Change font size Change site colors contrast
Styl życia

100 zdrowych nawyków na 2021 rok!

26 grudnia 2019 / Paulina Kondratowicz

Końcówka roku, ostatkiem sił docieramy do grudnia, walcząc jeszcze z przygotowaniami do świąt i potem… nastaje styczniowy poranek.

Nigdy nie byłam osobą pokroju „nowy rok nowa ja”. Nigdy też nie miałam postanowień noworocznych wraz z pierwszym promieniem słońca w styczniowy poranek. O nie.

Jestem z tych, które myślą, mają pomysły, a potem… leży to to odłogiem, czeka na lepszy czas, od jutra jest stałą zmienną w moim słowniku i tak dalej i tak dalej. Jestem już na tyle stara, że mogę bez poczucia obciachu mówić o tym, że przez lata byłam wierna zasadzie, że co nie uciecze to się nie odwlecze. Jednak w tym roku nastąpiło kilka znaczących tąpnięć, które sprawiły, że w tym roku będzie inaczej. Że dość już robienia sobie listy rzeczy i nie zaglądania do niej ani razu. Powstał ogromny excel, z podziałem na komórki dedykowane co to ma być, kiedy, jak i ewentualnie za ile. Chcecie poznać moje 100 zdrowych nawyków, które chcę wprowadzić w życie? 

 

Wypisując swoje 100 zdrowych nawyków podzieliłam je na kilka kategorii, tak, bym mogła też wiedzieć, na ile potrzeby psychiczne i fizyczne są w równowadze. Według zdrowych praktyk ważne jest to, by w drodze do szczęścia znaleźć balans pomiędzy tym, co chcemy, co możemy zrobić i jak to wszystko zmieni nasze życie w dalszej perspektywie. Metoda małych kroków niech będzie od dzisiaj Twoją najlepszą przyjaciółką i pozwoli Ci dojść do sukcesu. Gotowe? 

 

100 zdrowych nawyków na 2021 rok!

 

1) Pij 2 litry wody dziennie – to absolutne minimum, by zachować prawidłowe nawodnienie, oczyszczanie z toksyn oraz zachowanie dobrego samopoczucia.

 

2) Wysypiaj się – minimum 6 godzin dziennie. Dzięki temu Twój organizm skutecznie się zregeneruje.

 

3) Wstawaj wcześniej – nie nastawiaj kilku drzemek na budziku. Wstaniesz jeszcze bardziej zmęczona.

 

4) Zaplanuj codziennie posiłki – zrób listę zakupów. Zaoszczędzisz pieniądze czas i nerwy. I nie doprowadzisz do uczucia głodu.

 

5) Rób kawę w kubku termicznym – dzięki temu zaoszczędzisz na kawie kupowanej w kawiarni oraz zawsze napijesz się ciepłej i swojej ulubionej.

 

6) Imbir jest super, podobnie jak cytryna w wodzie – dzięki niemu podkręcisz i smak i metabolizm, a także wspomożesz odporność organizmu 🙂

 

7) Nie przeglądaj Facebooka przed snem – nie nie i jeszcze raz nie. Eksperci twierdzą, że ekspozycja naszych oczu, a przy tym mózgu na informacje zawarte na wyświetlaczu, może powodować problemy z zaśnięciem. Zmęczony umysł potrzebuje relaksu, a nie kolejnego filmiku z kotkami.

 

8) Kupuj wielopaki – po pierwsze to oszczędne, po drugie pozwoli pewne produkty wykorzystać w kolejnych miesiącach, co automatycznie wykreśli je z przyszłych list zakupów.

 

9) Ogranicz kupowanie ubrań – produkcja ubrań niestety w wielu przypadkach jest niekorzystna dla środowiska przez wykorzystywanie do tego celu barwinków oraz wody, które w stanie zanieczyszczonym mogą być niebezpieczne dla środowiska. Wybieraj ubrania, które produkowane są w ekologiczny sposób, nie kupuj ich zbyt często lub zaprzyjaźnij się z lumpeksami!

 

10) Kup opakowania wielorazowe – dzięki nim przechowasz żywność (np. lunch do pracy) i wykorzystasz wielokrotnie do różnych celów. Ograniczysz w ten sposób produkcję śmieci.

 

 

11) Korzystaj z komunikacji miejskiej – bilet miesięczny to koszt około 100-150 zł. Ile przejedziesz samochodem, jeśli za taką kwotę zatankujesz?

 

12) Myj naczynia w misce lub nazbieraj całą zmywarkę zanim ją włączysz – kolejny eco-tip. Mycie w misce pozwala zaoszczędzić wodę, a włączanie zmywarki tylko wtedy gdy jest pełna da nam możliwość ogarnięcia brudnych naczyń naraz.

 

13) Gaś światło – nie korzystasz z danego pomieszczenia, gaś światło. To dodatkowe pieniądze w kieszeni oraz… ochrona środowiska.

 

14) Spacer zamiast auta – jeśli nie musisz, wybieraj spacer zamiast jazdy samochodem. Niech Twoje nogi poczują swobodę, a głowa miała szansę przewietrzyć się.

 

15) Zaadoptuj zwierzę – dokuczają Ci sezonowe depresje? Gwarantuję, że pies, z którym trzeba wyjść na spacer powinien skutecznie przegonić gorszy nastrój.

 

16) Rób sobie małe przyjemności – może być to ulubione ciastko (raz na… jakiś czas), ulubione perfumy, bukiet kwiatów. Jeśli tylko ma sprawić, że się uśmiechniesz…

 

17) Wybierz sport – taki, który doda Ci energii i zastrzyk endorfin.

 

18) Jedz 5 porcji warzyw – niech będą obecne w każdym posiłku. Wybierz swoje ulubione i niech staną się stałym punktem programu a nie przykrą niespodzianką.

 

19) Zacznij robić własne wędliny – możesz kupić kawałek mięsa, upiec je i potem korzystać jako domową wędlinę do kanapek. Masz pewność co jesz i oszczędzasz.

 

20) Wyjedź gdzieś raz na miesiąc – może być na wieś, za miasto, do miasta, gdziekolwiek. Chociaż na kilka godzin. Tkwienie w jednym miejscu może być powodem stresu lub spadku sił.

 

21) Zbadaj wzrok – raz na jakiś czas koniecznie wybierz się do okulisty, zwłaszcza jeśli nosisz okulary lub zauważyłaś pogorszenie wzroku.

 

22) Odwiedź specjalistę – pamiętaj o wykonaniu cyklicznych badań u ginekologa. Nowotwór wcześnie wykryty jest w 100% uleczalny.

 

23) Pokochaj kiszonki – ogórki, kapusta, papryki – niech staną się dodatkiem do obiadów, sałatek czy zdrową przekąską podczas oglądania telewizji. Kiszonki mają zbawienny wpływ na nasz układ pokarmowy.

 

24) Zrób sobie detox – niech to będzie post lub zrezygnowanie z używek. Oczyścisz organizm i sprawisz,że zacznie on lepiej funkcjonować.

 

25) Rzuć palenie – palenie jest złe, każdy to wie. Rzucenie tego nałogu może wydłużyć Ci życie o kilka lat, jeśli zrobisz to już teraz. 

 

26) Czytaj – wszystko co masz pod ręką. Czytaj magazyny, książki, ulotki. Wzbogacisz umysł i zrelaksujesz się lepiej niż podczas oglądania telewizji.

 

27) Kup sobie coś ładnego – niech to będzie coś, czego jeszcze nie masz, albo chciałaś zawsze mieć.

 

28) Zadzwoń do kogoś, za kim tęsknisz – mówi się, że zasada jest prosta – tęsknisz – zadzwoń. To nic nie kosztuje, a może w znaczny sposób poprawić relacje i nastroje.

 

29) Napisz list – do mamy, do męża, chłopaka… Napisz list, bo to wspaniałe jest móc dostać kopertę z kartkami własnoręcznie zapisanymi myślami.

 

30) Zrób słoik z dobrymi uczynkami – w pusty słoik zacznij wrzucać karteczki z dobrym uczynkiem, który zrobiłaś danego dnia. Po roku czasu weź wszystkie i przeczytaj. Zobaczysz jak wiele dobra można roztoczyć wokół siebie.

 

31) Idź potańczyć – ubierz kieckę, szpilki i po prostu tańcz. Zobaczysz jak wspaniale można się poczuć!

 

 

32) Zapisz się na jakieś szkolenie – online czy stacjonarnie – nie ma znaczenia. Poznasz inną perspektywę, nauczysz się czegoś nowego.

 

33) Rób przysiady – po 30 dziennie. Za jakiś czas mi podziękujesz 🙂

 

34) Ćwicz mięśnie kegla – to bardzo ważne, by pamiętać o mięśniach dna miednicy. Jeśli nie ty, to na pewno twój partner zauważy, że zaczęłaś trenować 🙂

 

35) Dorzuć się do akcji charytatywnych – niech raz w roku część twoich pieniędzy wyląduje na koncie organizacji charytatywnej. Lub przekaż 1% z PIT-a na konkretny cel.

 

36) Zrezygnuj z mleka – to krowie w pewnym wieku po prostu nam nie służy. Alternatywą jest mleko sojowe, kokosowe lub ostatnio moje ulubione – migdałowe.

 

37) Zrób bilans badań – raz w roku zrób komplet badań krwi. I nie uciekaj przed endokrynologiem.

 

38) Zacznij oszczędzać – niektóre banki mają możliwość oszczędzania na odkładaniu drobnych sum. Spróbowałam – w miesiącu jestem w stanie odłożyć najmniej 100 zł.

 

39) Zmień coś w mieszkaniu – może nowy kolor ścian? Albo lustro? A może kup rośliny doniczkowe? Na pewno zmiana pozytywnie wpłynie na Twoje samopoczucie.

 

40) Naucz się czegoś nowego – szydełkowanie, dzierganie, malowanie na szkle – nowe umiejętności sprawią, że będziesz mogła poćwiczyć medytacje, wyciszyć się lub podarować komuś bliskiemu coś zupełnie wyjątkowego.

 

41) Naucz się gotować coś nowego – na YouTube znajdziesz całe mnóstwo kulinarnych inspiracji. Zaskocz wszystkich, eksperymentuj, baw się.

 

42) Zbieraj kasztany, liście kamyki – niech posłużą do kreatywnego wykorzystania podczas domowego DIY 🙂

 

43) Nie rób zdjęć, zapamiętaj – poświęć zawsze kilka minut na cieszenie się widokiem zanim zrobisz zdjęcie. A najlepiej go nie rób, zapamiętaj ze szczegółami – jaki to był dzień, jaka była pogoda, kto z Tobą był.

 

44) Spróbuj aromaterapii – olejki aromatyczne to cudowny sposób na relaks. Wybierz te w tradycyjnej formie lub jako świece zapachowe, oleje do nacierania ciała lub kadzidła.

 

45) Kup sobie  szpilki – koniecznie czerwone. Nauczysz się w nich chodzić, gwarantuję 🙂

 

46) Spełnij czyjeś marzenie – na pewno wokół siebie masz osoby, które potrzebują odrobimy pomocy w spełnieniu ich marzenia. Rozejrzyj się, nie musisz mówić, że to Ty 🙂

 

47) Chodź do kina  – magia kina to nie tylko obcowanie ze sztuką, ale też źródło inspirujących rozmów, zdobywana wiedzy lub zwykłego odpoczynku.

 

48) Zacznij prowadzić dziennik – notuj co dobrego i złego wydarzyło się w danym dniu. Słowo pisane sprawi, że zapamiętasz wszelkie kwestie lepiej.

 

49) Zainwestuj w plannerplanner przydaje się każdej z Was, która ma problem z zapanowaniem nad chaosem w swoim życiu. W sklepach jest wiele wspaniałych form tego rodzaju kalendarza. Wybierz swój i działaj.

 

 

50) Zacznij piec chleb – nie sądzę, byś bardzo zaoszczędziła, ale na pewno docenisz sam fakt wytwarzania chleba, które może być wspaniałym przeżyciem.

 

51) Spędź weekend nad morzem lub w górach – niech to będzie weekend przemian, czas spędzony na pełnym docenianiu mocy przyrody i jej piękna.

 

52) Dbaj o stopy – niosą Cie przez życie. Zadbaj o ich zdrowie i dobrą kondycje. Odwiedź podologa lub stosuj częste masaże.

 

53) Odwiedź kosmetyczkę – bardzo ważne jest to, by od czasu do czasu korzystać z usług profesjonalnej kosmetyczki, która oczyści skórę, zadba o jej prawidłowe nawilżenie i pomoże w walce z problemami skórnymi.

 

54) Chodź na zakupy z listą – unikniesz dzięki temu kupna niepotrzebnych rzeczy.

 

55) Ucz się języka obcego – nauka języka wspomaga ćwiczenie pamięci, koncentracji i rozbudowuje nasze umiejętności lingwistyczne. Warto.

 

56) Spędzaj niedzielne poranki w łóżku i z kawą – chociaż jeden dzień w tygodniu niech będzie obfitował w leniwy poranek. Zaparz kawę, wróć pod kołdrę i ciesz się chociaż chwilą czasu, kiedy absolutnie nic nie musisz.

 

57) Obejrzyj bajkę – wróć na chwilę do czasu, kiedy byłaś dzieckiem. Obejrzyj ulubioną bajkę lub wybierz się z własnym dzieckiem do kina na film animowany. Poczuj się znowu tak, jakbyś miała kilka lat.

 

58) Zabierz dziecko na ciacho –  a kto powiedział, że z własnym dzieckiem nie można iść na randkę? Wybierzcie dzień, miejsce i cieszcie się swoją obecnością.

 

59) Kup sobie bukiet kwiatów – najlepiej tych ulubionych, które ożywią Twoje mieszkanie. Z okazji bez okazji.

 

60) Zacznij uprawiać bookcrossing – czyli pozostawianie książek na wymianę w wybranych miejscach (biblioteki, gabloty w miejscach publicznych). Zostaw swoją książkę i wymień ją może na inny egzemplarz.

 

62) Wypróbuj jogę – ćwiczenia rozluźniające i oddechowe to dobrodziejstwo dla duszy i ciała. Przekonasz się nawet bardziej, gdy spróbujesz aeral jogi 🙂

 

63) Wyjdź na babską kawę – raz w miesiącu zaproponuj przyjaciółce lub grupie znajomych wyjście na kawę. Niech to będzie czas, który spędzicie tak jak lubicie, bez ględzenia na pracę.

 

64) Przeczytaj jakiś wybrany poradnik – półki księgarni mogą uginać się od różnej maści poradników, jednak warto czasem sięgnąć po jeden konkretny. Czyjeś złote i mądre myśli mogą zmienić wiele.

 

65) Pogadaj z sąsiadem – współcześnie niewiele wiemy o swoich sąsiadach. Jeśli się nie znacie, to spróbuj przełamać lody. Dobry sąsiad jest na wagę złota!

 

66) Zakop wojenny topór – zadanie wymagające wielu starań, ale opłacalne – niech nowy rok nie będzie kolejnym rokiem niezałatwionych spraw. Warto zakopać wojenny topór, by móc ruszyć dalej.

 

67) Zakończ toksyczne relacje – niezdrowe związki niszczą nie tylko psychikę, ale też i ciało. Jeśli nie wiesz jak odciąć się od osób, które skutecznie zatruwają Ci życie, skorzystaj z rad psychologa.

 

68) Wyjedź na wakacje w nowe miejsce – zaplanuj tegoroczny urlop tak, by odwiedzić zupełnie nowe miejsce. Niech to będzie niespodzianka dla Ciebie, przygoda.

 

69) Wytrzymaj – wszystko jest tymczasowe, naprawdę. Nie ma sensu kopać się z koniem i przyspieszać bieg wydarzeń. Cokolwiek się nie wydarzy, pamiętaj, że nie trwa wiecznie.

 

70) Wywołaj stare zdjęcia – masz w domu niewywołane klisze? Idź je wywołać i przypomnij sobie zamierzchłe czasy.

 

 

71) Zaczaruj swoją szafę – jesteś fanką określonego koloru? W tym roku postaw na zmianę. Zaszalej i kup sobie kilka kolorowych rzeczy lub dodatków. Przełam rutynę.

 

72) Pokonaj jakiś lęk – boisz się wysokości? Albo przerażają Cię pająki? A może w tym roku postaraj się zawalczyć nad fobiami i powoli zacznij się z nimi rozprawiać?

 

73) Nie wstydź się emocji – najgorsze co możemy sobie zrobić to tamowanie emocji. Jeśli występują, niech wybrzmią. W końcu człowiek jest człowiekiem, a nie maszyną bez uczuć.

 

74) Ogranicz media społecznościowe – jesteśmy uzależnieni od mediów społecznościowych. Wrzucamy zdjęcia na Insta, śledzimy znajomych na Facebooku i marnujemy czas na oglądaniu kotów w internecie zamiast zająć się prawdziwą komunikacją, relacjami i spędzaniem czasu tak, jak kiedyś bez stałego łącza wi-fi.

 

75) Znajdź idola – tak jak kiedyś, kiedy wzdychałaś do plakatu. Dzisiaj niech to będzie mądry człowiek, zdobywca nagrody Nobla, ktoś, kto Cię zainspiruje.

 

76) Uśmiechaj się – takie proste, a jednak trudne. Uśmiech to życiodajna energia, sprawia, że świat staje się piękniejszy. Zacznij od uśmiechania się do siebie.

 

77) Ulecz to co nieuleczone – jeśli borykasz się z jakąś traumą, masz w sobie mnóstwo żalu, niech zniknie to raz na zawsze.

 

78) Segreguj śmieci – poważnie ,to ma sens. Bądź uczciwa i oddzielaj różnego rodzaju odpady od siebie. I tak za to płacisz.

 

79) Bądź sobą, zawsze – i nigdy się nie zmieniaj pod czyjeś dyktando.

 

80) Po prostu bądź szczęśliwa – cokolwiek Cię cieszy i wzbogaca wewnętrznie – niech dzieje się zawsze. Masz tylko jedną szansę.

 

81) Nie bój się mówić nie – asertywność jest w cenie. Nie rób niczego, co Ci nie służy i nie buduje.

 

82) Afirmuj dzień – znajdź chwilę, by móc wypowiedzieć afirmację. Przyciągnie ona dobre myśli, sprawi, że będziesz lepiej znosić sytuacje stresowe.

 

83) Naucz się świadomego oddechu – czyli takiego, który odczuwasz w przeponie. Niech ten oddech będzie uspokojeniem w stresie.

 

 

84) Nie bój się zmian – zmiany są potrzebne do wzrastania i rozwoju. Bez nich stajemy w miejscu i nasze życie może zmienić się w nieskończenie nudną telenowelę. Zmiany zawsze generują siłę.

 

85) Rozmawiaj ze swoim dzieckiem – rozmawiaj jak najwięcej. O wszystkim. Niech Wasza relacja będzie najlepszym co Cie w życiu spotkało.

 

86) Pobądź czasem sama – nie bój się ciszy. Pozwól się zainspirować, wsłuchać w siebie.

 

87) Nie wchodź w kolejny związek od razu – daj sobie czas na ozdrowienie, poukładanie sobie w głowie wszystkich emocji. A kiedy ból minie, poczujesz, że jesteś gotowa, nie odkładaj miłości na potem.

 

88) Kup olej arganowy – to drogocenne źródło zdrowia dla skóry i włosów. Zwłaszcza po lecie sprzyja idealnej regeneracji.

 

89) Nie katuj się dietami – kluczem do zdrowia i wymarzonej sylwetki jest racjonalne żywienie. Wszystkie diety cud działają, ale efekt jojo może Cię zniechęcić do dbania o siebie.

 

90) Nie dawaj sobą pomiatać – jesteś wartościowa taka jaka jesteś. Nikt nie może odebrać Ci godności, a już tym bardziej traktować Ciebie jak popychadła.

 

91) Nie rób niczego na siłę – nie zatrzymuj partnera, jeśli chce odejść, nie trzymaj się kurczowo stabilnej pracy, jeśli wynagrodzenie za nią nie wystarcza na życie, nie wywieraj wpływu na dzieci, bo boisz się samotności. Pamiętaj, że życie to sinusoida i nic nie trwa wiecznie, a wyjście ze strefy komfortu może być dla Ciebie ozdrawiające.

 

92) Kup sobie kubek lub filiżankę do ulubionej kawy lub herbaty – miej taki swój ulubiony, nowy kubek lub filiżankę. Zorganizuj się tak, by codziennie o jednej porze pić z niego ulubiony napój. I pamiętaj – niech to będzie czas tylko dla Ciebie.

 

93) Nie rób dramatu – zanim pękniesz, policz do 10. Wiem, to trudne, ale daj sobie chwilę na przemyślenie czy histeria jest na pewno dobrym rozwiązaniem.

 

94) Zrób sobie czasem pidżama party – w moim rozumieniu, pochodź w pidżamie po domu, oglądaj swoje ulubione filmy, olej trochę dietę i bądź przez jeden dzień lub wieczór poczuj się jak nastolatka.

 

95) Wybierz ciekawy podcast do posłuchania – w trakcie domowych obowiązków lub w drodze do pracy. Niech to będzie coś, co lubisz, interesujesz się.

 

96) Zrób coś kreatywnego – z pomocą przyjdzie Ci kopalnia pomysłów, którą jest Pinterest! Radość z samodzielnego tworzenia sprawi, że uwierzysz we własne siły i zdolności.

 

97) Ogranicz korzystanie ze smartfona – naprawdę nie musisz go wszędzie zabierać. Powyłączaj część powiadomień, jeśli Cię rozpraszają. Na noc możesz włączyć tryb samolotowy – niech nic i nikt nie zakłóca twojego snu.

 

98) Wybaczaj – nie tylko innym ale też sobie. Nie chowaj uraz i żyj szczęśliwie, pomimo trudnych doświadczeń.

 

99) Dziel się wiedzą i doświadczeniem – na pewno wiesz lub potrafisz coś, co innym może sprawiać problemy. Nie odgradzaj się murem. Doceniamy zawsze bardziej otwartych i szczerych ludzi, którzy potrafią dzielić się tym, w czym są dobrzy.

 

100) Żyj! – po prostu. Masz tylko chwilę. Nie zmarnuj ani jednej minuty! 

 

Ciąża

Praca w młodym dynamicznym zespole. Tak, ale tylko do momentu zajścia w ciążę?

2 stycznia 2022 / The Mother Mag

Ciąża zarówno ta planowana, jak i spontaniczna, wymusza na kobiecie zmianę priorytetów.

Do przewartościowania może dochodzić stopniowo lub całkiem szybko – najczęściej po porodzie. Nowa rola mamy jest wymagająca, ale jednocześnie dodaje niesamowitej energii i często brutalnie obnaża to, co jest w życiu najważniejsze. 

 

Szczęśliwe te kobiety, które z racji zawartych umów, mogą pozwolić sobie na wykorzystanie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego w pełnym wymiarze 52. tygodni. Pozytywną zmianą jest również to, że coraz chętniej rodzice dzielą się urlopem rodzicielskim. Sytuacje, w których to tata zostaje z dzieckiem na pół roku, wciąż wzbudzają sensację, ale powoli stają się codziennością. Rodzice analizują dochody, możliwości powrotu, perspektywy awansu, czy w przypadku kobiety konsekwencje zbyt długiej przerwy na rynku w pracy. W podjęciu racjonalnej decyzji na pewno nie pomagają problemy, które najczęściej występują w pracy, gdy tylko przyszła mama podzieli się wiadomością o ciąży. 

Kiedy najchętniej informujemy pracodawcę o ciąży?

Zapytałam kilkanaście bliższych i dalszych koleżanek, kiedy zdecydowały się poinformować w pracy o ciąży. Po pierwsze, podzielenie się tą wiadomością to dla wielu pracownic bardzo duży stres. Teoretycznie żyjemy w społeczeństwie, które wspiera dzietność. W praktyce nawet jeśli szef sam na trójkę dzieci i jak zapewnia jest prorodzinny, informacja o ciąży podwładnej, może nie zostać przez niego dobrze przyjęta. Dlatego kobiety zwlekają z ujawnieniem swojego stanu najczęściej do końca 1 trymestru. Jest to również optymalny termin zdaniem lekarzy ginekologów, ponieważ mija największe zagrożenie poronienia. Historia zna jednak przypadki, w których pracownica poinformowała o ciąży, poroniła, a gdy kilka dni później otrzymała od pracodawcy wypowiedzenie. 

Pamiętajmy, że ciężarną chroni Kodeks Pracy – pracownicy w ciąży nie można zwolnić. Co więcej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić jej odpowiednie warunki pracy. Co to oznacza? Pracodawca powinien między innymi tak dostosować rodzaj i zakres obowiązków, by mogła pracować w warunkach bezpiecznych, na przykład nie będąc narażoną na szkodliwe substancje. W praktyce wygląda to tak, że pracodawca sugeruje ciężarnej szybkie pójście na zwolnienie, ponieważ nie ma dla niej alternatywy. 

Nieco inaczej wygląda sytuacja w środowisku biurowym, czyli tam gdzie teoretycznie praca jest lżejsza. Lżejsza, ale nie mniej stresująca i obciążająca, nadgodziny, nadmiar obowiązków, mobbing – to dla wielu pracownic codzienność. Praca w korporacji oznacza codzienne przebywanie w budynku wypełnionym ludźmi – wciąż jest wprawdzie praktykowany model pracy zdalnej, ale powoli firmy od tego odchodzą. I co najważniejsze, pracę w młodym, dynamicznym zespole. 

Przyjaciele? Tak, dopóki jesteś częścią zespołu 

Zuza jest przesympatyczną brunetką, która dużo się uśmiecha. 

– Zanim urodziłam córkę, pracowałam przez 7 lat w jednej korporacji – szmat czasu. Dobre zarobki, delegacje z dietami, możliwość poznawania nowych ludzi i co najważniejsze świetnie zgrany zespół. Byłam pewna, że po tylu latach mamy silną nić – a nawet linę – porozumienia. Tyle razy mogłam liczyć na pomoc i wsparcie ludzi z mojego zespołu, zwierzaliśmy się z kłopotów. Gdy rozstałam się z partnerem, mogłam liczyć na wielkie wsparcie. Nazywałam ich swoimi „przyjaciółmi”. Wszystko trwało, aż do chwili, gdy zaszłam w nieplanowaną ciążę. Mój chłopak, który nie jest Polakiem i ma większe doświadczenie zawodowe ode mnie, od początku dziwił się, że przyjaźnię się z ludźmi z pracy. Tłumaczył mi wiele razy: Zuza, to tylko ludzie z pracy i jak przyjdzie co do czego, to się na Ciebie wypną, a ja oczywiście ich broniłam, że polska mentalność jest inna, że znam tych ludzi 7 lat, że będzie super.

 

Najpierw o ciąży powiedziałam kierownikowi. Nie czekałam do końca pierwszego trymestru, bo chciałam być w porządku. Zareagował dobrze, z ciążą było ok., więc kilka dni później poinformowałam mój zespół. Gratulacje przekazały tylko dwie osoby i temat wpadł pomiędzy aktualne szkolenia i wyjścia integracyjne. Poczułam się dziwnie, ale myślałam, że jednak praca to niekoniecznie najlepsze miejsce na rozmowę o ciąży, więc czekałam na ten zalew prywatnych wiadomości z życzeniami i pytaniami o samopoczucie. Tylko wiesz co? On nigdy nie nastąpił. Termin miałam na wrzesień, planowałam iść na zwolnienie w czerwcu lub w lipcu. Niestety na początku maja zaczęła się moja alergia, więc pani doktor kazała mi dużo leżeć i odpoczywać – czułam się fatalnie.

 

Szybko poinformowałam kierownika, że jednak kończę pracę w maju. Był zaskoczony i wręcz próbował – mimo moich zapuchniętych oczu, kataru, zatkanego nosa i zawrotów głowy – wymusić na mnie zostanie kilka tygodni dłużej. Gdy odmówiłam, usłyszałam, że nie tego się po mnie spodziewał, że go rozczarowuję moim brakiem zaangażowania. Poczułam się strasznie. Nie planowałam ciąży, więc to nie był jeszcze moment, w którym była ona bezwzględnie na pierwszym miejscu. Priorytetem wciąż była dla mnie praca i moi „przyjaciele”, dlatego słowa kierownika dotknęły mnie do żywego. Wróciłam do domu i się rozpłakałam. Jak on mógł powiedzieć tak do mnie obecnej na wszystkich zebraniach, pierwszej do wdrażania innowacji, wspierającej kolegów? Dopiero później zrozumiałam, że tak właśnie działa korporacja – dopóki działasz na pełnych obrotach i jesteś potrzeba, to się liczysz, ale nie jako człowiek, tylko trybik w maszynie. Jeśli coś się dzieje, a ciąża naprawdę oznacza, że się dzieje, przestajesz pasować do wzorca pracownika korpo, po prostu Cię odsuwają. I chociaż się pożegnałam, od tamtej pory nikt z zespołu do mnie nie napisał. Nie wiem, czy po macierzyńskim wrócę tam do pracy. 

W młodym dynamicznym zespole nie ma miejsca na ciążową zadyszkę. Rozpychając się nogami i łokciami na korporacyjnej drabinie, ciężko jednocześnie chronić rosnące w macicy kruche życie. Wyścig po awans nie uda się, gdy chcemy jedynie przejść przez kolejne progi, ostrożnie i z rozwagą, mając na uwadze własne zdrowie. Rosnący brzuch źle wygląda pod żakietem, a podkrążone oczy i zawroty głowy nie pasują do meetingów i deadline’ów. Oczywiście nie w każdej korporacji tak to wygląda i są miejsca, gdzie można poczuć się dobrze nawet po urodzeniu dziecka. 

Razem na zawodowe (i prywatne) dobre i złe 

Monika ma kilka lat doświadczenia zawodowego w sektorze ubezpieczeń. Pracuje w dużej korporacji, a gdy zaszła w planowaną ciążę bardzo się ucieszyła. 

Od dawna staraliśmy się z mężem o dziecko. Mieszkanie, stabilna praca, przyszli dziadkowie czekający w blokach startowych – czego chcieć więcej? Nadmiar szczęścia trochę nas przytłoczył – Monika śmieje się, gdy pokazuje mi na ekranie smartfona zdjęcia swoich bliźniaków. Wiesz, ciąża mnoga, to zawsze ciąża wysokiego ryzyka. Byłam za połową drogi do awansu, otwierały się przede mną fajne perspektywy, ale jednocześnie metryka dawała o sobie znać. Skończyłam 32 lata i powiedziałam sobie „Monia, jak nie teraz to kiedy?” I tak musiałam jeszcze 2 lata poczekać. 

Zespół, w którym pracowałam był na maxa zgrany. Zaczynaliśmy pracę w tym dziale firmy od początku, wspieraliśmy się. Jestem trochę starsza od moich kolegów, ale nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Wspólnie ogarnialiśmy tematy, zajmowaliśmy się nowymi projektami. Spotykaliśmy się też poza pracą również z naszymi partnerami na naprawdę fajnych imprezach. Wiedziałam, że gdy zajdę w ciążę będę mogła na nich liczyć. Tak właśnie było. Nikt nie robił mi wyrzutów. Nasz ówczesny kierownik próbował coś powiedzieć, chyba w żartach, ale temat szybko ucichł – koledzy się za mną wstawili. Musiałam wcześnie iść na L4, kilka razy byłam w szpitalu, jednak z moim teamem zawsze byliśmy w kontakcie. Były momenty, że to mój mąż dzwonił do chłopaków pogadać! Po urodzeniu dzieciaków planowałam dość szybki powrót. Jednak plany planami, a bliźniaki okazały się mega wymagające!

Wróciłam do biura, ale dopiero po niemal dwóch latach. Przez ten cały czas byliśmy w kontakcie z zespołem, pisaliśmy na Messie, odwiedzaliśmy się. Podczas mojej nieobecności w zespole były dwa śluby – na jednym weselu był tylko mój mąż, a na drugim bawiliśmy się razem. Miałam taki nawał pokarmu, że zalałam swoją wieczorową sukienkę, ale i tak było super. W między czasie koledze urodziło się dziecko, więc mogliśmy podzielić się ubrankami i innymi rzeczami po naszych maluszkach. Wracając do pracy po 21 miesiącach, czułam się dziwnie, ale jednocześnie stabilnie i bezpiecznie. Kierownik odszedł, zastąpiła go dziewczyna w moim wieku. Wprawdzie szukała kogoś na moje miejsce, ale „moi chłopcy” zadeklarowali, że są gotowi na mnie poczekać. Czułam się super. Wierzę, że jeśli trafi się na odpowiednich ludzi, można zbudować w pracy trwałe więzi i wrócić po urodzeniu dziecka lub dzieci na swoje stanowisko nawet w korporacji. 

Przykład Moniki pokazuje, że dużo zależy od szczęścia oraz charakteru poszczególnych osób. Czy zespół będzie w stanie zrozumieć nową sytuację? Czy jego członkowie zaakceptują zmianę, jaka nadchodzi w życiu jednego z członków? Sylwia przekonała się, że można otrzymać pozytywny feedback, a mimo to w wyniku celowych działań innych ludzi, zostać bez pracy. 

Koleżanki, które chcą dobrze tylko dla siebie 

Mój partner jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i jednocześnie dobrze zarabiającym. Ma własną firmę i wie, jak są w biznesie traktowane ciężarne pracownice. Ciążę planowaliśmy od razu po ślubie zgodnie z zasadami naszej wiary. Jedyny problem był taki, że kończyła mi się umowa. Miałam jednak doskonałą ocenę roczną, pozytywny feedback od przełożonego i reszty zespołu. Otrzymałam ustne zapewnienie, że jestem filarem działu i na pewno umowa będzie przedłużona. Pracowałam z samymi dziewczynami, świetnie się dogadywałyśmy. Wiadomo, były lekkie spięcia – najczęściej o ilość obowiązków, ale rozwiązywałyśmy wszystko na bieżąco. Aż pewnego dnia, byłam już w ciąży, ale dosłownie z 4. tygodniu, więc nawet nie myślałam, żeby komuś o tym powiedzieć – dowiedziałam się od osoby trzeciej, że jedna z moich koleżanek regularnie informowała kierownika o tym, co robię: jak często i na ile minut wychodzę na przerwę, co robię podczas przerwy – zdarzało się, że dzwoniłam do męża, czy i ile korzystam z mediów społecznościowych. Możesz poczuć się oburzona, jak to w pracy używać FB, ale po 3-4 godzinach wpatrywania się w tabelki w Excelu kilka minut na FB działało na mnie jak spacer po parku. I nagle dowiaduję się, że jednak moje cudowne koleżanki, z którymi plotkuję przy porannej kawie, dzielę się anegdotami z życia małżeńskiego, radzę się w niektórych kwestiach podczas przerwy na lunch, patrzą mi na ręce! Mało tego, zamiast zwrócić mi uwagę i szczerze porozmawiać, idą z tym do przełożonego! Poczułam się bardzo dziwnie i mocno się zdenerwowałam, co szybko objawiło się delikatnymi skurczami macicy. Wystraszyłam się i zwolniłam tego dnia do domu. To był piątek, więc jeszcze tego samego wieczoru pojechaliśmy do ginekologa, dostałam zwolnienie na dwa tygodnie i leki podtrzymujące ciążę. Odetchnęłam, ale tylko do poniedziałku. 

W poniedziałek rano zadzwonił pierwszy telefon, chociaż poinformowałam kierownika o L4. Dziewczyny dosłownie co chwilę do mnie dzwoniły na mój prywatny telefon  i pytały o rzeczy, które mogły sprawdzić same, nie mogłam spać, zaczynałam się coraz bardziej denerwować. Tego dnia mój mąż wrócił wcześniej z pracy i po prostu wyłączył mój telefon. Następnego dnia przywiózł mi telefon od siebie z firmy i zabronił podawać numer komukolwiek z pracy. Mogłam odpocząć. Kolejna wizyta u ginekologa pokazała, że wszystko w porządku – ciąża rozwijała się prawidłowo. Pani doktor zmartwiona moim stanem – szybko zaczęły się całodzienne wymioty, mdłości i zawroty głowy, zaproponowała zwolnienie. Jak pewnie się domyślasz, nie zgodziłam się, bo zależało mi na pracy. Tak oto dwa tygodnie później wróciłam do biura. Nikt w moim dziale się do mnie nie odzywał. Dziewczyny ostentacyjnie zamilkły, gdy weszłam do kuchni. Nie padło żadne pytanie o moje zdrowie, a na lunch  bez słowa wyszły do pobliskiej restauracji. Poczułam się strasznie. Najgorsze jednak było to, że przez dwa tygodnie nikt nie ruszył nawet moich zdań, które były elementami ważnych procesów. Przez moje zwolnienie stanęło kilka najważniejszych procesów w całym naszym dziale. Co więcej, w mailach koleżanki pisały do kierownika, że wszystko stoi przeze mnie, bo z dnia na dzień porzuciłam swoje obowiązki. Poczułam, że świat wokół mnie zaczyna wirować, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ocknęłam się na podłodze, kolega zdążył już wezwać pogotowie. 

Po tym incydencie spędziłam 2 dni w szpitalu, miałam zrobiony komplet badań. Z ciążą było wszystko dobrze, ale moje wyniki nie były najlepsze. Skończyło się na podawaniu kroplówek i zaleceniu leżenia plackiem przez następne 2 tygodnie. Mąż starał się być więcej w domu, opiekował się mną – spisał się na medal! Do pracy już nie wróciłam. Umowa skończyła się, gdy byłam na L4, zarejestrowałam się w urzędzie i kontynuowałam zwolnienie. Płynnie przeszłam na macierzyński. Teraz czeka mnie szukanie pracy, ale myślę, że już nie wrócę do korporacji to nie dla mnie. Te wszystkie podchody, kopanie pod kimś dołków. Myślę, że chciałabym pracować jako opiekunka. Może zajmę się osobami starszymi.  Dopiero niedawno dowiedziałam się od znajomej z pracy – spotkałyśmy się w kawiarni dla mam – że to wszystko było tak zrobione, aby jedna z moich „koleżanek” dostała ten awans. Pracowała dłużej ode mnie, to ona poleciła mnie do tej pracy, ale nie sądziła, że będę lepiej sobie radzić, a na kierowniku wrażenie zrobią moje kompetencje. Dlatego zaczęła robić wszystko, by umniejszyć moją rolę, a nawet obciążyć mnie za błędy w dziale! Do dzisiaj nie mieści mi się to w głowie. Jestem niesamowicie wdzięczna mężowi, który zabronił mi wtedy przejmować się pracą i kazał skupić na własnym zdrowiu. 

Sylwia przekonała się, że korporacja może być miłym miejscem. Jeśli jednak trafi się do nieodpowiedniego działu można na własnej skórze doświadczyć, co to znaczy zawiść. Pracownicy i pracownice zorientowani na sukces są gotowi wiele poświęcić, by otrzymać awans i zyskać uznanie przełożonych. Gdy u części osób priorytety powoli się zmieniają i pojawia się nieśmiałe dążenie do osiągnięcia work-life balance, ich ambitni koledzy są gotowi używać wszystkich dostępnych metod, by osiągnąć założone cele na ścieżce kariery zawodowej.  

Praca w młodym dynamicznym zespole to nie tylko praca w dużej korporacji. Jest coraz więcej małych i średnich firm, które zachęcają kandydatów dobrą atmosferą w pracy, przyjaznymi relacjami, a do zespołu szukają wyłącznie osób młodych. 

Weronika od zawsze marzyła o pracy w ciekawej firmie. 

Ciekawa praca – to było moje marzenie. Dlatego jak tylko zobaczyłam, że mogę pracować w agencji i tworzyć social media, wiedziałam, że to idealne zajęcie dla mnie. Sesje zdjęciowe, wyjścia w plener, burze mózgów, ciekawe spotkania z klientami, szalone pomysły, nieszablonowe zadania. W mojej pracy naprawdę nie nudziłam się ani przez chwilę! Fakt, że często zaczynaliśmy o 7 rano, a kończyliśmy grubo po 22, ale uwielbiałam to, co robiłam. Upajałam się hasłami reklamowymi, świetnie zrobionymi postami, a kampanie, które kończyły się sukcesem, były okazją do świętowania w restauracji. Marek pracował jako starszy programista. Duży facet z brodą, który potrafił robić niesamowite rzeczy – strony, animacje. Do tego miał poczucie humoru, szybko zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nikomu to nie przeszkadzało, koledzy i koleżanki kibicowali nam. W prezencie ślubnym dostaliśmy voucher do luksusowego SPA w górach, a szef pożyczył nam swój sportowy samochód, żebyśmy mogli z wielką pompą odjechać spod urzędu (i nagrać relację na social media). 

Po około pół roku zorientowałam się, że coś jest nie tak. Projektów w pracy wciąż przybywało, nasze pensje nie rosły jednak tak szybko jak wcześniej. Poza tym niemal wcale nie widywaliśmy się z Markiem! On programował w nocy, ja wstawałam nad ranem, aby ogarniać projekty. Gdy ja wychodziłam z biura około 19-20, on robił właśnie drugą kawę i siadał do kolejnych zadań. Szef pozwalał nam pracować z domu, ale to w ogóle nie poprawiło naszej sytuacji. Po kolejnym miesiącu zorientowałam się, że z własnym mężem rozmawiam jedynie o pracy, a nasze życie intymne nie istnieje! A my byliśmy zaledwie 7 miesięcy po ślubie. Podjęłam męską decyzję i poinformowałam Marka, że bierzemy wolne – voucher od firmy niemal stracił ważność. Szef najpierw zgodził się na nasz wyjazd, ale później zaczął robić wymówki, że nie może brakować dwóch kluczowych osób i zasugerował – o zgrozo! – żebyśmy wzięli urlop oddzielnie! Wtedy myślałam, że żartuje. 

Pojechaliśmy na tydzień w góry i to wtedy zaszłam w ciążę. Marek był zachwycony, ja cieszyłam się umiarkowanie. Już wtedy wiedziałam, że będą problemy w pracy. Planowałam pracować do końca 8.miesiąca – kochałam swoją pracę. Na początku wszystko było w porządku, ale szybko zaczęły się schody. Szefowi nie pasowało, że rano mam badania, że muszę jechać na wizytę do ginekologa. Gdy wzięłam dzień wolny na usg prenatalne, był niemal oburzony. Zarzucił mi, że nie angażuję się w życie firmy. Robił również aluzje do mojego rosnącego brzucha – nie podobało mu się, że klienci widzą, że jestem w ciąży. Kazał mi znaleźć i przygotować osobę na moje miejsce. Umawiał spotkania z kandydatami, na których miałam być obecna, w godzinach późno popołudniowych. W ten sposób pracowałam od 7. rano do niemal 20. Zaczęły się telefony w soboty i dziwne maile pisane w nocy, na które oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi. Kilka razy zwrócił mojemu mężowi uwagę (niby żartem), żeby mnie ogarnął, bo ciąża to nie choroba, a ja robię się leniwa. 

W 6. miesiącu po bardzo kiepskich wynikach badań lekarz zmusił mnie, żebym wzięła zwolnienie. Co z tego, skoro dalej pracowałam? Może z domu i w ulubionym fotelu, ale telefon niemal się urywał, a spotkania z klientami ciągnęły się w nieskończoność. Czasami bolał mnie cały pęcherz, tak długo wstrzymywałam się przed skorzystaniem z toalety. Informacja o skracającej się szyjce i zagrożeniu przedwczesnym porodem była jak obuchem w łeb. Poprosiłam o skierowanie do szpitala, bo wiedziałam, że tylko w ten sposób będę mogła się uwolnić. Wyłączyłam telefon służbowy, zablokowałam szefa i kilka innych osób z firmy na prywatnym smartfonie. W szpitalu mimo kiepskiej diety i średnio miłego personelu naprawdę odpoczęłam. Mogłam iść siku o dowolnej porze, a nawet wziąć w ciągu dnia 15-minutowy prysznic! Dla mnie to był luksusu. Nie wspomnę nawet o możliwości czytania książki, czy oglądania social mediów. Tęskniłam za pracą, brakowało mi ludzi, miłej atmosfery. Marek dostał wypowiedzenie, gdy leżałam w szpitalu. Szef powiedział, że robi redukcję etatów i zamyka jego stanowisko. Myślał, że mąż tego nie wykorzysta, ale nagrał rozmowę i  sprawą zajął się jego kumpel-prawnik. Udało się wywalczyć stosowną odprawę. Marek szybko znalazł lepiej płatną i mniej obciążającą pracę. Ma nadgodziny, ale może je odebrać lub otrzymać ekwiwalent. Ja natomiast urodziłam najśliczniejszą dziewczynkę na świecie i zajęłam się freelancerką. Dostałam również pieniądze za kilkaset przepracowanych udokumentowanych nadgodzin (maile i bilingi telefoniczne). Miły prezent na nową drogę życia – Weronika uśmiecha się ironicznie. 

Obecnie sama prowadzę social media dla moich klientów i idzie mi to świetnie. Ostatnio zgłosiła się do mnie koleżanka z agencji, która również odeszła z pracy i możliwe, że będziemy działać razem. Czas pokaże. Odczuwam satysfakcję, bo mój szef przez swoje podejście stracił dwóch świetnych pracowników. Mam jedynie nadzieję, że kolejne osoby nie nabiorą się na jego piękne słówka, a będą z większą determinacją oczekiwały przestrzegania przez firmę warunków umowy. 

Ciąża – planowana i wymarzona lub niespodziewana zawsze bywa źródłem wielkich emocji. Przyszli rodzice nie tylko martwią się o zdrowie dziecka, ale również o bieżące sprawy. Wśród nich na pierwszym miejscu jest praca. Jak widać, kobiety, które podjęły decyzję o pracy w młodym, dynamicznym zespole, często nie mają możliwości, by połączyć rolę mamy i pracownika. Ta szansa jest im odbierana już na początku, gdy na wieść o ciąży stają się czarnymi owcami w zespole, z którymi nie warto nawet rozmawiać. Na szczęście nie w każdej pracy tak to musi wyglądać (przykład Moniki). 

Stres wywołany złą atmosferą w pracy staje się czynnikiem, który ma negatywny wpływ na ciążę. By chronić nienarodzone dziecko, większość przyszłych mam decyduje się pójść na zwolnienie. Po urlopie macierzyńskim i rodzicielskim wzmocnione psychicznie i okrzepnięte w nowej roli młode mamy często nie chcą wrócić do firmy, w której zostały źle potraktowane. Bogate w bagaż doświadczeń z odwagą patrzą w przyszłość i szukają dla siebie nowych możliwości na rynku pracy z nieufnością podchodząc do starania się o posadę w młodym, dynamicznym zespole. 

 

 

This error message is only visible to WordPress admins
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo