ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Kultura

Antyporadniki dla rodziców – czyli jak wychować okaleczonego człowieka

22 stycznia 2020 / Paulina Kondratowicz

Czy jeden klaps to za daleko?

Zanim zacznę Wam opowiadać o temacie kontrowersyjnej książki „Wyspani rodzice” autorstwa Suzy Giordano oraz wątpliwej jakości poradnika „Pasterz serca dziecka” Dr Trippa, chcę byście wiedzieli, że nie jestem mamą, w najbliższej przyszłości również nie zamierzam nią zostać, a moje spostrzeżenia na temat kar cielesnych w domu podyktowane są ocenami typowymi dla kobiety, która ma w swoim otoczeniu dzieci w różnym wieku, która posiada, we własnym odczuciu, ogromną empatię oraz pewne doświadczenia z przemocą za sobą. 

Dlatego potraktujmy się z szacunkiem, bo temat, który dzisiaj do mnie przyszedł, nie jest ani łatwy, ani moralnie czarno-biały, ani tym bardziej nie uzurpuję sobie prawa do wskazywania jednej, prawidłowej drogi postępowania. Niemniej jednak, podczas rozpracowywania tematu, krew zagotowała się kilkakrotnie. 

 

„Wyspany rodzic”

„Wyspany rodzic” to pozycja, która pojawiła się na półkach nakładem Wydawnictwa Lekarskiego PZWL. Książka, którą jednym słowem można opisać jako antyporadnik dla rodziców najmniejszych dzieci, odbiła się szerokim echem wśród rodziców i przywołała żywą dyskusję na temat metod wychowawczych rodem z lat 50. ubiegłego wieku. Ale od początku. 

Temat książki o wątpliwej jakości merytorycznej poruszyła Magdalena Komsta, która prowadzi ceniony profil na Facebooku i bloga Wymagające.pl.

To dzięki jej zaangażowaniu wycofano wspomnianą wcześniej pozycję Suzy Giordano, po napisaniu listu otwartego do wydawnictwa i wskazaniu na gorszące, szkodliwe oraz mijające się ze współczesnymi normami społecznymi radami dotyczącymi wychowywania dzieci.

Dla przykładu, pani Giordano namawia do trenowania snu u niemowląt.

Na czym miałby polegać ten trening? Na ograniczaniu karmienia, które jest naturalną rzeczą dla noworodków i niemowląt, wydłużanie czasu „spania”, czyli pozostawianiu dziecka w łóżeczku, stopniowe „uczenie” dziecka, że „jest czas na sen i jedzenie”.

Co zyskują rodzice? Oczywiście, czas dla siebie. Bo przecież każda świeżo upieczona mama jest zmęczona, niewyspana, brakuje jej czasu dla siebie i jest inkarnacją dojnej krasuli.

Wracając jednak do treningów – czytelniczka książki dowie się również z niej, że narażanie dziecka na stres poprzez ograniczanie cielesnego kontaktu z mamą, a także zastępowanie piersi smoczkiem, ma wywołać zdrowy odruch ,,zasypiania” na zawołanie.

Pomijam tutaj brak komentarza, że narażanie kilkutygodniowego niemowlaka na tak potężny rozłam bliskości z matką może rzutować na dalszy rozwój psycho-fizyczny potomka.

Kolejna kwestia to metoda ograniczania karmień na dobę. Idealnie, oczywiście według autorki, jest wyliczyć 4 karmienia na dobę. Nikt z kolei nie wspomina o tym, że przy laktacji i chociażby nadmiarze mleka, świeżo upieczona mama może nabawić się poważnych i nieodwracalnych szkód w laktacji, nie mówiąc o psychicznym dyskomforcie.

To tylko niektóre przykłady zupełnej ignorancji i braku podstawowej wiedzy na temat specyfiki pierwszych tygodni życia dziecka i mamy po porodzie.

Ostatecznie po wystosowaniu listu otwartego do Wydawnictwa, zdecydowano się zaopatrzyć opis książki o dodatkowe wyjaśnienia oraz komentarz o autorskim charakterze metod przedstawionych w książce, a także możliwości dokonania obiektywnego wyboru przez rodzica. Niemniej jednak, w ostateczności książka została wycofana.

W moim odczuciu bardzo dobrze, ponieważ nie odpowiadała ani potrzebom, ani współczesnej wiedzy na temat rozwoju dzieci. Co więcej, kontrowersyjne metody Suzy Giordani spotkały się z ogromną krytyką wśród społeczności psychologów i pedagogów zajmujących się na co dzień tematem wychowywania dzieci.

Ale powiem Wam, to nie wszystko. 

 

„Pasterz serca dziecka”

Obecnie możemy również zajrzeć do innej, kontrowersyjnej pozycji autorstwa Dr Tedda Trippa, który jest pastorem i cenionym specjalistą w zakresie poradnictwa, w tym wychowywaniu i duszpasterstwa.

Sam jest ojcem trójki dzieci i dziadkiem siedmiorga wnucząt, prowadzi liczne szkolenia, wykłady i seminaria. Jak nietrudno się domyślić Dr Tripp jest Amerykaninem, który popularyzuje w Stanach Zjednoczonych podejście co najmniej… kontrowersyjne.

Mianowicie w swojej książce „Pasterz serca dziecka” promuje przemoc wobec dzieci jako metodę wychowawczą.

W książce czytamy między innymi o tym, że przed wymierzeniem klapsa lub regularnym biciem, należy dziecko pozbawić wszelkich elementów „ochronnych” takich jak pielucha czy grubsze spodnie. Po wymierzeniu kary należy natychmiast nałożyć z powrotem ubranie, a podczas bicia lepiej jest jednak mieć dziecko na kolanach (czy dlatego, aby nie uciekło?).

Oczywiście bicie nie ma nic wspólnego z frustracją, bo według autora, dziecko powinno rozumieć swoje przewinienie i dzięki przemocy fizycznej, nauczyć się zachowywać poprawnie.

Nie ma tutaj miejsca na szacunek wobec małego człowieka, poszanowania jego nietykalności. Rodzic jawi się jako wszechmocny i wszechwiedzący element dziecięcego rozwoju. Wzbudzanie lęku, a przez pastora Trippa, raczej szacunku, to metoda zawłaszczenia psychiki poznającego świat dziecka. Wpajanie mu więc powodów, dla których jest bity lub został uderzony, jest wręcz zamachem na psychikę.

Co gorsze, wyobraźcie sobie, z jakim poczuciem wartości ląduje taki dorosły, który w dzieciństwie był bity przez rodziców.

Co ciekawe, pastor Tripp niemalże zawsze zwraca się w swojej książce do czytelnika, że to ojciec, a więc głowa rodziny, powinna zająć się „wymierzaniem sprawiedliwości”.

Ja pozostawię to bez komentarza. 

 

„Pręgi”

A teraz przypomnijcie sobie film „Pręgi” z Michałem Żebrowskim i pomyślcie – czy ten mężczyzna, bity w dzieciństwie przez ojca, potrafił żyć normalnie? Czy jednak miał spore problemy psychiczne?

Jeśli nie widzieliście filmu, to gorąco zachęcam, ponieważ problem przemocy wobec dziecka ujęty jest w bardzo naturalistyczny, wręcz brutalny sposób (inaczej niż próbuje przekonywać pastor Tripp).

Zresztą, w biciu, a zwłaszcza biciu dzieci, nie ma nic kolorowego. Społeczna dyskusja na temat przyzwolenia na przemoc, klapsy, na usprawiedliwianiu tak naprawdę ludzkiej słabości i niemocy wobec dziecka, rozbrzmiewa także w kontekście wycofania zapisu na temat karania przemocy domowej.

Dając przyzwolenie na przemoc, rujnujemy zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, prawo do nietykalności, przywilej godności, a więc odbieramy człowiekowi jego naprawdę podstawowe prawa. \

A potem taki człowiek idzie w świat i albo wydaje fortunę na psychoterapię i szuka odpowiedzi na pytania, albo wpada w nałogi, albo krzywdzi innych. I odkąd świat istnieje, są ludzie, którzy w życiu by nie uderzyli dziecka, a są i tacy, którzy powielają schematy przez wiele pokoleń. Dramat jednak nie polega na samym wystąpieniu tego zjawiska, lecz na przyzwoleniu i akceptacji stanu rzeczy. Bo podobno jeden klaps nie zniszczy nikomu życia. 

 

Ludzie, którym odebrano dzieciństwo

Przypomnę tylko, że popularna jeszcze nie tak dawno metoda wychowawcza, przyniosła wiele szkód.

Obecnie mamy pokolenie skrzywdzonych kilku-dziesięciolatków, którzy padli ofiarami niecierpliwych, tradycyjnych i do bólu konserwatywnych rodziców, którzy zamiast rozmawiać, używali pasa lub kabla. Ludzi, którym odebrano dzieciństwo w możliwie najbardziej brutalny i niewybaczalny sposób.

Dzisiaj leczymy się z syndromów DDD, DDA, depresji, problemów z nawiązywaniem normalnych relacji międzyludzkich, walczymy z nałogami i szukamy odpowiedzi, dlaczego.

Dzisiaj uciekamy od odpowiedzialności, jesteśmy nadwrażliwi na wszystko, co przypomina nam o niezbyt wesołych momentach w dzieciństwie. I mimo tak szerokiej dyskusji na temat szkodliwości stonowania przemocy i kar cielesnych wobec dzieci, wydaje się, że niektórzy są po prostu głusi na krzywdę.

 

Czy jeden klaps to za dużo?

Czy jeden klaps to za daleko? Moim zdaniem tak – bo prowadzi do tego, że za chwilę tym klapsem będziemy wychowywać codziennie. Moim zdaniem tak – bo każdy kat powie ofierze „ty mnie do tego doprowadziłeś/aś”.

A jak nie powie, to chociaż pomyśli. A jak nie pomyśli, to chociaż będzie miał świadomość, że to wielce prawdopodobne. Moim zdaniem tak – ponieważ brak kontaktu z własnym sumieniem może doprowadzić do tego, że nasze własne dziecko będzie wychowywać się i żyć jako dorosły w przekonaniu, że wszystko co złe, jest jego przeznaczeniem. Moim zdaniem tak – dlatego, że rany zadane od najbliższych osób, mają ogromne szanse nigdy się nie zagoić. 

 

Jako nie-mama, ale obserwatorka codzienności, chciałabym, by wśród nas było więcej „super niań” takich jak Dorota Zawadzka, która tłumaczyła zawiłą psychologię dziecięcą, która pokazywała, jak to się robi, by z domu zniknęła wieczna awantura. Chciałabym, by takich książek jak „Wyspani rodzice” i „Pasterz dusz” wcale nie było, by ludziom po prostu nie mieściło się w głowie tworzenie bzdurnych teorii na temat „jednego słusznego wychowania”. 

Chciałabym, jeśli zostanę mamą, być ponad te wszystkie okropne rzeczy, o których przeczytałam w wyżej wymienionych książkach. 

 

Ciało

Erotyczny alfabet kobiety

12 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że „Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania”.

Według The Mother MAG, seks jest zły wtedy, gdy nie daje przyjemności. I właśnie tej przyjemności szukamy na erotycznej mapie kobiecości. A naszym przewodnikiem jest Joanna Niedziela - psycholog i seksuolog.

A jak anatomia

Czy jest jeden model erotycznej mapy kobiecego ciała?

 

Możemy wymienić pewne miejsca, które są szczególnie wrażliwe na dotyk, takie jak m.in. piersi, szyja, uszy, łechtaczka, stopy. Nie ma jednak jednej erotycznej mapy ciała – u każdej i każdego z nas będzie ona inna, a także zależna od kontekstu. Dlatego warto eksplorować swoje ciała i szukać miejsc, których stymulacja sprawia nam przyjemność i te obszary poszerzać. Każdy fragment naszego ciała ma bowiem potencjał, aby stać się strefą erogenną! 

 

B jak bliskość

Czy dobry seks łączy się zawsze z bliskością?

 

Są dwa podejścia do bliskości w kontekście życia seksualnego. Jedno mówi, że im bliżej jesteśmy, tym trudniej jest nam podtrzymać płomień namiętności – ważne jest więc zachowanie pewnej dozy tajemniczości i dystansu. Drugie z kolei stawia akcent na konieczność pogłębiania intymności, a więc bycia dla siebie przyjaciółmi i postrzegania seksu jako priorytet. Z obu płynie jednak pewien wniosek – płomień pożądanie nie zawsze łatwo rozpalić, szczególnie w wieloletnich związkach. Jest to jednak naturalne i wynika z dynamiki relacji. Świadomość i akceptacja tych zmian dają przestrzeń na wspólną pracę na tym polu. 

 

C jak ciało

Czy to prawda, że im bardziej lubimy swoje ciało, tym mamy lepszy seks?

 

Tak! Skupianie się na kompleksach, myślenie o tym, czy przypadkiem nie mamy za dużo fałdek, może uniemożliwić nam zatracenie się w przyjemności i chwili obecnej. Ciągłe krytykowanie się to bowiem forma stresu – nasze ciało reaguje w taki sposób, jakby zostało zaatakowane, coś mu zagrażało. Stres natomiast ma negatywny wpływ nie tylko na sferę seksualną, ale na całe nasze życie. Zamiast więc samobiczować się, pracujmy nad pogłębieniem samowspółczucia. Zawsze gdy chcemy się skrytykować, pomyślmy, czy kiedykolwiek powiedziałybyśmy coś takiego komuś bliskiemu – jeśli nie, nie mówmy tego też sobie. Ponadto, brak kontaktu z ciałem sprawia, że często nie słuchamy tego, co ono do nas mówi (takim sygnałem, że np. czegoś się obawiamy lub nie mamy zaufania do partnera, może być ból czy mimowolny skurcz mięśni wokół wejścia do pochwy, który uniemożliwia penetrację). Ciała nie jesteśmy w stanie tak łatwo oszukać, jak naszej głowy – dlatego tak ważne jest nawiązanie z nim dobrej relacji i zwracanie uwagi na sygnały, jakie nam wysyła.  

 

 

D jak doznania

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co czujemy, jest takie, jak być powinno?

 

W seksie chodzi przede wszystkim o przyjemność. Jeśli to, co czujemy, jest dla nas przyjemne i pragniemy tego więcej, to znaczy, że jest takie, jakie powinno być. Warto wiedzieć, że seks nie powinien boleć (chyba że tego chcemy). Kiedy pojawia się ból, koniecznie poszukajmy przyczyny. W pierwszej kolejności warto udać się do gabinetu ginekologicznego, aby wykluczyć podłoże biologiczne (np. infekcje). W drugiej natomiast rozważmy fizjoterapię uroginekologiczną i konsultację z seksuologiem. Nie dajmy się odprawić z kwitkiem, że taka jest nasza natura lub czasem musi boleć – to nieprawda! 

 

E jak erotyka

Czy oglądanie filmów erotycznych przed seksem to dobry pomysł? 

 

Podczas intymnego spotkania bardzo ważny jest kontekst, a więc czynniki mu towarzyszące, które mogą wpływać na naszą reakcję seksualną – aktywować mechanizm pobudzania lub naciskać na nasz seksualny hamulec. Znajomość tych czynników (i podzielenie się nimi wraz z drugą osobą) pozwala o nie zadbać podczas planowania lub inicjowania zbliżeń, a w konsekwencji sprawić, że będziemy mieć lepszy seks. Sięgnięcie po filmy erotyczne może być sposobem na zbudowanie odpowiedniego kontekstu, dzięki któremu osiągniemy wysoki stopień pobudzenia. Pornografia potrafi bowiem być bardzo silnym bodźcem o znaczeniu erotycznym. Może być także źródłem inspiracji, jak i punktem wyjścia do rozmowy, na temat tego, czego chcielibyśmy spróbować. Pamiętajmy jednak, że seks w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmach pornograficznych (szczególnie tych głównego nurtu) – dlatego nie porównujmy naszej sprawności, umiejętności czy wyglądu do tego, co widzimy na ekranie. 

 

F jak finał

Czy można rozdzielić orgazm na lepszy i gorszy?

 

Orgazm jest jeden, różne są natomiast drogi prowadzące do jego doświadczenia. To mit, że orgazm osiągnięty w wyniku stymulacji pochwy jest tym właściwym i dojrzałym (w dużej mierze odpowiada za niego Zygmunt Freud). Każdy orgazm jest tak samo wartościowy, niezależnie od tego, w jaki sposób go doświadczyliśmy – orgazm powstaje bowiem w naszej głowie. Co więcej, wiele osób nie wie, że narządem homologicznym względem penisa jest łechtaczka, a nie pochwa. To właśnie jej stymulacja pozwala wielu kobietom (osobom z pochwą) doświadczyć orgazmu. 

 

G jak punkt G

Punkt G to prawda czy święty Graal, którego nikt nigdy nie znalazł?

 

Punkt G został w 1950 roku zidentyfikowany przez Ernsta Gräfenberga jako punkt, którego stymulacja prowadzi do wyjątkowej rozkoszy. Autorka „Biblii waginy” – Jen Gunter – zajrzała do źródeł i okazało się, że sam Gräfenberg wcale nie opisywał konkretnego punktu, a „strefę erotyczną” na przedniej ścianie pochwy w pobliżu ujścia cewki moczowej i dolnej części pęcherza. Prawdopodobna jest więc hipoteza, że odpowiednia stymulacja tego obszaru pobudza łechtaczkę (jej trzon, korzeń i opuszki) znajdującą się właśnie w tej okolicy. Nie istnieje natomiast żaden punkt, będący magicznym guzikiem, który należy nacisnąć. Co więcej, u każdej kobiety stymulacja tego obszaru będzie wywoływać odmienne doznania. Może też nie być wcale przyjemna. Zamiast na jego usilnym szukaniu, lepiej skupić się więc na tym, co naprawdę sprawia nam frajdę. 

 

H jak harmonia

Czy wewnętrzna harmonia i #motherlifebalance wpływają na życie erotyczne?

 

Jak najbardziej! Na nasze życie seksualne mają wpływ między innymi takie czynniki jak stres, ciągłe zmęczenie, przepracowanie, niedostateczna ilość snu. Nie bez znaczenia jest także opieka nad dzieckiem, jak i odnalezienie się w roli rodzica. Dlatego niezwykle istotne jest znalezienie czasu na dbanie o siebie, a więc robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i pozwalają odzyskać wewnętrzną harmonię. Seksualne self-care pomoże nam natomiast zatroszczyć się stricte o sferę seksualną, zrobić na nią przestrzeń w swoim życiu i podejść do niej z większą świadomością. Spanie nago, samomiłość, czytanie książek o seksualności, fantazjowanie, nauka doświadczania orgazmu – to tylko niektóre sposoby na to, jak zadbać o siebie w tym obszarze. 

 

 

I jak intymność

Jak zadbać o intymność w związku?

 

Intymność, a więc inaczej bliskość, to budowanie relacji m.in. poprzez troskę o siebie nawzajem, wspieranie się, okazywanie sobie zrozumienia, obdarzanie się zaufanie. Rozwija się ona dużo wolniej niż namiętność (na którą nie mamy zbyt dużego wpływu) i wymaga przede wszystkim otwartości i zainteresowania życiem drugiej osoby. Dzięki niej czujemy się przy partnerze/ce dobrze i swobodnie. Jak można dbać o intymność? Przede wszystkim rozmawiajmy ze sobą, słuchając siebie nawzajem. Szanujmy swojego potrzeby, a także granice. Pamiętajmy o małych gestach, dzięki którym pokazujemy drugiej osobie, że jest dla nas ważna – takich jak powiedzenie dzień dobry po przebudzeniu, zapytanie jak minął jej dzień, gdy wraca do domu. Zadbajmy także o wartościowy czas dla naszego związku (np. wprowadzając rytuały) oraz róbmy razem nowe, ekscytujące rzeczy. 

 

J jak jeszcze

Co sprawia, że chcemy więcej seksu?

 

Przede wszystkim, to kiedy uprawiamy taki seks, jaki lubimy (zarówno ten solo, jak i partnerski) – który jest dla nas satysfakcjonujący i sprawia nam przyjemność. Wiele kobiet niestety zmusza się do seksu lub udaje orgazm, chcąc zadowolić drugą osobę. Takie postępowanie może mieć jednak wiele negatywnych konsekwencji na różnych płaszczyznach –  przede wszystkim jednak sprawia, że na intymne zbliżenie zupełnie nie mamy ochoty. Istotne jest także znalezienie w swoim życiu przestrzeni na seks, zainteresowanie się nim. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że poziom naszego libido zwiększy się sam siebie. 

 

K jak kobieca seksualność

Co na temat kobiecej seksualności warto wiedzieć?

 

Kobieca seksualność bywa postrzegana przez pryzmat seksualności męskiej. Myślenie takie prowadzi jednak do wielu błędnych założeń, bo kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Jednym z nich jest przekonanie, że kobieta powinna doświadczać orgazmu w wyniku penetracji, ponieważ zazwyczaj dzieje się tak u mężczyzn. A tak naprawdę jedynie około 30% kobiet regularnie osiąga orgazm w ten właśnie sposób – i jest to normalne. Innym natomiast, konieczność odczuwania spontanicznej ochoty na seks, a więc pojawiającej się samej z siebie. Pożądania spontanicznego doświadcza jednak jedynie 15% kobiet. Większość kobiet częściej odczuwa tzw. pożądanie responsywne, która pojawia się w wyniku angażowania się w seks zainicjowany przez drugą osobę w odpowiednim kontekście. Oba rodzaje pożądania są zdrowe i normalne. Panie dużo częściej doświadczają także niezgodności pobudzenia – podniecenie psychiczne i reakcja genitalna pokrywa się u nich jedynie w 10%.

 

L jak lubię to

Czyli co kobiety najbardziej lubią w seksie?

Niestety wiele kobiet nie kojarzy seksu z przyjemnością, a z przykrym obowiązkiem. Przez to nie zastanawiają się one nad tym, co tak naprawdę w seksie lubią, jakiego seksu pragną. A to bardzo ważne pytanie, które warto sobie zadać – jakiego seksu ja tak naprawdę chcę? Co sprawia mi frajdę? Czego potrzebuję, aby się podniecić? Jakie techniki pozwalają mi doświadczyć orgazmu? Pamiętajmy, nigdy nie rezygnujemy z prawa do przyjemności! I nie zmuszajmy się do seksu, na który nie mamy ochoty. 

 

Ł jak ładność

Czy ładność w seksie ma aż tak wielkie znaczenie?

 

Odpowiem przewrotnie – sam seks zazwyczaj nie jest ładny. Często porównujemy nasze życie intymne do zbliżeń jakie widzimy w filmach pornograficznych. Prawdziwy seks wygląda jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze, nasze ciała nie są idealne – są owłosione, mają cellulit, rozstępy. Penisy miewają różne kształty, wargi wewnętrzne bywają większe niż zewnętrzne, a narządy nierzadko są w innym kolorze niż reszta ciała. W czasie seksu pojawiają się także różne wydzieliny – wydzielina z pochwy, pot, ślina, sperma, krew menstruacyjna; jak i specyficzne odgłosy. Czasem łapie nas skurcz, nie możemy zdjąć z siebie ubrania, a włosy wpadają w twarz drugiej osoby. Bywa niezręcznie, pojawiają się chwile ciszy, jesteśmy zawstydzeni, a czasem wspólnie się śmiejemy i żartujemy. Wszystko to jest normalne. Najważniejsze jest bowiem to, aby skupić się na bliskości i doświadczanej przyjemności, a nie na tym, jak wyglądamy i czy nasz seks jest ,,perfekcyjny”. 

 

M jak masturbacja

Dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że sprawianie sobie przyjemności jest złe?

 

Duży wpływ na naszą sferę seksualną ma religia, według której masturbacja (i nie tylko) jest grzechem. Niestety normy religijne i medyczne rozjeżdżają się ze sobą. Samomiłość to jednak coś zupełnie normalnego i zdrowego. Jest aktywnością, którą warto potraktować jak randkę z samą sobą. Pozwala ona poznać swoje ciało i jego reakcje, zobaczyć co sprawia nam przyjemność, odkryć drogi, które prowadzą nas do orgazmu. Soloseks ma także pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, potrafi podnieść odporność, złagodzić ból, a także pobudzić nasze libido. 

 

N jak nagość

Jak oswoić się z nagością?

Jednym ze sposobów jest spanie nago. Nie tylko pomaga w akceptacji ciała, ale ma także korzystny wpływ na jakość snu (obniża temperaturę ciała) oraz zdrowie intymne. Możemy także chodzić nago po domu (pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać granic innych osób). Warto także stanąć bez ubrania przed lustrem i docenić to, co nam się w naszym ciele podoba i na tym skupić uwagę. Postarajmy się w takich sytuacjach wyłączyć wewnętrznego krytyka. We wszystkich opisanych przypadkach potrzebna jest regularna praktyka, aby wyrobić nawyk. Im częściej będziemy praktykować spanie czy chodzenie nago, tym bardziej będzie to dla nas naturalne. 

 

O jak odwaga

Czy jest jakiś magiczny sposób na to, by mieć odwagę mówić o swoich seksualnych potrzebach?

Przede wszystkim pomyślmy, po co chcemy taką rozmowę odbyć. Inaczej mówiąc, spójrzmy na to w szerszym kontekście – chodzi tutaj przecież o nasze zadowolenie z życia seksualnego. Jeśli nie podejmiemy rozmowy o naszych potrzebach, nie powiemy, co sprawia nam radość, jaki rodzaj stymulacji lubimy, jakie techniki pozwalają nam doświadczyć orgazmu… druga osoba raczej się tego nie domyśli. Brak rozmowy pozostawia przestrzeń na niedomówienia i domysły. Partner/ka może też pomyśleć, że skoro nic nie mówimy, to wszystko jest w porządku.

 

 

P jak piersi

Czy to nasz najważniejszy punkt erotyczny?

Piersi u wielu kobiet są bardzo czułą strefą erogenną. Ale oczywiście nie u wszystkich. Jeśli ich stymulacja nie sprawia nam przyjemność, to nie znaczy, że coś jest z nami nie tak. Każda z nas jest inna. Pieszczoty piersi, szczególnie te powtarzane regularnie, mogą stanowić jednak profilaktykę raka sutka. Zdarza się, że to właśnie partner/ka jest osobą, która wyczuwa niepokojącą zmianę. 

 

R jak rozmiar

Czy rozmiar w seksie ma znaczenie?

Niezależnie od wagi, mamy takie samo prawo cieszyć się z życia seksualnego. Seks i doświadczanie przyjemności nie jest zarezerwowane tylko dla szczupłych osób. Jeśli chodzi o rozmiar penisa – nie ma on znaczenia. Dużo ważniejsze są bowiem stosowane techniki seksualne (a w tym docenienie roli łechtaczki). Bardziej problematyczny może okazać się penis dużych rozmiarów, niż ten mały. Jednak niezależnie od jego rozmiaru, przed penetracją zadbajmy o odpowiedni stopień pobudzenia, a także o lubrykant. Seks bez odpowiedniego nawilżenia może powodować dyskomfort, a nawet ból i otarcia. 

 

S jak strefa erogenna

Jak odkryć swoje strefy erogenne?

Zwykle podczas seksu skupiamy się przede wszystkim na genitaliach. Sposobem na poznanie innych stref erogennych jest umówienie się na pieszczoty, podczas których te czułe strefy będziemy omijać lub przejdziemy do ich stymulacji dopiero po pewnym czasie. Może nam w tym pomóc między innymi powolnym masaż całego ciała. Często wrażliwymi miejscami są te, w których skóra jest cienka i/lub przechodzi w błonę śluzową. Jednak tak jak pisałam już wcześniej, każdy obszar naszego ciała może okazać się wyjątkowo czuły na dotyk – zdarza się, że do orgazmu może doprowadzić nas nawet stymulacja małżowin usznych. 

 

T jak tradycja

Czy tzw. ,,tradycyjne wartości’’ przeszkadzają nam w życiu erotycznym?

W seksie przeszkadzają nam przede wszystkim różne negatywne myśli i przekonania (np. że seks to małżeński obowiązek, kobiety nie powinny lubić seksu, seks powinno się uprawiać tylko wtedy, kiedy chce się mieć dzieci). Myśli te mają z kolei wpływ na nasze emocje, zachowania i reakcje fizjologiczne. Dobra wiadomość jest taka, że z negatywnymi przekonaniami, które utrudniają nam czerpanie radości z życia seksualnego, można pracować w gabinecie psychoterapeutycznym, do czego zawsze zachęcam.

 

U jak usta

Na którym miejscu usta, jako strefa erogenna, są na kobiecej liście?

U każdej kobiety będą zupełnie na innym miejscu. Warto pamiętać, aby zawsze kierować się tym, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, a nie tym, co ,,powinno”, bo ktoś tak powiedział. Usta mogą być jednak bardzo wrażliwą strefą z uwagi na to, że zlokalizowane jest na nich wiele zakończeń nerwowych. Stymulować można je nie tylko pocałunkami, ale także dotykiem, ssaniem, gryzieniem, lizaniem… co tylko podpowiada nam wyobraźnia! 

 

W jak wyobraźnia

Jak popracować nad swoją wyobraźnią, by pomogła nam w seksie?

Sięgnijmy na przykład po powieść erotyczną. Podczas lektury tworzymy w głowie obrazy, które mogą wspierać nasze seksualne fantazje. Możemy także wziąć kartkę i długopis, aby napisać własne opowiadanie erotyczne. Inną możliwością jest świadome fantazjowanie – a więc umówienie się z samą sobą, że będziemy to robić w danym miejscu i czasie. 

 

Z jak zaufanie

Czy dobry seks bez zaufania jest możliwy?

Zaufanie z pewnością pełni w seksie ważną rolę. Dzięki niemu wiemy, że druga osoba nie zrobi nic, na co nie wyrażamy zgody (a obopólna, świadoma zgoda na daną aktywność w seksie to podstawa!). Mamy pewność, że zrozumie, kiedy będziemy chcieli się z seksu wycofać, mimo że w pierwszej chwili się na niego zgodziliśmy. Możemy też wszystko jej powiedzieć, bez obawy, że zostaniemy źle odebrani. A także przedyskutować kwestie związane z antykoncepcją i zdrowiem. Są osoby, dla których zaufanie do drugiej osoby będzie koniecznym warunkiem, aby w ogóle do seksu mogło dojść. Jego brak może też spowodować, że ciężko nam będzie się odprężyć i zatracić w przyjemności. 

 

Joanna Niedziela – psycholog i seksuolog. Autorka bloga o seksualności seksuologbeztabu.pl oraz profilu na Instagramie @seksuologbeztabu, których celem jest zwiększenie społecznej świadomości i otwartości w sprawach seksu poprzez przekazywanie rzetelnej i aktualnej wiedzy oraz oswajanie tematów tabu. Współpracuje z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych. Bliska jest jej idea pozytywnej seksualności. Jest sojuszniczką osób LGBT+. Prywatnie miłośniczka Włoch, lata, dobrej kawy i odkrywania nowych smaków. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo