ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

‚6 pytań do’, czyli mini wywiad z Martą Śliwicką

17 stycznia 2018 / Monika Pryśko

Niech Was dziś zainspiruje Marta Śliwicka.

Dziewczyna z Sopotu, która wprawdzie nie mówi, jak żyć, ale pisze o tym, jak i co jeść, by nie burczało w brzuchu. Jej instagramowe zdjęcia z podróży inspirują jak mało co. No i jest mamą. :) Jaki masz pomysł na macierzyństwo? Nie wiem, czy wraz z nadejściem macierzyństwa trzeba mieć na nie konkretny pomysł. Macierzyństwo traktuję jako...

Niech Was dziś zainspiruje Marta Śliwicka. Dziewczyna z Sopotu, która wprawdzie nie mówi, jak żyć, ale pisze o tym, jak i co jeść, by nie burczało w brzuchu. Jej instagramowe zdjęcia z podróży inspirują jak mało co. No i jest mamą. 🙂

Jaki masz pomysł na macierzyństwo?

Nie wiem, czy wraz z nadejściem macierzyństwa trzeba mieć na nie konkretny pomysł. Macierzyństwo traktuję jako coś naturalnego, następny etap mojego życia, w który przeszłam płynnie z bagażem moich dotychczasowych doświadczeń. Ustalanie planu działania, szukanie pomysłu, wydaje mi się sztuczne. Najważniejsze jest to, aby kierować się miłością do dziecka i swoją intuicją, one zawsze magicznie sprawiają. że postępujemy właściwie.

Myślę, że prawdziwe wyzwania dopiero przede mną, gdy dzieci urosną. Teraz mój syn jest zapatrzoną w rodziców (a szczególnie w swojego tatę) słodką kuleczką, która dostarcza nam radości i śmiechu, ale zdaję sobie sprawę, że za parę lat będzie dużo trudniej pewne rzeczy mu wytłumaczyć i chronić go przed niebezpieczeństwami. Są oczywiście pewne kierunki, w które chcę podążać i mam nadzieję, że w tych zasadniczych kwestiach nie zdarzy mi się daleko zboczyć z drogi.

Chcę być dla moich dzieci przyjaciółką, chcę, żeby oprócz kochającej mamy widziały we mnie kogoś, komu mogą się zwierzyć z nurtujących ich problemów i nie będzie wiązało się to z wyśmianiem czy szlabanem na wyjścia.

Chcę być zawsze uczciwa, nie chcę na jakiejś błahostce stracić wiarygodność. Uzmysłowiłam to sobie, gdy mój syn, mimo tak młodego wieku, śmiertelnie się na mnie obraził, gdy oszukałam go, że jedziemy na plac zabaw, kiedy w rzeczywistości wybieraliśmy się na szczepionkę. Gdy płakał przed zastrzykiem, widziałam w jego oczach nie strach przed bólem, ale pretensję, że go oszukałam. Od tamtego czasu zauważyłam, że dużo lepiej sprawdza się „Kochanie, dzisiaj pójdziemy do Pani Doktor, zrobi małe ała w rączkę, ale będziesz dzielny, prawda?”.

Chcę być konsekwentna, ale nie zasadnicza, mieć swoje zasady, które dzieci będą szanować, lecz nie egzekwować ich za wszelką cenę.

Chcę pokazywać dzieciom świat w wielu kolorach, poznawać z ludźmi, którzy dokonali innych życiowych wyborów, niż te tradycyjnie rozumiane. Bardzo zależy mi na tym, żeby wychować mądrych, otwartych ludzi, którzy nie będą bać się inności i popadać w fundamentalizm.

Twoje dziecko pyta – mamo, co robisz w życiu? – co odpowiadasz?

Na tym etapie powiedziałabym: Kochanie, mama robi w życiu wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi razem i każde z osobna.

Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli nie potrafisz wytłumaczyć jednym zdaniem swojemu dziecku, na czym polega twoja praca, to prawdopodobnie jest ona nieistotna dla świata. Wyobraźcie sobie, gdzie w rankingu istotności plasuje to osoby zajmujące się na co dzień social mediami, skoro mam takie same problemy z wytłumaczeniem tego osobom nieco starszej daty.

Dorosłemu odpowiedziałabym, że jestem swoim własnym szefem w agencji social mediowej, kulinarną blogerką, autorką książki „burczymiwbrzuchu.śniadania” i niewykonującym zawodu radcą prawnym. I to wszystko (na razie z powodzeniem) łączę z rolą mamy.

Jaki jest twój ulubiony kobiecy rytuał?

Gdyby nie słowo „kobiecy”, pewnie zaczęłabym się rozpisywać na temat jedzenia i wina.

Śmieję się, że świat się pomylił i powinnam urodzić się mężczyzną. Mam dość specyficzne podejście do życia, raczej pragmatyczne, nie lubię zakupów i wymyślania sobie niepotrzebnych problemów. W związku nie jestem zazdrośnicą ani zrzędą, a raczej dobrym kumplem. No i poza gotowaniem, daleko mi do perfekcyjnej pani domu. Oczywiście żartuję, bo sama nienawidzę tak stereotypowego postrzegania kobiet.

Niestety typowo kobiecych rytuałów dopiero się uczę. „Niestety”, bo chciałabym już mieć za sobą lata testów i eksperymentów, znać swoją skórę i ciało, i wiedzieć, co mu służy. A tymczasem, jestem już bardzo blisko trzydziestki i cały czas w tym temacie raczkuję. Gdy niedawno odkryłam, że jestem w ciąży, zanim wykonałam jakiekolwiek badania zbliżające mnie do odpowiedzi na pytanie, jakiej płci będzie moje dziecko, moja mama piała z zachwytu, że tym razem będzie dziewczynka. Faktycznie, zupełnie niespodziewanie zaczęłam spędzać więcej czasu na portalach urodowych, wydawać zdecydowanie za dużo pieniędzy na maseczki i kremy i przykładać większą wagę do tego, co mam na sobie. I oby tak zostało, bo dzięki temu odkryłam, że świat kobiecych rytuałów może być pasjonujący, a nie być tylko stratą czasu.

Moja mama miała rację, tym razem będę miała córkę. Jest to dla mnie kompletnie nowe doświadczenie. I choć nie będzie miała mamy, która pokaże jej, jak malować paznokcie i zrobić dobieranego warkocza, zrobię wszystko, aby była silną i niezależną kobietą i nigdy nie myślała, że czegoś jej nie wolno dlatego, że urodziła się dziewczynką.

Które trzy rzeczy lub sytuacje dały ci ostatnio najwięcej satysfakcji?

  1. To może nie zalicza się do „ostatnio”, bo daje mi nieprzerwaną satysfakcję od 2,5 roku, mowa o oczywiście o moim synu. Jestem w nim ślepo zakochana i nawet nie będę się starać tego ukrywać. Obserwuję, jak się pięknie rozwija, ile skomplikowanych procesów przetrawia ta mała główka i jestem niesamowicie dumna, że jest moim synem. Jest uparty, ale otwarty na logiczną argumentację, ma już zalążki sarkastycznego poczucia humoru i łobuzerski błysk w oku. Lubi proste umowy z rodzicami, aby wiedzieć, na czym stoi, no i co najlepsze, jest małym smakoszem. Ponieważ raczej nie dał nam popalić, trochę się boję, że córka będzie humorzasta i będzie budzić w środku nocy gotowa do zabawy, zgodnie z zasadą, że nikt nie rodzi dwójki bezproblemowych dzieci.
  2. Napisanie książki. Wspólnie z moją blogową partnerką Tosią napisałyśmy książkę „burczymiwbrzuchu.śniadania” z przepisami na wyjątkowe poranne dania. Najbardziej satysfakcjonujący moment tego procesu, to chyba trzymanie książki w rękach po raz pierwszy i wielka kolejka ludzi, która ustawiła się do nas pod dedykację.
  3. Założenie własnej firmy. Lata temu, gdy pracowałam na etacie jako prawnik, byłam strasznie sfrustrowana. Nie dość, że nie widziałam się do końca życia w tej mało kreatywnej pracy, to jeszcze byłam przytwierdzona do fotela od 8 do 16, a zimą przesiadywałam w pracy całe światło dzienne. Wiem o tym, że wiele osób pracuje w ten sposób i nie widzą problemu, ale ja nie umiem. Jestem raczej nocnym Markiem, mój mózg jest w najlepszej formie pod wieczór, a w dzień lubię iść na spacer wtedy, kiedy mam ochotę. W życiu potrzebna mi elastyczność, w pracy też. Dzięki założeniu własnego biznesu odżyłam i wreszcie kocham to, co robię. No i postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę mieć szefa.

Spontanicznie czy z kalkulatorem? jak warto według ciebie podchodzić do życia?

Tylko spontan! Mając z tyłu głowy, żeby zapewniać dziecku jak największą liczbę bodźców. Nowe miejsca, podróże, spotkania z wieloma osobami, młodszymi i starszymi, nietypowe zabawy,  to wszystko rozwija w przyśpieszonym tempie. Pamiętam, że gdy Julek był młodszy, wszyscy otwierali szeroko oczy, że nie ma wyznaczonych z góry godzin drzemki, posiłku, kąpieli i pójścia spać, „bo dziecko lubi regularność i powtarzalność”. A ja nie chciałam, żeby każdy dzień mojego dziecka wyglądał tak samo. Dlaczego od samego początku życia miałabym pokazywać mojemu synowi, że życie jest nudne i powtarzalne i narażać go na kompletny szok, gdy pewnego dnia wypadnie taki dzień, że plan trzeba będzie zmodyfikować?

Z kalkulatorem podchodzę tylko do spraw bezpieczeństwa, w każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie mój syn, momentalnie kalkuluję wszystkie ryzyka i na tym polu chciałabym trochę bardziej wyluzować (oczywiście zachowując pewne racjonalne ramy). Podchodzę do tego zbyt histerycznie i strasznie zazdroszczę mojemu mężowi, że potrafi zadbać o to, aby Julkowi nic się nie stało, jednocześnie nie zadręczając się w nocy, że coś mu się stanie za 15 lat na imprezie (śmiech).

Czym jest według ciebie hasło Mother-Life Balance?

Ideą, którą kieruję się w moim macierzyństwie. Kocham mojego syna i uwielbiam spędzać z nim czas, ale głęboko wierzę w to, że, jak we wszystkim, trzeba złapać odpowiedni balans i mieć jakąś odskocznię, bo w przeciwnym razie można zwariować. Oczywiście mogę tak mówić dlatego, że mam przy sobie męża, który sprawiedliwie dzieli się ze mną opieką nad synem, a gdy chcemy na chwilę wyjść czy wyjechać gdzieś tylko w dwójkę, z pomocą przychodzą nam dziadkowie. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką możliwość.

Odskocznia to dla mnie nie tylko możliwość wyjścia gdzieś wieczorem bez dziecka, bo z takiej odskoczni korzystam nieczęsto. To głównie możliwość przekazania komuś odpowiedzialności i czynności związanych z opieką, mimo wszystko pozostając obok.

Rok temu zdecydowaliśmy się posłać syna do żłobka. Kierowały nami dwa powody, po pierwsze, w miarę jak robił się starszy, coraz trudniej było mi wykonywać moją pracę. Po drugie, obserwowaliśmy, jak zachowuje się i rozwija, gdy bawi się z dziećmi naszych znajomych i zrozumieliśmy, że nadszedł czas, w którym już nie możemy mu dać tej części, którą zapewni mu kontakt z rówieśnikami.

Mamy szczęście do fantastycznego żłobka, a ja codziennie upewniam się, że podjęliśmy dobrą decyzję, gdy obserwuję, jak bardzo syn się rozwinął dzięki codziennemu przebywaniu z dziećmi. Polecam to każdej mamie i każdemu tacie, jeśli mają na to możliwości finansowe. Nawet, jeśli mieliby w tym czasie po prostu usiąść i w spokoju wypić kawę, warto.

Jestem ciekawa, jak uda mi się złapać balans przy drugim dziecku, ale jestem dobrej myśli. Z synem regularnie pojawiałam się na spotkaniach biznesowych w nosidełku, więc i tym razem coś wymyślę.

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo