Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Całe życie w telefonie, czyli aplikacje idealne dla współczesnych kobiet

16 grudnia 2019 / The Mother Mag

Jestem fanką nowoczesnych technologii.

Nie śmiem zaprzeczać. Co prawda mam analogowy, papierowy kalendarz, który wypełniam piórem, ale to raczej moja fanaberia i fetysz, więc się nie liczy.

Pamiętam doskonale czasy, kiedy na rynek wchodziły pierwsze smartfony.

Były obrzydliwie drogie, obiektywnie wcale nie takie rewelacyjne i dodatkowo kojarzyły mi się głównie z dużymi aglomeracjami miejskimi, gdzie zarobieni yuppies wydają swoje pieniądze na niepotrzebne gadżety. Zarzekałam się wówczas, że ja nigdy taka nie będę i aż do śmierci zamierzałam korzystać z telefonu z guziczkami, dosyć zbliżonego do kultowej Nokii 3310, ale z kolorowym wyświetlaczem .

Te czasy minęły. Koniec, kropka. Dosyć szybko się poddałam pod naporem wszechobecnej technologii. Przeraziło mnie to, że jeśli już teraz wypadnę z tego głównego nurtu, za kilka lat zupełnie nie zrozumiem, o czym mówią do mnie dzieci. Co więcej, nie miałam pomysłu, jak je bezpiecznie przeprowadzić w przyszłości przez rewolucję technologiczną, kiedy sama się od niej odcinam.

I takim sposobem wpadłam po uszy, gdyż jak wszyscy na pewno doskonale wiecie, nowoczesna technologia jest wybitnie pociągająca, niebywale intuicyjna i szalenie przyjemna w użyciu.

Kiedy tak zaczęłam testować smartfony (założę się, że mieliście podobnie) zachłysnęłam się niezmierzoną ilością dostępnych aplikacji. Moje aparaty nie były w stanie udźwignąć wszystkiego, co instalowałam, a co wydawało mi się wówczas niezbędne. Dochodziłam w tym do granic absurdu, ale na szczęście poszłam po rozum do głowy i od dłuższego już czasu podchodzę do instalowania aplikacji o wiele rozsądniej.

Istnieją bowiem na świecie aplikacje naprawdę użyteczne. Takie, które ułatwiają wprowadzanie w życie złotych zasad Mother-life balance.  Takie, które sprawiają, że życie współczesnej kobiety staje się zwyczajnie łatwiejsze. Oto 10 z nich:

 

Empik Go

 

W zasadzie nie wiem, czy w ogóle powinnam przedstawiać Empik Go, to taka cudowna aplikacja, która zawiera dostęp do niemalże niezmierzonej ilości ebooków i audiobooków. Po co to kobiecie, może zapytacie? Odpowiadam- sama uwielbiam czytać książki, a mam dosyć niewielką torebkę, w którą i tak zazwyczaj próbuję zmieścić jeszcze chleb kupiony pod drodze z pracy, jakieś zagubione na tylnym siedzeniu pluszaki i najpewniej stos kamieni i patyków, które koniecznie trzeba zabrać do domu, bo zmarzną. A wtedy, kiedy masz pełną torebkę, na 100% przydarzy się samotne, długie oczekiwanie w kolejce do lekarza…

Wówczas wyciągam  telefon (grunt, żeby pamiętać o tym, aby był naładowany) i czytam sobie w tej poczekalni do woli. Czytam na przykład “Czapkinsa. Historię Tomka Mackiewicza.” Dominika Szczepańskiego, która w życiu nie zmieściłaby mi się w torebce! Albo przypominam sobie sagę o Wiedźminie, żeby być zwarta i gotowa do krytykowania nowej ekranizacji tego dzieła, która niebawem pojawi się w formie serialu na pewnej platformie 😉 Aż się nie chce wchodzić do gabinetu. 

Audiobooki natomiast przydają się rewelacyjnie na przykład podczas cotygodniowej akcji „prasowanie”. Wtedy jestem tylko ja, sterta prania, żelazko i dobra lektura… To taka odskocznia od szarej codzienności. Szeroki świat, ucieczka od trudu i znoju na ekranie telefonu.

Aplikację Empik go można pobrać stąd KLIK i wypróbować zupełnie za darmo w kilku opcjach. I teraz taki PROTIP:  która z matek dzieci szkolnych usłyszała w niedzielę niehandlową wieczorem, że na jutro trzeba przeczytać np. „Karolcię”? Jedna z opcji Empik Go daje dostęp do lektur szkolnych za śmiesznie  małe pieniądze. I już nie będzie, że się nie da.

 

Blix

 

Znacie takie dziwne uczucie, że wiecie coś o jakiejś promocji, słyszałyście, obiecałyście sobie zapamiętać i wyleciało z głowy? Albo że przezornie zabieracie gazetkę promocyjną z ulubionego sklepu, a druga połówka wywala ją natychmiast razem z paragonami, podczas rozpakowywania zakupów? Ja mam jedno i drugie.

Ze względu na stan błogosławiony moje neurony niekiedy nie pracują, jak powinny. Swoją drogą mam nadzieję, że to stan błogosławiony, a nie przedwczesna demencja… tak czy inaczej, bardzo staram się wyłapywać okazje, by żyć oszczędnie, a jednak szczęśliwie. By móc być dumną z siebie, że oto teraz mogę na przykład kupić dwa lakiery do paznokci w cenie jednego i uzasadnić przed sobą ten zakup, nawet jeśli obiektywnie patrząc lakierów do paznokci mam już w bród. I wtedy w sukurs przychodzi mi aplikacja Blix, którą można pobrać TUTAJ. To tu, w jednym miejscu znajdę wszystkie gazetki promocyjne do najważniejszych dla mnie sklepów, więc planowanie zakupów, jest o wiele łatwiejsze. Oprócz gazetek, w aplikacji można odnaleźć też jednorazowe, okazjonalne informacje o obniżkach i kody rabatowe. Grzech nie skorzystać 

OLX

 

Dlaczego nie wyobrażam sobie życia bez aplikacji OLX? Ponieważ stale jest coś do załatwienia w moim prywatnym lub służbowym życiu i nagminnie wprost zdarzają się przypadki, że jakieś oferty muszę znaleźć na teraz, zaraz. Jak już wspominałam wyżej, bardzo zależy mi na tym, żeby budżet domowy się spinał. Akurat OLX jest miejscem, w którym najczęściej szukam rzeczy potrzebnych dzieciom.

Otóż kiedy rozpoczynałam swoją rodzicielską drogę, okazało się, że istnieje mnóstwo gadżetów niezbędnych matce i dziecku, które wprost muszę mieć, a na które często mnie nie stać. Dodatkowo dochodziły obawy o racjonalność takich zakupów. W końcu na przykład kosz Mojżesza to coś, z czego dziecko korzysta przez około cztery miesiące swojego życia, trzeba za niego zapłacić niemało, a jego zużycie jest żadne. W drodze takiej dedukcji odkryłam, że istnieje niezliczona ilość przedmiotów, które są wyprzedawane po dzieciach w stanie niemalże idealnym, za ułamek swojej wartości.

Oprócz przedmiotów dla dzieci na OLX znalazłam także takie perełki jak niemalże nieużywana bieżnia, którą sprzedawano jeszcze na gwarancji, bo jednak nie przyjęła się w domu. Okazuje się, że to niezwykle częsta sytuacja, kiedy my o czymś marzymy, a ktoś tuż obok z jakiegoś powodu nie pokochał wymarzonego przez nas telewizora czy suszarki elektrycznej i będzie wdzięczny, gdy uwolnimy go od zalegającego w  domu balastu. Aplikację OLX można pobrać TUTAJ. Podczas wyszukiwania przedmiotu naszych marzeń i snów wybieramy spośród określonych kategorii, możemy także zawęzić teren poszukiwań do określonego miasta lub województwa. OLX jest serwisem ogłoszeń lokalnych i w tym przypadku to zazwyczaj kluczowe, aby kupować po sąsiedzku.  Szukajcie, a znajdziecie, jak mawiał klasyk.

 

Allegro

 

Ponieważ lubię wiedzieć, co w trawie piszczy, nigdy nie ograniczam się w poszukiwaniach do jednego miejsca. Moją ulubioną aplikacją zakupową, która obejmuje także przedmioty nowe, jest Allegro. Jeżeli czegoś nie możesz kupić na Allegro, to chyba znaczy, że nie istnieje.

Aplikację Allegro można znaleźć TUTAJ, a następnie już szukać tego, czego akurat potrzeba. W moim przypadku mogę Wam zdradzić w tajemnicy, że to właśnie na Allegro Mikołaj vel. Gwiazdor dokonał większości świątecznych zakupów- wiem, bo na mojego maila spływały potwierdzenia zamówień i dziwnym trafem obciążana była moja karta kredytowa. Dodam jeszcze, że Allegro ma bardzo przejrzyste sposoby płatności i dostawy, a informacje o każdorazowym zakupie są dostępne na moim profilu, w związku z czym mogę bez trudu znaleźć dawne zakupy i na przykład zapomniane gwarancje! 

Po pobraniu aplikacji, można przebierać wśród kategorii, zaznaczać czy interesują nas produkty nowe czy używane, wybierać lokalizacje. Jedną z moich ulubionych metod jest także przeszukiwanie wszystkich przedmiotów poszczególnych sprzedających, aby jeszcze zminimalizować koszty przesyłki. Co więcej, jeśli kupujecie dużo i regularnie za pośrednictwem Allegro, aplikacja przygotowała dogodny abonament miesięczny, dzięki któremu koszty przesyłki przestają być jakimkolwiek utrapieniem. Nic, tylko kupować.

 

Booksy

 

W tej aplikacji znajdziemy to, co podobno kobiety lubią najbardziej, czyli miejsce dostępu do chwili relaksu i odpoczynku w samotności.

Prawie w samotności Aplikacja BOOKSY pozwala na umawianie wizyt do ulubionych salonów fryzjerskich czy kosmetycznych w kilka chwil, z poziomu telefonu. Na pewno znacie ten schemat, kiedy prosicie domowników o chwilę spokoju, aby wykonać telefon, a w zamian otrzymujecie istny Armagedon? Albo ten moment, kiedy właśnie w pracy (tylko ciiiiiiichoooo) przypomina Wam się, że odrost już wygląda jak agresywne ombre, a nie ma jak zadzwonić? Wtedy właśnie dyskretnie wyjmujecie telefon, włączacie aplikację BOOKSY i jakby nigdy nic, niepostrzeżenie, umawiacie się na wymarzoną wizytę, w dogodnym dla Was terminie. Brzmi bosko? Bosko to dopiero będzie, jak już się położycie na tej kozetce, w tle będzie słychać cichutką muzykę relaksacyjną i jakaś przemiła osoba po prostu o Was zadba… Nie muszę chyba więcej namawiać, prawda?

 

Fixly

 

Dlaczego wśród aplikacji niezbędnych kobietom umieściłam FIXLY? Bo mamy XXI wiek! I już wiemy, że skoro mąż czy konkubent powiedział, że naprawi pralkę, to to zrobi i nie trzeba mu o tym co miesiąc przypominać!

Pokażcie mi proszę kobietę, która nigdy w życiu nie stanęła przed koniecznością zorganizowania naprawy czegokolwiek w domu na wczoraj? Fixly to aplikacja, w której znajdziemy fachowców od wszystkiego. To także aplikacja, która ma w sobie bardzo dużo z tak cenionej poczty pantoflowej! Wszak nie od dziś wiadomo, że najlepszy fachowiec, to taki z polecenia, który już kiedyś dał się poznać z jak najlepszej strony. W FIXLY mamy takie same polecenia jak w prawdziwym życiu, tylko przedstawione w formie cyfrowej poprzez system ocen i opinii, które użytkownicy wystawiają fachowcom, w związku z czym tym ostatnim zależy na tym, żeby wypaść jak najlepiej. Koniec z nieznanymi złotymi rączkami, rodem z telewizyjnej Usterki! Niech żyją wiarygodni, godni zaufania fachowcy! Od teraz zorganizowanie kompleksowego remontu czy szybkiej naprawy nie będzie już przyprawiało o ból głowy.

Fixly znajdziecie TU.

 

Flo

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja całe swoje życie byłam elementem wyjątkowo opornym w tematyce kalendarzyka miesięcznego. Długość cyklu, dni płodne brzmiały dla mnie jak czarna magia. Zawsze miałam dobre intencje, mnóstwo papierowych narzędzi, a jednak docelowo brakowało mi zapału, aby konsekwentnie monitorować ten aspekt mojego życia.

WSTYD. Przy nieregularnych (jak mi się wydawało) cyklach, zawsze musiałam być gotowa na niezapowiedzianą miesiączkę i byłam przekonana, że to jedyna konsekwencja mojej ignorancji. Optyka naturalnie zmienia się, kiedy staramy się bezskutecznie o powiększenie rodziny. Wówczas to liczenie dni zaczyna nabierać sensu. Do czasu poznania aplikacji FLO, mówiąc wprost i bez ogródek, strzelaliśmy na oślep . A teraz, nawet ja, skrzętnie zaznaczam w aplikacji co i jak dzieję się z moim organizmem. 

Aplikacja FLO to narzędzie do monitorowania cyklu. Wpisujemy, kiedy była nasza ostatnia miesiączka, ile zazwyczaj taka trwa i tyle. Aplikacja sama wylicza nam, kiedy powinnyśmy spodziewać się następnej, określa wstępnie dni płodne i te, kiedy teoretycznie nie ma żadnej szansy na dziecko. Im dłużej używamy aplikacji, tym ma ona więcej danych, aby jeszcze trafniej przewidywać nasz cykl i ułatwiać nam życie. A kiedy już wprowadzimy do niej informacje o ciąży, regularnie monitoruje wiek dziecka i dostarcza dosyć szczegółowych danych na temat aktualnego etapu rozwoju naszego dziecka (po polsku i z całkiem przyjemną wizualizacją). Aplikację znajdziecie TU.

Family link

 Jest to aplikacja przeznaczona do sprawowania tak zwanej kontroli rodzicielskiej nad pociechami hulającymi sobie w internecie.  Aplikacja pozwala przede wszystkim sprawdzać aktywności naszych dzieci w sieci, przyznawać im (nawet zdalnie) limity na korzystanie z internetu, decydować o tym, jakie aplikacje można zainstalować na urządzeniu dziecka czy blokować całe urządzenie w porach przeznaczonych na inne aktywności.

Obserwuję obecnie jak ostatnie bastiony rodzicielskiej stanowczości upadają i kolejni z moich znajomych w końcu poddają się i kupują lub przekazują dzieciom telefony. Obawiam się, że mimo moich solennych zapewnień, taki dzień kiedyś nadejdzie także w moim życiu i będę potrzebowała wsparcia. Aplikację można pobrać stąd KLIK jest bezpłatna. 

 Aplikacja według mnie jest dosyć kontrowersyjna, niemniej jednak uważam, że w jakiś sposób konieczna. Już spieszę wyjaśnić, skąd biorą się kontrowersje wokół tej i podobnych aplikacji. Aplikacja jak typowy system, ma luki i sprawniejsze multimedialnie dziecko z pewnością w końcu znajdzie sposób, aby go obejść. W związku z czym zainstalowanie aplikacji nie zdejmie z naszych barków całego ciężaru odpowiedzialności. Przede wszystkim nadal koniecznie musimy być czujni na to co i kiedy robi nasze dziecko. Przekazanie mu zabezpieczonego telefonu nie zwalnia nas z obowiązku bycia przy nim i tłumaczenia mu świata. Wyjaśniania, jakie zagrożenia może spotkać w internecie, jak może się przed nimi ustrzec i że w każdej sytuacji służymy mu pomocą i radą. Dlatego instalujemy aplikację “na wszelki wypadek”, ale bądźmy obecni, bo kontrola bez wychowania nie zda się na nic.

Rossmann

Rossmann to kolejna instytucja wśród aplikacji na telefon. Aplikacja nazywa się Rossmann.pl i jest do pobrania TUTAJ i przede wszystkim ułatwia zakupy!

Poprzez aplikację zapisujemy się do Klubu Rossmann i możemy już śmiało korzystać z promocji przeznaczonych specjalnie dla klubowiczów, których warunki często zapierają dech w piersiach. Aplikacja jest także miejscem, w którym możemy spokojnie przeglądać aktualną ofertę i  dokonać zakupów z domowego zacisza, z opcją ich odbioru w dogodnym dla nas lokalizacyjnie sklepie Rossmann. To jedna z moich ulubionych opcji, gdyż staram się wizyty z dziećmi w sklepach stacjonarnych ograniczyć do minimum i maksymalnie skrócić czas ich trwania (mniej czasu na znalezienie przez dzieci czegoś, co absolutnie muszą mieć).

Jeżeli już o dzieciach mowa, w aplikacji podpinamy sobie kartę Rossnę i mamy także od razu dostęp do promocji na wybrane artykułu dziecięce!

Aplikacja to także szansa na pomaganie- przy każdym zakupie zbieramy i wspieramy wybraną organizację charytatywną w ramach programu „Pomagamy jak umiemy”. 

Skycash

Kiedyś żyłam w wiekach ciemnych i kiedy chciałam zaparkować w strefie płatnego parkowania, naiwnie szukałam kiosku ruchu, w którym rozmienię banknot wyjęty z bankomatu, aby następnie wrzucić monety, w liczbie odpowiedniej, do parkomatu. Te czasy minęły! Dziś mam aplikację Skycash!

Po kolei- w moim skromnym życiu skupionym wokół centrum Bydgoszczy, strefa płatnego parkowania to codzienność. Teraz zamiast szukać sprawnego parkomatu i drobnych, włączam aplikację w telefonie i stąd opłacam parking. W aplikacji mam zdefiniowane kilka samochodów i nie, nie jestem królem nafty, po prostu w ten sposób opłacam parking bliższych i dalszych znajomych, kiedy znajdą się w mojej okolicy. Doładowanie konta Skycash to poezja i nawet ci spośród znajomych, którzy także nigdy nie mają drobnych, mogą bez trudu uregulować wobec mnie należność na przykład przy pomocy BLIKA. Dodatkowo w SKyCash dostępne są także bezpośrednie przelewy między użytkownikami (peer-to-peer).

Przy dalszych wyjazdach w mniej lub bardziej bezpieczne rejony dobrze wiedzieć, że w aplikacji można szybko i sprawnie kupić ubezpieczenie turystyczne obowiązujące w Polsce i za granicą, a także w wybranych miastach dodatkowe, incydentalne ubezpieczenie naszego samochodu.

W aplikacji oprócz parkowania, można zapłacić za bilety komunikacji miejskiej czy na przykład kupić sobie bilet na pociąg, do kina czy do…. Tatrzańskiego Parku Narodowego! Czad! Aplikacja się rozrasta i pozyskuje coraz to nowych partnerów, więc warto trzymać rękę na pulsie! Skycash można pobrać STĄD.

 

Mam nadzieję, że  nadal ze mną jesteście, gdyż moim skromnym zdaniem, każda z wymienionych aplikacji zasługuje na Waszą uwagę. Myślę, że nie trzeba już bardziej udowadniać, że postęp cywilizacyjny, to coś, co zdecydowanie lepiej oswoić! Oprócz wspomnianych aplikacji, na rynku istnieje jeszcze mnóstwo innych, wśród których możecie przebierać do woli. Do dzieła, acz z umiarem 😊.

Styl życia

Czym jest SLOW WORK i jak pracować w zgodzie ze sobą?

31 marca 2020 / Iwona Krasoń-Forkasiewicz

Czym jest dla Ciebie ,,slow work’’?

Z jednej strony to dążenie do #motherlifebalance, z drugiej, próba odnalezienia się na rynku pracy. 

Przed Tobą 5 punktów przygotowanych przez Iwonę Krasoń-Forkasiewicz, specjalistkę właśnie od ,,slow work’’

SLOW WORK #1

Czasami myślę, że to, co wyróżnia nas – kobiety, mamy – w obecnym czasie to świadome podejście do życia. Świadomość, która staje się naszą siłą w dążeniu do szczęścia swojego oraz bliskich.

Zwracamy uwagę na to, jak wychowujemy nasze dzieci, jak same się rozwijamy, co jemy, co robimy w wolnym czasie, jak dbamy o środowisko. Rzeczywiście staramy się żyć świadomiej i z uważnością na siebie i otoczenie. To nastawienie w coraz większym stopniu jest widoczne również w naszym podejściu do pracy. Nie oczekujemy już tylko przelewu co miesiąc na konto, ale w tym co robimy poszukujemy sensu i celu, chcemy urzeczywistniać siebie. Nie chcemy chodzić utartymi szlakami, ale chcemy wytyczać swoje własne drogi, które są zgodne z tym jakie jesteśmy. A ponieważ nie zawsze tak było, natrafiamy na opór wykonany z własnych lęków, niepewności, przekonań, opinii innych, które czasem powodują, że porzucamy siebie. Często też jest tak, że mamy trudność, aby dookreślić to co miałabym robić. I uwierz mi, że nie jesteś sama wśród tych poszukujących.

Tym świadomym i poszukującym będą poświęcone najbliższe wpisy od slow work w temacie pracy w zgodzie ze sobą.

 

SLOW WORK #2

Często myślimy, że praca w zgodzie ze sobą to jest nie wiadomo co, jakiś święty Graal, który istnieje ukryty poza naszym wzrokiem. Chciałybyśmy tak pracować, jednak często trudno nam to zwerbalizować, co to miałoby być.

Wydaje mi się też, że idealizujemy taką pracę. Spotykam się z opiniami, że kiedy pracujesz w zgodzie ze sobą, świat Ci sprzyja i działasz jak natchniona. Od razu masz super wyniki.

Pewnie są takie momenty i zdarzenia, ale nawet robiąc to, co lubimy, nie ominą nas trudniejsze chwile zwątpienia, lęku, potrzeba wysiłku, zaangażowania. Tyle, że działamy zgodnie z własnym oprogramowaniem, a nie wbrew niemu. I dzięki temu jest lepiej. 

Wydaje się nam też, że pracując w zgodzie ze sobą będziemy jakieś inne, niż jesteśmy teraz. W naszym imieniu działać będzie nowsza, lepsza, inna wersja nas. A właśnie w tym sęk, że to jaka jesteś teraz jest podstawą do pracy, którą będziesz lubić wykonywać. Masz już teraz doświadczenia, cechy, aspiracje, na których możesz budować dalszą drogę zawodową.

Jeśli chciałabyś podsumować to, jaka jesteś, zapraszam Cię do 12 pytań do siebie samej dostępnych tu.

Może natchną Cię do odpowiedzi na pytanie o pracę w zgodzie z Tobą.

 

SLOW WORK #3

Takie mamy czasy, że dużo się dzieje w życiu każdej z nas, łączymy wiele ról i żeby nie zwariować, trzeba umieć wybierać to, co rzeczywiście jest dla nas ważne. Niekoniecznie też chcemy wypełniać role i oczekiwania innych wobec naszej osoby. Staramy się być sobą i gdzieś w tym wszystkim znaleźć odrobinę szczęścia.

Pomocą w kształtowaniu drogi życiowej i zawodowej w zgodzie ze sobą mogą być wartości. I nie mam tu na myśli wartości etycznych, a odpowiedź na pytanie „Co jest dla mnie w życiu ważne?” 

Muszę przyznać, że często ćwiczenie związane z określaniem wartości było przełomowe dla osób, z którymi pracowałam w coachingu kariery. Nazwanie ich powodowało zrozumienie, skąd odczuwana frustracja pomiędzy tym co robię, a tym czego bym chciała. Stawały się też cenną wskazówką co do kierunku drogi zawodowej, mimo że były to wartości ogólnożyciowe.

U mnie zestaw 5 wartości kształtuje się tak: rozwój, harmonia, rodzina, wiara, pomoc innym. Ale może to być też wolność, stabilność, sukces, wygoda, humor, energia. Obok samej nazwy istotne też jest to, co za tymi pojęciami kryje się dla Ciebie.  Bo przykładowo „rodzina” może znaczyć, że ważny jest dla Ciebie czas z dziećmi, albo że chcesz posiadać rodzinę, a „zdrowie”, że ważna jest dla Ciebie dieta albo przykładowo regularna aktywność fizyczna.  

Jeśli chciałabyś wykonać takie ćwiczenie, możesz usiąść z kartką i długopisem i odpowiedzieć sobie na pytanie „Co jest dla mnie w życiu ważne”? I zadawać go tak długo, aż na prawdę nie będziesz już mieć żadnej odpowiedzi. Wymienionych wartości może być od kilku do kilkunastu. Następnie zastanów się, co rozumiesz pod danym pojęciem. Daj sobie czas. W kolejnym kroku spróbuj uszeregować je w kolejności od najważniejszej do najmniej ważnej. Jeśli natrafisz na problem porównaj je ze sobą np. czy ważniejsza jest „wartość X” czy też „wartość Y”.

Propozycję takiego ćwiczenia wraz z nazwami wartości i bardziej szczegółowym opisem jego wykonania znajdziesz też w tym wpisie.

 

 

SLOW WORK #4

 

Nie dam sobie rady, nie uda mi się, inni mają lepiej, nigdy nie dostanę takiej pracy. Negatywne monologi w głowie. Te wszystkie „powinnaś”, słowa „nie poradzisz sobie”, „inni robią to lepiej”, które budzą wątpliwości, niepewność i brak wiary w siebie.

I działasz, robisz, starasz się, naprawdę dajesz z siebie dużo próbując pogodzić tak różnorodne obszary życia. A głowa wciąż mówi, że coś z Tobą nie tak, za słabo, za mało, a może gdybyś była inna. 

W coachingu mówi się o przekonaniach ograniczających, czyli twierdzeniach na swój temat lub innych, które zamiast nas wspierać blokują i hamują nasz potencjał.

Pochodzenie ich jest różne. Część pochodzi od rodziców, tego co przekazali nam w dzieciństwie. Część przekonań od osób, które Cię otaczają. A część to wynik Twoich doświadczeń, zbieranych przez całe życie. 

Przekonania wpływają na nasze zachowania – po co sięgamy, a po co nie. W pracy mogą hamować nas przed dalszym rozwojem, pójściem po awans, podwyżkę, blokować nasz potencjał. Mogą też powodować niedocenienie siebie i własnych osiągnięć. 

Pracując nad zmianą takich przekonań na te wspierające wzrasta nasza samoocena, wiara we własne możliwości, poczucie sprawczości. Daleka jestem od stwierdzenia, że kiedy tak bardzo mocno nad sobą popracujemy to wszystko się zmieni. Ale myślę, że warto wiedzieć czym są takie przekonania, aby zacząć świadomie przyglądać się swoim myślom i być do nich również krytycznym. Bo niby dlaczego Ty nie dasz rady, a sąsiad zza biurka to już tak? 

 

 

SLOW WORK #5

Długo myślałam o tym wpisie i wiele „mądrości” zapisałam w kontekście opcji dróg zawodowych mam. Doszłam do wniosku, że najfajniej byłoby, gdybyście podzieliły się swoją drogą zawodową vs macierzyństwo. Czy łączycie pracę z opieką nad dziećmi, czy zajmujecie się tylko dziećmi, czy kombinujecie coś na własną rękę? Jak to wygląda u Was? Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby, rady jak to robić, żeby nie zwariować i żeby godzić te dwa obszary?

U mnie jest tak, że pracuję na etacie, dodatkowo rozwijam działalność coachingowo-blogową. Kiedy nie pracuję, spędzam czas z moimi chłopcami. Zupełnie szczerze napiszę, że staram się być dobrą mamą, robić zawodowo ciekawe rzeczy, wspierać innych. Oczywiście sam efekt bywa różny. Nie wszystko idzie mi idealnie. To, czego się nauczyłam robiąc to wszystko to odpuszczania, dbania o sobie, planowania czasu i wyrozumiałości dla siebie i dzieci.

To co, teraz czas na Ciebie… Daj znać, jak to jest u Ciebie z pracą i macierzyństwem 🙂

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo