Change font size Change site colors contrast
Felieton

Dlaczego lubię pić kawę z Żabki na rogu? Bo jest wystarczająco dobra.

22 czerwca 2020 / Dominika Berezyna

Od kilku tygodni wstaję o 05:30, pracuję do 7:00 rano, następnie wybieram się na spacer.

Godzina relaksu przed następnym 11h maratonem w pracy. I tak codziennie, 5 razy w tygodniu. Dlaczego sobie to robię? 

Uwielbiam swoją pracę, uwielbiam ludzi, z którymi pracuję, ale bycie najlepszą w pracy tak naprawdę nigdy nie było moim celem. Moim celem jest posiadanie męża, domu i gromadki bąbelków.

 

Dlaczego więc nie robię nic, co przybliży mnie do realizacji mojego marzenia? Czemu spędzam tyle czasu w pracy, skoro mogłabym go spędzić na randkach, na przeszukiwaniu portali randkowych lub swipepowaniu w prawo na Tinderze? 

 

Bo tak jak jest, jest wystarczająco dobrze.

 

Ten stan – wystarczająco dobrze, brzmi tak łatwo do zrobienia – a jest tak cholernie ciężki do osiągnięcia.

 

Często będąc mną, nie docenia się drogi, liczy się cel – zawodowo stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie w pierwszym tygodniu pracy, prywatnie przeskoczyć wszystkie szczeble poznawania nowej osoby i od razu być idealną przyjaciółką czy też dziewczyną po kilku godzinach od pierwszego spotkania.

Dlaczego sobie to robię? Dlaczego nie potrafię docenić tego stanu, gdy jest wystarczająco dobrze i dopiero się uczę i poznaję nowe tematy czy też osoby? 

Nie jestem perfekcjonistką, ale wiem, że kiedy skończyłam 7. miesięcy, pominęłam etap raczkowania i od razu zaczęłam chodzić. Jak to się skończyło dla mnie? Straciłam jedynkę z przodu, po prostu nie miałam jej do szóstego roku życia. Czy czegoś to doświadczenie mnie nauczyło? Nie, a szkoda, bo powinno. 

 

Gdy patrzę z perspektywy czasu na moje życie, wiele razy traciłam przysłowiowe jedynki z przodu – gdy podjęłam ryzykowną decyzję biznesową w pracy, czy zakochałam się od pierwszego wejrzenia w kimś zupełnie dla mnie nieznanym i poświęciłam 100% energii dla tego związku. Różnica jest taka, że nie musiałam czekać 6 lat na przysłowiowe odrośnięcie jedynki – rozwiązanie przychodziło o wiele szybciej – nie znaczy to, że przysłowiowe upokorzenie trwało krócej.

 

Czy oznacza to, że jest ze mną coś nie tak? Myślę, że nie – po prostu od razu chcę być najlepsza w zadaniu, które dostałam, czy w związku, w który się angażuje. Czy oznacza to, że jestem uwielbiana przez przełożonych i moich partnerów? Oczywiście, że nie – raczej jestem uważana za osobę natrętną, upierdliwą i przytłaczającą. Dlaczego wciąż sobie to robię w takim razie? Bo nie umiem sama dla siebie być wystarczająco dobra. A wiem, że powinnam.

 

Gdy ktoś mówi Ci po wspólnie spędzonym czasie razem, że jest Tobą rozczarowany, jaka myśl przychodzi Ci do głowy? U mnie to zawsze jest zdanie: jesteś niewystarczająco dobra. Za dużo gadasz, za bardzo się narzucasz, masz żałośnie niskie poczucie humoru czy zawsze przypalasz obiad. Jakby pomyśleć o tym tak logicznie, to bardzo głupie – nie uważasz? Dlaczego czyjeś zdanie o Tobie ma wpływać na to, jak Ty sama postrzegasz siebie?

 

Dlaczego gdy ktoś mówi Ci, że jesteś postrzegana jako osoba zakompleksiona, głupia czy też po prostu uwieszona na swoim facecie, tak aby odzyskać swoje poczucie wartości czujesz, że musisz się bronić? Przecież Ci ludzie zazwyczaj znają Ciebie dwie godziny (i prawdopodobnie nigdy więcej ich nie spotkasz), usłyszeli, jak chwalisz się swoim życiowym osiągnięciem, a swojego chłopaka poprosiłaś, żeby powiedział, że jesteś ładna, bo wystroiłaś się dla niego  – dlaczego chcesz im coś udowodnić? Bo nie umiesz być dla siebie samej wystarczająco dobra.

 

Możesz być zadowolona ze swojego ciała, wykształcenia czy pracy – gruba czy chuda, z wysoką pensją czy bez pracy, z doktoratem czy tylko inżynierem – tutaj nie chodzi o poczucie własnej wartości – tutaj chodzi o coś więcej – o zadowolenie z siebie samej.

Ale dlaczego musi być od razu super – bez cellulitu, z modelem u boku i modną torebką na ramieniu czyli tak, jak na fotkach z Instagrama? Dlaczego nie cieszysz się, gdy jest wystarczająco dobrze? Bo nie umiesz być dla siebie samej wystarczająco dobra.

 

W dążeniu do bycia jak najlepszym nie ma nic złego, o ile nie tracisz radości z momentów gdy jest wystarczająco dobrze. 

 

Są oczywiście sytuacje, gdy otwierasz się przed kimś całkowicie i liczysz, że ta druga osoba prędzej czy później zrobi to samo, a kończy się jak zwykle, czyli jednak na tym, że ta osoba zamyka Ci przed nosem drzwi do swojego serca, zamiast buziaka na do widzenia – dostajesz kopa w dupę poprzez zerwanie przez telefon – co myślisz, tak naprawdę? Że jesteś niewystarczająco dobra. 

 

A dlaczego nie pomyślisz, że gdy los zamyka Ci drzwi, zazwyczaj otwierają się inne drzwi lub co najmniej okno, przez które wyskakujesz? Prędzej czy później dochodzi do Ciebie, że to nie Twoja wina – Ty byłaś wystarczająco dobra a nawet więcej. 

To czemu nie wyszło? Zdarza się i tyle. 

 

Nauczmy się cieszyć tym, co mamy, nauczmy się być dla siebie wystarczająco dobre – a może w końcu zauważymy, że ten Pan z Żabki, które zawsze robi Ci tę samą kawę (bez pytania już, co podać), tak naprawdę uśmiecha się do Ciebie i delikatnie muska Twoje palce podając Ci kubek z wystarczającą dobrą kawą z Żabki. 🙂

Felieton

Wakacyjna miłość, czyli jak nie dać nabić się w butelkę

3 września 2018 / Agnieszka Jabłońska

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość.

Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie. (Z tymi zachodami słońca...

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość. Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie.

(Z tymi zachodami słońca to trzeba uważać i bardzo dokładnie czytać zapisy z katalogów, wbrew pozorom ani kilkadziesiąt godzin w autokarze do Chorwacji, ani lot do Hiszpanii mogą nie zagwarantować odpowiedniej dozy romantyzmu, jeśli słońce chowa się za wyspę-górę lub zachodzi z innej strony).

Urlop jednak dobiegł końca, wakacje zamieniają się w piękne wspomnienia, ale ty wróciłaś do domu z mocnym przekonaniem, że zbudowałaś relację życia i jesteś w związku na odległość. Bardzo serdecznie ci gratuluję i życzę szczęścia, zanim jednak po raz pięćdziesiąty spojrzysz na czarny wyświetlacz smartfona, ty się dziewczyno zastanów!

Czy on również uważa, że jesteście parą?

Mogłaś poznać najfajniejszego faceta, którego nawet nie wypada porównywać do kolegów ze szkoły, czy studiów. Jest jedyny i wyjątkowy, a każdy jego uśmiech sprawia, że zamieniasz się w shake’a waniliowego z czekoladową posypką. Czas, który z nim spędziłaś, był bez wątpienia najlepszy w życiu, a odbicia waszych stóp na piasku wyglądały tak uroczo, że zaczęłaś słyszeć kościelne dzwony. Czy rozmawiałaś z nim o tym, co będzie później? Czy może ostatniego dnia wakacji on podszedł do ciebie i patrząc ci głęboko w oczy, powiedział, że nigdy cię nie zapomni i zawsze będziesz miała specjalne miejsce w jego sercu? Jeśli tak właśnie było, nie chcę cię martwić, ale być może zapomniał cię już po wejściu do samolotu lub autokaru. Ty uznałaś, że to jest zapewnienie o głębi jego uczuć, o waszej wspaniałej więzi, dla niego było to po prostu romantyczne pożegnanie.

Czy w domu nikt na niego nie czeka?

To jest duże ryzyko wakacyjnego romansu. Mało prawdopodobne, że dowiesz się o czekającej kilkaset kilometrów od was dziewczynie swojego Adonisa. Uważaj, bo może okazać się, że ma żonę i dwójkę małych dzieci i chętnie wróci do wygodnego życia, gdy tylko skończy się turnus. Co w takim razie zrobić? Zapytać, jeśli chcesz wiedzieć. To najbardziej w porządku, co możesz zrobić. Dobrym pomysłem będzie również poszukanie informacji o swojej wakacyjnej sympatii na portalach społecznościowych. Możesz zaproponować wakacyjnemu wybrankowi zrobienie super romantycznego selfie i umieszczenie go w Internecie. Jeśli nie będzie chciał, zmiesza się lub wyśmieje temat, to albo koleś jest wyjątkowo niefotogeniczny, albo jego portale śledzi żona.

Czy ty tego chcesz?

Fajnie wrócić z wakacji z bagażem wspomnień i sercem ociekającym miodem niczym świąteczny piernik staropolski. Zastanów się jednak, czy jesteś zainteresowana związkiem na odległość.  Czy wasza relacja ma perspektywy, czy dzielą was setki tysięcy kilometrów, język, kultura i zwyczajnie nie chcesz podporządkowywać swojego życia tablicy lotów? Masz do tego pełne prawo! Wakacje to czas romansów, znajomości kruchych niczym muszelka i orgazmów o sile zdolnej wywołać falę tsunami. Po kilkunastu dniach możesz spokojnie spakować walizkę, założyć okulary przeciwsłoneczne i wsiąść do samolotu uśmiechając się kącikiem ust na samo wspomnienie pośladków poparzonych gorącym piaskiem. Przecież nie po to, żeby teraz tęsknić, podałaś mu ten zmyślony numer telefonu, wariatko!

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo