Change font size Change site colors contrast
Kultura

Całują, żeby się nie pogryźć – relacje między kobietami

26 listopada 2017 / Marta Osadkowska

Ile na świecie przedstawicielek pięknej płci, tyle skomplikowanych, pełnych emocji relacji im towarzyszących.

Koleżanki z podwórka, przyjaciółki ze szkoły, siostry krwi, powierniczki, kumpelki, rywalki, idolki. Te, do bliskości, z którymi dążymy i te, których unikamy za wszelką cenę. Czy zdajemy sobie sprawę, kiedy związek przestaje być pięknie głęboki i zaczyna być toksyczny?

 

Na początku lat 90-tych na ekrany kin wszedł film „Single white female”, który szybko zdobył miano kultowego dreszczowca. Bridget Fonda gra w nim kobietę, która po rozstaniu z chłopakiem zamieszkuje z obcą współlokatorką, która wydaje się być lekiem na jej skołatane nerwy. Spokojna, cicha Hedra jawi się jako dobry materiał na przyjaciółkę, z którą można rozpoczynać nowy rozdział w życiu. Czego Alison nie zauważa, to, że ich życia zaczynają stawać się przerażająco podobne. Hedra popada w obsesję, chce nie tyle zbliżyć się do nowej przyjaciółki, ile stać się nią. Jeść z jej miseczki, spać w jej łóżeczku. W filmie pokazany jest skrajny przykład relacji, który skończyć się może tylko tragedią.

Więzi, jakie wytwarzają się między kobietami, fascynują autorów, bo mają w sobie cały mikrokosmos relacji. I żaden mężczyzna nie może rywalizować z tymi uczuciami.

Chyba najsłynniejszą historię o przyjaźni dwóch kobiet napisała w ostatnich latach Elena Ferrante. Cztery grube tomy składające się na „powieści neapolitańskie” czyta się jednym tchem. To kronika relacji między Lilą i Eleną, ich walki o wyrwanie się z biedy, miłości, której nieodłącznym elementem jest rywalizacja, bliskość, która rani i koi, niszczy i motywuje do walki. Ta relacja jest przyczyną decyzji podejmowanych przez obie kobiety, od dzieciństwa, aż po starość, która pozwala jednej z nich zniknąć bez śladu.

W swojej najnowszej książce „Swing Time”, Zadie Smith kreśli portret przyjaciółek z dzieciństwa. Dwie dziewczynki o brązowym kolorze skóry poznają się na zajęciach z tańca, w których biorą udział białe panienki z okolicy. Ich odmienność sprawia, że naturalnie zwracają na siebie uwagę i widzą w sobie sojuszniczki. Obie kochają taniec, musicale i marzą o karierze na scenie. Ale prawdziwy talent ma tylko jedna, Tracey. Druga, bezimienna narratorka, pomimo oddania całej duszy swojej pasji, nie jest w stanie osiągnąć poziomu, który dawałby nadzieję na sukces. Jednak przepaść między zdolnościami dziewczynek nie stanowi przeszkody w ich przyjaźni. To raczej warunki, w jakich się wychowują, wartości wpajane im przez rodziców i sytuacje, w których los sprawdzać będzie ich wytrzymałość, poprowadzą je różnymi drogami. Ale ich relacja nigdy nie dostanie stempla z datą ważności. Narratorka, która spędzi dorosłe życie pracując jako asystentka gwiazdy pop, będzie szukać śladów przyjaciółki. Spotkają się wiele razy, na różnych etapach swojego życia. I zawsze będzie jasne, że nić między nimi, zadzierzgnięta w dzieciństwie, nigdy się nie zerwała.

Smith opowiadając historię dwóch małych tancerek nie zaniedbuje tematów, które są bazą jej twórczości. Problemy kolorowych obywateli europejskich miast, post kolonializm białych turystów w Afryce, poszukiwanie własnej tożsamości na obcej ziemi – to wszystko znajdziemy w „Swing time”.

Autorka porusza też temat, o którym zbyt rzadko się wspomina: jakie konsekwencje ma bezmyślna działalność charytatywna bogatych białych na biednym czarnym kontynencie.

Jak kończy się wykorzystywanie akcji pomocowych dla celów promocyjnych. I co się dzieje, gdy gwiazdy przestają interesować się swoimi medialnymi projektami i zapominają o tym, że miały poprawiać życie dzieci z afrykańskich wiosek.

Czasami fascynacja inną kobietą może doprowadzić do tragedii nie tylko osób zaangażowanych w relację. Efekt takiego zaślepienia opisuje Emma Cline w książce „Dziewczyny”. Jej akcja toczy się pod koniec lat 60. XX wieku, a rozpoczyna ją zachwyt nieśmiałej nastolatki, Evie, nad tajemniczymi hipiskami obserwowanymi w parku: „śmiech zwrócił moją uwagę, dziewczęta przykuły wzrok… te długowłose dziewczyny zdawały się płynąć ponad wszystkim, co wokół nich się działo, tragiczne i odizolowane. Jak rodzina królewska na wygnaniu. Dziewczyny igrały z niepewną granicą, na której uroda i brzydota istniały równocześnie…”. Evie podąży za obiektami swej fascynacji, przyłączy się do sekty Charlesa Mansona, zamieszka na zrujnowanym ranchu i weźmie udział w najsłynniejszym zbiorowym morderstwie Ameryki. Jednak to, do czego inne dziewczęta z grupy popchnie oddanie charyzmatycznemu psychopacie, Evie zrobi z powodu obsesji na punkcie Suzanne.

Możemy zobaczyć bohaterki tej historii: zdjęcia roześmianych młodych kobiet, w krótkich sukienkach, z potarganymi włosami, obiegły świat po brutalnych morderstwach w willi Sharon Tate i Romana Polańskiego.

Nie potrzeba jednak rozlewu krwi, żeby historia relacji między kobietami przyprawiała o dreszcze. Niezwykle ciekawie opisuje ten wątek Delphine de Vigan w książce „Prawdziwa historia”. Główna bohaterka, alter ego autorki, właśnie zbiera efekty wydania autobiograficznej książki, w której opisała traumatyczne doświadczenia swojej rodziny, zakończone śmiercią chorej matki. Tysiące sprzedanych egzemplarzy, wywiady, spotkania z czytelnikami, prośby o artykuły. I anonimy przychodzące na domowy adres, pełne ataków i gróźb. Delphine jest bardzo wrażliwa, w dzieciństwie dostała łatkę „uczuciowej”, nie radzi sobie z tłumem i zainteresowaniem. Nawet tym motywowanym pozytywnymi emocjami. Dopada ją niemoc twórcza, objawiająca się atakami paniki. Nawet wzięcie do ręki pióra graniczy z cudem, nie wspominając o otwarciu pliku i napisaniu czegokolwiek. Wtedy w jej życiu pojawia się tajemnicza L. Kobieta piękna, zadbana i zaradna. Jedna z tych, na których ubrania zawsze leżą doskonale, włosy nigdy nie mają gorszego dnia, a lakier na paznokciach nie odpryskuje. L. pracuje jako ghostwriter dla celebrytów i polityków, jest wdową i nie lubi opowiadać o sobie. Przejmuje kontrolę nad osłabioną pisarką, stopniowo zawłaszcza jej życie, odcinając ją od przyjaciół i obowiązków. Wpływa na podejmowane przez Delphine decyzje, kontroluje jej relacje. Kulminacja związku dwóch kobiet ma miejsce w wiejskiej posiadłości przyjaciela autorki, do której obie panie udają się po jej niefortunnym upadku, w efekcie którego skazana jest na gips i pomoc przyjaciółki. Delphine, do tej pory bierna i całkowicie zdominowana, podejmuje decyzję, która odmienia układ sił: „przestałam być tą bezkrwistą pisarką, którą L. podtrzymywała od miesięcy, stałam się wampirem, który wkrótce miał żywić się jej krwią. Po krzyżu przebiegł mi dreszcz strachu i ekscytacji”.  Ale zakończenie tej historii zostawia czytelnika na potężnym wdechu. Bo relacja dwóch kobiet może zacząć się niewinnie i po cichu, ale skończyć się może tylko z hukiem.

Usłyszałam kiedyś powiedzonko „to takie przyjaciółki, które na powitanie się całują, żeby się nie pogryzły”. Stojący obok mnie brat śmiał się, że to absurd. Ale mnie to wcale nie rozbawiło. Jako kobieta doskonale rozumiem zawartą w tym zdaniu prawdę. I nie widzę w niej ani krzty absurdu.

 


Książki:

  1. Ellena Ferrante, cykl neapolitański: „Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki”, „Historia zaginionej dziewczynki”, Wydawnictwo Sonia Draga
  2. Zadie Smith: „Swing time”, wyd.Znak
  3. Emma Cline: „Dziewczyny”, Wydawnictwo Sonia Draga
  4. Delphine de Vigan: „Prawdziwa historia”, Wydawnictwo Sonia Draga.

 


Designed by prostooleh / Freepik

Herstory

Kobiety XXI wieku. Takie jak my.

24 stycznia 2021 / Marta Osadkowska

Kobiety XXI wieku.

Co myślisz, kiedy słyszysz lub czytasz to hasło? Jaki obrazek pierwszy przychodzi Ci do głowy?

Rosiete ma 45 lat.

Urodziła się i wychowała w pierwszej faweli w Rio de Janeiro. Na ulicy straciła ojca, męża i zięcia. Wojny między gangami, strzelaniny z wojskiem, akty zemsty, brutalne porachunki – to codzienność najbiedniejszych dzielnic brazylijskiego miasta. W kraju słynącym z korupcji wojsko nie jest bezstronne. Ciała zamordowanych mężczyzn mogą trafić w ręce przeciwników, którzy porąbią je na kawałki i wyrzucą na śmietnisku. Tutaj szukają ich kobiety, żeby zadbać o godny pochówek. Dla turystów organizuje się wycieczki do faweli. W opancerzonym jeepie, eskortowanym przez uzbrojonych żołnierzy, można wjechać w biedne rejony, obejrzeć nędzę, brud, smutek i strach. Taka atrakcja.

 

Peng mieszka w Kambodży.

Wraz z mężem i innymi wykładowcami z Akademii Sztuk Pięknych założyli stowarzyszenie pomagające ubogim, często osieroconym dzieciom. Uczy i szuka środków na utrzymanie podopiecznych, którzy mieszkają u niej w domu. Nie było łatwo, ale udawało się zdobyć wystarczająco pieniędzy, żeby pomóc bezbronnym dzieciakom. Niestety usłyszeli, że czeka ich eksmisja. Okolica będzie przebudowywana. Rząd nie przejmuje się losem eksmitowanych mieszkańców, nie mogą liczyć na żadną pomoc, nikogo nie obchodzi, gdzie pójdą. Mają zniknąć i nie przeszkadzać w planach zabudowy terenu. Próbują walczyć o swoje, ale z uzbrojoną policją i ciężkim sprzętem nie mają szans.

 

Shanti całe dzieciństwo spędziła w kamieniołomach na wzgórzach Rajasthan (Indie).

Nie chodziła do szkoły, pracowała przy rozłupywaniu kamieni. Gdy rodzice chcieli wydać ją za mąż, uciekła i żyła z mężczyzną, którego kochała. Jest z siebie bardzo dumna, w jej kulturze taka postawa nie jest tolerowana i często spotyka się z surową karą. Żadnych konsekwencji nie ma natomiast gwałt, na który mężczyźni pozwalają sobie w Indiach nagminnie. Po Shanti tez przychodzili, dlatego zawsze pod ubraniem miała długi nóż. Nie dała się tknąć.

 

Urmila została wydana za mąż w wieku 14 lat.

Starszy brat jej męża był wdowcem i miał ochotę na seks z młodą szwagierką. Nikt jej nie bronił, słyszała wokół, że musi mu się poddać. Dzielnie opierała się mężczyźnie, za co została dotkliwie pobita grubymi kijami. Uciekła i została prostytutką. Shantosh w dniu ślubu miała 15 lat, jej mąż 40. Na 12 lat zamknął ją w pokoju, odciął od świata i rodziny.

 

Lena ma dwadzieścia cztery lata, skończyła uniwersytet w Moskwie.

Teraz mieszka w Biesłanie. Miejscowość znana jest na świecie z jednej z największych tragedii, której można było zapobiec. Podczas rozpoczęcia roku 1 września 2004 do szkoły podstawowej wtargnęli czeczeńscy terroryści. Dwa dni później wojsko przeprowadziło szturm. Zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci. Kolejnych 783 zostało rannych. Ani jeden człowiek nie wyszedł z tego miejsca bez szwanku. Taka tragedia nie mija z czasem, dla mieszkańców Biesłanu czas nie goi ran. Lena pamięta zapachy z sali, w której była przetrzymywana, głód i picie własnego moczu. Wody ani jedzenia mali zakładnicy nie dostali. Starszy brat Leny zginął na jej oczach. Kula w plecy. Kobieta stara się żyć, zapomnieć. Ale sny nie pozwalają. Dlatego wróciła do Biesłanu, miasta duchów. Tutaj wszyscy rozumieją, co przeżywa. Tutaj życie płynie na dwóch poziomach, przeszłość jest tym mocniej przeżywanym. 

 

Ratana, odkąd pamięta, pracowała na wysypisku śmieci.

Musiała zbierać i sprzedawać surowce wtórne, żeby zapłacić za szkołę. Szukała wszystkiego, za co mogła dostać pieniądze: plastik, żelazo, stal nierdzewną, miedź. Żyła na ulicy, niewielu zaznała w życiu chwil radości. Nigdy nie płakała przy drugim człowieku, swój ból chowa głęboko.

 

Yoani mieszka w Hawanie, prowadzi blog „Generation Y”.

Żeby napisać post, przebiera się za cudzoziemkę (geny odziedziczone po hiszpańskich dziadkach ułatwiają tę metamorfozę). Po co ten kamuflaż? Obywatele Kuby nie mają prawa korzystać z Internetu, nawet jeśli uda im się zdobyć lub zbudować komputer. Dostęp do sieci mają tylko turyści mieszkający w hotelach, do których miejscowi mają zakaz wstępu. Żeby opisywać absurdalny świat wykreowany przez Fidela Castro, Yoani udaje cudzoziemkę i płaci wygórowaną cenę za łącze internetowe. Na „wyspie jak wulkan gorącej” panuje podwójny system monetarny, inna waluta jest dla kubańczyków, inna dla turystów. Pensje i emerytury są wypłacane w krajowym peso, zaś towary poza rynkiem reglamentowanym są sprzedawane w peso wymienialnym. 1 wymienialne peso to około 25 krajowych, co oznacza, że są one dla kubańczyków właściwie niedostępne. W efekcie najlepiej zarabiają ci, którzy mają kontakt z turystami, najlepiej ci, którzy dostają napiwki. Sprzątaczka w hotelu dla cudzoziemców zarabia znacznie lepiej niż lekarz medycyny. Komunistyczna utopia pozostawia swoich mieszkańców bez prawa do zmiany, do decydowania o własnym losie. Państwo kontroluje ich wydatki, talerze, warunki mieszkaniowe. O podróżach pomarzyć mogą tylko wybrańcy. Yoani bardzo chciała mieć drugie dziecko, ale wystarczyła chwila refleksji, żeby z niego zrezygnować. Wyobraziła sobie, że za dwadzieścia lat jej dzieci mieszkają z nią nadal, ale dodatkowo wprowadzają się ich małżonkowie. Na przydział mieszkania czeka się czterdzieści lat. Nowe budynki tutaj nie powstają, nie ma więc możliwości wyprowadzenia się od rodziców. Yoani zrozumiała, że na wymarzoną córeczkę dosłownie nie ma miejsca.

 

Rashmila urodziła się w nepalskiej wiosce.

W jej kraju czci się boginie, ale kobiety nie mają żadnych praw. Jest córką, żoną, synową, matką i tylko wypełnianie obowiązków wypływających z tych ról o niej świadczy; na tej podstawie jest oceniana. W Nepalu wyklucza się kobiety na dwóch poziomach: formalnym i nieformalnym. Pierwszym rządzą dyskryminacyjne przepisy prawne, drugim niepisane normy, zwyczaje i tradycje, uznające kobietę za podległą, gorszą od mężczyzny. Patriarchalizm zakłada podporządkowanie kobiety mężczyźnie we wszystkich sferach, które się wzajemnie zazębiają: ekonomicznej, społecznej, religijnej, kulturowej, politycznej, prawnej i ideologicznej. Jakby tego było mało, wystarczy jedno oskarżenie o to, że jest czarownicą, a spotka ją prześladowanie i tortury. 

 

Bendu urodziła się w Sierra Leone.

Jej rodzice zginęli podczas wojny z liberyjskimi watażkami. Była zmuszana do niewolniczej pracy, strzelania na oślep w dżungli podczas operacji wojskowych. Brutalne napastowanie przez żołnierzy wyparła z pamięci, żeby jakoś wrócić do życia. Po wojnie zajęli się nią lekarze ONZ, mogła też wrócić do szkoły. Tutaj wreszcie, pierwszy raz w życiu, miała możliwość spojrzenia w lustro i zobaczenia swojej twarzy. Do tej pory nie wiedziała, jak wygląda. Kiedy rok po zakończeniu wojny kupiła małe lusterko w plastikowej ramce, poczuła, że jej życie zaczyna się od nowa. W szkole nie czuła się swobodnie, umiała mniej niż rówieśniczki, wyglądała inaczej niż one. Wiele lat chodziła boso w buszu, więc miała spuchnięte, zniekształcone stopy, przez co koleżanki się z niej naśmiewały. W przerwach rozmawiały o tym, co czeka je po zakończeniu nauki: inicjacja, która uczyni z nich kobiety. Genitalne okaleczanie kobiet jest w tych rejonach nadal praktykowane, po wycięciu łechtaczki, bez znieczulenia i środków odkażających, dziewczynka staje się kobietą. Oczekuje się, że dziewczęta bezwolnie poddadzą się przemocy i pozwolą, by amputowano im nie tylko wrażliwą część ciała, ale też poczucie kontroli nad własnym losem. A wszystko dlatego, że przeszły to kiedyś ich matki i babki. Bo w Afryce starsi wiedzą lepiej.

 

Dla bohaterek nagrodzonego Oscarem filmu „Period. End of sentence” menstruacja jest poważnym problemem.

Mieszkają w Indiach, niedaleko New Delhi. Nikt nie tłumaczy, czym jest, słyszą raczej, że to zła krew wypływa z kobiet. I że ma to coś wspólnego z możliwością rodzenia dzieci. Jedna z młodych kobiet zrezygnowała ze szkoły z powodu okresu. Miała do dyspozycji tylko ściereczkę, która szybko nasiąkała krwią i musiała ją często zmieniać, a nie było do tego warunków. Musiała odchodzić bardzo daleko, żeby być sama. Wierzyła, że coś się zmieni i będzie mogła dalej się uczyć, ale niestety, nie dała rady. Kobiety w trakcie miesiączki uważane są za nieczyste, nie powinny mieć z nikim kontaktu, bywać w miejscach publicznych. Nie mają dostępu do środków higieny, podpaski robią ze starych, bawełnianych ubrań. Zużyte zakopują w nocy, czasem wywlekają je psy i jest wstyd. Kwestii higieny nawet nie poruszają, to luksus. Większości kobiet w Indiach nie stać na podpaski, a i te, które mają na nie środki, często wstydzą się je kupować. Te grube, wypełnione watą, których u nas chyba nikt już nie kupuje, dla nich są cudem, który odmieni ich życie. 

 

Są piękne, śpiewają i szukają radości każdego dnia.

Stawiają czoła gwałtom, przemocy, nędzy i niesprawiedliwości dzisiejszego świata. Uśmiechają się tym poruszającym uśmiechem pełnym doświadczenia i świadomości. Tym uśmiechem pełnym mocy, który pokonuje całe zło, którego doświadczają. On jest ja rzucenie wyzwania okrutnemu losowi. To uśmiech pełen satysfakcji mówiący: żyję, daję radę, jeszcze mnie nie złamałeś. Jest w nim ból i smutek, ale przede wszystkim jest siła i nadzieja. Codziennie walczą o życie swoje i bliskich. Wiedzą, że nie wyproszą sobie praw, muszą o nie walczyć siłą.

 

Pomyślmy o nich czasami. Niczym się od nas nie różnią, po prostu urodziły się w innym, trudniejszym do życia miejscu. To kobiety XXI wieku, tak jak my.

 

 

 

Źródła:
  1. „Women are heroes”, reż. anonimowy.
  2. “Period. End of sentence”, reż. Rayka Zehtabchi.
  3. “Burka w Nepalu nazywa się sari”, Edyta Stępczak.
  4. „Urodziłam się dziewczynką”, dzieło zbiorowe.
  5. „Cuba Libre”, Yoani Sanchez.
  6. „Przyszło nam tu żyć”, Jelena Kostiuczenko.
This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo