Styl życia

5 ważnych rzeczy, które ułatwiają życie kobiety

29 listopada 2018 / Paulina Kondratowicz

Kochana kobieto.

Kimkolwiek jesteś, cokolwiek w życiu robisz, dokądkolwiek nie zmierzasz i z czymkolwiek walczysz codziennie, usiądź na chwilę. Napij się ze mną kawy, uspokój nerwy, te pięć minut nie zbawi Ciebie ani świata, a może zastanowisz się na chwilę i dasz sobie szansę na przemyślenie kilku spraw? Może potrzebujesz teraz właśnie tego kilkuminutowego oddechu, chwili, by na nowo coś poukładać i zrozumieć?...

Kochana kobieto. Kimkolwiek jesteś, cokolwiek w życiu robisz, dokądkolwiek nie zmierzasz i z czymkolwiek walczysz codziennie, usiądź na chwilę. Napij się ze mną kawy, uspokój nerwy, te pięć minut nie zbawi Ciebie ani świata, a może zastanowisz się na chwilę i dasz sobie szansę na przemyślenie kilku spraw? Może potrzebujesz teraz właśnie tego kilkuminutowego oddechu, chwili, by na nowo coś poukładać i zrozumieć?

Kochana kobieto, wiesz, że jesteś wyjątkowa? Ktoś Ci to dzisiaj powiedział? Mam nadzieję, że tak, że masz to szczęście, że jest obok Ciebie osoba, dla której jesteś kimś cudownie niezwykłym i sprawiasz, że jego/jej życie jest lepsze. Jeśli nie, pozwól, że ja Ci to powiem. Tak, jesteś wyjątkowa, bo codziennie zmagasz się z czymś, walczysz z demonami, dokonujesz niemożliwego i szkoda Twojego zdrowia, by nie doceniać tak istotnych spraw jak odnajdywanie zagubionej skarpetki do pary, prasowania sterty ubrań co niedziela, pieczenia pysznego ciasta, przedzierania się przez korki, płacenia rachunków na czas, pamiętania o tym, by ogarnąć wycieczkę szkolną, przetarcia kurzy z komody, czy zaniesienia butów do szewca. Małe rzeczy, mówisz, bez większego znaczenia. Jesteś pewna? Spróbuj ich nie wykonać…

Kochana kobieto, dlaczego czasami siadasz i chowasz w dłoniach głowę?

Bo wstyd? Bo mogłaś przewidzieć, zapobiec, uniknąć? Mogłaś, ale tego nie zrobiłaś. Czy to skazuje Cię na wieczne potępienie i krucjatę na swoje poczucie wartości? Kto Ci wmówił, że dajesz ciała i nie ma ze złej sytuacji wyjścia? Kto Cię oznaczył, naszył metkę, stygmatyzował, aż uwierzyłaś, że jesteś taka czy owaka? Głupia? Naiwna? Beznadziejna? Niedostateczna? Usiądź ze mną i pomyśl.

Po pierwsze… zdanie innych nie definiuje nas jako ludzi

Już tak jest w tym naszym małym-wielkim świecie, że zdanie innych osób wpływa na nas jak aloesowy olejek na suchą skórę. Potrzebujemy aprobaty, często też pocieszenia lub utwierdzenia w kwestiach, które są dla nas ważne. I ok, nic w tym złego, ale musisz wiedzieć, że nie wolno Ci pozwolić, by zdanie drugiego człowieka definiowało Ciebie od początku do końca. Nieważne, czy mowa o matce, ojcu, babce, bracie, siostrze, mężu, chłopaku, kuzynce… Nikt nie ma prawa Ciebie osądzać, jeśli nie przeszedł tego co Ty. Jeśli nie ma pojęcia z czym zmagasz się codziennie. Żaden problem nie jest zbyt ważny lub najmniej istotny, jeśli rzeczywiście spędza Ci sen z powiek. Zdanie innych nie może powodować, że spoglądasz na siebie ich oczami. Powinnaś wiedzieć doskonale kim jesteś, dokąd zmierzasz i dlaczego Twoja droga jest taka, a nie inna. Nie pozwól, by ktoś Ci wmawiał, że powinnaś robić coś inaczej, gdy czujesz, że tak nie jest. Nikt nie jest Tobą, Ty nie jesteś nikim innym, tylko sobą.

Po drugie… to, że z czymś sobie nie radzisz, nie znaczy, że zawsze tak będzie

Wszystko płynie, nawet wszechświat. Serio martwisz się tym, że nie umiesz kodować w HTML-u? Albo, że sąsiadka ma fajniejsze kwiatki na balkonie? Ewentualnie, że Twój facet znowu ogląda się za innymi kobietami na ulicy? Zamiast kłaść się na katafalku udręczenia, dam Ci takie sprytne narzędzie do ręki – nazywa się ogarniacz. Ja też nie umiem HTML-a, ani innego języka kodowania i żyję. Całe szczęście można się tego nauczyć i nie jest to jakaś wiedza tajemna zarezerwowana tylko dla wybrańców tego świata. Podobnie jeśli chodzi o kwiatki – ok, może nie masz do nich ręki? Ale za to robisz cuda na drutach? Albo świetnie Ci idzie z fotografią? No to dalej, wykorzystaj to! Ewentualnie, skocz do sąsiadki i podpytaj, jak to się dzieje, że ma takie cudne pelargonie, a u Ciebie wszystko schnie na pieprz. Może sprzeda Ci kilka magicznych sztuczek i się zakumplujecie? Sprawa z facetem też wydaje się mieć wyjście. Zawsze warto rozmawiać, wsłuchać się w potrzeby drugiej strony, jeśli jednak mimo dobrej woli, dyskusji i jawnego mówienia wprost, że jego zachowanie może Cię boleć, on nadal świdruje wzrokiem inne panienki, cóż. Zastanów się, czy rzeczywiście na to zasługujesz? Bo przecież nic nie jest wieczne, nic nie jest na pewno, ale zawsze masz wpływ na to, co dzieje się wokół Ciebie i w sobie.

Po trzecie… to, że ktoś próbuje podkopać Twoje poczucie własnej wartości świadczy o tym, jak niskie jest jego własne

Wiesz, że osoby, które lubią poniżać lub umniejszać czyjeś dokonania, tak naprawdę prowadzą grę zwaną projekcją? Na czym ona polega? Jeśli padasz ofiarą dziwnych, niemających nic wspólnego z rzeczywistością oskarżeń lub poniżaniem, agresor dosłownie wylewa na Ciebie wiadra pomyj, wiedz, że to są słowa, które mógłby skierować sam do siebie. Po prostu przerzuca na Ciebie wszystko to, co mógłby najczęściej sobie zarzucić. Dotarcie do takiej wiedzy i świadomości może spowodować u Ciebie zupełny zwrot ku sobie. Obwinianie się o czyjeś gorsze nastroje, agresję, przemoc to najgorsze co można sobie zrobić. Warto też poszukać odpowiedniej pomocy, by skuteczniej bronić się przed zalewem czyjejś frustracji. Pamiętaj – nie jesteś Matką Teresą z Katapulty. Nie musisz zbawiać świata!

Po czwarte… jesteś odpowiedzialna tylko za swoje decyzje

Masz tendencję do robienia czegoś za kogoś? Takie nieodparte wrażenie, że bez Twojej sprawczej ręki świat rozsypie się w drobny mak? Witaj w klubie. Jestem z tych kobiet, które kosztem własnego życia i zdrowia uchyliłyby drugiej osobie nieba. Pytanie jednak, po co? Naprawdę trzeba napierdzielać te kotleciki nowopoznanemu facetowi? Udowadniać w pracy jaka to jesteś zdolna i wspaniała? Konkurować z matkami innych dzieci wypiekając cuda wianki na szkolny kiermasz kosztem przemęczenia i żylaków? Nie trzeba i nie można. Musisz wiedzieć, że wszystko to co robią inni, niekoniecznie musi dotyczyć Ciebie. Jesteś odpowiedzialna za swoje decyzje, za to, jak kierujesz swoim życiem i nikt ani nic nie będzie Ci za to dziękował w pokłonach. Bo naprawdę ludzi niewdzięcznych nie brakuje. Efekt może okazać się opłakany – nerwica, tarczyca, rak jelita czy zwykłe załamanie nerwowe. Tak wiem, czarnowidztwo stosowane to nienajlepszy doping. Ale wiesz co? Cokolwiek ludzie robią wokół Ciebie, a wiesz, że Ty masz inne zdanie, po prostu podążaj za swoim światłem. Rób tak, byś to Ty budziła się codziennie rano uśmiechnięta, a nie zmierżona czyimś niezadowoleniem, bo akurat nie wypełniłaś rubryczki z cyklu: spełnij moje życzenie, a ja spełnię Twoje. Jeśli cokolwiek masz spełniać to niech to będzie obowiązek i prawo do własnego, świętego spokoju.

Po piąte… ciesz się chwilą, bo ta może nigdy się nie powtórzyć

Jestem wręcz patologicznie optymistycznie nastawiona do świata. Nie zawsze tak było. Ale w momencie, kiedy otarłam się naskórkiem świadomości o nieuleczalny nowotwór (całe szczęście, w stadium bardzo początkowym) to zrozumiałam, że nie można wiecznie się martwić. Nie można brać na barki całego zła świata. Nie można wiecznie podkładać pod dziubki frustratów wszystkiego co najlepsze. Bo oni nie podziękują, tylko jeszcze zaczną marudzić, że mogłaś to czy tamto zrobić lepiej. Unikanie frustracji i rozczarowania jest niemożliwe, ale jeśli możesz sobie pomóc, to ciesz się tym co masz. Ciesz się, że możesz swobodnie zrobić sobie kąpiel, bez problemu upiec dobre ciasto, pobiegać z psem po parku. Ciesz się, bo jutro może tego nie być. Może to wyświechtany frazes, jednak wiem, co mówię. Codziennie mam poczucie, że wygrałam. Że kolejny dzień jest po to, by go nie zmarnować.

Z całego serca chciałabym Cię teraz przytulić i powiedzieć, że jesteś cudem. Prawdziwym cudem. I nikt poza Tobą nie ma tak sprawczej mocy jak Ty sama. Pamiętaj o tym, gdy będziesz zaklinała kolejny dzień.

Styl życia

O zjadaniu mniejszych

1 lipca 2019 / Marta Osadkowska

Dlaczego przyjęliśmy nazywać okrucieństwo zezwierzęceniem?

To nie jest w porządku. Zwierzęta nie są okrutne. Fiodor Dostojewski Człowiek jest jedyną okrutną istotą na Ziemi. Pod pojęciem okrucieństwa rozumiem świadome i celowe zadawanie bólu dla własnej korzyści, przyjemności czy satysfakcji. Żadne inne stworzenie tego nie robi. Nie jest dla nikogo tajemnicą, co dzieje się w przemysłowych hodowlach zwierząt, nie jest moim celem psucie Wam dnia...

Dlaczego przyjęliśmy nazywać okrucieństwo zezwierzęceniem? To nie jest w porządku. Zwierzęta nie są okrutne.

Fiodor Dostojewski

Człowiek jest jedyną okrutną istotą na Ziemi. Pod pojęciem okrucieństwa rozumiem świadome i celowe zadawanie bólu dla własnej korzyści, przyjemności czy satysfakcji. Żadne inne stworzenie tego nie robi.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, co dzieje się w przemysłowych hodowlach zwierząt, nie jest moim celem psucie Wam dnia przytaczaniem przykładów cierpienia zadawanego zwierzętom. Powszechnie wiadomo, że to czyste ZŁO. Widzieliśmy filmiki, zdjęcia, nie da się tego uniknąć. A jednak masowo odwracamy oczy, udajemy, że tego nie ma.

W imię czego? Smacznego posiłku? Wygody?

Mój bardzo mięsożerny mąż mawia: ignorancja jest błogosławieństwem. Na pewno jest w tym sporo prawdy, łatwiej żyć w niewiedzy. Prościej uznać, że jeden człowiek i tak nic nie zmieni, że tak już jest, odwołać się do większości i strzepnąć z siebie odpowiedzialność. Ale historia przeczy takiej postawie: to jednostki porywały tłumy, które dokonywały rewolucyjnych zmian. Zniesienie niewolnictwa, dostęp do edukacji, równouprawnienie – to wszystko wydawało się kiedyś mrzonką niewielu. A teraz nie sposób sobie tamtych czasów wyobrazić. Czy w przyszłości nasze wnuki popatrzą ze zdziwieniem na nasze okrucieństwo wobec zwierząt powodowane tylko zachciankami? Bardzo na to liczę.

W dzisiejszym świecie wszystko kręci się wokół pieniądza.

Chcemy mieć dużo i tanio, chcemy czuć się bogaci i nie musieć oglądać jakim kosztem nasze pragnienia są spełniane. Spójrzmy prawdzie w oczy: mięso pochodzi od zwierząt, które zginęły tylko po to, by ludzie mogli mieć chwilę przyjemności, a przed śmiercią zostały okaleczone i poparzone – pisze Jonathan Safran Foer w książce „Zjadanie zwierząt”. Można hodować zwierzęta w przyzwoitych, humanitarnych warunkach, ale wtedy ich pochodne będą droższe. Na to zgody konsumentów nie ma. Chcemy, żeby mięso, które dostaniemy, nie kosztowało dużo, co w prosty sposób przekłada się na cięcia kosztów hodowli zwierząt w wielkich korporacjach. Niewiele jest już takich ładnych, zielonych farm, na których krowy spacerują po łące, a kury na wybiegach. Dziś liczy się każdy centymetr powierzchni, a oglądanie nieba jest luksusem, na które niektóre zwierzęta mogą sobie pozwolić przez kilka minut, gdy są ładowane na ciężarówki mające zawieźć je do rzeźni. W tej sytuacji nie przekonuje mnie argument, że jedzenie mięsa jest „zgodne z naturą”, bo to, jak człowiek obecnie traktuje zwierzęta nie ma z nią nic wspólnego.

To nierówna wojna tocząca się pomiędzy tymi, którzy nie szanują żywych istot i nie mają dla nich współczucia, oraz tymi właśnie istotami, które o to współczucie proszą. To wojna o litość. I choć trwa od wieków, to dopiero teraz weszła w krytyczną fazę – komentował obecną sytuację francuski filozof Jacques Derrida.

Prawo właściwie nie chroni zwierząt hodowlanych i odwraca się od tego, co człowiek z nimi wyprawia.

Gdy wypłynie dowód na okrutne tortury praktykowane na przykład w ubojniach albo eko organizacja narobi dymu, wchodzi jakaś kontrola, nakłada jakąś karę, która dla producentów zwykle nie jest nawet odczuwalną kwotą i wychodzi. Nic się nie zmienia. Nie może się zmienić, bo to pociąga za sobą koszty, a tych nikt nie chce ponosić. Powstają pseudo-regulacje i określenia widmo. Jednym z nich jest: chów na wolnym wybiegu. Kiedy słyszę to określenie, wyobrażam sobie istną sielankę: przestrzeń, biegające kury, świeże powietrze i inne wspaniałości. W praktyce hodowla spełnia wymagania do tej etykiety, gdy ptaki „mają dostęp do świeżego powietrza” i nie są trzymane w klatkach. Czyli zwykle: ściśnięte do granic w szopie posiadającej niewielkie okienko pod dachem.

Konsument kupuje swoje wyobrażenie o danym określeniu, a nie rzeczywistość.

A co tam jest w środku, w tym mięsku?

Hormony, antybiotyki, woda, bakterii tysiące (w tym na przykład pałeczki e coli, powszechnie spotykane, gdyż ptaki mieszkają we własnych odchodach). Drób szprycuje się hormonami wzrostu, bo ma być szybko duży i szybko gotowy na rzeź, a my potem zajadamy ten hormon ze smakiem i dziwimy się, czemu te dziewczynki tak szybko dziś fizycznie dorastają. Bulwersujemy się, gdy tę substancję zażywają sportowcy, a sami kładziemy ją na talerzach naszych dzieci.

Jeśli chodzi o kwestie etyczne, doskonale zjadanie zwierząt opisał Stanisław Lem:

Mięsożerność nie jest niczyją winą, skoro wynikła w toku ewolucji naturalnej! Wszelako różnice dzielące tak zwanego człowieka od jego krewnych zwierzęcych są niemal żadne! Podobnie jak osobnik wyższy nie może uważać, aby to dawało mu prawo do pożerania wzrostem niższych, tak i obdarzony wyższym nieco umysłem nie może mordować ani pożerać niższych umysłowo, a jeśli już musi to czynić, za sprawą tragicznego obciążenia dziedzicznego, winien pochłaniać okrwawione ofiary w trwodze, po kryjomu, w norach swych i najciemniejszych zakątkach pieczar, targany wyrzutami sumienia, rozpaczą i nadzieją, że kiedyś uda mu się wyzwolić od brzemienia mordów tak nieustannych. Niestety! Bezcześci szczątki śmiertelne, dusząc je, bawi się nimi, a dopiero potem wchłania na publicznych żerowiskach, wśród podskoków obnażonych samic swego gatunku, bo mu to wzmaga apetyt na zmarłych”.

No i jest jeszcze czynnik ekologiczny. Pomstujemy na samochody, kominy i innych trucicieli, podczas gdy, wg ONZ, hodowanie zwierząt na mięso jest jedną z dwóch lub trzech najważniejszych przyczyn współczesnych problemów ekologicznych zarówno tych lokalnych, jak i tych globalnych. Chów przemysłowy to najważniejsze źródło problemów ochrony środowiska. Metan, który wydzielają krowy w tych miejscach, jest bardziej szkodliwy niż wszelkie spaliny i inne smogi. Bardzo fajnie opowiada o tym dokument „Cowspiracy” (do obejrzenia na Netflixie).

Dokładnie pamiętam dzień, w którym przestałam jeść mięso.

Zawsze je ograniczałam, ale po lekturze artykułu o dokarmianiu świń ich odchodami, żeby były cięższe, uznałam, że enough is enough. Nie chcę być więcej częścią tej karuzeli okrucieństwa. Od pięciu lat nie jem zwierząt i czuję się z tym bardzo dobrze. Od zeszłego tygodnia, gdy przeczytałam Zjadanie zwierząt Foera, wykluczam z diety wszelkie produkty odzwierzęce. Gdy mówię, że nie jem mięsa, często widzę, jak u rozmówcy się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali, niczym w piosence Wojciecha Młynarskiego. I zaczynają się pytania: a ryby jesz? A żelki? Jakby moja deklaracja była swego rodzaju wyzwaniem. Może jest? Żyjemy w świecie, gdzie możesz codziennie jeść fast food, zalewać się litrami coca-coli i to jest społecznie akceptowalne i popierane. Ale jak tylko powiesz, że nie jesz mięsa, wszyscy zaczynają się troszczyć o twoje zdrowie. Moje wyniki badań znacznie się poprawiły, odkąd nie jem mięsa. Cukier, cholesterol, które genetycznie mam wysokie, nigdy się tak ładnie nie prezentowały. Nie czuję się lepsza od mięsożerców, czuję się po prostu lepiej ze sobą.

Jestem typowym przykładem człowieka, który je, żeby przeżyć, nie mam w sobie nic ze smakosza.

Lubię, gdy to, co zjadam jest smaczne i zdrowe, ale nie poświęcam wiele czasu na poszukiwania. Gdy planuję podróż, kwestia jedzenia jest zupełnie poza mną. O posiłku zapominam właściwie w momencie odstawienia talerza. Znam ludzi, którzy celebrują jedzenie, jest ono ważnym elementem ich codzienności, a jednym z aspektów odwiedzania nowych miejsc, jest kosztowanie lokalnej kuchni. Potrafią długo czytać i szukać tej najlepszej knajpki. Im trudniej rezygnować z mięsa niż mnie, to na pewno. Ale robią to. Dla mnie większym poświęceniem było odstawienie serów i serniczków, które uwielbiam. Ale zdecydowałam się na to. Uważam, że wolna wola to ogromna odpowiedzialność. My możemy zdecydować, że nie chcemy być częścią okrutnego traktowania zwierząt, niehumanitarnego zabijania ich i torturowania dla naszej przyjemności. Czy to coś zmienia? Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale już sto, owszem. Producenci żywności muszą odpowiadać na potrzeby konsumentów. Ja wierzę w siłę jednostek. A rynek reaguje na ich głos: największa stacja benzynowa wprowadziła wegańskie hot dogi, w Ikei słynne klopsiki mają swój wege zamiennik, przybywa knajp serwujących roślinną kuchnię.

Chciwość zatruwa ludzkie dusze, zamyka świat w szponach nienawiści, popycha nas stopniowo do rozlewu krwi. Musimy szybko dojrzeć, bo inaczej sami się pozabijamy. Nowoczesność zawiodła nas w potrzebie. Nasza wiedza cynicznie nami manipuluje, nasza inteligencja to twardość i nieżyczliwość. Za dużo myślimy, a za mało czujemy. Bardziej niż nowoczesności, potrzebujemy człowieczeństwa. To Wy, ludzie, macie moc tworzenia maszyn. Moc tworzenia szczęścia. Macie moc, by uczynić to życie wolnym i pięknym, moc uczynić to życie cudowną przygodą.”

przemawia wcielający się w rolę dyktatora Charlie Chaplin w filmie z 1940 roku. Rzadko mówił na ekranie, ale gdy już to zrobił, wygłosił słowa poruszające i nie tracące na aktualności do dzisiaj.

Tylko od nas zależy, jak ten świat będzie wyglądał.

Nie równajmy człowieczeństwa z okrucieństwem.

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo