Change font size Change site colors contrast
Kultura

Antyporadniki dla rodziców – czyli jak wychować okaleczonego człowieka

22 stycznia 2020 / Paulina Kondratowicz

Czy jeden klaps to za daleko?

Zanim zacznę Wam opowiadać o temacie kontrowersyjnej książki „Wyspani rodzice” autorstwa Suzy Giordano oraz wątpliwej jakości poradnika „Pasterz serca dziecka” Dr Trippa, chcę byście wiedzieli, że nie jestem mamą, w najbliższej przyszłości również nie zamierzam nią zostać, a moje spostrzeżenia na temat kar cielesnych w domu podyktowane są ocenami typowymi dla kobiety, która ma w swoim otoczeniu dzieci w różnym wieku, która posiada, we własnym odczuciu, ogromną empatię oraz pewne doświadczenia z przemocą za sobą. 

Dlatego potraktujmy się z szacunkiem, bo temat, który dzisiaj do mnie przyszedł, nie jest ani łatwy, ani moralnie czarno-biały, ani tym bardziej nie uzurpuję sobie prawa do wskazywania jednej, prawidłowej drogi postępowania. Niemniej jednak, podczas rozpracowywania tematu, krew zagotowała się kilkakrotnie. 

 

„Wyspany rodzic”

„Wyspany rodzic” to pozycja, która pojawiła się na półkach nakładem Wydawnictwa Lekarskiego PZWL. Książka, którą jednym słowem można opisać jako antyporadnik dla rodziców najmniejszych dzieci, odbiła się szerokim echem wśród rodziców i przywołała żywą dyskusję na temat metod wychowawczych rodem z lat 50. ubiegłego wieku. Ale od początku. 

Temat książki o wątpliwej jakości merytorycznej poruszyła Magdalena Komsta, która prowadzi ceniony profil na Facebooku i bloga Wymagające.pl.

To dzięki jej zaangażowaniu wycofano wspomnianą wcześniej pozycję Suzy Giordano, po napisaniu listu otwartego do wydawnictwa i wskazaniu na gorszące, szkodliwe oraz mijające się ze współczesnymi normami społecznymi radami dotyczącymi wychowywania dzieci.

Dla przykładu, pani Giordano namawia do trenowania snu u niemowląt.

Na czym miałby polegać ten trening? Na ograniczaniu karmienia, które jest naturalną rzeczą dla noworodków i niemowląt, wydłużanie czasu „spania”, czyli pozostawianiu dziecka w łóżeczku, stopniowe „uczenie” dziecka, że „jest czas na sen i jedzenie”.

Co zyskują rodzice? Oczywiście, czas dla siebie. Bo przecież każda świeżo upieczona mama jest zmęczona, niewyspana, brakuje jej czasu dla siebie i jest inkarnacją dojnej krasuli.

Wracając jednak do treningów – czytelniczka książki dowie się również z niej, że narażanie dziecka na stres poprzez ograniczanie cielesnego kontaktu z mamą, a także zastępowanie piersi smoczkiem, ma wywołać zdrowy odruch ,,zasypiania” na zawołanie.

Pomijam tutaj brak komentarza, że narażanie kilkutygodniowego niemowlaka na tak potężny rozłam bliskości z matką może rzutować na dalszy rozwój psycho-fizyczny potomka.

Kolejna kwestia to metoda ograniczania karmień na dobę. Idealnie, oczywiście według autorki, jest wyliczyć 4 karmienia na dobę. Nikt z kolei nie wspomina o tym, że przy laktacji i chociażby nadmiarze mleka, świeżo upieczona mama może nabawić się poważnych i nieodwracalnych szkód w laktacji, nie mówiąc o psychicznym dyskomforcie.

To tylko niektóre przykłady zupełnej ignorancji i braku podstawowej wiedzy na temat specyfiki pierwszych tygodni życia dziecka i mamy po porodzie.

Ostatecznie po wystosowaniu listu otwartego do Wydawnictwa, zdecydowano się zaopatrzyć opis książki o dodatkowe wyjaśnienia oraz komentarz o autorskim charakterze metod przedstawionych w książce, a także możliwości dokonania obiektywnego wyboru przez rodzica. Niemniej jednak, w ostateczności książka została wycofana.

W moim odczuciu bardzo dobrze, ponieważ nie odpowiadała ani potrzebom, ani współczesnej wiedzy na temat rozwoju dzieci. Co więcej, kontrowersyjne metody Suzy Giordani spotkały się z ogromną krytyką wśród społeczności psychologów i pedagogów zajmujących się na co dzień tematem wychowywania dzieci.

Ale powiem Wam, to nie wszystko. 

 

„Pasterz serca dziecka”

Obecnie możemy również zajrzeć do innej, kontrowersyjnej pozycji autorstwa Dr Tedda Trippa, który jest pastorem i cenionym specjalistą w zakresie poradnictwa, w tym wychowywaniu i duszpasterstwa.

Sam jest ojcem trójki dzieci i dziadkiem siedmiorga wnucząt, prowadzi liczne szkolenia, wykłady i seminaria. Jak nietrudno się domyślić Dr Tripp jest Amerykaninem, który popularyzuje w Stanach Zjednoczonych podejście co najmniej… kontrowersyjne.

Mianowicie w swojej książce „Pasterz serca dziecka” promuje przemoc wobec dzieci jako metodę wychowawczą.

W książce czytamy między innymi o tym, że przed wymierzeniem klapsa lub regularnym biciem, należy dziecko pozbawić wszelkich elementów „ochronnych” takich jak pielucha czy grubsze spodnie. Po wymierzeniu kary należy natychmiast nałożyć z powrotem ubranie, a podczas bicia lepiej jest jednak mieć dziecko na kolanach (czy dlatego, aby nie uciekło?).

Oczywiście bicie nie ma nic wspólnego z frustracją, bo według autora, dziecko powinno rozumieć swoje przewinienie i dzięki przemocy fizycznej, nauczyć się zachowywać poprawnie.

Nie ma tutaj miejsca na szacunek wobec małego człowieka, poszanowania jego nietykalności. Rodzic jawi się jako wszechmocny i wszechwiedzący element dziecięcego rozwoju. Wzbudzanie lęku, a przez pastora Trippa, raczej szacunku, to metoda zawłaszczenia psychiki poznającego świat dziecka. Wpajanie mu więc powodów, dla których jest bity lub został uderzony, jest wręcz zamachem na psychikę.

Co gorsze, wyobraźcie sobie, z jakim poczuciem wartości ląduje taki dorosły, który w dzieciństwie był bity przez rodziców.

Co ciekawe, pastor Tripp niemalże zawsze zwraca się w swojej książce do czytelnika, że to ojciec, a więc głowa rodziny, powinna zająć się „wymierzaniem sprawiedliwości”.

Ja pozostawię to bez komentarza. 

 

„Pręgi”

A teraz przypomnijcie sobie film „Pręgi” z Michałem Żebrowskim i pomyślcie – czy ten mężczyzna, bity w dzieciństwie przez ojca, potrafił żyć normalnie? Czy jednak miał spore problemy psychiczne?

Jeśli nie widzieliście filmu, to gorąco zachęcam, ponieważ problem przemocy wobec dziecka ujęty jest w bardzo naturalistyczny, wręcz brutalny sposób (inaczej niż próbuje przekonywać pastor Tripp).

Zresztą, w biciu, a zwłaszcza biciu dzieci, nie ma nic kolorowego. Społeczna dyskusja na temat przyzwolenia na przemoc, klapsy, na usprawiedliwianiu tak naprawdę ludzkiej słabości i niemocy wobec dziecka, rozbrzmiewa także w kontekście wycofania zapisu na temat karania przemocy domowej.

Dając przyzwolenie na przemoc, rujnujemy zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, prawo do nietykalności, przywilej godności, a więc odbieramy człowiekowi jego naprawdę podstawowe prawa. \

A potem taki człowiek idzie w świat i albo wydaje fortunę na psychoterapię i szuka odpowiedzi na pytania, albo wpada w nałogi, albo krzywdzi innych. I odkąd świat istnieje, są ludzie, którzy w życiu by nie uderzyli dziecka, a są i tacy, którzy powielają schematy przez wiele pokoleń. Dramat jednak nie polega na samym wystąpieniu tego zjawiska, lecz na przyzwoleniu i akceptacji stanu rzeczy. Bo podobno jeden klaps nie zniszczy nikomu życia. 

 

Ludzie, którym odebrano dzieciństwo

Przypomnę tylko, że popularna jeszcze nie tak dawno metoda wychowawcza, przyniosła wiele szkód.

Obecnie mamy pokolenie skrzywdzonych kilku-dziesięciolatków, którzy padli ofiarami niecierpliwych, tradycyjnych i do bólu konserwatywnych rodziców, którzy zamiast rozmawiać, używali pasa lub kabla. Ludzi, którym odebrano dzieciństwo w możliwie najbardziej brutalny i niewybaczalny sposób.

Dzisiaj leczymy się z syndromów DDD, DDA, depresji, problemów z nawiązywaniem normalnych relacji międzyludzkich, walczymy z nałogami i szukamy odpowiedzi, dlaczego.

Dzisiaj uciekamy od odpowiedzialności, jesteśmy nadwrażliwi na wszystko, co przypomina nam o niezbyt wesołych momentach w dzieciństwie. I mimo tak szerokiej dyskusji na temat szkodliwości stonowania przemocy i kar cielesnych wobec dzieci, wydaje się, że niektórzy są po prostu głusi na krzywdę.

 

Czy jeden klaps to za dużo?

Czy jeden klaps to za daleko? Moim zdaniem tak – bo prowadzi do tego, że za chwilę tym klapsem będziemy wychowywać codziennie. Moim zdaniem tak – bo każdy kat powie ofierze „ty mnie do tego doprowadziłeś/aś”.

A jak nie powie, to chociaż pomyśli. A jak nie pomyśli, to chociaż będzie miał świadomość, że to wielce prawdopodobne. Moim zdaniem tak – ponieważ brak kontaktu z własnym sumieniem może doprowadzić do tego, że nasze własne dziecko będzie wychowywać się i żyć jako dorosły w przekonaniu, że wszystko co złe, jest jego przeznaczeniem. Moim zdaniem tak – dlatego, że rany zadane od najbliższych osób, mają ogromne szanse nigdy się nie zagoić. 

 

Jako nie-mama, ale obserwatorka codzienności, chciałabym, by wśród nas było więcej „super niań” takich jak Dorota Zawadzka, która tłumaczyła zawiłą psychologię dziecięcą, która pokazywała, jak to się robi, by z domu zniknęła wieczna awantura. Chciałabym, by takich książek jak „Wyspani rodzice” i „Pasterz dusz” wcale nie było, by ludziom po prostu nie mieściło się w głowie tworzenie bzdurnych teorii na temat „jednego słusznego wychowania”. 

Chciałabym, jeśli zostanę mamą, być ponad te wszystkie okropne rzeczy, o których przeczytałam w wyżej wymienionych książkach. 

 

Kultura

Kultura 360 / Edvard Munch „Krzyk”

13 września 2019 / Marta Osadkowska

Rozwój artystyczny Muncha ukształtowały choroba i pruderia.

Stanowiły one istotę jego artystycznej wizji. Na jego dzieciństwie i młodości największe piętno wycisnęły cierpienia chorej na gruźlicę siostry, Sophie, która odeszła w wieku piętnastu lat. W wieku pięciu lat stracił matkę, która umarła na suchoty. Strach i choroba stały się przewodnimi motywami jego twórczości.

Początki artystycznej kariery Muncha otaczały skandale. Jeden z pierwszych obrazów, zainspirowany najpewniej sytuacją siostry, Chore dziecko, został uznany za prowokację. Szczególnie w kręgach artystycznych skandal wzbudził tupet artysty, który wystawił obraz namalowany niedbale i przypominający szkic. Artysta wykorzystał rozcieńczoną farbę, grube rysy widoczne w warstwach farby sugerują intensywną pracę i nerwowe pociągnięcia pędzla. Wielu współczesnych krytyków opisywało ten obraz jako „chaotyczne plamy farby”. Inny uznali za „przerażająco brzydki”.

Munch należał do grupy artystów, którzy opowiadali się za indywidualizmem i walczyli przeciwko obłudnemu pod względem moralnym kodeksowi społecznemu. Opowiadali się za społeczną i intelektualną liberalizacją, poddawali krytyce powszechnie akceptowane wartości i dążyli do wprowadzenia w życie swojego ideału lepszego kodeksu społecznego, kodeksu bardziej żywotnego i uczciwszego.

Krzyk należał do zbioru Fryz życia.

To dzieło miało obejmować każdy aspekt ludzkiej egzystencji.  Przedstawia strach i samotność człowieka w naturze. Natura nie dostarcza żadnego pocieszenia, ale podchwytuje krzyk, który echo wynosi ponad zatokę do krwistego sklepienia niebios. W dzienniku Muncha znajdujemy notatkę: poszedłem na spacer z dwójką przyjaciół, słońce zaczynało zachodzić, nagle niebo przybrało kolor krwi. Poczułem zmęczenie, zatrzymałem się i oparłem o balustradę. Nad niebiesko-czarnym fiordem oraz miastem płynęła krew i sunęły języki ognia. Moi przyjaciele kontynuowali spacer, a ja nadal stałem, trzęsąc się ze strachu. I poczułem niekończący się krzyk przebiegający przez Naturę.

Dla Muncha krajobraz zawsze musiał być przesłaniem jakichś wiadomości odnoszących się do ludzi.

Teorii na temat obrazu jest wiele. Są historycy sztuki, którzy uważają, że za model głowy na obrazie, posłużyła Munchowi peruwiańska mumia. Inni doszukują się literackich inspiracji, przede wszystkim w dziełach Dostojewskiego, ulubionego pisarza Muncha. Poeta Rainer Maria Rilke napisał o dziełach malarza: Linie Muncha zawierają już w sobie tę konstruktywną siłę strachu. Zawsze potrafił on pogodzić sprzeczności między ochroną i destrukcją w czysto przestrzennych kategoriach stępiających swoje ostrza w wizji czy obrazie.

Krzyk stał się bohaterem najbardziej śmiałej kradzieży dzieł sztuki w ostatnich dekadach.

Wraz z Madonną został skradziony z Muzeum Muncha w Oslo 22 sierpnia 2004 roku, w biały dzień, przez zamaskowanych i uzbrojonych złodziei na oczach tłumu zwiedzających. Za odnalezienie dzieł władze miejskie, będące właścicielem muzeum, oferowały dwa miliony koron (ok. 250 tys. euro) nagrody. Finalnie oba dzieła zostały odnalezione w wyniku akcji policyjnej.

 

Na podstawie książki Edvard Munch 1863-1944, Ulrich Bischoff.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo