Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Czego o macierzyństwie nauczyła nas Beyonce

16 sierpnia 2017 / Monika Pryśko

Kobiety na całym świecie chciałyby choć odrobiny jej charyzmy.

Może także i Ty? Na pewno. Gdyby tak mieć trochę jej urody, głosu, szczęścia! Dlaczego? Beyonce jest silną kobietą. Ogromny sukces, ogromna presja, same trafione decyzje, wygłuszone skandale. Jest piękna, utalentowana i skoncentrowana. Kilka tygodni temu Beyonce urodziła bliźniaki. Dziś jest mamą trójki dzieci. Wow, a my wciąż widzimy ją w czerwonych szpilkach w...

Kobiety na całym świecie chciałyby choć odrobiny jej charyzmy. Może także i Ty? Na pewno. Gdyby tak mieć trochę jej urody, głosu, szczęścia! Dlaczego? Beyonce jest silną kobietą.

Ogromny sukces, ogromna presja, same trafione decyzje, wygłuszone skandale. Jest piękna, utalentowana i skoncentrowana. Kilka tygodni temu Beyonce urodziła bliźniaki. Dziś jest mamą trójki dzieci. Wow, a my wciąż widzimy ją w czerwonych szpilkach w ,,Crazy in love’’!

Skoro może być wzorem do naśladowania – jako business woman, wokalistka, projektantka i aktorka. Może jej pogląd na wychowanie dzieci i macierzyństwo też jest dla kogoś inspirujący? To retoryczne pytanie, bo na pewno jest! W końcu to Królowa, a Blue Ivy, Rumi i Sir to dowód na to, że w tym szalonym świecie pełnym luksusów, rodzina nadal jest na pierwszym miejscu, a kobieta, jeśli już ma się czemuś poddać, to tylko instynktowi, by zostać mamą.

Macierzyństwo to wyzwanie, szczególnie dla tych kobiet, które nie chcą rezygnować z dotychczasowego życia, chcą nadal być aktywne, rozwijać się, jednocześnie być najlepszymi mamami na świecie. Bey mówi –

,,Tylko dlatego, że stajesz się matką, nie znaczy, że tracisz to, kim jesteś.’

Jakże ważne słowa w czasach, gdy kobiety szukają balansu między byciem mamą a kobietą realizującą się zawodowo.

Tak bardzo podziwiam kobiety, które są matkami, a które równoważą rodzinę i pracę. Widzę je i mam w głowie jedno słowo – szacunek. Patrzę na te kobiety i myślę: Tak, to można połączyć, wszystko może się udać„.

Oczywiście, że można to połączyć. Beyonce zauważa coś jeszcze:

,,Lekcje o uległości i kruchości uczyniły nas ofiarami. Kobiety mogą o wiele więcej. Możesz być biznesmenką, matką, artystką i feministką – niezależnie od tego, kim chcesz być – i nadal być seksualną istotą. To się wzajemnie nie wyklucza„.

Ile razy w ciągu ostatnich kilku tygodni rozmawiałaś o kobiecym ciele, tym poporodowym – czy nie za grube, czy podobne do ciała Ani Lewandowskiej? Czemu tyle kobiet nie wygląda tak, jak przed ciążą i skąd ta społeczna presja do bycia idealną? Teraz, po urodzeniu dziecka, naprawdę rozumiem siłę mojego ciała. Czuję, że moje ciało oznacza coś zupełnie innego. No tak, łatwo jej powiedzieć. Ale z drugiej strony, to zdanie każda kobieta powinna zapisać i powiesić na lodówce, w zasięgu wzroku.  

Zapisane? Powieszone? To świetnie! Najważniejsze jednak jest to, że choć tyle nas różni, to jedno łączy – doba każdej z nas ma tylko 24 godziny. I od nas zależy, jakimi myślami i działaniami ją wypełnimy. Ciekawe, do czego zainspirowała Was dziś Beyonce?

Kultura

Podróże duchowe

3 października 2018 / Marta Osadkowska

Skończy się lato i większość z nas wróciła z wyjazdów.

Żegnamy powoli upały, błękitne niebo, morza szum, ptaków śpiew. Może zbliżające się długie jesienne wieczory to dobry pomysł na podróż duchową? Dla wszystkich zainteresowanych, mam do zaoferowania kilka przewodników. Na początek Pema Chodron i „Nigdy nie jest za późno”. Już sam kolor okładki, która jest optymistycznie ciepło-żółta obiecuje coś dobrego. Podtytuł książki brzmi...

Skończy się lato i większość z nas wróciła z wyjazdów. Żegnamy powoli upały, błękitne niebo, morza szum, ptaków śpiew. Może zbliżające się długie jesienne wieczory to dobry pomysł na podróż duchową? Dla wszystkich zainteresowanych, mam do zaoferowania kilka przewodników.

Na początek Pema Chodron i „Nigdy nie jest za późno”.

Już sam kolor okładki, która jest optymistycznie ciepło-żółta obiecuje coś dobrego. Podtytuł książki brzmi „Jak czerpać siłę z przeciwności losu”. To właśnie niespodziewana, pozorna katastrofa, odmieniła spojrzenie na świat autorki, a co za tym idzie, ją samą. Pewnego dnia jej mąż zaparkował auto na podjeździe przed ich pięknym domem, na którego tarasie cieszyła się swoim pełnym życiem popijając herbatę i zakomunikował, że odchodzi do innej kobiety. Gdy dotarło do niej, co właśnie usłyszała, rzuciła w zdrajcę kamieniem. Była wściekła i właśnie to uczucie zaprowadziło ją w szeregi buddystów. Długo nie mogła znaleźć stabilności i poczucia bezpieczeństwa, instynktownie jednak czuła, że źle robi szukając ich poza sobą. W końcu przestała się szarpać, odrzuciła drogi na skróty, zgłębiła nauki dharmy i została mniszką. Jasne, że to brzmi jak z hollywoodzkiego filmiku, zresztą właśnie amerykańskie gwiazdy upodobały sobie Chodron na przewodniczkę duchową. Nie ma co się tym przejmować, bo książka jest ciekawa i daje wiele do myślenia. Nie trzeba znać żadnych buddyjskich tekstów czy podstaw filozofii, żeby ją zrozumieć i znaleźć w niej coś dla siebie.

Pema Chodron oswaja czytelnika z naukami mnichów, z medytacją, z siłą uważności.

Właśnie tak trzeba do tej książki podejść, z uważnością, inaczej czytanie jej nie ma sensu. Jest tam wiele drogowskazów, nad którymi warto się zastanowić, jak ten: Dotarcie do kresu swoich sił nie jest karą. Przeciwnie: nasze przerażenie w obliczu własnej śmierci jest oznaką zdrowia. Podobnie jak wysiłek, by nie poddać się tym uczuciom, potraktować je jako sygnał, że czas zaniechać walki i wreszcie stanąć twarzą w twarz z tym, co nas przeraża. Rozczarowanie czy niepokój zapowiadają, że za chwilę wkroczymy na nieznane terytorium.

Tym, którzy chcą więcej dowiedzieć się o życiu mnichów, spodoba się książka „Urodzony w Tybecie”.

To historia mężczyzny, który będąc trzynastomiesięcznym bobasem, został rozpoznany jako kolejne wcielenie lamy. Od tego czasu wiódł życie w klasztorze, poznając nauki Buddy i medytując. Jego los splata się z historią Tybetu i jego mieszkańców – Chogyam przeżywa inwazję komunistycznych Chin i jak większość jego braci, musi ratować się ucieczką z kraju. Wędruje przez Himalaje do Indii, skąd wyrusza na Zachód, a jego ojczyzna oficjalnie znika z map świata, stając się prowincją agresora. W swojej opowieści przenosi nas w tamto miejsce i czasy. Możemy odwiedzić klasztor, poznać tryb życia mnichów, ich nawyki i filozofię. Ale nie tylko to. Autor maluje słowami piękne tereny Tybetu, niełatwy klimat tego miejsca i trudy związane z codziennym życiem jego mieszkańców.

Jak w tym rejonie sytuacja wygląda dziś, opisuje Natasza Goerke w książce „Tam”.

Bohaterem jej opowieści jest Nepal z czasu trzęsienia ziemi w 2015 roku. Autorka przeżyła je wraz ze swoimi bohaterami, a później wielokrotnie do nich wracała. Przybliża czytelnikowi ten biedny kraj, który żyjąc głównie z rolnictwa, małe ma szanse na poprawę sytuacji gospodarczej. Turyści, owszem, przynoszą dochody, ale tylko nielicznym. Zyski z pielgrzymek do świętych miejsc Buddy, wpadają do indyjskich kieszeni. „Tam” nie jest przewodnikiem duchowym, nie znajdziemy tu buddyjskich nauk. Jednak dla osób, które są ciekawe wschodnich filozofii, może być interesujące, jak wygląda życie Nepalczyków. A wygląda niebanalnie.

Tym, którzy chcieliby poznać buddyzm „od podstaw”, polecam książkę „O naturze rzeczy”.

Jej autorem jest Lama Ole Nydahl, jeden z pierwszych ludzi Zachodu, który został lamą. Podąża on buddyzmem Diamentowej Drogi, podróżuje po świecie budując ośrodki tego odłamu, dając wykłady i spotykając się z ludźmi. Bywa także w Polsce, a spotkania z nim przyciągają tłumy. Może dlatego, że z pochodzenia jest Duńczykiem i wie, jakim językiem przekazywać wschodnie nauki Europejczykom i Amerykanom? Jest autorem wielu książek, a „O naturze rzeczy” jest, moim zdaniem, doskonałym wstępem do poznania buddyzmu i zrozumienia go. Piszę to z punktu widzenia osoby, która kilka lat temu, ciekawa tej filozofii, sięgnęła po pisma Dalajlamy i szybko stwierdziła, że za głupia jest na pojęcie mądrości mnichów. Cieszę się, że na mojej drodze pojawił się Lama Ole i przełamałam to pierwsze wrażenie.

A żeby nie było tak wrześniowo i podręcznikowo, to na koniec mam powieść.

Też w niej buddyjsko, ale dzieje się w Indiach. Czy na pewno? A może to tylko „Ułuda”? Artur Cieślar napisał historię zagarniającą czytelnika w całości. Piękna, wzruszająca i mądra. Co mnie dodatkowo zachwyciło, to fakt, że w trakcie lektury ścierają się z okładki złote literki, układające się na tytuł.

Na ostateczną zachętę, cytat:

Życie, jeśli tylko ma się z nim dobry kontakt, nieustannie pobudza nas do wyobraźni, wznieca w nas świadomość niezliczonych form egzystencji i rozumienie tego, że każda z nich mogłaby przypaść nam w udziale. Dlatego błogosławiona jesteś, o wyobraźni! Bez ciebie żylibyśmy w ciągłym oderwaniu od światów, które uważalibyśmy, całkiem mylnie, za nieswoje, za takie, do których nigdy nie trafimy, albo wręcz nieistniejące.

 

Dobrej podróży!

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo