ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Ciało

Fotografia porodowa to zachwyt, podziw oraz wzruszenie

11 lutego 2020 / Monika Pryśko

Fotografia porodowa to, mam wrażenie, nowość w Polsce.

W USA - owszem, tam takie zdjęcia są codziennością. W naszym kraju jednak oswajamy się powoli. Intymność to nadal dla nas granica, której nie przekraczamy.

Myślę sobie, że to wielki zaszczyt, móc uczestniczyć w takim wydarzeniu. W chwili, która jest przełomem. W najbardziej intymnym momencie w życiu. Fotografia porodowa to piękna pamiątka, choć bardzo emocjonująca. Już samo oglądanie tych zdjęć dostarcza sporych wzruszeń… Agnieszka Mocarska robi zdjęcia w czasie porodów. A raczej – pomaga rodzicom przypomnieć sobie szczegóły, których nigdy nie chcieliby zapomnieć.

Jakie emocje towarzyszą Ci podczas podpatrywania rodziców, gdy rodzi się ich dziecko?

Wszystkie odcienie zachwytu, podziwu oraz wzruszenia. Mimo że sama mam czwórkę dzieci urodzonych naturalnie, za każdym razem w obliczu mocy rodzicielskiej staję się malutka i pytam samą siebie: jak to w ogóle jest możliwe?  

Lecz przede wszystkim towarzyszy mi adrenalina. Dzięki temu działam, nie rozpadam się na emocje, jestem tam w konkretnym celu i koncentruję się na swoich zadaniach. Szukam różnych miejsc, na które mogę się wspiąć, szczelin, w które mogę się wcisnąć, węszę za najdrobniejszą smugą światła i czekam, aż pojawi się tam jakiś bohater.

Emocje się uwalniają później, gdy dzidziuś jest na brzuchu mamy i gdy wszyscy już wiemy, że kolejny świat został stworzony bezpiecznie i szczęśliwie. Rodzice pozostają ze swoimi emocjami, ja ze swoimi i są one zupełnie odmienne. To, jak wielkie jest to napięcie, odczuwam, intensywnie odsypiając każdy “swój” poród.

Czy to napięcie, chaos, zdenerwowanie nie odbijają się na Tobie?

Szczerze mówiąc, nie są to słowa, które jako pierwsze przychodzą mi na myśl, gdy myślę o porodzie. Raczej: spokój, wsparcie, relaks. Oczywiście napięcie cały czas rośnie, im bliżej narodzin główki, tym jest gęściej, lecz czuję w tym odświętność, wielką uroczystość – chaos i zdenerwowanie mniej. Z jednej strony wchodzę w te emocje, w tę sytuację porodową całkowicie. Ile razy łapałam się na tym, że oddycham tak samo jak mama tylko dlatego, że położna zaproponowała taki rytm oddechów! Z drugiej jestem taką osobą, która zachowuje zimną krew w granicznych warunkach, także rzadko daję się wybić z rytmu w sprawach naprawdę ważnych.

 

Podczas jednego porodu tata kompletnie stracił głowę, odłożyłam wtedy w ogóle aparat i pomogłam mu przejść przez kawałek dla niego bardzo trudny. W młodości byłam związana z PCK i pracowałam jako młodszy ratownik medyczny. Wtedy dowiedziałam się, że mam stabilne mechanizmy świetnego funkcjonowania w czasie wielkiego stresu. Myślę, że tu działa ta sama siła, która pozwalała mi myśleć błyskotliwie podczas dyżuru w karetce Pogotowia Ratunkowego. Pozostaję opoką. Zresztą zauważyłam, że mam nadrzędny odruch bardzo empatyczny: wesprzeć człowieka, a nie sfotografować to, jak się pogubił. Nie mam takich zdjęć, chociaż może z dokumentalnego punktu widzenia byłyby ważne. Gdy osoba zyskuje spokój, wracam do swojej pracy, jednocześnie nadal kontrolując sytuację. 

Czy nikt nie ma nic przeciwko, byś była na sali porodowej? Mam na myśli personel szpitala? 

Zanim pojawię się w szpitalu z aparatem, rodzice jeszcze w ciąży starają się o oficjalne pozwolenie na dodatkową osobę towarzyszącą. Każdy szpital ma swoje procedury, często jest to po prostu formalność. Taki mejl zawiera listę zastrzeżeń, np. że personel może nie wyrazić zgody na bycie fotografowanym. Ja i tak zawsze, gdy przyjeżdżam na oddział, idę do dyżurki położnych przedstawić się, wyjaśnić, co tu robię, zapoznać się i dopytać o to, jaki mają stosunek do bycia na zdjęciach. To jest całe spektrum reakcji: od prośby o niepokazywanie niczego poza dłońmi po entuzjastyczną radość i prośbę o podesłanie odbitek. 

 

Dla mnie relacja z położnymi jest szalenie ważna, więc szanuję ich oczekiwania, zawsze. Jeśli mam wątpliwości, pokazuję później fotę i pytam, czy takie ujęcie może zostać. Nie spotkałam się jeszcze z negatywnymi reakcjami. Zwłaszcza podczas porodów domowych każda dodatkowa osoba jest mile widziana, każda para rąk jest parą rąk do ewentualnej pomocy. To w moim odczuciu jest to trochę powrót do takiej gromady porodowej, do czasów, gdy była to sprawa kobiet, i to nie dwóch, a części wioski.

Fotografia porodowa to temat kontrowersyjny. Bo poród to jednak intymność… Co jeszcze budzi kontrowersje? 

Rodzenie jest starsze niż wszystkie rzeczy, które nas otaczają, rodzenie jest podstawą istnienia świata. Dla mnie trochę kontrowersyjne jest to, że poród budzi kontrowersje. O wiele bardziej kontrowersyjne i zdumiewające jest według mnie pokazywanie porodów w filmach. W moim domu rodzinnym bezustannie był włączony telewizor i kilka porodów filmowych zapadło mi w pamięć – oglądałam je jako dziecko i budziły moje przerażenie. Wyjąca kobieta w sali szpitalnej, leżąca na wznak, przykryta po szyję białą kołdrą w końcu zalewa się krwią, koniec sceny. Można rozważać, kto jest odpowiedzialny za takie oderwane od rzeczywistości prezentowanie porodu, osobiście uważam takie wizje za wysoce szkodliwe. Osoby nakarmione takimi horrorami zachodzą potem w ciążę i przypominają sobie to, co oglądały… 

Poród został przejęty w XX w. przez opiekę zdrowotną i stał się sprawą mężczyzn w sterylnych fartuchach. Obecnie często rodząca kobieta nie miała możliwości uczestniczyć w porodzie swej siostry, ciotki, przyjaciółki, jak dawniej, trafia do szpitala kompletnie zdumiona i nieprzygotowana. Nie wie, że poród to może być czyste szczęście oraz radość, że ból tylko towarzyszy naprawdę karmiącemu procesowi, że to jest przede wszystkim współpraca z ciałem, kontakt ze sobą, że można rodzić w kompletnej ciszy, że można rodzić bez krwi, poród to spektrum. 

Trudno pominąć rolę patriarchatu w takiej polaryzacji, poród, miesiączka, zostały uznane za sprawy ciemne, mroczne i odrażające, w związku z czym zepchnięte na margines. Dlatego teraz próbuję w nurcie odzyskiwania porodu i kobiecości dla kobiet dołożyć swoją cegiełkę. Każda kontrowersja to pokłosie tego, co zostało przekłamane setki lat temu. 

Czy planujesz pracę, czy podczas porodu działasz spontanicznie?

Trudno o bardziej dynamiczną i rozwojową sytuację niż poród, w zasadzie wiadomo o nim tyle, że się odbędzie. Zaczynając od terminu, który jest określany jako miesiąc dookoła przybliżonego dnia porodu, dwa tygodnie przed i dwa tygodnie po są przyjmowane za normę. A potem sama wiesz… jest tylko wielka niewiadoma przygoda. 

Planuję pracę o tyle, że dwa, trzy tygodnie przed orientacyjnym terminem mam spakowaną torbę ze sprzętem i moja rodzina uwzględnia w swoich planach, że w każdej chwili może nastąpić nagły zwrot akcji. Normalnie się umawiam na zlecenia, z zastrzeżeniem jednak, że gdzieś w tle jest cały czas coś o wyższym priorytecie i mogę nie dotrzymać umów. Ludzie zazwyczaj cudownie na to reagują, jakby naprawdę poród dla był świętością, której należy się bezwzględne posłuszeństwo. 

Także poród to moc taka kapryśna, której należy się pokora oraz elastyczność. Podstawą jest bycie w kontakcie, w ciągłej relacji. Zawsze umawiam się z parami, że dają mi znać o wszystkim, podobnie jak położnej. Że każdy fałszywy alarm jest lepszy niż niezdążenie na poród, co też się zdarzało. Naprawdę wolę przyjechać za wcześnie. 

Dlaczego w większości Twoje zdjęcia porodowe są czarno-białe?

Na co dzień otacza nas świat w kolorze, jest już trochę opatrzony, czasem tak bardzo, że trudno go zauważyć. Czarno-biel to sposób na lekkie odrealnienie życia, na przetworzenie go w sposób taki, by spojrzeć na niego inaczej. Jakkolwiek fotografuję także w kolorze, to w duszy jestem stanowczo fotografką czarno-bieli, najbardziej lubię tę formę konwersji rzeczywistości ze wszystkich.

Druga przyczyna to taka, że fotografia porodowa to fotografia emocji, one nie potrzebują wizualnych rozpraszaczy z rzeczywistości bieżącej, wiesz, tam stoi czerwony wazonik, dookoła są kolorowe ściany – tu najważniejsi są rodzice i to, co ich dotyczy, dotyka, co ich porusza. Moim zdaniem fotografia czarno-biała jest stworzona do uwypuklania emocji bohaterów. No i powód trzeci – światło. Moje porody odbywają się w głównej mierze nocą, przy oświetleniu często bardzo niekorzystnym fotograficznie, OK, ujmę to inaczej: światła przy porodzie wręcz nie ma, co sprawia, że robię moje reportaże na naprawdę ekstremalnych ustawieniach aparatu. Te zdjęcia chcą być czarno-białe, ziarniste, lekko zmęczone. 

 

Co jest pięknego w porodach?

Wszystko. Niektórzy pięknem nazywają kąty proste, niektórzy pastelowy wystrój, inni szukają go w standardach epoki, ja piękno definiuję jako prawdę. Posłużę się słowami, którymi na co dzień nie operuję. W zbiorowej świadomości oznaczają one jakąś normę, trochę modną, trochę reklamowaną, nieodstającą, bezpieczną. To słowa ładny oraz jego przeciwieństwo – brzydki. Są rzeczy “ładne”, one mogą nie być być piękne, bo są banalne. Są też rzeczy “brzydkie” i one są piękne o wiele częściej. Fotografia porodowa to prawda. 

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że piękny poród to być może nawet dla większość ludzi oksymoron. A dla mnie to jest coś z ciągu oksymoronów rzeczywistych: Bóg się rodzi, moc truchleje, piękny poród – niby pogranicze niemożliwego, a przecież się stało i ktoś to dostrzegł. Długo szukałam odpowiedzi na to pytanie i to są siła i moc, piękno i prawda. To, co prawdziwe, zawsze jest piękne. 

 

Nie chodzi też o celowe uskuteczniane naturalistycznych wizji, fotografia reportażowa to zadanie wymagające, fotografia reportażowa w ciemności, którą preferują rodzące mamy, to zadanie karkołomne. Dlatego staram się pokazywać prawdę tak, by portretowane osoby mogły się zachwycić. By mama ujrzała swą dzielność oraz w samej sobie prawdziwą mistrzynię kreacji. Którą jest. 

 

Niewykluczone, że spotkanie z czymś tak prawdziwym w obrazie fotograficznym jest nadal efektem świeżości, w końcu porodów się nie tak dawno jeszcze w ogóle nie fotografowało. Fotografia porodowa, podobnie jak dokumentalna fotografia rodzinna, jako usługi to nowości tak wielkie, że nadal nie każdy o nich słyszał. Dzięki temu każde zdjęcie narodzin jest mocnym strzałem, jest przyczyną olbrzymich emocji. Do tego jest to temat wyciągany spod ziemi, w czasach, w których ludzie nadal się czerwienią, wymawiając słowo miesiączka, a co dopiero narodziny. Efekt tabu jest bardzo silny. 

Dobrze znasz pary, którym towarzyszysz podczas narodzin ich dziecka? Twoja obecność podczas porodu musi wiązać się z zaufaniem. 

Najczęściej przed porodem spotykamy się raz: jeśli para planuje poród domowy, to najchętniej u niej w domu, rozmawiamy o celach, oczekiwaniach, a także takich prozaicznych, lecz kluczowych sprawach jak oświetlenie i kierunki świata za oknami. Mam też za sobą spotkania w kawiarniach, obiad rodzinny, a także… zdjęcia z porodu domowego bez wcześniejszego zapoznania się na żywo. Dla mnie ważne są oczekiwania rodziców i pewność, że rozumieją moją wizję oraz ograniczenia.

 

Jest jedna rzecz, która pozwala ludziom mi ufać. Mam talent do słuchania. Od najwcześniejszych lat szkoły podstawowej przeróżni ludzie przychodzili mi się zwierzać. To mi jako pierwszej outowali się znajomi geje, to przy mnie osoby pozwalały sobie na kompletną rozsypkę, płacz i załamania. Długo zastanawiałam się, o co chodzi, skoro nikogo nie namawiam na żadne wyznania. Teraz wiem, że to są dwie jakości: umiejętność słuchania oraz pełna dyskrecja. Dzisiaj patrzę na to jako właśnie jak na talent: jeden jest przebojowym menedżerem, drugi jest mistrzem small talków, a ja łączę empatię z nieocenianiem, co pozwala wchodzić w relacje, nie tylko kolekcjonować znajomych. 

 

Jest coś metafizycznego we wspólnym przeżyciu porodu, ten kontekst sprawia, że wszelkie bariery znikają, poród nie jest wspomnianym small talkiem, to najgłębsza rozmowa, jaką można odbyć z drugim człowiekiem. 

Gdy rozmawiasz ze swoimi klientami, jakie oczekiwania najczęściej się pojawiają? Czego chcą przyszli rodzice?

Marzą o uwiecznieniu relacji, emocji, o pamiątce intymnej, lecz wykonanej w taki sposób, by można było pokazać tę intymność rodzinie i znajomym. Najwygodniej rodzi się nago, moim zadaniem jest pokazać poród tak, by nie był pornografią, lecz serią obrazów, które można powiesić na ścianie w salonie. Czasem rodzice proszą o zdjęcia z położną, kładą nacisk na to, by pokazane były konkretne, wymarzone sceny, ważne jest także często zdjęcie łożyska. W większości jednak rodzice widzieli wcześniej moje zdjęcia i pokładają we mnie duże zaufanie.

 

Porodu się nie powtórzy, to nie jest sytuacja w studio, gdzie można ujęcia dopracowywać, a nawet w razie czego powtórzyć całą sesję. To jest reportaż, gatunek tak unikalny, jak to tylko możliwe, nie ma pozowania, nie ma powtarzalnych momentów, nie ma grama ingerencji w materię sytuacji. Każda mama poszukuje podczas porodu innych miejsc i pozycji, w których czuje się komfortowo podczas skurczów, za każdym razem ta relacja siłą rzeczy jest kompletnie odrębna, odmienna i skrajnie osobista. 

Czy Twoje zdjęcia, oprócz reportażu rodzinnego, mają jeszcze jakiś cel?

Równolegle z komercyjną porodową fotografią rodzinną pracuję nad dokumentalnym projektem fotograficznym o porodach. Planuję podsumować go fotoksiążką oraz większą wystawą. Już wiem, że książka będzie łączyła obraz z tekstem i oba elementy będą równoważne. Na kilka lat porzuciłam pisanie na rzecz wyłącznie fotografowania, tymczasem niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że pierwszy talent wcale nie usnął i zdecydowanie dopomina się o ponowne otworzenie furtki.

 

Mówię o większej wystawie, bo jedna już była. W lipcu 2019 r. zorganizowałam swoim zdjęciom wystawę mniejszą. Na festiwalu Mama Gathering powiesiłam foty w wymiarach 100/70 cm na drzewach, w lesie sąsiadującym z polaną. Zależało mi na efekcie przepływu energii, na znalezieniu właściwego miejsca dla obrazów z wydarzenia tak doniosłego, a zarazem tak oczywistego i zwyczajnego jak poród. Gdy przechodziłam obok przez kilka dni, za każdym razem dreszcz wzruszenia biegł mi po plecach. Widok cudu narodzin na drzewie, na symbolu życia i odradzania się, był niebywały, to czysto symboliczne połączenie ze źródłem, z korzeniami, a jednocześnie czyste sięganie w górę, po przyszłość, po skrzydła, po absolut. Trudno mi sobie obecnie wyobrazić lepsze miejsce na tę wystawę niż las, majestatyczny i wyciszający, tak jak emocje porodowe. Mam też jednak pewien szczególny pomysł na prezentację w zwykłej sali o białych ścianach, także nie zamykam się na żaden scenariusz, zwłaszcza że nowe pomysły cały czas przychodzą. 

 

Jaki był najbardziej wzruszający moment w Twojej pracy?

Jest taki moment, gdy mama po raz pierwszy bierze dzidziusia w ramiona – na jej twarzy pojawia się taki uśmiech tego rodzaju, którego nie da się powtórzyć, bardzo zawsze poluję z aparatem na ten moment. Dziecko się materializuje i nareszcie można je poczuć zmysłami innymi niż dotyk, w tym uśmiechu jest informacja, jak wielką nagrodą jest maluszek, jest przeszłość, przyszłość i miłość. Myślę, że zdjęcie tego uśmiechu powinno wisieć w największej ramie w mieszkaniu – jeśli tylko przyjdzie mamie i dziecku powiedzmy nastoletniemu wejść w spór o coś, cokolwiek, by na końcu zawsze mogli przypomnieć sobie, od czego zaczęła się ta relacja, co jest najważniejsze. Żebyśmy żyli, i to razem.

 

Ojcowie instynktownie chyba wyczuwają, że pierwsze sekundy tych dwojga są ich i są święte, zazwyczaj dają się nasycić mamie i maleństwu, zanim do nich podejdą jeszcze bliżej przywitać się. Ta czułość, ta duma oraz podziw malujące się na buziach tatusiów to kolejny must have z takiego reportażu. Myślę, że te emocje, które się ujawniają w chwilach tak silnie granicznych jak poród, granica życia i śmierci, to najniezwyklejsze podsumowanie relacji, jakie może istnieć…

 

No i jeszcze anegdota, pierwszy poród, który sfotografowałam, był wyczekany nie tylko przeze mnie, napięcie rosło jeszcze w ciąży. Zaraz po narodzinach ryczałam jak bóbr, zaparowały mi okulary, przestałam widzieć cokolwiek, przez zasłonę pary i łez trudno mi było fotografować, no i moja propozycja zdjęć zaraz po narodzinach była cokolwiek skąpa. Teraz nadal się ogromnie wzruszam, nie wpływa to już jednak na moją technikę pracy. 

Jak reagują rodzice, gdy po raz pierwszy widzą zdjęcia z dnia narodzin ich dziecka? 

Głęboko oraz szczerze. Zwykle zawożę pierwszą prezentację zdjęć porodowych moim rodzinom osobiście, także dlatego, że interesują mnie pierwsze słowa, spontaniczne reakcje. W czasie porodu, by mógł on przebiegać w swoim rytmie i tempie, kobiety schodzą głęboko w siebie. Odpadają kompletnie z rzeczywistości i mimo że na pozór trzymają kontakt z otoczeniem, są bardzo w sobie i to jest rodzaj świętości. Dlatego też patrzą na fotografie i zdarzenia towarzyszące narodzinom zupełnie na świeżo. Często są zachwycone tym, jak bliskim i intensywnym wsparciem był tata, bo podczas porodu przyjmowały pomoc partnerów z wdzięcznością, nie zarejestrowały tego jednak w sposób świadomy. Przyznaję, że to dla mnie jest drugi najważniejszy argument za tym, by jednak zapraszać fotografa na narodziny. Aby skonfrontować pamięć z faktami i złożyć z obu kompletny obraz. 

 

Oczywiście gdy się pojawiam z fotami, dzidziuś jest już zazwyczaj – w porównaniu z momentem narodzin – olbrzymem. To jest ta druga część wizyty, śmiechy i porównania, zdumienie, jak bardzo widać upływa kilku tygodni w ciele takiego malucha. Gdy rodzi się w rodzinie dziecko, świat zwalnia, zatrzymuje się, połóg oraz wiele miesięcy dłużej to jest stopklatka, wydaje się, że nic się nie zmienia, rutyna i powtarzalność czynności pielęgnacyjnych mogą wprowadzać takie wrażenie. A tu niespodzianka, w trzy tygodnie ich maluch zmienił się diametralnie. Fotografia porodowa za każdym razem funduje serię czystych cudów.

 

____________-

Zdjęcia użyte w materiale są autorstwa Agnieszki Mocarskiej. Serdecznie zapraszamy Cię na jej stronę internetową.

Ciąża

Depresja w ciąży – porozmawiajmy o tym!

19 września 2021 / The Mother Mag

Coraz więcej mówi się o depresji poporodowej oraz obniżonym samopoczuciu występującym tuż po porodzie, czyli „baby blues”.

Większość ciężarnych i ich partnerów spotkała się z tymi pojęciami podczas rozmów z położną lub spotkań w szkole rodzenia. Wzrost świadomości sprawia, że młode matki mogą liczyć na większe zrozumienie ze strony bliskich. Na wielu blogach parentingowych poruszane są tematy braku radości z macierzyństwa. Kobiety jawnie deklarują: „Kocham moje dziecko z całego serca, ale była to miłość, której musiałam się nauczyć”. Węzły społeczne nieco się rozluźniają w tej kwestii, by – jak pokazuje życie – mocniej zacisnąć w innej. 

Test Becka – czy to wystarczająco? 

Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku kobiet w ciąży. Z jednej strony podejmowane są jakieś działania – od 1 stycznia 2019 roku od ciężarnych wymaga się trzykrotnego wykonania testu Becka, służącego do samodzielnego rozpoznania u siebie depresji. Test Becka to 21 pytań o różnej tematyce. Niektóre z nich dotyczą jakości snu, poziomu zmęczenia, apetytu, popędu seksualnego, czy intensywności, z jaką ciężarna martwi się o swoje zdrowie – na te trudno odpowiedzieć pozytywnie, prawda? Teoretycznie więc zachęca się kobiety do szczerości, do wnikliwemu przyglądania się sobie w myśl hasła „To Ty jesteś najważniejsza”. Czy tak jest w rzeczywistości? Ciężarna może spróbować ocenić, czy emocje, których doświadcza, są naturalne dla pewnego etapu ciąży, czy ich nagromadzenie nie jest zbyt duże. Co jednak dalej zrobić z tą wiedzą? Skąd ciężarna ma wiedzieć, że jednak za dużo płacze i za często czuje się smutna? Skąd ma wiedzieć, że nie musi czuć wyrzutów sumienia, jeśli mimo upływających tygodni wciąż nie czuje ciążowej euforii? 

Brakuje konkretnej, rzetelnej informacji, co ma zrobić kobieta w ciąży, jeśli czuje, że jej samopoczucie gwałtownie się pogarsza. Czy ciężar wyjaśnień powinien wziąć na siebie lekarz prowadzący ciążę? A może położna? Czy pierwszymi osobami, które zauważą, że coś nie jest tak, nie powinni być najbliżsi? Czy cegiełki do złego stanu emocjonalnego przyszłej matki nie przykłada całe społeczeństwo? Ze swoimi wysokimi – ba, często nierealnymi oczekiwaniami? A może to same ciężarne ulegają złudnej wizji ciąży i macierzyństwa wykreowanej przez pop kulturę? 

Emocje w ciąży – trudne sytuacje i powody do zmartwień 

Zdecydowana większość kobiet, która zachodzi w ciążę, jednocześnie mości się wygodnie na emocjonalnej huśtawce. Nikogo nie dziwi, że ciężarna płacze i śmieje się na przemian, że ma wybuchy złości lub szybciej się irytuje. Otoczenie podchodzi do tych stanów emocjonalnych z dużym zrozumieniem, często okazując kobiecie niezbędne wsparcie. Zasadniczym pytaniem powinno być jednak nie to, co dzieje się na zewnątrz, ale to, co dzieje się w głowie przyszłej mamy. Można się wkurzyć na partnera, płakać na reklamie pieluszek, czy kaszek dla niemowląt, albo poczuć przypływ czułości na widok małych bucików. Można również tupnąć nogą na teściową, ostrzej odpowiedzieć przyjaciółce, albo zamknąć się w pokoju, leżeć na łóżku i jeść ciastka. To wszystko jeszcze nie oznacza, że ciężarna cierpi na depresję. Po prostu ciąża to nie tylko miłe momenty. 

Ciąża to nie tylko miłe momenty

„Stan błogosławiony” – tak zwykliśmy nazywać ciążę. Oczywiście możliwość wydania na świat człowieka jest wspaniała, nie oznacza to jednak, że dla każdej kobiety ciąża będzie błogosławieństwem. Dolegliwości ciążowe, zmieniająca się sylwetka, rozterki związane z pracą, lęk o zdrowie dziecka – przyszła mama często ma wiele powodów do zmartwień i wiele trudnych chwil za sobą i przed sobą. Tymczasem społeczeństwo oczekuje od niej radosnego pląsania, miłego podśpiewywania i wybierania z zaangażowaniem ubranek i akcesoriów dla maluszka. Często to właśnie bliskie osoby – najczęściej kobiety –  najostrzej oceniają i krytykują ciężarną. Zdaniem babci przyszła mama jest rozkapryszona, że nie chce robić wszystkiego w domu, przecież za jej czasów nie było pralki, nie było zmywarki, a kobieta musiała sprostać wszystkim obowiązkom! Mama wtrąca coś o ganianiu biednego męża po sklepach, gdy cały dzień siedzi się na L4 z rozrzewnieniem niemal wspominając godziny, które stała w kolejkach z dumnie wypiętym brzuchem. Ciotka straszy zatrzymaniem laktacji, bo na to cierpią wszystkie kobiety w rodzinie, a teściowa, która taktownie milczy, rzuca jedynie nieprzychylne spojrzenia na ciężarną sięgającą po kolejny kawałek ciasta z owocami. Nic więc dziwnego, że przyszła matka niemal od samego początku doświadcza różnych emocji. I chociaż wiedza o tym, że nie powinna się denerwować, sprawia, że patrzy na świat z większym dystansem, a wolne od pracy pomaga poukładać nową, spokojniejszą rzeczywistość, jej codzienność nie jest również wolna od trudnych i przykrych emocji. 

# Wyrzuty sumienia

Wiele kobiet w ciąży ma wyrzuty sumienia, że zamiast pracować, odpoczywają, że za wcześnie poszły na zwolnienie, że nie dość robią w domu, że za kilka miesięcy ich wpływy do domowego budżetu będą mniejsze. Niektóre czują, że nie powinny prosić o pomoc, że tym sposobem obciążają kogoś swoją obecnością. Wyrzuty sumienia atakują najmocniej, gdy kobieta ma już dziecko lub dzieci, a ze względu na swój stan zdrowia w kolejnej ciąży musi leżeć lub iść do szpitala. 

# Lęk

Nawet zdrowej ciąży towarzyszy lekki niepokój. Gdy dochodzi do jakichkolwiek komplikacji, głowa ciężarnej wypełnia się czarnymi scenariuszami, a ona wręcz sztywnieje ze strachu. Lęk wdziera się do jej umysłu i rozsiada w nim wygodnie – ciężko normalnie funkcjonować w jego obecności. W zależności od sytuacji zawodowej i materialnej kobiety w ciąży i jej rodziny do zmartwień może dołączyć jeszcze obawa o przyszłość. Utrzymanie dziecka kosztuje i chociaż można podjąć wiele kroków, które obniżą te koszty do minimum, wciąż nie uda się ograniczyć wydatków do 0. 

# Świadomość nieodwracalności

W ciąży część kobiet zaczyna uświadamiać sobie, że decyzja o posiadaniu dziecka, nawet jeśli podjęta świadomie i z wielkim zaangażowaniem, jest nieodwracalna. Gdy minie wyznaczony czas, na świecie pojawi się dziecko, a nowa jednostka – matka –  przynajmniej na chwilę, straci swoją autonomię. U wielu samodzielnych i świadomych kobiet moment, w którym to sobie uświadomią, może wywołać skrajne emocje. 

# Obniżenie samooceny

Żyjemy w kulcie ciała. Można na własny użytek próbować odejść od tej narracji i są osoby, którym się do udaje. Wciąż jednak jest ich niewiele. Społeczeństwo ma swoje oczekiwania wobec ciężarnych, określając ścisłe ramy, ile można przytyć w ciąży, jak należy wyglądać w każdym trymestrze i w jak szybkim tempie należy wrócić do formy po porodzie. Większość kobiet zdaje sobie sprawę, że przez całą ciążę pracują na wygląd po rozwiązaniu. Nie zmienia to faktu, że rosnący apetyt, zmiany hormonalne, mniejsza aktywność – wskazówka wagi może pokazać wartość, która wywoła wielkie zdziwienie. W efekcie może dojść do obniżenia samooceny. Współczesne ciężarne stoją w rozkroku pomiędzy naturalnym ciążowym głodem i zachciankami, a skalą, w której koniecznie muszą się zmieścić. Z jednej strony widzą i czują, że ich ciało się zmienia, z drugiej, społeczeństwo dba, by nie rozsiadały się w tym stanie, by nie czuły się zbyt pewnie. Za chwilę, już za moment będzie trzeba przecież zrobić bikini body i ruszyć z dzieckiem na nadmorskie wakacje. Szczęściary to te, które rodzą zimą – mają o kilka miesięcy więcej, by „zrobić ze sobą porządek”.  

Życie ciężarnej to nie zawsze sielanka 

Wiele osób uważa, że ciąża to dla kobiety odpoczynek: nie wolno jej denerwować, od chwili, gdy potwierdziła swój stan u ginekologa, siedzi w domu, o nic nie musi się martwić. Szkoda, że rzeczywistość wielu przyszłych mam nie jest ani trochę zbliżona do tej wizji. 

# Przytłaczające przepisy 

Warto wziąć pod uwagę, że są kobiety, które wcale nie chciały być w ciąży lub dowiadują się już na badaniach prenatalnych, że urodzą chore dziecko. Obecnie w Polsce zgodnie z literą prawa nie ma dla takich kobiet żadnej możliwości. Wyjściem z sytuacji pozostaje jednie poród. Trzeba więc czekać. W tym momencie stres, napięcie i lęk o przyszłość mogą zdominować rzeczywistość ciężarnej. 

# Problemy zawodowe

Nie każdy pracodawca ze spokojem i szacunkiem przyjmuje wiadomość o ciąży. Ciężarnej kobiety nie można zwolnić, ale dla większości przyszłych mam kluczowe jest nie 9 miesięcy i urlop, który następuje po nich, a dalsza perspektywa. Świadomość, że nie będą miały źródła zatrudnienia po tym okresie, może spędzać sen z powiek. Szczególnie że szukanie pracy tuż po porodzie będzie wyzwaniem, a znalezienie miejsca w państwowym żłobku graniczy z cudem. 

# Problemy rodzinne

Wielu krewnych z przyjemnością angażuje ciężarne – skoro i tak siedzą na zwolnieniu – w załatwianie swoich spraw, nie troszcząc się o ich zdrowie i samopoczucie. „Ale dlaczego nie możesz pojechać do urzędu? Przecież masz cały dzień wolny.” „Mogłabyś zajrzeć do nas do mieszkania i sprawdzić, czy zamknęłam okna?” „Proszę, wejdź do mnie i zdejmij pranie z balkonu, zbiera się na burze, a zanim wrócę z działki, rzeczy będą mokre.” „A jaki to dla Ciebie problem odebrać mi tę receptę? Wieczorem wpadnę do Ciebie po lekarstwa.”

W okresie ciąży i tuż po porodzie mogą również nasilić się problemy w związku. Jeśli kobieta musi leżeć lub iść do szpitala, zmianie ulega podział obowiązków w domu. Dla wielu par jest to naturalne, wciąż są jednak związki, w których taka sytuacja może doprowadzić do kryzysu. 

Czemu ona się nie uśmiecha? 

Jak widać, w życiu ciężarnej nie brakuje emocji i chwil, które mogą wpływać na pogorszenie jej samopoczucia. To, co dzieje się w głowie przyszłej mamy oraz to, jak jest traktowana przez otoczenie, ma kolosalny wpływ na to, jak będzie siebie postrzegała. Czy poczuje moc płynącą z odmiennego stanu, czy wręcz przeciwnie, rzeczywistość mocno ją przytłoczy. Często okazuje się, że presja społeczna jest obezwładniająca, a oczekiwania, jakie ma kultura masowa wobec przyszłych mam, naprawdę przytłaczające. Jakby nie dość było, że kobieta przewraca swoje życie do góry nogami, często robi przerwę w karierze i – chcąc lub nie chcąc – zmienia swoje priorytety. 

Czy to depresja ciążowa? 

Kluczowy jest moment rozpoznania depresji. Wprawdzie wiele przyszłych mam boi się, że branie leków może zaszkodzić ich dziecku. Z drugiej jednak strony udokumentowane są liczne następstwa – groźne zarówno dla matki, jak i dziecka – związane z nieleczoną depresją. O depresji można mówić, gdy u ciężarnej dochodzi o spadku łaknienia, problemów ze snem, przekonanie, że sobie nie poradzi oraz inne trudne emocje, które utrzymują się dłużej niż 2 tygodnie. W skrajnych przypadkach kobieta może mieć myśli samobójcze. Warto przy tym wszystkim pamiętać, że na zdrowie przyszłej mamy i jej psychikę mogą mieć wpływ zmiany fizjologiczne i endokrynologiczne, które zachodzą w jej organizmie. Dobry specjalista pomimo rozpoznania depresji powinien szukać również jej przyczyny. 

A może to tylko smutek?

Trudniejsze emocje w ciąży nie zawsze muszą oznaczać depresje. Często jednak rozmowa z doświadczonym terapeutą może pomóc ciężarnej uporać się ze stresem, gniewem, wyciszyć i lepiej przygotować do nowej roli. Jeśli przyszła mama ma lęki, jest przemęczona, obciążona, pomocna może okazać się także terapia dla par. Ważne, by parter był empatyczny i zaangażowany, gotowy przejąć obowiązki i zdjąć z barków ciężarnej brzemię odpowiedzialności za wszystko. 

Gdy mowa o depresji w ciąży, najważniejsze jest nielekceważenie sygnałów, które wysyła organizm ciężarnej. Zarówno przyszła mama, jak i jej otoczenie powinno wykazywać w okresie 9 miesięcy, a także w połogu, bardzo wiele empatii. Nie każda histeria w ciąży jest spowodowana hormonami, nie każdy smutek jest naturalny. Lęki będą nieodłącznym elementem macierzyństwa można jednak sięgnąć po skuteczne narzędzia mindfulness, które pomogą opanować stres. Czasami może się jednak okazać, że stan psychiczny ciężarnej zaczyna się pogarszać. W takiej sytuacji spokojna rozmowa, wsparcie partnera oraz realna pomoc w znalezieniu dobrego specjalisty, to najlepsze, co można zrobić. 

Jeśli jesteś w ciąży i czujesz, że dopadło Cię przygnębienie, straciłaś energię do działania, a z wesołej i skorej do rozmów osoby, zamieniłaś się w wiecznie smutnego milczka lub – wręcz przeciwnie – wojujesz z całym światem, a każda próba nawiązania kontaktu z innymi doprowadza Cię do furii, pomyśl nad skorzystaniem z dodatkowego wsparcia. Rozmowa z psychologiem pomoże Ci poukładać emocje, a także wyposaży Cię w niezbędne narzędzia do radzenia sobie z nimi w przyszłości. Na konsultacji specjalista oceni, czy potrzebna jest Ci dodatkowa pomoc, czy wystarczą regularne spotkania. Nie wahaj się skorzystać z dodatkowego wsparcia! Inwestycja w Twoje zdrowie psychiczne – pamiętaj, że dziecko czuje wszystkie Twoje emocje – szybko się zwróci. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo