godzinach wpatrywania się w tabelki w Excelu kilka minut na FB działało na mnie jak spacer po parku. I nagle dowiaduję się, że jednak moje cudowne koleżanki, z którymi plotkuję przy porannej kawie, dzielę się anegdotami z życia małżeńskiego, radzę się w niektórych kwestiach podczas przerwy na lunch, patrzą mi na ręce! Mało tego, zamiast zwrócić mi uwagę i szczerze porozmawiać, idą z tym do przełożonego! Poczułam się bardzo dziwnie i mocno się zdenerwowałam, co szybko objawiło się delikatnymi skurczami macicy. Wystraszyłam się i zwolniłam tego dnia do domu. To był piątek, więc jeszcze tego samego wieczoru pojechaliśmy do ginekologa, dostałam zwolnienie na dwa tygodnie i leki podtrzymujące ciążę. Odetchnęłam, ale tylko do poniedziałku. 

W poniedziałek rano zadzwonił pierwszy telefon, chociaż poinformowałam kierownika o L4. Dziewczyny dosłownie co chwilę do mnie dzwoniły na mój prywatny telefon  i pytały o rzeczy, które mogły sprawdzić same, nie mogłam spać, zaczynałam się coraz bardziej denerwować. Tego dnia mój mąż wrócił wcześniej z pracy i po prostu wyłączył mój telefon. Następnego dnia przywiózł mi telefon od siebie z firmy i zabronił podawać numer komukolwiek z pracy. Mogłam odpocząć. Kolejna wizyta u ginekologa pokazała, że wszystko w porządku – ciąża rozwijała się prawidłowo. Pani doktor zmartwiona moim stanem – szybko zaczęły się całodzienne wymioty, mdłości i zawroty głowy, zaproponowała zwolnienie. Jak pewnie się domyślasz, nie zgodziłam się, bo zależało mi na pracy. Tak oto dwa tygodnie później wróciłam do biura. Nikt w moim dziale się do mnie nie odzywał. Dziewczyny ostentacyjnie zamilkły, gdy weszłam do kuchni. Nie padło żadne pytanie o moje zdrowie, a na lunch  bez słowa wyszły do pobliskiej restauracji. Poczułam się strasznie. Najgorsze jednak było to, że przez dwa tygodnie nikt nie ruszył nawet moich zdań, które były elementami ważnych procesów. Przez moje zwolnienie stanęło kilka najważniejszych procesów w całym naszym dziale. Co więcej, w mailach koleżanki pisały do kierownika, że wszystko stoi przeze mnie, bo z dnia na dzień porzuciłam swoje obowiązki. Poczułam, że świat wokół mnie zaczyna wirować, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ocknęłam się na podłodze, kolega zdążył już wezwać pogotowie. 

Po tym incydencie spędziłam 2 dni w szpitalu, miałam zrobiony komplet badań. Z ciążą było wszystko dobrze, ale moje wyniki nie były najlepsze. Skończyło się na podawaniu kroplówek i zaleceniu leżenia plackiem przez następne 2 tygodnie. Mąż starał się być więcej w domu, opiekował się mną – spisał się na medal! Do pracy już nie wróciłam. Umowa skończyła się, gdy byłam na L4, zarejestrowałam się w urzędzie i kontynuowałam zwolnienie. Płynnie przeszłam na macierzyński. Teraz czeka mnie szukanie pracy, ale myślę, że już nie wrócę do korporacji to nie dla mnie. Te wszystkie podchody, kopanie pod kimś dołków. Myślę, że chciałabym pracować jako opiekunka. Może zajmę się osobami starszymi.  Dopiero niedawno dowiedziałam się od znajomej z pracy – spotkałyśmy się w kawiarni dla mam – że to wszystko było tak zrobione, aby jedna z moich „koleżanek” dostała ten awans. Pracowała dłużej ode mnie, to ona poleciła mnie do tej pracy, ale nie sądziła, że będę lepiej sobie radzić, a na kierowniku wrażenie zrobią moje kompetencje. Dlatego zaczęła robić wszystko, by umniejszyć moją rolę, a nawet obciążyć mnie za błędy w dziale! Do dzisiaj nie mieści mi się to w głowie. Jestem niesamowicie wdzięczna mężowi, który zabronił mi wtedy przejmować się pracą i kazał skupić na własnym zdrowiu. 

Sylwia przekonała się, że korporacja może być miłym miejscem. Jeśli jednak trafi się do nieodpowiedniego działu można na własnej skórze doświadczyć, co to znaczy zawiść. Pracownicy i pracownice zorientowani na sukces są gotowi wiele poświęcić, by otrzymać awans i zyskać uznanie przełożonych. Gdy u części osób priorytety powoli się zmieniają i pojawia się nieśmiałe dążenie do osiągnięcia work-life balance, ich ambitni koledzy są gotowi używać wszystkich dostępnych metod, by osiągnąć założone cele na ścieżce kariery zawodowej.  

Praca w młodym dynamicznym zespole to nie tylko praca w dużej korporacji. Jest coraz więcej małych i średnich firm, które zachęcają kandydatów dobrą atmosferą w pracy, przyjaznymi relacjami, a do zespołu szukają wyłącznie osób młodych. 

Weronika od zawsze marzyła o pracy w ciekawej firmie. 

Ciekawa praca – to było moje marzenie. Dlatego jak tylko zobaczyłam, że mogę pracować w agencji i tworzyć social media, wiedziałam, że to idealne zajęcie dla mnie. Sesje zdjęciowe, wyjścia w plener, burze mózgów, ciekawe spotkania z klientami, szalone pomysły, nieszablonowe zadania. W mojej pracy naprawdę nie nudziłam się ani przez chwilę! Fakt, że często zaczynaliśmy o 7 rano, a kończyliśmy grubo po 22, ale uwielbiałam to, co robiłam. Upajałam się hasłami reklamowymi, świetnie zrobionymi postami, a kampanie, które kończyły się sukcesem, były okazją do świętowania w restauracji. Marek pracował jako starszy programista. Duży facet z brodą, który potrafił robić niesamowite rzeczy – strony, animacje. Do tego miał poczucie humoru, szybko zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nikomu to nie przeszkadzało, koledzy i koleżanki kibicowali nam. W prezencie ślubnym dostaliśmy voucher do luksusowego SPA w górach, a szef pożyczył nam swój sportowy samochód, żebyśmy mogli z wielką pompą odjechać spod urzędu (i nagrać relację na social media). 

Po około pół roku zorientowałam się, że coś jest nie tak. Projektów w pracy wciąż przybywało, nasze pensje nie rosły jednak tak szybko jak wcześniej. Poza tym niemal wcale nie widywaliśmy się z Markiem! On programował w nocy, ja wstawałam nad ranem, aby ogarniać projekty. Gdy ja wychodziłam z biura około 19-20, on robił właśnie drugą kawę i siadał do kolejnych zadań. Szef pozwalał nam pracować z domu, ale to w ogóle nie poprawiło naszej sytuacji. Po kolejnym miesiącu zorientowałam się, że z własnym mężem rozmawiam jedynie o pracy, a nasze życie intymne nie istnieje! A my byliśmy zaledwie 7 miesięcy po ślubie. Podjęłam męską decyzję i poinformowałam Marka, że bierzemy wolne – voucher od firmy niemal stracił ważność. Szef najpierw zgodził się na nasz wyjazd, ale później zaczął robić wymówki, że nie może brakować dwóch kluczowych osób i zasugerował – o zgrozo! – żebyśmy wzięli urlop oddzielnie! Wtedy myślałam, że żartuje. 

Pojechaliśmy na tydzień w góry i to wtedy zaszłam w ciążę. Marek był zachwycony, ja cieszyłam się umiarkowanie. Już wtedy wiedziałam, że będą problemy w pracy. Planowałam pracować do końca 8.miesiąca – kochałam swoją pracę. Na początku wszystko było w porządku, ale szybko zaczęły się schody. Szefowi nie pasowało, że rano mam badania, że muszę jechać na wizytę do ginekologa. Gdy wzięłam dzień wolny na usg prenatalne, był niemal oburzony. Zarzucił mi, że nie angażuję się w życie firmy. Robił również aluzje do mojego rosnącego brzucha – nie podobało mu się, że klienci widzą, że jestem w ciąży. Kazał mi znaleźć i przygotować osobę na moje miejsce. Umawiał spotkania z kandydatami, na których miałam być obecna, w godzinach późno popołudniowych. W ten sposób pracowałam od 7. rano do niemal 20. Zaczęły się telefony w soboty i dziwne maile pisane w nocy, na które oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi. Kilka razy zwrócił mojemu mężowi uwagę (niby żartem), żeby mnie ogarnął, bo ciąża to nie choroba, a ja robię się leniwa. 

W 6. miesiącu po bardzo kiepskich wynikach badań lekarz zmusił mnie, żebym wzięła zwolnienie. Co z tego, skoro dalej pracowałam? Może z domu i w ulubionym fotelu, ale telefon niemal się urywał, a spotkania z klientami ciągnęły się w nieskończoność. Czasami bolał mnie cały pęcherz, tak długo wstrzymywałam się przed skorzystaniem z toalety. Informacja o skracającej się szyjce i zagrożeniu przedwczesnym porodem była jak obuchem w łeb. Poprosiłam o skierowanie do szpitala, bo wiedziałam, że tylko w ten sposób będę mogła się uwolnić. Wyłączyłam telefon służbowy, zablokowałam szefa i kilka innych osób z firmy na prywatnym smartfonie. W szpitalu mimo kiepskiej diety i średnio miłego personelu naprawdę odpoczęłam. Mogłam iść siku o dowolnej porze, a nawet wziąć w ciągu dnia 15-minutowy prysznic! Dla mnie to był luksusu. Nie wspomnę nawet o możliwości czytania książki, czy oglądania social mediów. Tęskniłam za pracą, brakowało mi ludzi, miłej atmosfery. Marek dostał wypowiedzenie, gdy leżałam w szpitalu. Szef powiedział, że robi redukcję etatów i zamyka jego stanowisko. Myślał, że mąż tego nie wykorzysta, ale nagrał rozmowę i  sprawą zajął się jego kumpel-prawnik. Udało się wywalczyć stosowną odprawę. Marek szybko znalazł lepiej płatną i mniej obciążającą pracę. Ma nadgodziny, ale może je odebrać lub otrzymać ekwiwalent. Ja natomiast urodziłam najśliczniejszą dziewczynkę na świecie i zajęłam się freelancerką. Dostałam również pieniądze za kilkaset przepracowanych udokumentowanych nadgodzin (maile i bilingi telefoniczne). Miły prezent na nową drogę życia – Weronika uśmiecha się ironicznie. 

Obecnie sama prowadzę social media dla moich klientów i idzie mi to świetnie. Ostatnio zgłosiła się do mnie koleżanka z agencji, która również odeszła z pracy i możliwe, że będziemy działać razem. Czas pokaże. Odczuwam satysfakcję, bo mój szef przez swoje podejście stracił dwóch świetnych pracowników. Mam jedynie nadzieję, że kolejne osoby nie nabiorą się na jego piękne słówka, a będą z większą determinacją oczekiwały przestrzegania przez firmę warunków umowy. 

Ciąża – planowana i wymarzona lub niespodziewana zawsze bywa źródłem wielkich emocji. Przyszli rodzice nie tylko martwią się o zdrowie dziecka, ale również o bieżące sprawy. Wśród nich na pierwszym miejscu jest praca. Jak widać, kobiety, które podjęły decyzję o pracy w młodym, dynamicznym zespole, często nie mają możliwości, by połączyć rolę mamy i pracownika. Ta szansa jest im odbierana już na początku, gdy na wieść o ciąży stają się czarnymi owcami w zespole, z którymi nie warto nawet rozmawiać. Na szczęście nie w każdej pracy tak to musi wyglądać (przykład Moniki). 

Stres wywołany złą atmosferą w pracy staje się czynnikiem, który ma negatywny wpływ na ciążę. By chronić nienarodzone dziecko, większość przyszłych mam decyduje się pójść na zwolnienie. Po urlopie macierzyńskim i rodzicielskim wzmocnione psychicznie i okrzepnięte w nowej roli młode mamy często nie chcą wrócić do firmy, w której zostały źle potraktowane. Bogate w bagaż doświadczeń z odwagą patrzą w przyszłość i szukają dla siebie nowych możliwości na rynku pracy z nieufnością podchodząc do starania się o posadę w młodym, dynamicznym zespole. 

 

 

This error message is only visible to WordPress admins
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo