Ponieważ każda chwila może być ostatnią, z pewnością powinniśmy sensownie wykorzystywać swój czas.
Za wszystkimi przeżyciami, nawet tymi wyjątkowymi i szczególnymi, kryje się zawsze bolesna prawda, że ostatecznie nic nie jest trwałe.
Jak patrzeć w oczy śmierci bez lęku i złych emocji?
Nicią przewodnią powinno być tutaj zrozumienie prawa przyczyny i skutku – to myśli, słowa i działania kształtują przyszłość. Wszystkie wrażenia, które „zasiewamy” w świecie i własnej świadomości, prędzej czy później dojrzewają i prowadzą do doświadczeń o tym samym ładunku uczuciowym. Dlatego dobrze, gdy człowiek pozbywa się starych obciążeń, kiedy się pojawiają i zamiast nich gromadzi wrażenia przynoszące szczęście.
W czasie umierania wszystkie nagromadzone wrażenia dotychczasowego życia kumulują się i w ten sposób określają nasze wewnętrzne doświadczenia. To za życia decydujemy więc, czy w chwili śmierci będziemy rozluźnieni i nieustraszeni. Z buddyjskiego punktu widzenia szczęście i radość nie zależą od warunków zewnętrznych, które nieustannie się zmieniają, lecz od przeżywającego wszystkie zjawiska – od samego umysłu. Różne sytuacje będą nam się przydarzać i tylko od nas zależy, jaką nadamy im moc. Czy pozwolimy im decydować o nas, o naszym zachowaniu i uczuciach, czy będziemy wolni i zobaczymy w nich dokładnie to, czym są: sytuacjami, na które nie mamy wpływu i którym nie pozwolimy sobą sterować.
Budda rozpoczął swoje nauki od czterech podstawowych prawd:
Istnieje cierpienie. Ono jest częścią naszego świata i nie da się go uniknąć.
Cierpienie ma przyczynę. Jest nią nasze błędne myślenie. Wszystkie doświadczenia odbieramy bardzo osobiście, odczuwamy niechęć wobec zjawisk, które utrudniają nam radość ze wszystkiego, co uważamy za źródło szczęścia.
Istnieje koniec cierpienia. Wszystko przemija.
Istnieje droga do końca cierpienia. Jest nią wzięcie za siebie odpowiedzialności.
Nawet gdy jesteśmy zdrowi, bogaci, szczęśliwi i spełnieni musimy pamiętać o tym, że nic nie jest na zawsze. Przemijanie nie ominie nikogo. Jeśli już za życia potrafimy stać z faktem śmierci twarzą w twarz i nie wypieramy się go, żyjemy bardziej świadomie w Tu i Teraz. Najłatwiej umiera się wtedy, gdy można rozpuścić w umyśle przywiązanie do własnego ciała, bliskich i posiadanych rzeczy. Takie podejście pomaga również rodzinie i przyjaciołom.
Buddyzm o śmierci: ŻAŁOBA
Buddyści dowiadują się już na początku drogi, że wszelkie uwarunkowane szczęście jest przemijające i że każdy związek kończy się na płaszczyźnie fizycznej w chwili śmierci. Dlatego ważne jest, aby cieszyć się pięknem życia. Dzięki takiemu podejściu każde spotkanie staje się czymś drogocennym, ponieważ może być ostatnim.
Wielu osobom, w obliczu śmierci bliskiej osoby, nie jest łatwo stosować buddyjskie nauki, które nie zawsze są w stanie ukoić ból po stracie. Zgodnie z poglądem buddyjskim żałoba jest bardzo silnym, bolesnym i przejmującym uczuciem. Czas żałoby tworzy naturalne przejście do kolejnego etapu życia, już bez zmarłego. Potrzebujemy wówczas dość długiego czasu, żeby w umyśle rozpuściły się pewne przyzwyczajenia i byśmy mogli budować nowe związki. W tej fazie bardzo pomocna jest medytacja.
Każdy przechodzi mniej więcej cztery etapy żałoby. Najpierw jesteśmy jakby „zawieszeni”, nie chcemy zaakceptować faktu odejścia kogoś bliskiego, nie chcemy się z tym pogodzić. Potem powstaje poczucie straty i szukanie wyjaśnień. Po dłuższym okresie samotności otwieramy się znowu coraz bardziej na otoczenie. Wreszcie na koniec potrafimy nadal „utrzymać w sobie” osobę, którą utraciliśmy, lecz jednocześnie cieszyć się znów życiem.
Niezależnie od tego, w której jesteśmy fazie, ważne jest zrozumienie, że śmierć i utrata przydarzają się każdemu, nie są więc czymś osobistym.
Podczas żałoby towarzyszy nam ból i tęsknota i są to uczucia, które należy w tym czasie oswoić. Dobrze jest dać sobie czas na medytacje, oddech, spokojne rozmyślania. Żałoba jest procesem, który wymaga czasu i przestrzeni.
Buddyzm o śmierci: MEDYTACJE
Medytacje to te chwile, kiedy radość pojawia się sama z siebie i wszystko ma sens. Umysł się uspokaja. To on daje nam spełnienie, nie potrzebując niczego z zewnątrz.
Medytacja na oddech: siadamy prosto – albo na krześle, albo ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, w przyjemnym, cichym pomieszczeniu. Plecy mamy wyprostowane, ale nie jesteśmy sztywni, broda jest lekko cofnięta. Ręce trzymamy złożone na podołku lub na kolanach. Oddychamy spokojnie i głęboko, na tym oddechu skupiamy uwagę. Czujemy bezkształtny strumień powietrza, który wchodzi i wychodzi przez czubek nosa. Jeśli pojawiają się w głowie myśli niemające nic wspólnego z medytacją (a zwłaszcza na początku jest ich sporo), nie zajmujemy się nimi, wtedy się rozpuszczają. Oczy lekko przymknięte, wargi stykają się ze sobą. Przenosimy uwagę na oddech. Możemy liczyć wdechy od 1 do 21 i potem od nowa, albo za każdym razem myśleć: wdech, wydech. Jeżeli nasze myśli odbiegają od przedmiotu koncentracji, po prostu sobie to uświadamiamy i powracamy do skupienia na oddechu. Gdy pojawiają się myśli, uświadamiamy je sobie i wracamy uważnością do oddechu.
Medytację kończymy otwierając powoli oczy i wracając do otaczającego nas świata.
Medytacja trwa tyle czasu, ile możemy jej poświęcić, nawet kilka minut daje rezultaty.



