Change font size Change site colors contrast
Kultura

Czy cyberprzemoc przestała robić na nas wrażenie? 

16 września 2023 / Agnieszka Jabłońska

Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że często żyjemy jedną nogą „tutaj” – we własnym domu, kapciach i na kanapie, a drugą „tam” w internetowym świecie nieograniczonych możliwości.

„Tam” jest zawsze bardziej: bardziej radośnie, bardziej kolorowo, bardziej minimalistycznie, bardziej romantycznie. Jeśli uwiera Cię „tutaj” i coś Ci w życiu nie pasuje, wystarczy, że odblokujesz telefon i jesteś już po drugiej stronie. Tylko uważaj na cyberprzemoc!

W internetowym świecie jest trochę jak w zaczarowanym lesie. Wszystko jest piękne i błyszczące. Influencerki posypane gwiezdnym pyłem najnowszego filtra, dzieci ubrane w piękne stroje – mali chłopcy w muszkach to mój faworyt. Ciasta są jakieś takie bardziej puszyste, niż ten Twój sernik, co urósł, a później opadł… tak ze trzy razy. Kwiaty jakoś lepiej się układają w wazonach, a mieszkania są tak urządzone, że aż Cię skręca w dołku. Niby bez wysiłku, być może z nonszalancją, ale taką na miarę bohemy Nowego Jorku, a nie po-PRL-owskiego osiedla bloków z lat 70.  

Weź trochę internetowego pyłu dla siebie

Nic dziwnego, że zaglądasz na social media, żeby poczuć się lepiej. Bo skoro inni tak mogą jeść sobie codziennie śniadanie w kawiarni i kruszyć na około tymi croissantami z prawdziwym masłem, to może… Sama się przed sobą nie przyznasz, że gdzieś pomiędzy dojazdem do pracy, a chwilą, w której przyłożysz głowę do poduszki, marzysz o takim życiu. Ciekawym, interesującym, pełnym ładnych, pięknie ubranych i ciekawych ludzi. Takich wiesz, żeby i na miasto można było pójść, i o książkach porozmawiać. W Internecie takich ludzi jest pełno! Żeby Twój facet taki był, to by Wam się lepiej żyło po prostu. Jak mąż tej Kasi, co chodziłaś z nią 25 lat temu do podstawówki, a teraz z wypiekami na twarzy śledzisz jej profil na Insta. No, Kaśki mąż to i wygląda, i prezenty daje, i na kolacje romantyczne zabiera. Czasami aż poczerwieniejesz, jak zobaczysz na smartfonie kolejny bukiet róż tak duży, że nie zmieściłby się do żadnego Twojego wazonu. 

Czasem też byś chciała żeby i na Ciebie spadło trochę tego ciepłego światełka zainteresowania. Żeby na  drugim końcu Polski jakaś dziewczyna dała lajka pod zdjęciem Twojego kubka w kropki. Chciałabyś w serduszkach i buźkach znaleźć potwierdzenie, że jesteś fajna. 

Internet taki (nie) bezpieczny 

Skoro „tamten” świat jest taki piękny i tak dobrze można się w nim poczuć, to jest też bezpieczny, prawda? Co złego może Cię spotkać, gdy oglądasz zdjęcia z wakacji swojej koleżanki z biura, wykonujesz ćwiczenia zalecane przez znaną sportsmenkę, czy należysz do grupy poświęconej robieniu na drutach? 

Internet to miejsce, gdzie ludzie są anonimowi. Możesz być Anią z Gliwic, ale Basia z Katowic, z którą regularnie piszesz, może być Tomkiem z Leszna i mieć naprawdę kiepskie myśli, gdy radzisz się Basi, w której sukience lepiej wyglądasz. To jest dla nas jasne. Znamy to zjawisko i wiemy, że trzeba być ostrożną, gdy jesteś w Internecie.  Jednak na fali życia „tam” kwitnie jeszcze jedno zjawisko – cyberprzemoc. I z tym pojęciem trochę się już osłuchałyśmy, dlatego przestało robić na nas wrażenie. To trochę jak z kieszonkowcami na targowisku – jest rynek, trzeba pilnować portfela. Jest sieć, więc trzeba pilnować… no właśnie czego?

Media społecznościowe – dobre, bo w domu 

Media społecznościowe nasz rozluźniają. Czujemy się trochę jak w grupie przyjaciół, na fajnym obozie studenckim albo na wyjeździe integracyjnym.  W domowym zaciszu siedzimy sobie w kapciach, starych dresach i pijemy kakao. Komentujemy zdjęcia, dodajemy posty i ślemy do każdego buźkę i uśmiech. Dzielimy się poglądami, zbieramy lajki i nagle… bach! Dosięga nas cyberprzemoc. 

Ktoś napisał, że jesteśmy grube i brzydkie jak noc, gdy pokazałyśmy fotkę w naszej ulubionej sukience. Dla kogoś mamy kudły, które wyglądają jak mokry pudel, a ktoś inny uważa, że z takimi nogami, to dla nas tylko i zawsze spodnie. Reakcja? „No wiesz, jak publikujesz w Internecie, musisz liczyć się z reakcją.” To jest forma cyberprzemocy! Możesz jej doświadczyć w czasie codziennego, rutynowego zaglądania na Fejsa. 

Slow wyklucza social media 

Otaczanie się miłymi i sympatycznymi ludźmi jest trudne w realu, a w Internecie – niemal niemożliwe. W social mediach może być każdy, weź tylko pod uwagę, że wśród ludzi, którzy mają ponadprzeciętnie rozbudowane życie wewnętrzne, social media stają się dodatkiem lub narzędziem do zbudowania pozycji bloga, wypromowania kanału lub dzielenia się fajnymi akcjami. 

Tort influencerski taki duży 

Teraz wyobraź sobie, że jesteś influencerką, a media społecznościowe to miejsce, w którym pośrednio lub bezpośrednio zarabiasz pieniądze. Robisz to, polecając określone produkty, usługi i miejsca oraz dzieląc się swoimi opiniami. Użyczasz swojego wizerunku za pieniądze lub budujesz własną markę. Pracujesz na swój wizerunek i swoją rozpoznawalność. Kiedy masz największe szanse na sprzedaż? Gdy zbudujesz dużą społeczność osób, które polubią Ciebie i Twój styl życia, czyli wizerunek, jaki kreujesz w Internecie.  

Społeczeństwo uważa, że współczesny influencer to taki bohater-coach, który pojawił się w Internecie, aby nauczyć nas, jak mamy żyć. Jego doświadczenia są zawsze pełniejsze – on to potrafi jakoś tak przedstawić… jego emocje zawsze są bardziej dopasowane do okazji, a jego życie wspaniałe. Dlaczego nie mamy go naśladować? Wspaniała praca, wolność – spacer o godzinie 12.30 w październikowy, słoneczny dzień – poproszę! Sesja foto dla znanej marki z artykułami wyposażenia wnętrz – bardzo spoko. Zaproszenia na liczne eventy, prezentacje i  to najlepiej w Warszawie – świetnie! 

Obarczać kogoś – tak miło 

Zrzucamy na barki ludzi – często bardzo młodych – ogromną odpowiedzialność. Obarczamy kogoś, kto umie robić piękne zdjęcia i ma cokolwiek ciekawego do powiedzenia, odpowiedzialnością za to, jaki kupimy krem, jaką bluzkę i gdzie zjemy obiad na mieście. A później mamy pretensje, bo krem kosztował 100 złotych, a wylazły nam po nim wielkie krosty, bluzka źle na nas leży, a w restauracji podali przesolone ziemniaki. Nie ma luzu, nie ma pozwolenia na pomyłkę. „Jeśli jesteś influencerką i ja Cię lajkuję, to Ty masz mi gwarantować, że to, co polecasz, jest świetne. A jeśli nie, to ja Cię pokażę.” Tak zaczyna się cyberprzemoc. 

Internet śmiał się, gdy influencerki potraciły pracę – sponsorów i płakały, bo nie wiedziały, co mają dalej robić. Ich kariera się załamała, a one były po prostu zdruzgotane. Posypał się jad komentarzy, zaczęła się spirala cyberprzemocy. „Influencer to nie zawód!” „Płacze, bo już nie dostanie ciuchów za darmo” „Było się uczyć, a nie w social media siedzieć” „Dobrze jej tak, nie miała żadnej porządnej pracy.” To była właśnie cyberprzemoc. 

Dlaczego wartościujemy ludzi, jako tych, którym warto współczuć i tych, którym się należy? Serio? Uważasz, że zaproszenie do swojego świata 100-200 tysięcy osób nie wymaga wysiłku? Naprawdę myślisz, że przygotowywanie ciekawych postów i pięknych zdjęć wciąż i wciąż nie zajmuje czasu? A odpowiadanie na komentarze, na maile? 

Fanpejdż nie dla Ciebie 

Znana sportsmenka-celebrytka dostaje na swoim profilu pytanie. Pytanie być może jest uszczypliwe, może napisane w złym tonie. Może jego ukrytą intencją jest kogoś obrazić i komuś dopiec, a może doszło do wielkiego nieporozumienia. Dziewczyna, która je zadaje, zostaje zmieszana z błotem przez prawdziwe fanki, a następnie przez samą celebrytkę. To również jest cyberprzemoc, zauważ jednak, że prześladowcą nie musi być osoba, do której należy fanpejdż. W tę rolę mogą łatwo wcielić się jej fanki. 

Wina, odpowiedzialność i cyberprzemoc 

Jeśli ta dziewczyna zrobi sobie później krzywdę, to kto będzie ponosił winę, a kto odpowiedzialność? Czy mamy prawo oczekiwać od influencera, że będzie zwracał uwagę, co dzieje się na jego fanpejdżu? A czy mamy prawo wymagać od szefa, że będzie wiedział, co dzieje się wokół jego firmy?  Czy możemy wymagać, aby gwiazdy rocka dbały o bezpieczeństwo swoich fanów na koncertach? Zobacz, tak! Tak, tego właśnie oczekujemy. Dlaczego więc tak łatwo przychodzi nam usprawiedliwianie kogoś, kto jest twarzą social mediów? Czy szturchnięcie na koncercie albo wejście między dwie pijane osoby to mniejsza trauma niż otrzymanie setki obraźliwych wiadomości dziennie? 

Internet – trudno się bez niego obejść. 

Prawdziwe fanki znanej celebrytki znajdują prywatne konto, zaczynają pisać obraźliwe komentarze. Tworzą fejkowe konta, zaczynają prześladować bliskie osoby i znajomych. Wiesz, że zdarzały się przypadki włamań na konto? Niech dziewczyna wie, że z tą celebrytką się nie zadziera. Miejsce wygodne, bezpieczne, szybko staje się miejscem nieznanym. Na myśl o włączeniu fejsbuka, na którym przecież są znajomi i rodzina, który tak świetnie powiadamiał o ważnych wydarzeniach, na którym można było rozmawiać z klientami. Co wtedy zrobić? 

Upubliczniając swój wizerunek, dajesz prawo innym do współuczestniczenia w tym, co robisz. Dajesz prawo do zadawania pytań i dzielenia się wątpliwościami. Nie inwestujesz tylko w miłe i łatwe. W związku z tym bierzesz na swoje barki również odpowiedzialność. Chociażby za to, aby Twoje standardy wiodły prym na Twoim fanpejdżu „W moim domu nie będziesz robić takich rzeczy!”. 

Czy jednak fanpejdż jest prywatnym miejscem? Nie, jeśli zaprosimy do niego 1 000 000 ludzi. Wtedy staje się prężnie działającą społecznością, którą trzeba zarządzać i której trzeba pokazać, jakie są standardy. To Ty, jako influencerka, nadajesz ton wypowiedziom na Twoim profilu, to Ty masz moc ustalania zasad. 

Czy możemy w takim razie udawać, że nie wiemy, co się dzieje? Czy masz prawo schować głowę w piasek i nie rozwiązywać piątej w tym tygodniu gównoburzy? Jasne, jesteś tylko człowiekiem. Z drugiej strony od tego jest moderacja i jeśli jakiś influencer nie ma moderacji komentarzy, czy to go zwalnia z odpowiedzialności?

Możemy spojrzeć na to w ten sposób, że influencer to marka i wizerunek, który służy do zarabiania pieniędzy. Nie żywy człowiek, bo nie poznajemy człowieka. Dostajemy tylko finalny produkt – piękną oprawę fajnych treści. Wiele pracy, dużo determinacji. 

Czy właściwe osoby dostają od nas tabliczkę „autorytet”? 

Zastanawiałaś się kiedyś, czy Ola z Opola chciała stać się ekspertem w sprawie oszczędzania? Miała być może jakiś pomysł i plan, gdy zakładała swojego bloga, a później kanał na YT. W pewnym momencie wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli, a gdy przyszła propozycja napisania książki, Ola nie wiedziała, co się dzieje. Nagle okazało się, że ma fanpejdż i lubi ją kilkadziesiąt tysięcy osób. Blog ma kilkaset tysięcy wejść, a ona jest „sławna”. Pojawiają się pytania, komentarze, Ola chce na wszystkie odpowiedzieć. Nie daje rady, więc zakłada grupę. Ktoś z grupy wyłudza pieniądze na jej książki, podobno ona o tym wie. Wylewa się fala hejtu „Mogła ogarnąć to lepiej” „Mogła sprawdzać, kogo przyjmuje na grupę”. Ola zostaje zaszczuta. Jej siostra dostaje obraźliwe komentarze, jej chłopak odbiera dziwne połączenia z Messengera. Ola nie może dodać zdjęcia z wakacji, gdy to zrobiła ostatnio, pojawił się komentarz, że „pojechała za moje, ukradzione pieniądze”. 

Czy presja i odpowiedzialność nie są za duże w dzisiejszych social mediach? 

Oczekujemy, że wraz z rozwojem kanału, jego założyciel będzie przedstawiał nam nowe, ciekawsze treści, zmieniał formułę, inwestował w nowy sprzęt. Oczekujemy, że wciąż będzie miał coś nowego do powiedzenia, nowe produkty do polecenia i że u niego to będzie fajnie. Oburzamy się jednak, gdy uczciwie informuje, że post jest sponsorowany, gdy ma czelność testować odkurzacza-robota za 5 tysięcy, bo jakim prawem?! Jesteśmy złe, gdy make-up artystka nie chce zrobić rozdania i oddać kosmetyków, których nie używa – „Przecież ma pełną szufladę!”, wkurzamy się na trenerkę, która zupełnie za darmo publikuje swoje treningi, że nie dodaje nowego filmiku, co drugi dzień. Zawieszamy poprzeczkę tak wysoko, że sami musimy mocno zadrzeć głowę, aby ją w ogóle zauważyć. Tymczasem celebryta ma tam być i jeszcze podejmować wysiłki, aby ją przekroczyć. Chce nosić ubrania? Niech będą etyczne, szyte w Polsce, z organicznej bawełny, a do ich prania używa produktów, które nie niszczą planety. Niech odżywia się zdrowo, ale nie w ramach współpracy na mieście, niech gotuje w domu z bio produktów, ale nie w garnkach, które testował w ramach współpracy. Niech się pięknie maluje, często zmienia sukienki  fryzury i poleca nam swoje produkty, byleby nie były za drogie, bo my nie będziemy tak rozrzutnie tracić pieniędzy na kosmetyki. 

Czy mamy prawo oczekiwać od influencerów etycznego i empatycznego postępowania? 

Podkreślę, że nakładamy na barki influencerów olbrzymią presję. Oczekujemy, że będą się czuli odpowiedzialni za nas, za planetę, za społeczność lokalną. Jednocześnie chcemy, aby uszanowali nasze zdanie, liczyli się z nami i publikowali materiał, którego my oczekujemy. Oni często to robią, kosztem jakiejś fajnej współpracy sponsorowanej, kosztem jednej, czy dwóch zarwanych nocy. 

U niektórych wciąż jest miło i serdecznie i empatycznie, czujemy się częścią społeczności. Bo przecież tego pragniemy, prawda? Aby słynna trenerka pamiętała, że Kasia ma trójkę dzieci i z jej pomocą schudła już 5 kg –  „Świetnie Ci idzie, Kasiu, jestem z Ciebie dumna”, albo żeby ta psycholożka, co ma takie fajne podcasty, trzymała za nas kciuki – „Pamiętam Marysiu, że miałaś problem z jedzeniem słodyczy, cieszę się, że je ograniczyłaś”. 

Inni się po prostu uodparniają. Dają nam treści, jakie są w stanie stworzyć, ale sprawdzają je kilkanaście razy przed publikacją. Robią po kilkaset ujęć, zanim jakieś wstawią na swój profil. Dbają o swój biznes i nie pozwalają sobie na popełnianie w nim błędów. Kochają to, co robią i to, jak wygląda ich życie. Jednocześnie nie chcą się angażować, chcą być twarzą/wizerunkiem/marką, którą profesjonalnie zarządzają. 

Inni walczą o swój kawałek przestrzeni w sieci, o ludzkie traktowanie. O szacunek do ich słabości, o prawo do bycia sobą. Chcą publikować, dzielić się swoim życiem i pasjami. I wiesz, ja uważam, że to wymaga cholernie dużo odwagi, żeby zaprosić 5000 osób do swojego domu, do swojej lodówki, czy kuchni. Pokazałabyś, jak nakładasz makijaż 100.000 ludzi? A może zatańczyłabyś przed nimi? Rozsądne influencerki, które wciąż pozostają sobą na swoim kawałku podłogi, mają trochę blizn i urosła im już całkiem gruba skóra, ale angażują się i potrafią wyznaczać twarde granice. Praktykują bycie bez cyberprzemocy, na ich fanpejdżu nie zrobisz gównoburzy, nie ponarzekasz sobie i nie wdasz się w pyskówkę. Dla wielu osób jest tam nudno.  Dlatego zdarza się, że na nich narzekamy w kuluarach „No nie uwierzysz, jak ta influencerka potraktowała swoją fankę!” A jednak, uwierzę, bo skoro social media próbują burzyć wszystkie granice, to my je teraz musimy postawić na nowo.

Felieton

O emancypacji pewnej Harley Quinn, o której nie musi dowiedzieć się Twoja córka

2 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

Wybraliśmy się z mężem do kina na jeden z tych modnych filmów na bazie komiksów o Harley Quinn.

Lubię tę postać, moim zdaniem jest zabawna i świetnie łączy w sobie inteligentną i oczytaną psychiatrę z niebezpieczną psychopatką zdolną do najgorszych zbrodni. Opinie na temat filmu są podzielone, ale nie należą do najlepszych. 

Jest niedzielne przedpołudnie, siadamy w dużej kinowej sali. Nie ma wielu ludzi, co mnie wcale nie dziwi, bo film o  Harley Quinn grają już od jakiegoś czasu i spokojnie można powiedzieć, że załapaliśmy się na niego rzutem na taśmę. Obok nas siada rodzina ojciec z mamą, a pośrodku dziewczynka, która nie mogła mieć więcej niż 11 lat. 

Kojarzysz Harley Quinn?

Kojarzysz Harley Quinn? To jak się maluje, jak się ubiera i jaką nosi fryzurę? Widziałaś kiedyś, jak pije na umór, jak się przystawia do facetów i bije każdego, kogo popadnie? To jest film na bazie komiksów – możesz to sprawdzić. Margot Robbie dała tej postaci bardzo wiele – w moim odczuciu dzięki niej ta wariatka zyskała trzeci wymiar. Nie jest to postać pozytywna, żadna z niej superbohaterka, a już na pewno nie jest wzorcem dla dziewczynki. 

Kina dopasowują wyświetlane trailery filmów do tego, na jaki film się wybrałaś. Idziesz obejrzeć horror, czekają na Ciebie zwiastuny filmów z dreszczykiem, wybrałaś polski film spodziewaj się, że dowiesz się, co słychać w naszej rodzimej kinematografii. W to niedzielne przedpołudnie nawet trailery były zbyt brutalne, jak dla dziecka w połowie podstawówki. 

Na początku miałam jeszcze nadzieję, że może rodzice dojdą do wniosku, że pomylili seanse i po prostu wyjdą w trakcie. Myślałam, że może uznają, że jednak początkowe sceny wskazują, że nie jest to odpowiedni film dla ich córki, ale oni siedzieli dalej wpatrzeni w ekran. Podobnie jak mała dziewczynka pomiędzy nimi. 

Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz o to mocno walczyć

„Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” nie ma morału – dziewczynka, która kradnie, zyskuje super koleżanki i staje się prawą ręką Harley. Film pokazuje jedynie to, że jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz o to mocno walczyć i przygotować się, że wszyscy faceci będą Ci rzucać kłody pod nogi. Musisz wziąć pod uwagę, że Twój ukochany nie doceni Cię i zostawi, a wtedy życie zmusi Cię, byś stanęła na własne nogi. To w sumie tyle. Nic więcej, nic głębiej. Aha, na koniec okradnij swoje przyjaciółki, bo one i tak sobie poradzą. Wątek śmierci rodziców – jest, brutalna zbrodnia – jest, skalpowanie twarzy i rzucenie skóry na podłogę – jest, łamanie nóg i kości – jest, bicie – również kobiet mocno po twarzy – jest, kradzież jedzenia z supermarketu – jest, złodziejka, która ma super fajne umiejętności – jest. 

Jakie wartości widzisz w tym filmie dla dziewczynki, która dopiero staje się nastolatką? Pewnie, filmy, które oglądamy, mogą być dla nas również rozrywką i nie zawsze musimy się z nich czegoś uczyć. Wydaje mi się jednak, że rozrywką dla dziewczynki w wieku 10-11 lat powinny być bajki, przyjemne filmy o przyjaźni (może ten z Harrisonem Fordem i psem?). Oferta kinowa jest obecnie szeroka – każdy znajdzie seans odpowiedni dla siebie. 

Seans się skończył, w jasnym świetle napisów końcowych przyglądałam się rodzicom. Ojciec porządnie uczesany, w eleganckich butach, płaszczu, okularach w cienkich oprawkach. Mama z burzą blond włosów, w płaszczu i botkach. Byli zadowoleni i zrelaksowani. Dziewczynka chętnie podążała z nimi do wyjścia. Szukałam jakiejkolwiek skazy, jakiegokolwiek znaku ostrzegawczego, który pokazałby, że z tymi rodzicami jest coś nie tak. I wiesz co? Niczego takiego nie znalazłam, ot, normalna rodzina w kinie, w niedzielę – oh, jak przyjemnie. 

Nie wiem, ile rozmów należałoby odbyć z dzieckiem, aby odkręcić w jej głowie to, co zobaczyła. To, co oglądała przez ostatnie dwie godziny. 

Oglądałam film, ale przez cały czas zastanawiałam się, czy czasy tak mocno się zmieniły? Czy poziom brutalności, która obecnie otacza nasze dzieci, musi rosnąć w tak zastraszającym tempie? Przecież ich psychika nie różni się niczym od psychiki ich dziadków, jest tylko mocno nadwyrężona i obciążona przez zbyt wiele bodźców. Przemoc i seks stały się czymś powszechnym i normalnym. 

Brakuje nam solidnej edukacji

Widzę ogromną lukę, brakuje nam solidnej edukacji. Nauczycieli, którzy oglądaliby te same filmy, co ich podopieczni. Rodziców, którzy chcieliby rozmawiać z nauczycielami o tym, na co warto zabrać dziecko do kina. Kin, które odmówią sprzedaży biletów na seans zbyt odważny i brutalny, jak na psychikę małego widza i rządu, który będzie spinał to wszystko klamrą rzetelnych i mądrych przepisów. Zbioru zasad, których nadrzędnym celem będzie mądra i dojrzała ochrona najmłodszych. Tymczasem w Polsce… 

Ministerstwo skutecznie próbuje zabronić edukacji seksualnej w szkole po to, żeby dzieci nie zeszły na złą drogę. Po to, żeby nie pytały o sprawy, o których usłyszą w filmach lub przeczytają w Internecie. Szkoły wprowadzają rygorystyczne regulaminy, zabraniają  malowania paznokci, włosów, używania podkładów. Historie o nauczycielkach, które wycierają uczennicom twarze wilgotnymi chusteczkami, powodując w ten sposób pogorszenie problemów z cerą i depcząc poczucie wartości nastolatków, nie należą do rzadkości. W Internecie wrze od głosów kobiet, które, jako młode dziewczyny były zupełnie inne, mantrą staje się zdanie „Bo ja w ich wieku…”. 

A rodzice zabrali w niedzielne przedpołudnie młodą dziewczynkę do kina na film o Harley Quinn, która postanowiła się wyemancypować. Dziewczyna ma makijaż, ufarbowane włosy, skąpe ubrania i robi, co chce, ma fantazję, jest bandziorką. Kto będzie fajny w oczach ich córki? Pan Kleks z Akademii, wiecznie nieobecni rodzice małego Mikołajka, biedny Kopciuszek, czy Bella, o których dowie się w szkole? 

Moim zdaniem Harley Quinn jest o wiele fajniejsza. A Ty, jak sądzisz?    

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo