ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Całe życie w telefonie, czyli aplikacje idealne dla współczesnych kobiet

16 grudnia 2019 / The Mother Mag

Jestem fanką nowoczesnych technologii.

Nie śmiem zaprzeczać. Co prawda mam analogowy, papierowy kalendarz, który wypełniam piórem, ale to raczej moja fanaberia i fetysz, więc się nie liczy.

Pamiętam doskonale czasy, kiedy na rynek wchodziły pierwsze smartfony.

Były obrzydliwie drogie, obiektywnie wcale nie takie rewelacyjne i dodatkowo kojarzyły mi się głównie z dużymi aglomeracjami miejskimi, gdzie zarobieni yuppies wydają swoje pieniądze na niepotrzebne gadżety. Zarzekałam się wówczas, że ja nigdy taka nie będę i aż do śmierci zamierzałam korzystać z telefonu z guziczkami, dosyć zbliżonego do kultowej Nokii 3310, ale z kolorowym wyświetlaczem .

Te czasy minęły. Koniec, kropka. Dosyć szybko się poddałam pod naporem wszechobecnej technologii. Przeraziło mnie to, że jeśli już teraz wypadnę z tego głównego nurtu, za kilka lat zupełnie nie zrozumiem, o czym mówią do mnie dzieci. Co więcej, nie miałam pomysłu, jak je bezpiecznie przeprowadzić w przyszłości przez rewolucję technologiczną, kiedy sama się od niej odcinam.

I takim sposobem wpadłam po uszy, gdyż jak wszyscy na pewno doskonale wiecie, nowoczesna technologia jest wybitnie pociągająca, niebywale intuicyjna i szalenie przyjemna w użyciu.

Kiedy tak zaczęłam testować smartfony (założę się, że mieliście podobnie) zachłysnęłam się niezmierzoną ilością dostępnych aplikacji. Moje aparaty nie były w stanie udźwignąć wszystkiego, co instalowałam, a co wydawało mi się wówczas niezbędne. Dochodziłam w tym do granic absurdu, ale na szczęście poszłam po rozum do głowy i od dłuższego już czasu podchodzę do instalowania aplikacji o wiele rozsądniej.

Istnieją bowiem na świecie aplikacje naprawdę użyteczne. Takie, które ułatwiają wprowadzanie w życie złotych zasad Mother-life balance.  Takie, które sprawiają, że życie współczesnej kobiety staje się zwyczajnie łatwiejsze. Oto 10 z nich:

 

Empik Go

 

W zasadzie nie wiem, czy w ogóle powinnam przedstawiać Empik Go, to taka cudowna aplikacja, która zawiera dostęp do niemalże niezmierzonej ilości ebooków i audiobooków. Po co to kobiecie, może zapytacie? Odpowiadam- sama uwielbiam czytać książki, a mam dosyć niewielką torebkę, w którą i tak zazwyczaj próbuję zmieścić jeszcze chleb kupiony pod drodze z pracy, jakieś zagubione na tylnym siedzeniu pluszaki i najpewniej stos kamieni i patyków, które koniecznie trzeba zabrać do domu, bo zmarzną. A wtedy, kiedy masz pełną torebkę, na 100% przydarzy się samotne, długie oczekiwanie w kolejce do lekarza…

Wówczas wyciągam  telefon (grunt, żeby pamiętać o tym, aby był naładowany) i czytam sobie w tej poczekalni do woli. Czytam na przykład “Czapkinsa. Historię Tomka Mackiewicza.” Dominika Szczepańskiego, która w życiu nie zmieściłaby mi się w torebce! Albo przypominam sobie sagę o Wiedźminie, żeby być zwarta i gotowa do krytykowania nowej ekranizacji tego dzieła, która niebawem pojawi się w formie serialu na pewnej platformie 😉 Aż się nie chce wchodzić do gabinetu. 

Audiobooki natomiast przydają się rewelacyjnie na przykład podczas cotygodniowej akcji „prasowanie”. Wtedy jestem tylko ja, sterta prania, żelazko i dobra lektura… To taka odskocznia od szarej codzienności. Szeroki świat, ucieczka od trudu i znoju na ekranie telefonu.

Aplikację Empik go można pobrać stąd KLIK i wypróbować zupełnie za darmo w kilku opcjach. I teraz taki PROTIP:  która z matek dzieci szkolnych usłyszała w niedzielę niehandlową wieczorem, że na jutro trzeba przeczytać np. „Karolcię”? Jedna z opcji Empik Go daje dostęp do lektur szkolnych za śmiesznie  małe pieniądze. I już nie będzie, że się nie da.

 

Blix

 

Znacie takie dziwne uczucie, że wiecie coś o jakiejś promocji, słyszałyście, obiecałyście sobie zapamiętać i wyleciało z głowy? Albo że przezornie zabieracie gazetkę promocyjną z ulubionego sklepu, a druga połówka wywala ją natychmiast razem z paragonami, podczas rozpakowywania zakupów? Ja mam jedno i drugie.

Ze względu na stan błogosławiony moje neurony niekiedy nie pracują, jak powinny. Swoją drogą mam nadzieję, że to stan błogosławiony, a nie przedwczesna demencja… tak czy inaczej, bardzo staram się wyłapywać okazje, by żyć oszczędnie, a jednak szczęśliwie. By móc być dumną z siebie, że oto teraz mogę na przykład kupić dwa lakiery do paznokci w cenie jednego i uzasadnić przed sobą ten zakup, nawet jeśli obiektywnie patrząc lakierów do paznokci mam już w bród. I wtedy w sukurs przychodzi mi aplikacja Blix, którą można pobrać TUTAJ. To tu, w jednym miejscu znajdę wszystkie gazetki promocyjne do najważniejszych dla mnie sklepów, więc planowanie zakupów, jest o wiele łatwiejsze. Oprócz gazetek, w aplikacji można odnaleźć też jednorazowe, okazjonalne informacje o obniżkach i kody rabatowe. Grzech nie skorzystać 

OLX

 

Dlaczego nie wyobrażam sobie życia bez aplikacji OLX? Ponieważ stale jest coś do załatwienia w moim prywatnym lub służbowym życiu i nagminnie wprost zdarzają się przypadki, że jakieś oferty muszę znaleźć na teraz, zaraz. Jak już wspominałam wyżej, bardzo zależy mi na tym, żeby budżet domowy się spinał. Akurat OLX jest miejscem, w którym najczęściej szukam rzeczy potrzebnych dzieciom.

Otóż kiedy rozpoczynałam swoją rodzicielską drogę, okazało się, że istnieje mnóstwo gadżetów niezbędnych matce i dziecku, które wprost muszę mieć, a na które często mnie nie stać. Dodatkowo dochodziły obawy o racjonalność takich zakupów. W końcu na przykład kosz Mojżesza to coś, z czego dziecko korzysta przez około cztery miesiące swojego życia, trzeba za niego zapłacić niemało, a jego zużycie jest żadne. W drodze takiej dedukcji odkryłam, że istnieje niezliczona ilość przedmiotów, które są wyprzedawane po dzieciach w stanie niemalże idealnym, za ułamek swojej wartości.

Oprócz przedmiotów dla dzieci na OLX znalazłam także takie perełki jak niemalże nieużywana bieżnia, którą sprzedawano jeszcze na gwarancji, bo jednak nie przyjęła się w domu. Okazuje się, że to niezwykle częsta sytuacja, kiedy my o czymś marzymy, a ktoś tuż obok z jakiegoś powodu nie pokochał wymarzonego przez nas telewizora czy suszarki elektrycznej i będzie wdzięczny, gdy uwolnimy go od zalegającego w  domu balastu. Aplikację OLX można pobrać TUTAJ. Podczas wyszukiwania przedmiotu naszych marzeń i snów wybieramy spośród określonych kategorii, możemy także zawęzić teren poszukiwań do określonego miasta lub województwa. OLX jest serwisem ogłoszeń lokalnych i w tym przypadku to zazwyczaj kluczowe, aby kupować po sąsiedzku.  Szukajcie, a znajdziecie, jak mawiał klasyk.

 

Allegro

 

Ponieważ lubię wiedzieć, co w trawie piszczy, nigdy nie ograniczam się w poszukiwaniach do jednego miejsca. Moją ulubioną aplikacją zakupową, która obejmuje także przedmioty nowe, jest Allegro. Jeżeli czegoś nie możesz kupić na Allegro, to chyba znaczy, że nie istnieje.

Aplikację Allegro można znaleźć TUTAJ, a następnie już szukać tego, czego akurat potrzeba. W moim przypadku mogę Wam zdradzić w tajemnicy, że to właśnie na Allegro Mikołaj vel. Gwiazdor dokonał większości świątecznych zakupów- wiem, bo na mojego maila spływały potwierdzenia zamówień i dziwnym trafem obciążana była moja karta kredytowa. Dodam jeszcze, że Allegro ma bardzo przejrzyste sposoby płatności i dostawy, a informacje o każdorazowym zakupie są dostępne na moim profilu, w związku z czym mogę bez trudu znaleźć dawne zakupy i na przykład zapomniane gwarancje! 

Po pobraniu aplikacji, można przebierać wśród kategorii, zaznaczać czy interesują nas produkty nowe czy używane, wybierać lokalizacje. Jedną z moich ulubionych metod jest także przeszukiwanie wszystkich przedmiotów poszczególnych sprzedających, aby jeszcze zminimalizować koszty przesyłki. Co więcej, jeśli kupujecie dużo i regularnie za pośrednictwem Allegro, aplikacja przygotowała dogodny abonament miesięczny, dzięki któremu koszty przesyłki przestają być jakimkolwiek utrapieniem. Nic, tylko kupować.

 

Booksy

 

W tej aplikacji znajdziemy to, co podobno kobiety lubią najbardziej, czyli miejsce dostępu do chwili relaksu i odpoczynku w samotności.

Prawie w samotności Aplikacja BOOKSY pozwala na umawianie wizyt do ulubionych salonów fryzjerskich czy kosmetycznych w kilka chwil, z poziomu telefonu. Na pewno znacie ten schemat, kiedy prosicie domowników o chwilę spokoju, aby wykonać telefon, a w zamian otrzymujecie istny Armagedon? Albo ten moment, kiedy właśnie w pracy (tylko ciiiiiiichoooo) przypomina Wam się, że odrost już wygląda jak agresywne ombre, a nie ma jak zadzwonić? Wtedy właśnie dyskretnie wyjmujecie telefon, włączacie aplikację BOOKSY i jakby nigdy nic, niepostrzeżenie, umawiacie się na wymarzoną wizytę, w dogodnym dla Was terminie. Brzmi bosko? Bosko to dopiero będzie, jak już się położycie na tej kozetce, w tle będzie słychać cichutką muzykę relaksacyjną i jakaś przemiła osoba po prostu o Was zadba… Nie muszę chyba więcej namawiać, prawda?

 

Fixly

 

Dlaczego wśród aplikacji niezbędnych kobietom umieściłam FIXLY? Bo mamy XXI wiek! I już wiemy, że skoro mąż czy konkubent powiedział, że naprawi pralkę, to to zrobi i nie trzeba mu o tym co miesiąc przypominać!

Pokażcie mi proszę kobietę, która nigdy w życiu nie stanęła przed koniecznością zorganizowania naprawy czegokolwiek w domu na wczoraj? Fixly to aplikacja, w której znajdziemy fachowców od wszystkiego. To także aplikacja, która ma w sobie bardzo dużo z tak cenionej poczty pantoflowej! Wszak nie od dziś wiadomo, że najlepszy fachowiec, to taki z polecenia, który już kiedyś dał się poznać z jak najlepszej strony. W FIXLY mamy takie same polecenia jak w prawdziwym życiu, tylko przedstawione w formie cyfrowej poprzez system ocen i opinii, które użytkownicy wystawiają fachowcom, w związku z czym tym ostatnim zależy na tym, żeby wypaść jak najlepiej. Koniec z nieznanymi złotymi rączkami, rodem z telewizyjnej Usterki! Niech żyją wiarygodni, godni zaufania fachowcy! Od teraz zorganizowanie kompleksowego remontu czy szybkiej naprawy nie będzie już przyprawiało o ból głowy.

Fixly znajdziecie TU.

 

Flo

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja całe swoje życie byłam elementem wyjątkowo opornym w tematyce kalendarzyka miesięcznego. Długość cyklu, dni płodne brzmiały dla mnie jak czarna magia. Zawsze miałam dobre intencje, mnóstwo papierowych narzędzi, a jednak docelowo brakowało mi zapału, aby konsekwentnie monitorować ten aspekt mojego życia.

WSTYD. Przy nieregularnych (jak mi się wydawało) cyklach, zawsze musiałam być gotowa na niezapowiedzianą miesiączkę i byłam przekonana, że to jedyna konsekwencja mojej ignorancji. Optyka naturalnie zmienia się, kiedy staramy się bezskutecznie o powiększenie rodziny. Wówczas to liczenie dni zaczyna nabierać sensu. Do czasu poznania aplikacji FLO, mówiąc wprost i bez ogródek, strzelaliśmy na oślep . A teraz, nawet ja, skrzętnie zaznaczam w aplikacji co i jak dzieję się z moim organizmem. 

Aplikacja FLO to narzędzie do monitorowania cyklu. Wpisujemy, kiedy była nasza ostatnia miesiączka, ile zazwyczaj taka trwa i tyle. Aplikacja sama wylicza nam, kiedy powinnyśmy spodziewać się następnej, określa wstępnie dni płodne i te, kiedy teoretycznie nie ma żadnej szansy na dziecko. Im dłużej używamy aplikacji, tym ma ona więcej danych, aby jeszcze trafniej przewidywać nasz cykl i ułatwiać nam życie. A kiedy już wprowadzimy do niej informacje o ciąży, regularnie monitoruje wiek dziecka i dostarcza dosyć szczegółowych danych na temat aktualnego etapu rozwoju naszego dziecka (po polsku i z całkiem przyjemną wizualizacją). Aplikację znajdziecie TU.

Family link

 Jest to aplikacja przeznaczona do sprawowania tak zwanej kontroli rodzicielskiej nad pociechami hulającymi sobie w internecie.  Aplikacja pozwala przede wszystkim sprawdzać aktywności naszych dzieci w sieci, przyznawać im (nawet zdalnie) limity na korzystanie z internetu, decydować o tym, jakie aplikacje można zainstalować na urządzeniu dziecka czy blokować całe urządzenie w porach przeznaczonych na inne aktywności.

Obserwuję obecnie jak ostatnie bastiony rodzicielskiej stanowczości upadają i kolejni z moich znajomych w końcu poddają się i kupują lub przekazują dzieciom telefony. Obawiam się, że mimo moich solennych zapewnień, taki dzień kiedyś nadejdzie także w moim życiu i będę potrzebowała wsparcia. Aplikację można pobrać stąd KLIK jest bezpłatna. 

 Aplikacja według mnie jest dosyć kontrowersyjna, niemniej jednak uważam, że w jakiś sposób konieczna. Już spieszę wyjaśnić, skąd biorą się kontrowersje wokół tej i podobnych aplikacji. Aplikacja jak typowy system, ma luki i sprawniejsze multimedialnie dziecko z pewnością w końcu znajdzie sposób, aby go obejść. W związku z czym zainstalowanie aplikacji nie zdejmie z naszych barków całego ciężaru odpowiedzialności. Przede wszystkim nadal koniecznie musimy być czujni na to co i kiedy robi nasze dziecko. Przekazanie mu zabezpieczonego telefonu nie zwalnia nas z obowiązku bycia przy nim i tłumaczenia mu świata. Wyjaśniania, jakie zagrożenia może spotkać w internecie, jak może się przed nimi ustrzec i że w każdej sytuacji służymy mu pomocą i radą. Dlatego instalujemy aplikację “na wszelki wypadek”, ale bądźmy obecni, bo kontrola bez wychowania nie zda się na nic.

Rossmann

Rossmann to kolejna instytucja wśród aplikacji na telefon. Aplikacja nazywa się Rossmann.pl i jest do pobrania TUTAJ i przede wszystkim ułatwia zakupy!

Poprzez aplikację zapisujemy się do Klubu Rossmann i możemy już śmiało korzystać z promocji przeznaczonych specjalnie dla klubowiczów, których warunki często zapierają dech w piersiach. Aplikacja jest także miejscem, w którym możemy spokojnie przeglądać aktualną ofertę i  dokonać zakupów z domowego zacisza, z opcją ich odbioru w dogodnym dla nas lokalizacyjnie sklepie Rossmann. To jedna z moich ulubionych opcji, gdyż staram się wizyty z dziećmi w sklepach stacjonarnych ograniczyć do minimum i maksymalnie skrócić czas ich trwania (mniej czasu na znalezienie przez dzieci czegoś, co absolutnie muszą mieć).

Jeżeli już o dzieciach mowa, w aplikacji podpinamy sobie kartę Rossnę i mamy także od razu dostęp do promocji na wybrane artykułu dziecięce!

Aplikacja to także szansa na pomaganie- przy każdym zakupie zbieramy i wspieramy wybraną organizację charytatywną w ramach programu „Pomagamy jak umiemy”. 

Skycash

Kiedyś żyłam w wiekach ciemnych i kiedy chciałam zaparkować w strefie płatnego parkowania, naiwnie szukałam kiosku ruchu, w którym rozmienię banknot wyjęty z bankomatu, aby następnie wrzucić monety, w liczbie odpowiedniej, do parkomatu. Te czasy minęły! Dziś mam aplikację Skycash!

Po kolei- w moim skromnym życiu skupionym wokół centrum Bydgoszczy, strefa płatnego parkowania to codzienność. Teraz zamiast szukać sprawnego parkomatu i drobnych, włączam aplikację w telefonie i stąd opłacam parking. W aplikacji mam zdefiniowane kilka samochodów i nie, nie jestem królem nafty, po prostu w ten sposób opłacam parking bliższych i dalszych znajomych, kiedy znajdą się w mojej okolicy. Doładowanie konta Skycash to poezja i nawet ci spośród znajomych, którzy także nigdy nie mają drobnych, mogą bez trudu uregulować wobec mnie należność na przykład przy pomocy BLIKA. Dodatkowo w SKyCash dostępne są także bezpośrednie przelewy między użytkownikami (peer-to-peer).

Przy dalszych wyjazdach w mniej lub bardziej bezpieczne rejony dobrze wiedzieć, że w aplikacji można szybko i sprawnie kupić ubezpieczenie turystyczne obowiązujące w Polsce i za granicą, a także w wybranych miastach dodatkowe, incydentalne ubezpieczenie naszego samochodu.

W aplikacji oprócz parkowania, można zapłacić za bilety komunikacji miejskiej czy na przykład kupić sobie bilet na pociąg, do kina czy do…. Tatrzańskiego Parku Narodowego! Czad! Aplikacja się rozrasta i pozyskuje coraz to nowych partnerów, więc warto trzymać rękę na pulsie! Skycash można pobrać STĄD.

 

Mam nadzieję, że  nadal ze mną jesteście, gdyż moim skromnym zdaniem, każda z wymienionych aplikacji zasługuje na Waszą uwagę. Myślę, że nie trzeba już bardziej udowadniać, że postęp cywilizacyjny, to coś, co zdecydowanie lepiej oswoić! Oprócz wspomnianych aplikacji, na rynku istnieje jeszcze mnóstwo innych, wśród których możecie przebierać do woli. Do dzieła, acz z umiarem 😊.

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo